Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Od kiedyś przez wtedy do teraz i wstecz (Marcin Szczygielski, „Arka czasu”)

Posted on 23 listopada 201319 marca 2025 by Piotr (zacofany.w.lekturze)
Arka czasu

KIEDYŚ Rafał mieszkał z rodzicami na Saskiej Kępie.

KIEDYŚ Rafał będzie wynalazcą: stworzy jadalną trawę, lekarstwo na starość albo składane skrzydła.

KIEDYŚ nie było wojny ani Dzielnicy, w której Rafał mieszka z Dziadkiem.

KIEDYŚ podobno wcale nie miało większego znaczenia, jakiego kto był pochodzenia, tylko liczyło się to, jakim jest człowiekiem. Każdy mieszkał, gdzie chciał, bez względu na to, jakie miał nazwisko, w co wierzył i jaki miał kolor skóry, włosów czy oczu.

Ale TERAZ to wszystko ma znaczenie,

przynajmniej dla złych Morloków, którzy ciemiężą dobrych Elojów, jak w „Wehikule czasu” Herberta George’a Wellsa. Rafał przeczytał tę książkę, chociaż ma dopiero osiem lat. Czytanie zastępuje mu szkołę, kontakty z rówieśnikami, widok drzew, których w Dzielnicy prawie nie ma. Książki pozwalają mu marzyć, snuć plany na KIEDYŚ i w myślach podróżować „od kiedyś przez wtedy do teraz i wstecz”.
Wielkim przeżyciem dla chłopca jest opuszczenie Dzielnicy; dziadek uznał, że za jej murami Rafał będzie bezpieczniejszy. Splot okoliczności sprawia jednak, że Rafał z opiekunką, Stellą, nie dotrze do umówionego celu; będzie musiał ukrywać się na własną rękę. Na szczęście spotka przyjaciół, którzy pomogą mu przetrwać w nowym otoczeniu, przeżyje też niewiarygodną przygodę rodem z powieści Wellsa.
Takie wydanie powieści H.G. Wellsa czytał Rafał.

Książka Marcina Szczygielskiego tchnie autentyzmem.

Razem z Rafałem chodzimy ulicami warszawskiego getta, poznając ich nazwy, a nawet sklepy i warsztaty mijane po drodze. Pojawiają się informacje o warunkach życia: głodzie, chorobach i śmierci, brakach opału, kontrastach społecznych, które symbolizują żebracy siedzący pod luksusowymi restauracjami, szmuglowaniu żywności, szmalcownikach, wreszcie o tzw. Wielkiej Akcji, po której getto niemal się wyludniło. Jest też mowa o postawach Polaków wobec Żydów: o pomocy bezinteresownej i za pieniądze, ale również o ich szantażowaniu i wyłapywaniu. To wszystko jednak wplecione jest w historię Rafała; obserwujemy świat jego oczami – oczami przedwcześnie dojrzałego i boleśnie doświadczonego, ale jednak dziecka. Obraz przeszłości jest więc dopasowany do dziecięcego odbiorcy, który być może nie wszystkie szczegóły zauważy czy zrozumie, ale na pewno odczuje atmosferę lat okupacji, tak przecież różną od wszystkiego, co znają dzisiejsi rówieśnicy Rafała. Autor w zakończeniu powieści podkreśla, że opierał się na faktach; wymienia kilka książek, w tym Pamiętnik Janusza Korczaka. Część scen powieści mogły też zainspirować wstrząsające wiersze z tomu Dzieci getta Stefanii Ney. Najważniejsze było jednak wspomnienie znajomej pisarza, w powieści zwanej Stellą. To ona wraz ze swą przyjaciółką Sonią pomogła wydostać się z getta chłopcu, który stał się pierwowzorem Rafała. Mam wrażenie, że wiem, kim naprawdę były Stella i Sonia i od kogo Marcin Szczygielski usłyszał historię, która stała się podstawą „Arki czasu” (czyżby to był kolejny przykład upodobania pisarza do powieści z kluczem?).

