Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

„Ślepa na serce” (Julia Franck, „Południca”)

Posted on 24 października 201331 stycznia 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)


Zmęczyła mnie ta książka. Nie dlatego, że jest zła czy nudna (chociaż znalazłoby się parę mielizn), ale z powodu swojej atmosfery: dusznej, czasami wręcz klaustrofobicznej i niewesołej wymowy. Takie właśnie – duszne i niewesołe – jest życie głównej bohaterki, Heleny. Cieniem na jej dzieciństwie położyła się choroba psychiczna matki, która swej młodszej córki nie akceptowała i wielokrotnie dawała wyraz swej niechęci do niej, oraz spowodowana wojną nieobecność ojca, a później jego choroba. Jedynym oparciem dla Heleny pozostawała siostra, Marta. Razem znosiły humory, wybuchy i ekscesy matki, razem później opiekowały się ojcem. Na Helenę spadł ciężar prowadzenia rodzinnej drukarni. Wszystko to w niechętnej atmosferze małego Budziszyna, którego społeczność nie akceptowała matki dziewcząt, Żydówki. Próbą wyrwania się z tego zatęchłego światka jest wyjazd dziewcząt do Berlina. Starsza z sióstr zachłystuje się światową, dekadencką atmosferą stolicy: związuje się z lekarką, bywa w lokalach, bawi się, ale ulega też narkotykom. Dużo młodsza Helena czuje się obco w tym otoczeniu, próbuje się uczyć, pracuje. W końcu zakochuje się w filozofie Carlu i wreszcie zaznaje prawdziwej miłości. Szczęśliwe zakończenie nie jest jednak przewidziane.
Opowieść Julii Franck jest nierówna. Część budziszyńska snuje się niespiesznie w rytmie typowym dla małych miast. Autorka kreśli portret zimnej, nieczułej matki dziewcząt, niezdolnej do miłości – „ślepej na serce”, zaborczej, zawziętej, popadającej w coraz głębszy obłęd, i wizerunki sióstr, które są dla siebie oparciem i jedynym, pod nieobecność ojca, źródłem czułości i miłości. To chyba najciekawsze fragmenty książki, choć mogą się wydawać mało efektowne. Narracja o okresie berlińskim jest dynamiczniejsza, bardziej nerwowa, migawkowa, jakby chciała oddać niespokojnego ducha wielkiej stolicy przełomu lat dwudziestych i trzydziestych: dekadencja powoli ustępuje miejsca rodzącemu się nazizmowi, w tle mamy też kryzys gospodarczy i próby jego przezwyciężania przez nazistów, antysemityzm, swobodę seksualną i dyskusje filozoficzne. Część trzecia, opowiadająca o okresie małżeńskim Heleny, rozgrywa się w Szczecinie, ale poza garścią nazw niewiele się o tym miejscu dowiadujemy, najważniejsze stają się relacje Heleny z mężem i synem. W małżeństwie Helena zmienia się w automat do prac domowych i zaspokajania potrzeb męża – związek zaskakująco przypomina schematy z powieści o maltretowanych żonach, a wizerunek inżyniera Wilhelma wydaje się dziwnie niespójny, jego przemiana od zakochanego, który fałszuje dokumenty narzeczonej, by ukryć jej żydowskie pochodzenie, do tępego męża tyrana i antysemity jest nagła i raczej słabo umotywowana. Być może to celowe, żeby pokazać, jak mało Helena wiedziała o Wilhelmie przed ślubem i jak właściwie obojętne jej było za kogo wychodzi, jednak nieco mnie to raziło. Helena jako matka traktuje syna dość oschle, odpycha spragnione czułości dziecko, jakby naśladując własną matkę, tak samo ślepnąc na serce. Potrafi zatracić się jedynie w pracy w szpitalu, w opiece nad chorymi. Poza tym wydaje się zobojętniała na wszystko, na odejście męża, na wojenne trudności, nawet na to, że w czasie walk o Szczecin jej syn pozostaje bez opieki, gdy ona haruje w szpitalu.

