Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Wygrać w konkurencji „życie” (Walerij Paniuszkin, „Rublowka”)

Posted on 29 grudnia 201331 stycznia 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)
Jeśli wierzyć dowcipom, „nowi Ruscy”, wzbogaceni w niepojęty sposób, to obdarzeni specyficznym gustem prostacy mieszkający w kapiących od złota pałacach a la Wersal albo turecki harem. Pałace stoją na podmoskiewskiej „wyspie pomyślności zwanej Rublowką”. Tamtejsi multimilionerzy mają inny zegarek na każdy dzień roku, nową żonę co kwartał i prawo do dowolnych kaprysów – bo w końcu kto bogatemu zabroni.
Po książce Paniuszkina spodziewałem się barwnej, plotkarsko-sensacyjnej opowieści o mieszkańcach Rublowki, czegoś w rodzaju „z kamerą wśród krezusów”. I owszem, to i owo z życia finansowych elit w reportażu zostało pokazane, jednak w głównej mierze poświęcony został on czemuś innemu. Okazuje się bowiem, że wszystkie rolexy, mercedesy i ludwiki czternaste to jedynie relikwie, przedmioty świadczące o statusie posiadacza, ale tak naprawdę bez znaczenia. Bo nie zbieranie kosztownych cacek jest sensem życia multimilionerów z Rublowki. Sensem ich życia jest Gra.

[…] mieszka się na Rublowce nie po to, żeby rozkoszować się luksusem, kochać i być kochaną, wychowywać dzieci, realizować się w pracy, seksie, sportowych pasjach, mizdrzyć się w pięknych strojach, smacznie jeść, spacerować na świeżym powietrzu… Nic z tych rzeczy! Chodzi o to, żeby wygrać w konkurencji „życie”! Wywyższyć się ponad nasze otoczenie. Albo to otoczenie poniżyć. Na jedno wychodzi. W lata tłuste zarabiać więcej niż konkurencja. W czasie kryzysu mniej niż konkurencja tracić.

Paniuszkin skupia się więc na rekonstrukcji zasad i przebiegu tej Gry. Rekonstrukcji, gdyż nie istnieją żadne spisane czy ustne reguły, co więcej – prawa obowiązujące w jednej chwili, w następnej mogą już działać przeciwko graczom. Kto nie zorientuje się w porę, przegrywa. Najlepiej być tym, kto złamie reguły, kto bezczelnie nagnie je do własnych celów. Gra lubi śmiałych. Pieniądze lubią śmiałych.
Nie każdy może do Gry wejść, choćby starał się ze wszystkich sił. A jeśli już wejdzie, niekoniecznie wyjdzie poza pierwszy etap: zbierania relikwii, zewnętrznych symboli bogactwa i wpływów. Jak się mieszka, czym się jeździ, gdzie się jada, u kogo bywa – to wszystko, rzecz jasna, ma znaczenie. Niektórzy przegrywali, bo ich żony pokazywały się publicznie w brylantach z zeszłorocznej kolekcji albo, o zgrozo!, w ogóle bez brylantów. Jednak żeby przejść dalej, trzeba się wykazywać czymś więcej niż tylko pękate konto. Należy umieć kształtować mody, zaskakiwać, obracać na swoją korzyść wpadki własne i cudze, realizować specyficznie pojmowane projekty i przyciągać do siebie Pieniądze. Nie banalną forsę czy szmal, ale Pieniądze: właśnie tak pisane, dużą literą.

Pieniądze – to alfa i omega, początek i koniec. Od pieniędzy wszystko się zaczyna i wszystko zmierza ku Pieniądzom. Pieniądze są jedynym prawdziwym celem. Nawet sława ma znaczenie jako środek do zdobycia Pieniędzy. Jeśli jesteś sławny, ale biedny – biada tobie.

Krok po kroku odkrywamy z Paniuszkinem, czym tak naprawdę zajmują się rublowscy oligarchowie, w co i z kim grają. My, żyjący od pensji do pensji, z otwartymi z niedowierzania ustami obserwujemy coś, co wydaje się niewiarygodnym szaleństwem, w którym – jeśli wierzyć autorowi – jest jednak metoda. Mimo wszystkich zawartych w niej rewelacji lektura książki Paniuszkina podobna jest nieco do wpatrywania się w mechanizm zegarka. Początkowo z zaciekawieniem obserwujemy kręcące się trybiki i rozkręcające sprężyny, usiłując dociec, jak to wszystko działa. Po dłuższym jednak czasie monotonny ruch kółeczek i jednostajne cykanie działają usypiająco. I początkowa fascynacja zmienia się gdzieś koło połowy książki w znużenie. To chyba kwestia wkroczenia w świat zbyt niepojęty, w którym umysł zwykłego zjadacza chleba nie ma się czego uchwycić i nie ma nawet czego zazdrościć graczom z najwyższych poziomów; ci już kroczą po linie nad Wielkim Kanionem i tylko patrzą, kiedy ktoś im tę linę podetnie.

Walerij Paniuszkin, Rublowka, tłum. Agnieszka Sowińska, Agora 2013.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Agora.

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

22 thoughts on “Wygrać w konkurencji „życie” (Walerij Paniuszkin, „Rublowka”)”

  1. momarta pisze:
    29 grudnia 2013 o 19:05

    Nie dobijaj mnie taką recenzją tej książki, bo wypadałoby abym choć raz w obecności Mikołaja zachwyciła się prezentem, jaki od niego dostałam, a na razie wygląda na to, że będę musiała go unikać (nie wiem tylko, czy bardziej prezentu, czy Mikołaja).
    Nie miałeś wrażenia, że ta cała historia o Grze, to jest tylko nieco naciągany pomysł na książkę, a rzeczywistość jest dużo prostsza, bowiem chodzi tylko i wyłącznie o prostą chciwość i pychę?

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      29 grudnia 2013 o 19:24

      A wiesz, że czasem miałem takie wrażenie? Zresztą zwykle je mam, gdy czuję, że ktoś mi próbuje wcisnąć jakąś wiedzę tajemną. Pisałem zresztą u Ani, że nie zgadniemy, ile autor sobie dozmyślał. Trzeba mu jednak przyznać, że pomysł miał dość efektowny.
      Mikołaja nie unikaj, pierwsza połowa książki jak najbardziej do przeczytania:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. momarta pisze:
      29 grudnia 2013 o 19:45

      Czytałam, myślałam, że chodziło Ci o zmyślanie dotyczące rozmiaru bogactwa, a nie samej Gry. Co niewiele w zasadzie zmienia.
      Tak sobie teraz jeszcze popatrzyłam na zdjęcie: prezentowany wisior to prezent od Mikołaja (aby efektownie włączyć się do Gry), czy też najnędzniejszy eksponat z Waszej kolekcji precjozów (bo już od dawna walczycie o miejsca na podium)?

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      29 grudnia 2013 o 19:56

      W tej książce wszystko może być zmyślone POZA rozmiarem bogactwa, które jest zupełnie niepojęte dla maluczkich:)
      A precjozum (?) to różowy klejnot, którego Młodsza stanowczo domagała się pod choinkę. Mikołaj miał gest, chociaż na różowe baletki do kompletu już poskąpił :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    4. momarta pisze:
      29 grudnia 2013 o 21:03

      Aż sobie powiększyłam, żeby lepiej się napatrzeć! Młodsza będzie nosiła klejnot na co dzień do przedszkola, czy tylko od święta? A brak różowych baletek jest zdecydowanie niewybaczalny – widzę, że Mikołaj dał ciała nie tylko u mnie:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      29 grudnia 2013 o 21:06

      Do kolii jest pierścień i kolczyki, więc brak baletek nie będzie się tak rzucał w oczy:P Kwestia przystrajania się do placówki nie została jeszcze poruszona, ale zapewne podszepniemy coś o zawistnych koleżankach, które tylko czyhają na takie okazje, żeby cudzie klejnoty przymierzać :D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    6. momarta pisze:
      29 grudnia 2013 o 21:26

      Kolczyki??? Ja wprawdzie maniakalnie uwielbiam, ale przekłułam sobie uszy w wieku lat 24, a nie 4! I oczywiście życzę powodzenia w przekonywaniu; stawiam że i tak skończy się na sięgnięciu po metody siłowe:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      29 grudnia 2013 o 21:29

      A nie, nie kolczyki, klipsy. Jestem przeciwny okaleczeniom u dzieci. Noszeniem albo nienoszeniem biżuterii do placówki zacznę się martwić w czwartek, kiedy nastąpi powrót w progi błogosławionej instytucji edukacyjnej :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    8. momarta pisze:
      29 grudnia 2013 o 21:40

      Oczekuję więc relacji. Choć jeśli tak bardzo niecierpliwie czekasz na ten moment, możesz być gotów i na posłanie dziecka w kolii, z pierścieniem i w klipsach, byle tylko zeszło z oczu:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    9. zacofany.w.lekturze pisze:
      29 grudnia 2013 o 21:41

      a wiesz, że to całkiem możliwe? Jeszcze jej anielskie skrzydła z brokatem dorzucę :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  2. inwentaryzacja krotochwil pisze:
    30 grudnia 2013 o 10:47

    Taka gra się toczy wszędzie, tylko skala inna.
    U nas w kategorii 'piniążki’ lub/i że ’ pod koniec pieniędzy zostało za dużo miesiąca’.
    A zeszłoroczne brylanty zawsze są megaczerstwe, tu się chyba zgodzimy i nie ma w tym nic dziwnego, ha.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      30 grudnia 2013 o 13:13

      U mnie zdecydowanie zostaje za dużo miesiąca.
      Tak, brylanty sprzed roku są czerstwe, absolutne dno nosić takie starocie :D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  3. Bazyl pisze:
    30 grudnia 2013 o 17:35

    Najważniejsze, że starcza do pierwszego. I nic to, że wypłata 29tego :P

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      30 grudnia 2013 o 17:40

      Tak jest, chociaż te dwa dni człowiek jest przy kasie :D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  4. Lirael pisze:
    30 grudnia 2013 o 18:29

    Klejnot na zdjęciu tak pięknie wpisuje się w poetykę okładki, że dopiero komentarze Momarty uzmysłowiły mi, że to jest dodatek. :)
    Wygląda na to, że Rosja to rzeczywiście kraj wielkich kontrastów: kiedy czytam o tych bogactwach, natychmiast przypomina mi się oglądany kiedyś reportaż o rosyjskich dzieciach ulicy. Długo nie mogłam się po nim pozbierać.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      30 grudnia 2013 o 18:34

      Mam wrażenie, że ta Rosja dzieci ulicy jest prawdziwsza i budzi większe emocje.
      Klejnot idealnie odpustowy, tak samo jak okładka :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. Lirael pisze:
      30 grudnia 2013 o 19:38

      Buszując w poszukiwaniu prezentów, widziałam takie komplety nie tylko z klejnotami, ale i z koroną, berłem (różdżką?), a nawet z pantofelkami. :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      30 grudnia 2013 o 19:45

      Tak, tak, czasy (i producenci) sprzyjają zaspokajaniu potrzeb małych księżniczek:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  5. Ann RK pisze:
    30 grudnia 2013 o 19:45

    Brzmi to równie fascynująco co kosmicznie. Rosja to dziwny kraj, co uświadomiła mi niedawno lektura „Matrioszki…” Jastrzębskiego. Mój szwagier dodałby do tego – Rosja to nie kraj, to styl bycia.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      30 grudnia 2013 o 19:59

      Chyba tak właśnie jest, kraj nie do objęcia rozumem.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  6. czytanki.anki pisze:
    31 grudnia 2013 o 11:09

    Miałam dokładnie takie same wrażenia podczas lektury, kółeczka w pewnym momencie były b. usypiające.;( A im częściej miga mi okładka tej książki, tym bardziej zgrzytam zębami – jest po prostu toporna.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      31 grudnia 2013 o 11:16

      Okładka właśnie jak z dowcipów o „nowych Ruskich”, wymalowana lalka w futrze, tylko ta biżuteria mało efektowna:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Iwona Zimnicka
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Iwona Zimnicka
5 dni ago
View on Instagram |
1/5
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
%d