Ważne miejsce w książce odgrywa wątek fantastyczny,

inspirowany powieścią Wellsa, która mocno wpłynęła na wyobraźnię Rafała: Znalezienie wehikułu czasu pozwoliło chłopcu nie tylko ocalić życie, ale i odwiedzić nasze czasy. O dziwo, mimo iż bohater nie wiedział, co to blog czy hot dog, nie wzbudził podejrzliwości swojej rówieśniczki z XXI wieku – był po prostu trochę zagubionym, wychudzonym chłopcem w niemodnym ubraniu i z awangardową fryzurą, pamiątką po nieudanych próbach zmiany jego semickiego wyglądu przed ucieczką z getta. I tylko w głęboko poruszającej scenie, gdy Rafał chce ocalić poniewierany chleb, autor pokazał, że głodnego chłopca z roku 1942 i sytych czytelników z roku 2013 jednak coś różni.
Daniel de Latour stworzył ilustracje idealnie oddające atmosferę książki (więcej ilustracji tu).
„Arka czasu” nawiązuje również, szczególnie w drugiej części, do powieści Juliusza Verne’a, które zresztą czytywał też Rafał. Bohater i dwójka jego dziecięcych przyjaciół, również uciekinierów z getta, muszą wysilać cały swój spryt, by przetrwać w nieprzyjaznym otoczeniu – niczym rozbitkowie na bezludnej wyspie. I faktycznie są rozbitkami, bez rodzin i domów, tyle że wyspa nie jest bezludna i to ludzie, a nie dzikie zwierzęta, są dla nich największym zagrożeniem. Z każdym dniem mali Robinsonowie nabierają nowych doświadczeń, uczą się sztuki życia, ale też – co bardzo ważne – nie zatracają swojego człowieczeństwa, mają nawet coś w rodzaju honorowego kodeksu: podkradają warzywa z działek, ale nigdy nie zabierają wszystkich plonów i starają się jakoś odpracować to, co wzięli: pieląc, podlewając, wykonując drobne prace. Nie tracą też nadziei na ocalenie, na spotkanie z bliskimi, na powrót do szczęśliwych czasów; symbolem tych nadziei jest budowana przez nich „arka”.

Dla mojego pokolenia książki o wojnie i okupacji były czymś zwyczajnym:

„Czterej pancerni”, „Kaktusy z Zielonej ulicy” i inne książki Wiktora Zawady, cykl o Jarku i Marku Cezarego Leżeńskiego, „Dzieci Warszawy” Marii Zarębińskiej, „Mali bohaterowie” Zofii Lorentz, „Tarnina” Jerzego Szczygła – można długo wymieniać. Cała ta literatura po 1989 roku poszła do lamusa; zmieniły się zainteresowania wydawców, autorów i czytelników, nastąpiło zachłyśnięcie nowymi, barwniejszymi światami, może też pojawił się lęk, że te powieści są przestarzałe i niepoprawne historycznie, pisane na polityczne zamówienie (a pewnie niektóre z nich takie były). Od niedawna jednak widać nawrót do pisania o niełatwych czasach i przeżyciach wojennych (recenzowałem kilka z nich: „Asiunię” Joanny Papuzińskiej, „Zaklęcie na w” Michała Rusinka, „Pamiętnik Blumki” Iwony Chmielewskiej, „Jest taka historia” Beaty Ostrowickiej). „Arka czasu” bez wątpienia zajmie poczesne miejsce wśród tej nowej generacji książek o bolesnych wydarzeniach z przeszłości – zdecydowanie na to zasługuje dzięki połączeniu autentyzmu z wyobraźnią, swobodzie poruszania się między gatunkami i nienachalnemu przekazowi.

Bardzo dobrze, że zaczęło się nadrabianie dwóch dziesięcioleci zaległości.

Ma ogromne znaczenie, by najmłodsi czytelnicy poznawali przeszłość. Jak napisał bowiem Marcin Szczygielski:

Przyszłość wynika z przeszłości. Jeśli pamięta się o tym, co było – zarówno o dobrych, jak i o złych rzeczach, które się wydarzyły – można kształtować przyszłość tak, aby była lepsza od przeszłości. […] Dlatego trzeba pamiętać. Pamięć pozwala nam wystrzegać się raz już popełnionych błędów, a powtarzać to, co już raz się udało.

PS. O „Arce czasu” można też przeczytać u Kasi Sawickiej.

Marcin Szczygielski, Arka czasu, czyli wielka ucieczka Rafała od kiedyś przez wtedy do teraz i wstecz, ilustr. Daniel de Latour, Stentor 2013.

