Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Hej-ho, jak fajnie jest być Flawią (Alan Bradley, Cykl o Flawii de Luce, 2-4)

Posted on 20 października 20136 października 2022 by Piotr (zacofany.w.lekturze)
Od lipca szukam efektownego (złośliwi powiedzieliby, że efekciarskiego) zdania, którym mógłbym zacząć tekst o drugim tomie przygód Flawii de Luce. W nadziei na inspirację rzuciłem się do czytania tomu trzeciego, a potem czwartego, których wcale nie miałem w planach i które chciałem sobie zaoszczędzić na później. I nic z tego. Pominę więc wstępne ozdobniki i przejdę do rzeczy.
Jest powszechnie wiadome od czasów Agaty Christie, że angielska prowincja to szalenie kryminogenne miejsce i w przeciętnej wiosce liczącej kilkaset dusz trup ściele się gęściej niż w Chicago czasów prohibicji. W szybkim tempie tym wioseczkom i miasteczkom o morderczej atmosferze zaczyna dorównywać prowincja skandynawska, która jednak ma zdecydowanie mniej wdzięku (chyba że czytamy „Dzieci z Bullerbyn”, a nie Mankella) i której nie zamieszkują istoty tak urocze jak najmłodsza panna de Luce, osóbka zaskakująco opanowana, o niezwykle wysokim mniemaniu o sobie i zadziwiającej wiedzy chemicznej (specjalność: trucizny). Nic dziwnego, że sama Flawia uważa, że fajnie jest być Flawią de Luce. Hej-ho.
Jako samozwańczy geniusz („najwnikliwsza umysłowość na tej wyspie” –   skromność nie należy do zalet Flawii) dziewczynka uważa, że sama potrafi wyświetlić każdą zbrodnię popełnioną w okolicy, a przyznać trzeba, że okazji do zbierania doświadczeń ma aż nadto. A to ginie właściciel teatrzyku kukiełkowego (na oczach licznie zgromadzonej widowni), a to pojawiają się poszlaki wskazujące, że samobójstwo małego chłopca niekoniecznie było tym, czym się wydawało, a to ktoś dusi gwiazdę filmową. „Badyl” i „Cienie” to klasyczne kryminały w stylu Agathy Christie: mnóstwo podejrzanych, efektowna zbrodnia i pojedynek intelektów: Flawia kontra zbrodniarz i, oczywiście, Flawia kontra inspektor Hewitt. „Ucho” natomiast utrzymane jest w konwencji bardziej mrocznej, nawet dosłownie, bo spora część akcji rozgrywa się o zmroku i ciemnych lochach. Intryga kryminalna w żadnym z tomów nie zachwyca, szczególnie „Ucho” wydaje się być mocno pod tym względem niedopracowane, ale czy kolejne tomy Bradleya czytam dla wyrafinowanych zbrodni i pasjonujących śledztw?
Otóż nie. Czytam dla samej Flawii, która z tomu na tom wydaje mi się coraz ciekawsza, chociaż momentami dziwnie niespójna – jakby autor przypisywał jej jakąś cechę charakteru czy uczucie dla doraźnych potrzeb fabuły. Mocno mnie dziwi to, że panienka bez drgnienia powieki dokonująca oględzin zwłok i idąca w zaparte podczas rozmaitych przesłuchań, daje się zastraszać i poniżać siostrom (a na dodatek wierzy w Świętego Mikołaja). Co prawda Fela i Dafi grają na uczuciach Flawii w sposób wyjątkowo perfidny, ale odczuwam to jako pewien zgrzyt. Tyle dobrego, że bystra chemiczka zwykle bierze odwet na wrednych siostrach.