 

Gdybym miał jednym słowem lub zdaniem określić, o czym właściwie jest ta książka, musiałbym powiedzieć, że nie wiem. Na początku wydawało się, że może to być rzecz o dorastaniu w cieniu zimnej matki, które rzutuje na całe życie Heleny. Potem historia skręciła w stronę poszukiwania własnego miejsca i dojrzewania do miłości, przełamywania oporu wobec prawdziwego uczucia w świecie swobody seksualnej, by wreszcie zmienić się w dzieje małżeńskiego dramatu i obraz relacji matka–syn, Mógłbym też pewnie wskazać na próby określenia własnej tożsamości: żydowskie pochodzenie matki stopniowo zaczyna coraz bardziej rzutować na życie jej córek, aż doprowadzi do wyparcia się korzeni, lecz mimo to nie przestanie niepokoić. Ta obfitość tropów pozostawia sporo niedopowiedzeń, pobudza do myślenia i szukania własnych interpretacji, ale może też budzić znużenie tym nadmiarem. 

Julia Franck, Południca, tłum. Krzysztof Jachimczak, W.A.B. 2010.

31 thoughts on “„Ślepa na serce” (Julia Franck, „Południca”)”

  1. Krystyna Krasnoludek pisze:
    24 października 2013 o 18:55

    Ostatnio dość często mam do czynienia z książkami toczącymi się w czasie wojny, gdzie główna bohaterka/ bohater ma problem z korzeniami żydowsko – aryjskimi. Jest to temat bardzo ciekawy, jeszcze nie oklepany, więc w moim mniemaniu warto się z nim bardziej zapoznać. Tutaj widzę, że zapowiada się interesujący miszmasz. Zapisze sobie, żeby nie zapomnieć, gdyż mam wrażenie, że lektura tej książki może być naprawdę intrygująca :)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      24 października 2013 o 20:01

      Opinie o tej książce są dość skrajne, widziałem, że niektórzy rzucali ją w kąt po parunastu stronach, inni byli zachwyceni. Warto spróbować osobiście.

      Odpowiedz
  2. Lirael pisze:
    24 października 2013 o 19:45

    Może na dziwną przemianę psychiczną męża miała wpływ wojna? Budziła uśpione demony w wielu osobach.
    Zastanawiam się skąd taki tytuł tej zagmatwanej powieści? Południca to ktoś w rodzaju rusałki, prawda?

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      24 października 2013 o 20:00

      Demony obudziły się zaraz po ślubie, jeszcze przed wojną. W grę mogła wchodzić urażona męska duma, chęć odegrania się na Helenie za upokorzenie; może wcześniej Wilhelm się maskował – nie wyczułem go, stąd moja uwaga, że to niespójna postać.
      Południce są elementem łużyckiego, ale nie tylko folkloru: http://pl.wikipedia.org/wiki/Po%C5%82udnica „Południcami stawały się dusze kobiet zmarłych tuż przed lub w trakcie ślubu, bądź wkrótce po weselu” – dla Heleny ślub był poniekąd śmiercią jako osoby, stała się ubezwłasnowolniona. Być może nadinterpretowuję, zresztą, o ile pamiętam, tytułowe słowo nie pojawia się w książce.

      Odpowiedz
    2. momarta pisze:
      24 października 2013 o 20:03

      Rusałka to to chyba nie jest, wprawdzie ja edukowana na Kaziku (albo Kulcie, teraz nie pamiętam) i Wiedźminie, ale myślę że wygląda mniej więcej tak.

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      24 października 2013 o 20:05

      Pojechałaś hardkorem :P W wersji enerdowskiej Południca wygląda tak: http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Briefmarke_Sorbische_Sagen_-_Mittagsfrau_und_Nochtenerin.jpg

      Odpowiedz
    4. momarta pisze:
      24 października 2013 o 20:09

      Cudna, doprawdy. Obawiam się jednak, że ta od Franck to ta moja:(

      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      24 października 2013 o 20:10

      Mam wrażenie, że masz rację. W każdym razie zdecydowanie nie jest to demon na jesień.