 

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

46 thoughts on “Od kiedyś przez wtedy do teraz i wstecz (Marcin Szczygielski, „Arka czasu”)”

  1. Kasia Sawicka pisze:
    23 listopada 2013 o 10:24

    Hm.. Niestety, nie pamiętam z dzieciństwa/okresu dojrzewania książek o okupacji w ogóle. Pamiętam, że szukałam na oślep i na przykład trafiłam, bo akurat dziadek się zainteresował, na „Rok 1945. Koniec” Kirsta, gdy jeszcze nie rozróżniałam literatury faktu od powieści historycznej. Szczerze mówiąc brakowało mi właśnie takich pozycji jak „Arka..”, a dziadek opowiadał jedynie strzępy, bo podczas okupacji sam był dzieckiem i pamiętał raczej niewiele. Gdyby nie Ty nie poznałabym nawet „Małych bohaterów”. Ba, nie wiedziałam, że są w ogóle takie książki. Dlatego tak, masz rację, dobrze, że teraz wychodzi coraz więcej takich pozycji.

    Ps. Naprawdę, muszę się zacząć uczyć od Ciebie. Po prostu piszesz świetnie!

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      23 listopada 2013 o 10:32

      Nie wypominam Ci wieku, ale Ty już należysz do tego pokolenia, które miało biblioteki i księgarni wyczyszczone z książek o tej tematyce. Ja znajdowałem coś takiego co krok, fakt, że mnie to interesowało i czytałem też rzeczy zdecydowanie nieodpowiednie do wieku (Wspomnienia więźniów Pawiaka czy rozmaite wspomnienia oświęcimskie pod koniec podstawówki). Ty i ja mieliśmy jeszcze dziadków i starszych krewnych, którzy wojnę pamiętali, więc zawsze coś można było usłyszeć – dziś już dzieciaki nie mają na to większych szans.
      PS. Dzięki.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. Kasia Sawicka pisze:
      23 listopada 2013 o 10:39

      Pewnie masz rację odnośnie tego wyczyszczenia z książek o tej tematyce. Miałam też inny problem, z którym spotyka się Rafał – traktowano mnie w bibliotece jak małe dziecko, podczas gdy ja od mniej więcej ósmego roku życia podczytywałam książki dziadka i to, co proponowała mi pani bibliotekarka było dla mnie za dziecinne. Więc też mogę powiedzieć, że nie czytałam specjalnie adekwatnych lektur do wieku. W mojej rodzinie do tej pory wszyscy sobie opowiadają, jak wróciłam kiedyś oburzona ze szkoły, że się wypisałam z biblioteki bo pani mi podsuwa same książki dla dzieci! Miałam dziewięć lat ;-) Potem już po prostu wypożyczałam na konto dziadka książki dla dorosłych – niby, że dla dziadka. Ale tak jak napisałam – to było na oślep. Nikt nie podał mi listy lektur, nie pokierował, nie wskazał autorów. No a dziś tak, dziś dzieciaki potrzebują takiego właśnie przekazu jak dobra literatura. I dobrze, że powoli wybór robi się coraz większy.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. brykanty pisze:
      23 listopada 2013 o 10:48

      Tu jeszcze na stronie autora ilustracji: http://obrazkiniewiadomopoco.blogspot.com/2013/11/druga-mapa-z-arki-czasu-marcina.html

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    4. zacofany.w.lekturze pisze:
      23 listopada 2013 o 11:30

      Dzięki, nie wpadłem, żeby tam zajrzeć:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      23 listopada 2013 o 11:33

      Kasia: Nie znoszę bibliotek z zamkniętym dostępem do półek, też w wieku ośmiu lat trafiłem do biblioteki publicznej i nikt się nie wtrącał w to, co wypożyczam. Brałem z regału, co mi się akurat podobało. Listy lektur też mi nikt nie podawał, pamiętam, że wspomagałem się spisanymi lektur obowiązkowych i uzupełniających drukowanych na okładkach podręczników do polskiego.
      Dobrze, że dobrej literatury dla dzieci jest coraz więcej, szkoda tylko, że np. jest ona w ogóle nieobecna w bibliotece szkolnej u Starszej, a w publicznej w ograniczonym wyborze. Ale to i owo można znaleźć. Problem tylko z przekonaniem dzieci, żeby chciały poczytać to, co wartościowe.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    6. Kasia Sawicka pisze:
      23 listopada 2013 o 12:44

      Też nie znoszę takich bibliotek.
      Co do braków w bibliotece to nauczona doświadczeniem wiem, że paniom z biblioteki warto zwracać uwagę na to, czego brakuje. U mnie w miejskiej słuchają uwag czytelników, zapisują tytuły i w miarę możliwości budżetowych kupują.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      23 listopada 2013 o 12:46