Sytuacja rodzinna de Luce’ów wciąż jest niewyjaśniona. Miałem nadzieję, że w każdym tomie dostanę jakiś nowy kawałek układanki, żeby rozjaśnić dziwne traktowanie Flawii przez siostry, ale zaczynam przypuszczać, że Bradley po prostu zwali nam na głowę wyjaśnienie w ostatniej scenie ostatniego tomu. Szkoda. Autor mógłby się wiele nauczyć od J.K. Rowling, która doskonale odsłaniała kolejne elementy dziejów Harry’ego Pottera i jego rodziców, sprytnie myląc też tropy i zastawiając pułapki na czytelnika. Trochę lepiej jest z postacią Doggera, służącego pana de Luce: przynajmniej w jego wypadku można się tego i owego domyślać. Nader jasno przedstawia się za to stan majątkowy bohaterów: w kasie widać dno, z domu znikają srebra, z kolekcji pułkownika kolejne znaczki, aż wreszcie Buckshaw nawiedza dopust boży w postaci ekipy filmowców, którzy robią potężne zamieszanie, ale za to pozwolą zapłacić rachunki.
Inną zaletą cyklu jest galeria postaci drugoplanowych (z moją ulubioną panią Mullet) oraz doskonałe sportretowanie wiejskiej społeczności (najlepsze w „Badylu”). Poza tym, rzecz jasna, udanie odtworzony klimat pierwszego dziesięciolecia po wojnie, z niedogodnościami, które na tle naszych rodzimych problemów z tej samej epoki, wydają się rozkosznie błahe.
Do tego dorzucę sarkastyczne poczucie humoru; zaśmiewałem się co chwila, czytając „Badyl”, a pierwszą połowę „Cieni” przechichotałem w całości, wywołując dziwne komentarze domowników. Ale jak się nie śmiać przy opisie pogrzebu głównej bohaterki, przy zamianie galerii obrazów w lodowisko albo przy pomyśle pułapki na Świętego Mikołaja? Styl, w jakim Flawia opowiada swoje dzieje, jest zaskakującą mieszaniną wyrażeń potocznych i górnolotnych, ze sporym dodatkiem fachowych terminów chemicznych i archaizmów. Tłumacz dobrze sobie z tym poradził, choć od czasu do czasu coś zazgrzytało, szczególnie w „Uchu”. Na plus natomiast Jędrzejowi Polakowi zaliczam ryzykowny, ale nad wyraz udany, moim zdaniem, zabieg wrzucenia do tekstu poloników. Oto w „Uchu” emerytowany profesor łaciny cytuje Flawii w rozmowie ni mniej, ni więcej tylko fraszkę Kochanowskiego – w oryginale mamy jakiś dawny wiersz o podobnej tematyce. Jeszcze ciekawiej jest parę stron wcześniej, gdy Flawia musi wyjaśnić swoją obecność w miejscu, którym jej być nie powinno. Wyłażąc z pieca, tłumaczy się, że ma zamiar napisać nowelę. O dziewczynce imieniem Rose, która zaniemogła i została na trzy zdrowaśki wsadzona do chlebowego pieca… Musiałem się uszczypnąć, żeby uwierzyć w to, co czytam. Do teraz się zastanawiam, czy „raz dokoła, raz dokoła” na początku „Cieni” to przypadek, czy kolejna gierka tłumacza.
I tak to, z powodu braku efektownego (albo efekciarskiego) pierwszego zdania do przedstawienia drugiego tomu pozbawiłem się zapasów powieści Alana Bradleya i tym niecierpliwiej będę wyglądał kolejnej części. „Speaking from Among the Bones” jest co prawda w sprzedaży od stycznia, ale polskiego przekładu wciąż jeszcze nie ma nawet w zapowiedziach, a ponoć już na początku przyszłego roku ukaże się „The Dead in Their Vaulted Arches”. Jak widać, przynajmniej w kwestii tytułów autora nie zawodzi wyobraźnia. Oby zawartość była równie efektowna.
Alan Bradley, Badyl na katowski wór, tłum. Jędrzej Polak, Vesper 2010.
Alan Bradley, Ucho od śledzia w śmietanie, tłum. Jędrzej Polak, Vesper 2011.
Alan Bradley, Tych cieni oczy znieść nie mogą, tłum. Jędrzej Polak, Vesper 2012.
 