      Odpowiedz
    6. Lirael pisze:
      24 października 2013 o 20:12

      Świetny pomysł z tytułem w takim razie, ciekawe nawiązanie.
      Czy w książce pojawiają się jakieś polskie realia? Jeśli tak, mam nadzieję, że nie wyczuwa się takiej sztuczności, jaka czasami zdarza się zagranicznym pisarzom: widać, że nie chciało się sprawdzać realiów i nadrabia się miną. Ostatnio na jakimś blogu anglojęzycznym czytałam recenzję książki, której bohaterką była dziewczynka o jakże typowo polskim imieniu… Rodzina! :D

      Odpowiedz
    7. momarta pisze:
      24 października 2013 o 20:13

      No właśnie. Przy okazji: od trzech lat mam na półce „Księgę jesiennych demonów” Grzędowicza i odnoszę wrażenie, że jedyny moment, kiedy można się za nią w miarę bezboleśnie zabrać, to wrzesień. Teraz – nawet mimo nadzwyczajnego słońca – boję się na samą myśl o jej lekturze:P

      Odpowiedz
    8. zacofany.w.lekturze pisze:
      24 października 2013 o 20:17

      Lirael: książka kończy się w 1945 roku razem z wkroczeniem Armii Czerwonej, na Polaków nie ma miejsca. Tyle że sąsiadka bohaterki nazywa się Kozińska. Autorka trzyma się Niemiec; obraz Berlina nieco mnie rozczarował. Rodzina to doskonałe imię dla dziewczynki, prawie tak dobre jak Tradycja:)

      Momarto: za rok znów będzie wrzesień i Grzędowicz będzie jak znalazł.

      Odpowiedz
    9. Lirael pisze:
      24 października 2013 o 20:24

      ~ ZWL
      Właściwie Rodzina i Tradycja mogłyby być siostrami, imiona ładnie się komponują. :)

      Odpowiedz
    10. zacofany.w.lekturze pisze:
      24 października 2013 o 20:27

      Czyli właściwie autor nie wykazał się ignorancją, ale znakomitą znajomością naszej kultury :D

      Odpowiedz
  3. momarta pisze:
    24 października 2013 o 20:06

    „Południca” leży od jakiegoś czasu na mojej „niemieckiej” półce, skierowana tam także przez wątek szczeciński. I tak w najbliższym czasie nie ma szans, abym wzięła ją do ręki, ale teraz tym bardziej odczekam; nawet nie dlatego, że jakoś szczególnie mnie zniechęciłeś (bo raczej nie), ale nie sądzę, aby duszna atmosfera i niewesoła wymowa były mi teraz szczególnie potrzebne.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      24 października 2013 o 20:08

      Nie nastawiaj się na szczecińskość. Garść nazw ulic i okolicznych miejscowości – Szczecin, czyli nigdzie, równie dobrze mógł być Kołobrzeg, Olsztyn czy Królewiec. Ale a propos Szczecina: zacząłem „Filipinki” Szczygielskiego i to jest dopiero o Szczecinie, przynajmniej na początku:)

      Odpowiedz
    2. momarta pisze:
      24 października 2013 o 20:10

      Tak też mi się wydawało, dlatego leży na półce „niemieckiej”, a nie „szczecińskiej”.
      Mnie te „Filipinki” w ogóle nie kręcą; może dlatego że ich muzyka nigdy mi się nie podobała? I szczecińskość chyba nie pomoże.

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      24 października 2013 o 20:14

      Mam wrażenie, że to książka o czymś więcej niż muzyka, ale za parę dni będę już wiedział na pewno.

      Odpowiedz
    4. momarta pisze:
      24 października 2013 o 20:16

      To raczej oczywiste, pytanie tylko na ile autorowi udało się wznieść poza oczywisty w jego sytuacji sentyment. Daj znać w każdym razie.
      Wreszcie pamiętałam, żeby to napisać: na czym ta Twoja „Południca” leży?