      U nas też kupują, ale jakoś nie mam sumienia prosić o kosztującą kupę pieniędzy powieść graficzną, skoro w to miejsce można mieć kilka mniej ambitnych, ale też dobrych książek dla dzieci.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    8. Kasia Sawicka pisze:
      23 listopada 2013 o 13:08

      Fakt, problem z budżetem jest spory, ale czasami można zasugerować też tańsze miejsca. „Arkę..” udało mi się kupić za 19 zł, choć widziałam, że w innych miejscach jest znacznie droższa. Wiadomo, że trudno jest utrzymać równowagę między zapotrzebowaniem, a cenami, a możliwościami budżetowymi.. Dlatego chętnie co mogę to oddaję do biblioteki. Inna sprawa, że tam panie tego też już nie chcą, bo miejsca jest mało. I tak źle i tak niedobrze ;)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    9. zacofany.w.lekturze pisze:
      23 listopada 2013 o 13:13

      Arkę zasugeruję na pewno, chociaż być może panie same kupią, Czarny młyn stoi na półce, ciekawe, czy ma wzięcie. Też daję, co mogę, miejsca jeszcze trochę biblioteka ma:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    10. Kasia Sawicka pisze:
      23 listopada 2013 o 14:59

      Kiedyś myślałam, że te wszystkie nowsze książki dla dzieci, młodzieży powinny mieć wzięcie. Jakie było moje zdziwienie, gdy w bibliotece pojawiła się najnowsza powieść Joanny Olech i gdy się po nią pojawiłam to byłam pierwszą osobą wypożyczającą. Z tego co zaobserwowałam częściej ja byłam w dziale dla dzieci i młodzieży niż prawdziwa młodzież ;( Ma to swoje plusy – przestałam mieć wyrzuty sumienia, że wchodzę do tego działu. Bo wcześniej miałam idealistyczne wyobrażenie, że odbieram młodzieży szansę na przeczytanie jakiejś książki, bo jest tylko jeden egzemplarz. Ale cóż, nie kompensuje to tego wielkiego minusa..

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    11. zacofany.w.lekturze pisze:
      23 listopada 2013 o 16:03

      Mam wrażenie, że spora część tej najnowszej literatury dziecięco-młodzieżowej to są wydarzenia wyłącznie blogowe i nikt poza tym tego nie zna, niestety. Nigdy nie miałem wyrzutów z powodu czyszczenia działu młodzieżowego, a teraz to już w ogóle, zawsze mogę powiedzieć, że to dla dzieci :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    12. Bazyl pisze:
      26 listopada 2013 o 07:43

      Iii tam. Czarnowidzicie. Widziałem rozpacz młodego czytelnika, bo kolejny tom cyklu był w wypożyczeniu. Odbierałem telefon od ojca, przez którego syn pytał o dostępność innego cyklu. Czyta się, czyta :D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    13. zacofany.w.lekturze pisze:
      26 listopada 2013 o 07:47

      Nie czarnowidzicie. Owszem jestem poddawany wyrafinowanym naciskom, żeby nabyć najnowszy tom Kosika, ale tych wszystkich innych świetnych książek dla dzieci wychwalanych na blogach jakoś nie widzę w swojej bibliotece. I widzę, co stoi na hipermarketowych półkach z książkami. Książka dla dzieci za 40 zł zawsze przegra z ohydą za 9,99, niestety.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    14. Bazyl pisze:
      26 listopada 2013 o 08:09

      No, niestety. Ja ostatnio widziałem marność dziecięcych biblioteczek podczas akcji przynoszenia ulubionej książeczki do zerówki. Tymi kolorami, które dzięki niej zebrano w jednym miejscu można by obdzielić ze dwie galaktyki :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    15. zacofany.w.lekturze pisze:
      26 listopada 2013 o 08:12

      A no właśnie. Moje dzieci też mają parę sztuk takich dzieł. Ale jakoś muszę z tym żyć :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  2. Lirael pisze:
    23 listopada 2013 o 11:47

    Jestem pod wrażeniem wszechstronności Szczygielskiego.
    Mówienie o historii – na pewno, ale warto brać pod uwagę wrażliwość, odporność psychiczną konkretnego dziecka, a bywa tak, że nie ma wiele wspólnego z wiekiem. Kilka lat temu zwiedzałam z klasą Muzeum Martyrologii „Pod Zegarem”, lubelską siedzibę gestapo, i jedna z dziewczynek straciła przytomność. Kilka tygodni temu na Majdanku pani przewodniczka mówiła, że takie sytuacje zdarzają się często – sama z góry o tym uprzedziła, prosząc, żeby natychmiast zgłaszać problem. Zaznaczam, że mówimy o osobach szesnastoletnich. Tak jak napisałeś, my jesteśmy bardziej oswojeni z wojną, dla dzieci i gimnazjalistów to coś zupełnie innego. Horrory i gry komputerowe to zupełnie inna bajka, fizyczne dotknięcie okrucieństwa naprawdę robi na dzieciach wrażenie. Jestem przekonana, że Szczygielski mówi o tym wszystkim z taktem i wyczuciem. Mimo to mam wrażenie, że to jest książka do wspólnej lektury z dorosłym, połączonej z rozmową. Nie wydaje mi się, żeby dobrym pomysłem było zostawianie siedmio-, ośmiolatka z tym tematem sam na sam.
    Myślę, że Gollum w filmowej adaptacji „Władcy Pierścieni” mógł być inspirowany tą okładką książki Wellsa.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      23 listopada 2013 o 12:02

      Wojna i Holokaust, obozy – to nawet u dorosłych wywołuje skrajne odczucia, wiele osób deklarowało choćby w komentarzach tutaj, że takich lektur unikają.
      Jestem pełen podziwu dla Marcina Szczygielskiego, bo bardzo trudny temat ujął w sposób idealnie dostosowany do czytelników 9-, 10-letnich (raczej nie dla 6-, 7-latków, Starsza ma 8 lat i jej bym „Arkę dał do czytania), bez drastyczności, bez dosłowności, ale bez fałszowania. Dziecko pewnie skupi się na Rafale i jego przejściach, natomiast na pewno wiele kwestii będzie wymagać wyjaśnień dorosłych. Czytanie razem byłoby ideałem, ale myślę, że starsze dzieci dadzą radę ze wsparciem „zdalnym”, z rodzicem gdzieś w pobliżu. Wszystko, oczywiście, faktycznie zależy od osobistej wrażliwości dziecka i od zasobu jego wiedzy o świecie, na pewno będzie łatwiej dzieciom wychowanym nie tylko na dobranockach, takim, które już spotkały się z pojęciem wojny, śmierci itp.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. Lirael pisze:
      23 listopada 2013 o 21:01

      U mnie skrajność tych uczuć ostatnio się zaostrza, co nie przestaje mnie dziwić – wydawać by się mogło, że im człowiek straszy, tym powinien mieć większy dystans, ale u mnie to jakoś zupełnie nie działa.
      Dobrze, że takie mądre, wyważone książki powstają, szkoda tylko, że mało kto o nich wie.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      23 listopada 2013 o 21:04

      Mam nadzieję, że w tym wypadku jednak wieści o książce rozniosą się szeroko. Nie wiem, czy życzyć Marcinowi Szczygielskiemu miejsca na liście lektur, czy jednak niekoniecznie, bo już widzę to piłowanie książki na lekcjach polskiego :(

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    4. Lirael pisze:
      23 listopada 2013 o 21:31

      Bez przesady, nie wszędzie piłują. :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      23 listopada 2013 o 21:32

      Pewnie, że nie. Ale tych, co piłują jest dość, by obrzydzić czytanie. Ale nie gdybajmy, poczekamy na decyzję MEN :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    6. Bazyl pisze:
      26 listopada 2013 o 07:47

      Starszy jest jednak zbyt infantylny na taką lekturę. Wspólnie też będzie trudno, bo na nasłuchu jest Młodszy, a to już nie ta kategoria wiekowa.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      26 listopada 2013 o 07:50

      Zawsze możesz odczekać z rok. Dobra książka jak wino…

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    8. Bazyl pisze:
      26 listopada 2013 o 08:11

      Mam nadzieję, że w ciągu tego roku ściągniemy „Arkę …” do biblio, bo podczas ostatniego zakupu w dwóch hurtowniach nie była dostępna. Przypadek?

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    9. zacofany.w.lekturze pisze:
      26 listopada 2013 o 08:14

      Pewnie jakiś złowrogi spisek:) Albo słaba hurtownia :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    10. Bazyl pisze:
      26 listopada 2013 o 10:20

      Mają problemy z chodliwymi tytułami, ale za to książki są migusiem. Dwudziestym dziewiątym :D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    11. zacofany.w.lekturze pisze:
      26 listopada 2013 o 10:22

      Ale co Ci po migusiu, jak asortyment niezadowalający. No ale nic nie jest doskonałe.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    12. Bazyl pisze:
      26 listopada 2013 o 11:01

      Następny Siuks, jak pragnę! Co mi po migusiu?! Phi :P
      PS. A co się odwlecze …

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  3. Anonymous pisze:
    23 listopada 2013 o 16:29

    zauważyłam,że już kolejny raz sięga pan po tego autora,czy mógłby pan powiedzieć,co sprawia,że tak chętnie pan do niego wraca?

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      23 listopada 2013 o 16:55

      I jeszcze wiele razy do niego wrócę. Kilka książek Marcina Szczygielskiego mi zostało:) To bardzo dobry pisarz, umie zaskakiwać tematami, bardzo sprawnie konstruuje fabuły, no i ma poczucie humoru, akurat może nie w tej książce.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. Bazyl pisze:
      26 listopada 2013 o 08:03

      I chyba dobry dramaturg, przynajmniej wg Lubaszenki Jr., który deklaruje, że lubi z nim współpracować.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      26 listopada 2013 o 08:06

      Adaptacja Berka bije rekordy frekwencji. Ja sobie raczej sztuki MS poczytam, niż pooglądam w teatrze:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    4. Bazyl pisze:
      26 listopada 2013 o 08:18

      Większą masz szansę na bytność w warszawskim teatrze niż ja. Ale nowa sztuka jeździ po kraju, to może i do nas zajedzie :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      26 listopada 2013 o 08:32

      Na razie był sukces w Londynie:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    6. Bazyl pisze:
      26 listopada 2013 o 10:19

      Niestety, akurat tam pekaes ode mnie nie dojeżdża :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      26 listopada 2013 o 10:21

      Może odjeżdża z najbliższego miasta na prawach powiatu :D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  4. Anonymous pisze:
    23 listopada 2013 o 17:01

    ja go nie znam, nic tego autora nie czytałam,wypisałam sobie za to dwa tytuły i spróbuję przeczytać,tytuł”wehikuł czasu”kojarzy mi się tylko z powieścią george’a wellsa.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      23 listopada 2013 o 17:22

      Powieść Wellsa odgrywa ważną rolę w fabule:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  5. Mama_Adama pisze:
    24 listopada 2013 o 17:19

    Dziś przeczytałam „Arkę czasu” i jestem pod wrażeniem. Ale spodziewała się tego, w końcu napisał to Marcin Szczygielski! Mój 10 -latek rozprawił się z tą książką w jeden wieczór i poranek. Dziś wstał o 7:00 i dokończył (niedziela). Czytał wieczorem z wypiekami na twarzy. Dziś chodził za mną i pytał kiedy ja ją przeczytam. A zatem przeczytałam. :-) Zgodnie doszliśmy do wniosku, że powinna być na liście lektur. O! pozdrawiam!

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      24 listopada 2013 o 17:45

      Gratulacje dla dzielnego czytelnika:) Moja ośmiolatka zaczęła, ale chwilowo Arka przegrała z Harrym Potterem. Nie szkodzi, MS poczeka. Co do listy lektur, to mam mieszane uczucia, boję się, że to mogłoby zabić książkę.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. Mama_Adama pisze:
      25 listopada 2013 o 21:05

      „Wolałbym Arkę od Pinokia” – stwierdził uczeń kl. IV :-)
      Myślę, że MS zasługuje na to, by na takiej liście się znaleźć a nasze dzieciaki też na to zasługują. Należy im się kilka fajnych książek na liście lektur!

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      25 listopada 2013 o 21:07

      Też bym wolał Arkę od Pinokia, w dzisiejszych czasach dzieci chyba już nie wierzą w drewniane pajace. Potter już jest w lekturach, czas na MS :D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    4. Bazyl pisze:
      26 listopada 2013 o 08:05

      E tam, nie wierzą. Wystarczy, że obejrzą mecz reprezentacji :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      26 listopada 2013 o 08:07

      Uwierzę Ci na słowo, w życiu nie widziałem żadnego meczu reprezentacji :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  6. Pingback: Księgozbiory polskie, cz. 12: Książki w getcie warszawskim – Zacofany w lekturze

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Iwona Zimnicka
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Iwona Zimnicka
5 dni ago
View on Instagram |
1/5
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
%d