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

66 thoughts on “Hej-ho, jak fajnie jest być Flawią (Alan Bradley, Cykl o Flawii de Luce, 2-4)”

  1. ultramaryna pisze:
    20 października 2013 o 12:16

    Bardzo, bardzo lubię serię Bradleya. Racja, zagadki może nie są aż tak fascynujące, ale sama Flawia jest świetną postacią, a książki mają swój niepowtarzalny klimat. Teraz czekam na „Speaking from Among the Bones” ;)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  2. Lirael pisze:
    20 października 2013 o 14:22

    Zdjęcie bardzo niepokojące, czyżby ktoś z domowników zażądał prywatnego laboratorium chemicznego? :)
    Mieszanina wyrażeń potocznych i górnolotnych ostro daje w kość przy lekturze Bradleya w oryginale. Wydawać by się mogło, że powieść dla młodzieży po angielsku to pestka, ale w tym przypadku bynajmniej tak nie jest.
    Flawię uwielbiam, ale czy być nią jest fajnie, nie jestem pewna, przy takich koszmarnych siostrach. :(
    Przyznam się, że „Tych cieni oczy znieść nie mogą” to było spore rozczarowanie, co wkrótce opiszę detalicznie. Zgadzam się natomiast, że pomysł z lodowiskiem genialny.
    Mam nadzieję, że kolejne części okażą się bardziej udane. Widziałam recenzje piątego tomu i były bardzo pozytywne.
    A propos ulubionych scen, piloci Luftwaffe, zrzucający nad Haworth fioletową wstęgę w hołdzie siostrom Brontë w „Badylu…” to moim zdaniem majstersztyk. :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      20 października 2013 o 15:29

      Młody chemik należy do Starszej, która produkowała zupę ze szczurzych flaków i żelowe glizdy:)
      Przejrzałem angielską Flawię i faktycznie borykanie się z tekstem w oryginale to spore wyzwanie, chyba bym nie zaryzykował.
      Skoro sama Flawia myśli, że fajnie być Flawią, to nie będę się z nią kłócił, bo nie wypada:P
      „Cienie” do połowy były świetnym obyczajem, moje chichoty nie brały się z niczego, ale gdy wszedł kryminał rzeczywiście nieco siadły, choć nie byłbym tak okrutny w ocenie, jak Ty. Ale poczekam na Twoją dokładną opinię.
      Na kolejne tomy czekam niecierpliwie, a hołd dla sióstr Bronte też mnie szalenie ujął.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. Lirael pisze:
      20 października 2013 o 16:39

      Nie wiedziałam, że szczurze flaki mają takie psychodeliczne kolorki. :) Dopóki w centrum zainteresowania są glizdy, wszystko jest w porządku, ale gorzej, jak pojawią się trucizny. :)
      Pani Mullet rzeczywiście jest rewelacyjna! :D
      Moim zdaniem „Cienie” rozłażą się w szwach, pomysłowość autora też trochę zawiodła, ale trzeba przyznać, że narzucił sobie dość mordercze tempo a la Rowling. Mam nadzieję, że to tylko chwilowy spadek formy.
      A „Speaking from Among the Bones” przed chwilą zamówione! :D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      20 października 2013 o 18:50

      Szczurze flaki wychodziły zielone albo czerwone, zależnie od barwnika. Psychodeliczne granulki służą do wykonywania piłeczek, ale jeszcze nie przeeksperymentowaliśmy.
      Do połowy „Cieni” doleciałem w upojeniu, a potem zaczął się kryminał. Chyba za dużo grzybków Bradley tam wrzucił.
      Niecierpliwie oczekuję opinii o Mówiącym spośród kości :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    4. Lirael pisze:
      21 października 2013 o 05:13

      Mam nadzieję, że to będą naprawdę piłeczki a nie np. gałki oczne. :)
      W początkowej fazie pomysł by naprawdę niezły, ale potem rzeczywiście te grzyby się namnożyły. :)
      Uprzedzam, że jedzie do mnie również najnowsza Bridget J i to ona będzie miała pierwszeństwo. :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      21 października 2013 o 05:39

      Zobaczymy, czy wyjdą piłeczki, czy gałeczki :)
      W imieniu Flawii obrażam się, że przedkładasz nad nią jakąś neurotyczkę, doprawdy :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    6. Lirael pisze:
      21 października 2013 o 17:04

      Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    7. Lirael pisze:
      21 października 2013 o 17:05

      Mam nadzieję, że przy tworzeniu gałek powstanie stosowna dokumentacja fotograficzna, którą potem można będzie użyć np. jako ilustrację do recenzji „Oka cyklonu”, „W cztery oczy” lub „Mamoka”, ewentualnie „Gałki od łóżka”. :)
      Założę się, że Flawia nie jest obrażalska, już siostrzyczki zadbały o jej odporność.:(

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    8. zacofany.w.lekturze pisze:
      21 października 2013 o 17:12

      Mam już gdzieś komplet zdjęć z eksperymentów, wykorzystam przy pierwszej okazji:) Może i Flawia odporna, ale doprawdy ustąpić Brydżet to przykrość :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    9. Lirael pisze:
      21 października 2013 o 17:20

      Brydżet to poważne zjawisko socjologiczne, więc należy jej się odrobina szacunku. :) Poza tym chwilowo nie zanosi mi się na dłuższe ferie, a czytanie Flawii w oryginale z pospiesznego doskoku raczej nie wchodzi w rachubę. Z Brydżet takich kłopotów na pewno nie będzie. :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    10. zacofany.w.lekturze pisze:
      21 października 2013 o 17:32

      Socjologiczne? Niech Ci będzie:P Ciekawe, czy Brydżet wciąż chodzi skacowana:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    11. Lirael pisze:
      21 października 2013 o 17:36

      Zrelacjonuję z najdrobniejszymi szczegółami. :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    12. zacofany.w.lekturze pisze:
      21 października 2013 o 18:59

      Na pewno przeczytam sprawozdanie, chociaż nie przepadam za Brydżet:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    13. Lirael pisze:
      23 października 2013 o 16:17

      Ja mam do niej słabość. Wersja książkowa całkiem sympatyczna, film momentami mnie drażnił pomimo intensywnej obecności Colina F. :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    14. zacofany.w.lekturze pisze:
      23 października 2013 o 16:20

      Dla mnie to fenomen zupełnie niezrozumiały. Jedyne, co strawiłem to soundtrack z filmu, jest tam kilka zacnych kawałków:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    15. Lirael pisze:
      23 października 2013 o 17:15

      Nawet niebieska zupa Ci się nie podobała? :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    16. zacofany.w.lekturze pisze:
      23 października 2013 o 18:06

      Uważasz, że pamiętam takie detale z dzieł, które nie zrobiły na mnie wrażenia? :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    17. Lirael pisze:
      23 października 2013 o 18:23

      No może trochę się zagalopowałam z tą niebieską zupą. :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    18. zacofany.w.lekturze pisze:
      23 października 2013 o 18:57

      :) Z książki pamiętam, że Brydżet miała nieustannie kaca, a z filmu jej różowe kapciuszki :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  3. momarta pisze:
    20 października 2013 o 20:33

    Jędrzej Polak przetłumaczył „Kotka Splotka” i za to ma u mnie kredyt zaufania i dozgonną wdzięczność!
    O panience Flawii nie wiem nic, albowiem nie czytałam Bradleya, natomiast podejrzewam, że z uwagi na zainteresowania mogłaby spodobać się mojemu Starszemu, który ostatnio wyznał, że nie może doczekać się, kiedy w szkole będzie miał chemię, bowiem bardzo chce robić mikstury:P Mam jednak wrażenie, że te książki to trochę wyższy pułap wiekowy; słusznie?

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      20 października 2013 o 20:39

      Jędrzej Polak tłumaczył kiedyś klasyków rocka i za to ma u mnie raczej minus :) Bradley mógłby spodobać się Tobie, natomiast Starszy jeszcze ze dwa lata powinien poczekać. Ale kto wie, może namiętność do mikstur pozwoliłaby mu przewalczyć nieznajomość podstaw chemii. Przykład mojej Starszej walczącej z Kosikiem wskazuje, że nie ma co się usztywniać w kwestii lektur.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. momarta pisze:
      20 października 2013 o 21:14

      Ja już nie chcę wiedzieć, co jeszcze mogłoby mi się spodobać, bowiem ostatnio dla przyjemności czytam po dwie strony dziennie, gdyż na więcej czasu mi nie starcza, wobec czego w zasadzie brak szans, że przed śmiercią zdążę przeczytać wszystko to, co zgromadziłam z myślą o najbliższych kilku miesiącach:(
      Starszy wydaje się być dobrze rokującym bardzo młodym czytelnikiem Bradleya, bowiem oprócz zainteresowań chemicznych, drąży ostatnio także tematy okołozwłokowe (ze szczególnym uwzględnieniem zwłok, które stały się nimi w gwałtownych okolicznościach). Nie jestem jednak pewna, czy ja jestem gotowa na to, aby on dalej kroczył tą drogą. Jeszcze wyjdzie z niego patomorfolog, a tego – znając kilku osobiście – bym nie zniosła!

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      21 października 2013 o 04:10

      Oj, to z grubsza masz to samo, co ja.
      Zainteresowania Starszego wydają mi się coraz ciekawsze, czyżby podczytywał po kryjomu Hołysta z Twojej biblioteczki?
      I zechciej, proszę, sprecyzować swoje uczucia wobec patomorfologów, bo zabrzmiało to intrygująco. Zawsze mi się wydawało, że to fascynująca specjalizacja:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    4. momarta pisze:
      22 października 2013 o 08:12

      Hołysta nie tyka, bowiem odstrasza go grubością. Coś go jednak akurat z tym autorem łączy, więc w sumie powinien:)
      Patomorfolodzy po pewnym czasie wykonywania tego zawodu muszą stać się nieco odchyleni, gdyż inaczej nie przetrwają (przynajmniej ci, których znam, są odchyleni, jeden w jednego). I, oczywiście, stanowią swego rodzaju atrakcję towarzyską (opowieści z cyklu: „kroisz, rzygasz, kroisz,…”), ale tylko do czasu. Swojemu synowi życzyłabym lepszego losu.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      22 października 2013 o 09:00

      Czyżbym się domyślał, jak ma imię Twój syn? :P
      Lekarz w rodzinie – to zawsze lekarz w rodzinie, więc ja bym mu na zapas nie współczuł :D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    6. momarta pisze:
      22 października 2013 o 10:04

      Dobrze kombinujesz:P
      Co do lekarza w rodzinie, to już mamy ustalone, że jeden będzie geriatrą. Niby to tylko o jeden krok dalej, ale mimo wszystko wolałabym, żeby żaden z nich go nie czynił:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      22 października 2013 o 10:06

      Kto ma księdza i geriatrę w rodzie, temu bieda nie dobodzie. Czy jakoś tak głosi mądrość ludowa:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  4. Agnes pisze:
    20 października 2013 o 21:44

    Flawia jest super. A w ogóle to gdzie Bazyl, jeszcze go tu nie ma? Zagorzały fan.
    ;)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      21 października 2013 o 04:08

      Bazyl pewnie ma weekendowy odwyk internetowy:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. Bazyl pisze:
      21 października 2013 o 07:03

      @ZwL Prawidłowa diagnoza.A co do meritum. Intrygi kryminalnej bym się nie czepiał, bo to jednak książka dla młodzieży. Tak, tak, wiem że lepiej równać w górę, ale bez przesady, nie jest aż tak źle. Wiadomo, jak się człowiek naczyta Theorinów i naogląda „Siedem” … :) Co do niespójności cech charakteru Flawii, to mając w domu dziecko troszkę młodsze stwierdzam, że jest to możliwe. Niekiedy cholernie dorosły, niekiedy jakby z beta dopiero wyjęty :) Ja uwielbiam Flawię jako mistrzynię ciętej riposty, bo choć czasem nawet jej brakuję języka w … buzi, to jednak jak odpali, to klękajcie narody :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      21 października 2013 o 07:08

      Och, no wiem, że dzieci się przerzucają ze skrajności w skrajność, mam dowody na co dzień, ale nie poradzę na to, że taka żelazna Flawia nie powinna, moim zdaniem, tak rozmiękać pod szyderstwami sióstr, raczej razić je laserami oczu i sztyletem języka:)
      Cięte riposty uwielbiam:) Zastanawia mnie za to jedno: czy panny de Luce chodzą do szkoły? Chyba ani pół wzmianki przez cztery tomy nie było.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    4. Bazyl pisze:
      21 października 2013 o 07:22

      Bądź co bądź trupy, z którymi styka się bohaterka, to praktycznie obcy dla niej ludzie, więc niejako rozumiem beznamiętność. Tym bardziej, że zapatrzona w wuja kreuje się na taką właśnie, chłodną badaczkę i naukowca. Natomiast szpile sióstr, gdy brakuje im już lżejszych argumentów, są tak perfidne, że aż człowiek zgrzyta zębami. Skoro dorosłego czytelnika rusza, to jakby mogło nie samą zainteresowaną? O szkole rzeczywiście nie ma, ale mam wrażenie, nie wiem skąd się biorące, że akcja rozgrywa się w okresach wolnych od nauki.
      PS. Jak to jest, że najlepsza cięta riposta przychodzi do głowy jakieś pół godziny po momencie, w którym powinna zostać wykorzystana?

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      21 października 2013 o 07:32

      No ja to wszystko wiem i nawet sobie rozumowo przedstawiam, ale czasem nie idzie.
      Z tymi feriami to może być prawda, Boże Narodzenie by pasowało, w Ciasteczku to chyba jakiś lipiec? Ale Ucho jakieś takie jesienne jest i ani słowa o szkole. Zresztą w okolicach w ogóle jakiś niedobór dzieci w wieku szkolnym jest.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    6. Bazyl pisze:
      21 października 2013 o 07:48

      Po finansach rodziny wnoszę, że guwerner nie wchodził w grę. Może autor zrezygnował z tematów szkolnych ze względu na target? :)
      PS. Bardzo fajna fotka otwierająca. Poproszę więcej :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      21 października 2013 o 07:57

      O guwernerze musiałaby być jakaś wzmianka. Mnie już nawet nie chodzi o pokazywanie szkoły, ale o najdrobniejsze choćby wzmianki. Aż niemożliwe, żeby jedenastolatka ani razu nie powiedziała czy nie pomyślała, że „moja nauczycielka panna Smith zawsze powtarza, że”.
      Dzięki za miłe słowo o fotce, zaczynam przemyśliwać, czy nie pójść w jakieś takie inscenizacje, tyle że tu było prosto, a mały chemik pod ręką:) Na jakim tle fotografować „Chłopów” albo Conrada? Zawsze, co prawda, zostaje zdjęcie książki z kotem – to zwykle działa :D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    8. Bazyl pisze:
      21 października 2013 o 08:28

      Prawdą jest co piszesz, ale, mimo że można to uznać za błąd kompozycyjny, to jakoś mi ten brak snu z powiek nie spędzał :) A do „Chłopów” to mogę Ci zapozować :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    9. zacofany.w.lekturze pisze:
      21 października 2013 o 08:32

      A mnie to teraz będzie męczyć, bo to jednak niedoróbka jest, nieduża, ale jednak:)
      Do „Chłopów” musiałbyś się stawić we własnych walonkach i kufajce albo sukmanie i czapce z pawim piórem (do wyboru), widły mam, to ewentualnie pożyczę :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    10. Bazyl pisze:
      21 października 2013 o 09:05

      Ponieważ czepiasz się szczegółów to lepiej stawię się w lnianej koszulinie przepasanej powrósłem, łapciach z łyka i cepami ewentualnie sierpem (bez młota) :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    11. zacofany.w.lekturze pisze:
      21 października 2013 o 09:14

      U Reymonta nijakich łapci nie mieli, trepy drewniane na błoto albo uczciwe trzewiki, ale niech tam, dawaj w łapciach:))

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    12. Bazyl pisze:
      21 października 2013 o 09:19

      Widzisz? Nieuczonym chłop, czyli pasuję jak ulał :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    13. zacofany.w.lekturze pisze:
      21 października 2013 o 09:30

      Ula nijakiego nie mam, żebyś przy nim pozował, ale jakiś kawałek polnego pleneru się znajdzie :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    14. Bazyl pisze:
      21 października 2013 o 10:29

      Ulał, nie ula. To może, per analogiam, na tle bimbrowni? :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    15. zacofany.w.lekturze pisze:
      21 października 2013 o 10:46

      Na tle bimbrowni to będzie zdjęcie przy recenzji Wędrowycza. Ale na razie nie planuję :D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  5. Agnieszka Hofmann pisze:
    21 października 2013 o 06:02

    Brawurowy cykl! Wprawdzie tej części mnie, która jest kryminalistką, nie wszystkie kryminalne intrygi przekonują, to już cała otoczka, postać Flawii, gagi (tak, pułapka na Mikołaja!…), klimat, tło obyczajowe, no i przede wszystkim: język to mistrzostwo świata. Poza tym czytając Flawię cały czas mlaskam i cmokam nad kunsztem tłumacza, który uwija się sprytnie, bierze slalomem te wszystkie pułapki translatorskie, którymi najeżony jest tekst, i udowadnia niemal na każdej stronie, że do tego po prostu trzeba mieć talent. Czekam już z utęsknieniem na kolejny tom (w Niemczech już są zapowiedzi, ale ja czytałam cykl po polsku i akurat w tym przypadku chcę to czytać w polskim tłumaczeniu), ale albo ślepa jestem, albo na razie sza…

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      21 października 2013 o 06:08

      Właśnie dla tych elementów, które wymieniłaś, warto Flawię czytać. Ja najbardziej lubię opisy eksperymentów, jako niespełniony chemik :) Tłumaczowi czasem coś zgrzytnie, ale wybaczam, świadomy ekwilibrystyki, jaką musi uprawiać na każdym kroku:)
      Po polsku w tym roku ma nie być, Bazyl pytał wydawnictwo, poczekamy sobie, niestety:( Oby nie za długo.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  6. Agnieszka Hofmann pisze:
    21 października 2013 o 06:39

    Niespełniony chemik?… ;-) Coś w tym jest. Ja jestem niespełnioną, za to genialną lekarką, ale kiedy czytam Flawię, to aż mnie świerzbi, żeby tak wziąć, wyczarować coś, upichcić… tylko laboratorium nie mam:-( Ale gdybym tak miała raz jeszcze rozpoczynać życie od nowa, to nie wiem, nie wiem… (no dobra, przyznaję, ostatnio jestem pod wielkim wpływem Breaking Bad).

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      21 października 2013 o 06:55

      No miałem taką fazę gdzieś w szóstej klasie, ale z powodu obiektywnych braków w zaopatrzeniu nie wyszedłem poza krystalizację soli kuchennej:P Natomiast opisy doświadczeń Flawii czytam w upojeniu, zazdroszcząc prawujka z laboratorium:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  7. Agnieszka Hofmann pisze:
    21 października 2013 o 07:08

    Taką fazę przechodzi teraz chyba mój starszy syn. Ostatnio mnie wypytywał, czy taki chemik to dużo zarabia i jak się zostaje profesorem. Chemii, oczywiście. I co taki profesor musi robić, w ogóle.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      21 października 2013 o 07:10

      Jak wynajdzie superklej albo paliwo do rakiet z makulatury, to ma szansę na fortunę:) W dzisiejszych czasach przynajmniej z eksperymentami nie ma problemów, zestawów „mały chemik” ile chcieć, a i kwas solny można pewnie kupić bez trudu.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. grendella pisze:
      21 października 2013 o 09:04

      Gdybym jeszcze nie czytała, to pędem poleciałabym czytać :) I wręcz podoba mi się to, że Flawia momentami bywa troszkę niespójna :) Panny de Luce raczej do szkoły nie chodzą, edukują się same – mają w końcu przepastne biblioteki :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      21 października 2013 o 09:16

      Dość wąsko się edukują, jedna wyłącznie w literaturze z naciskiem na Dickensa, druga w muzyce, a trzecia w truciznach:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    4. Grendella pisze:
      21 października 2013 o 12:36

      Uroki samokształcenia. Gdybym nie chodziła do szkoły to też bym miała dość wąską specjalizację :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      21 października 2013 o 12:39

      Tak, tabliczki mnożenia zdecydowanie bym nie znał :D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  8. bookfa pisze:
    21 października 2013 o 21:07

    Nie przekonałam się do Flawii. Nie przebrnęłam nawet przez pierwszy tom. Może powinnam zacząć od trzeciego, skoro mówisz, że im dalej w las tym lepiej? Hm…

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      21 października 2013 o 21:12

      Od drugiego zacznij, scena pogrzebu może Ci się spodobać:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. bookfa pisze:
      22 października 2013 o 19:05

      ha ha ha…

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      22 października 2013 o 19:06

      Nie ha ha ha, tylko hej-ho i do czytania:D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  9. Kasia Sawicka pisze:
    22 października 2013 o 09:14

    Najgorsze jest to, że Flawię lubię owszem, choć bywa, irytuje owszem, a siostrzyczki to bym chętnie przez kolano przełożyła, choć najpierw tacie bym mocno naurągała.. Ech. uwielbiam ten cykl głównie za klimat i pomysłowość Flawii. I jej dyskusje z komisarzem (nie pamiętam czy to był komisarz policji czy jakiś inny oficer, w każdym razie, śledczy, któremu Flawia często i gęsto odbiera możliwość przeprowadzenia śledztwa). A co do tego, że Flawia lepiej sobie radzi ze zwłokami niż z siostrami to ja to trochę rozumiem. No jednak martwy człowiek nie zamknie jej w szafie ;)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      22 października 2013 o 09:33

      Martwy człowiek może się znienacka podnieść i zacząć ją dusić jako zombie albo nawiedzać w nocnych koszmarach:P I jemu nie można dosypać trutki na szczury do owsianki :D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. Kasia Sawicka pisze:
      22 października 2013 o 10:47

      Tak, tak, bycie martwym jednak ma swoje wady ;P Dobrze, że Flawia nie wierzy w coś takiego jak zombie :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      22 października 2013 o 10:49

      Może kiedyś, z braku pomysłów, pojawią się i zombie. W końcu od czego jest ten urokliwy cmentarz we wsi:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    4. Kasia Sawicka pisze:
      22 października 2013 o 11:24

      No jak już się pomysły wyczerpią, na coś bardziej oryginalnego ;P ;) to czemu nie? :) Swoją drogą ciekawa jestem momentu pojawienia się następnych części i pomysłów Bradleya.
      ps. Melduję posłusznie, że znowu nie zawiodłeś jeśli chodzi o polecane lektury. Mam na myśli oczywiście „Omegę”. Liczę na wolniejszą chwilę by co nieco o niej wspomnieć ;)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      22 października 2013 o 11:42

      Liczę, że jednak Bradley trochę bardziej skupi się na rodzinnej tajemnicy. Bardzo się cieszę, że Omega Ci się podobała, bo niektórzy (prawda, Bazylu?) coś marudzili na tę książkę. Pisz koniecznie:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    6. Bazyl pisze:
      23 października 2013 o 12:33

      Oj tam, marudzili. Jak się nie jest dwunastolatką z problemami, to pewne rzeczy ciężko zrozumieć :D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  10. Bibliopatka pisze:
    27 października 2013 o 19:55

    Nabrałam sporego apetytu na „Flawię” – połączenie kryminału i sarkastycznego poczucia humoru brzmi bardzo obiecująco. Na marginesie, okładki wszystkich tomów też prezentują się atrakcyjnie, aż chce się po nie sięgnąć.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
1 tydzień ago
View on Instagram |
1/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
W potoku słów, jaki Cher wygenerowała w pierwszym tomie swojej autobiografii, niemal ginie to, co w tej opowieści najważniejsze: historia dziewczyny, która wbrew traumom, bez wsparcia i właściwych wzorców, próbuje się wybić, a gdy już jej się udaje, musi jeszcze nauczyć się decydować o sobie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Adam Tuz
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
W potoku słów, jaki Cher wygenerowała w pierwszym tomie swojej autobiografii, niemal ginie to, co w tej opowieści najważniejsze: historia dziewczyny, która wbrew traumom, bez wsparcia i właściwych wzorców, próbuje się wybić, a gdy już jej się udaje, musi jeszcze nauczyć się decydować o sobie. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Adam Tuz
3 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
%d