      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      24 października 2013 o 20:20

      Nie omieszkam szeroko opowiedzieć o Szczygielskim.
      „Południca” leży na reprodukcji „Oczekiwania” Richarda Elze (1935). Zacytowałbym opis z Kroniki XX wieku, ale wydaje mi się on nazbyt łopatologiczny.

      Odpowiedz
    6. momarta pisze:
      24 października 2013 o 20:22

      Już drugi raz dzisiaj poczułam się jak ktoś, kto nie spełnia pokładanych w nich intelektualnych oczekiwań:P Dawaj ten łopatologiczny opis, nie będę udawać, że oglądam dzieła pana Elze przed zaśnięciem!

      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      24 października 2013 o 20:25

      „Scena oniryczna i prorocza może być interpretowana jako wyobrażenie paraliżującego strachu, anonsując nadchodzącą katastrofę w Europie”. Chyba wystarczy:)

      Odpowiedz
    8. momarta pisze:
      24 października 2013 o 20:29

      Owszem:) Robię postępy – za pierwszym razem, który zdarzył mi się dzisiaj, nie zrozumiałam wszystkich czytanych słów, a teraz dałam radę! I tak czułam, że to coś w ten deseń:P

      Odpowiedz
    9. zacofany.w.lekturze pisze:
      24 października 2013 o 20:30

      No widzisz, może za wcześnie poprosiłaś o podpowiedź :D

      Odpowiedz
  4. Bazyl pisze:
    25 października 2013 o 03:04

    Po Aleksijewicz na długo mam dość „dusznej” atmosfery, a problemy z tożsamością przerabiałem ostatnio w „Morfinie”, więc na razie pani Franck podziękuję.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      25 października 2013 o 05:03

      Wyjątkowo nie namawiam. A jak tam Morfina?

      Odpowiedz
  5. czytanki.anki pisze:
    25 października 2013 o 12:30

    Powieść nie jest zła, choć sama też się z nią zmagałam. Zapamiętałam ją jako książkę o nieprzystawaniu do ogółu, o życiu poza nawiasem. Ciekawe było dla mnie również niemieckie ujęcie tematu.

    O południcach pisał niedawno Stasiuk (tekst do poczytania w jego najnowszej książce), dla mnie to zupełnie obce stwory.;)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      25 października 2013 o 12:51

      Dobrze, że młode (no może średnie) niemieckie pokolenie chce się mierzyć z przeszłością, nazizmem, antysemityzmem, eutanazją, Szkoda tylko, że trochę to wszystko rozmydlone.
      O południcach to chyba i Leśmian pisał w Klechdach, muszę sprawdzić.

      Odpowiedz
    2. czytanki.anki pisze:
      25 października 2013 o 13:21

      Rozmydlone, można się trochę pogubić. Z tej samej serii WAB na podobny temat pisała Erpenbeck w „Kluczu do ogrodu” – moim zdaniem znacznie lepszej powieści.

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      25 października 2013 o 14:41

      Dzięki za namiar, ale współczesnej prozy niemieckiej chwilowo mi wystarczy:)

      Odpowiedz
  6. Alicja Alicjańska pisze:
    26 października 2013 o 14:47

    skoro można spotkać się z wieloma skrajnymi opiniami o książce, to chętnie do niej zajrzę, aby wyrobić sobie własną :)

    Odpowiedz
  7. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
    28 sierpnia 2017 o 20:53

    O recepcji „Południcy”, również blogowej: http://www.transfer.ajd.czest.pl/media/domeny/135/download/10.pdf

    Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. 
Przekład Tomasz Bieroń
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. Przekład Tomasz Bieroń
1 miesiąc ago
View on Instagram |
1/5
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
1 miesiąc ago
View on Instagram |
2/5
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia.
Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia. Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
3/5
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
4/5
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. 
„Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Zbigniew A. Królicki
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. „Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Zbigniew A. Królicki
3 miesiące ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT