Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Wyrwani z korzeniami (Jerzy Krzysztoń, „Wielbłąd na stepie” i „Krzyż Południa”)

Posted on 2 kwietnia 201410 października 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)
Wielbłąd na stepie
 
Janek Kos z „Czterech pancernych” trafił na Syberię w poszukiwaniu ojca, który zaginął podczas kampanii wrześniowej. Ale skąd w Związku Radzieckim wzięła się Lidka i pozostali żołnierze, którzy ciągnęli najpierw do armii Andersa, a potem do Dywizji Kościuszkowskiej? Temu pytaniu Janusz Przymanowski, przypuszczalnie w obawie przed naruszeniem polsko-radzieckiego braterstwa, nie poświęcił uwagi. Pewnie jakoś tak samo wyszło w tym całym wojennym zamieszaniu.

O tym,

skąd wzięli się w ZSRR przyszli żołnierze Berlinga,

nie wspominał też Alojzy Sroga, autor obszernego, ewidentnie wzorowanego na Wańkowiczu dzieła „Początek drogi – Lenino”. A przecież cały pierwszy rozdział, zatytułowany sugestywnie „Idą tułacze”, poświęcił losom Polaków ciągnących z Syberii i Kazachstanu nad Okę. Najwyraźniej wygłodzeni, schorowani i jedzeni przez wszy nędzarze również zupełnym przypadkiem dali się porwać wichrowi wojny. Już samo ich istnienie było wystarczająco niewygodne dla władz, o wnikaniu w przyczyny ich tułactwa nie mogło być mowy.
Wiedział o tym też Jerzy Krzysztoń, który w swoim „Wielbłądzie na stepie” zastosował ten sam schemat. Bohaterów książki: Jankę z dwoma synami: Jurkiem i Mariuszkiem, siostrą Zosią i jej narzeczonym Stachem oraz jego matką poznajemy w chwili, gdy opuszczają stepowy kołchoz, by przenieść się na budowę linii kolejowej. W kolejnych epizodach obserwujemy ich dalsze losy: codzienną ciężką pracę, zmagania z głodem i chorobami, tęsknotą za domem, podsłuchujemy rozważania o przyszłości i wspomnienia z przedwojennej Polski. Ale nie tylko o nich pisze autor: pojawiają się nowi bohaterowie: inni Polacy, Rosjanie, Ukraińcy, Kazachowie, niektórzy na dłużej, inni przelotnie. Część tych epizodów jest znakomita i głęboko poruszająca, jak samotny bieg Mariuszka po stepie, historia wojennej wdowy Nastii czy śmierci Samojłowa i Wasyla podczas burzy śnieżnej.

Wszystko rozgrywa się w stepowej scenerii,

opisywanej plastycznie i z rozmachem: grozę budzi pożar stepu, step zimowy jest majestatyczny, ale i śmiertelnie groźny. Świetnie odmalowana jest też burza piaskowa.
„Krzyż Południa” opowiada o dalszych losach małej grupki Polaków, ewakuowanej do Persji. Tam w obozie przejściowym czekają na decyzję, dokąd podążą dalej. Tymczasem jednak poznają nowy świat, tak odmienny i od Polski, i Związku Radzieckiego: egzotyczny, barwny, tajemniczy, ale i obcy. Początkowo Krzysztoń stosuje zabieg znany z poprzedniej części: przedstawia kolejne epizody, nie skupiając się dłużej na żadnym z bohaterów. Ostatecznie jednak na pierwszy plan wysuwa się dwunastoletni Jurek, który zaczyna dojrzewać, a po rosyjskich doświadczeniach wreszcie zaznaje stabilizacji – kruchej, ale przynajmniej pozwalającej skupić się na czymś więcej niż tylko egzystowanie z dnia na dzień. Obserwujemy jego oczami wschodni targ, wchłoniemy wraz z nim opowieści innych uchodźców, żyjemy nadzieją na powrót ojca, przeżywamy nieśmiałe zainteresowanie dziewczyną. Przypuszczam, że pobrzmiewają tu własne przeżycia Krzysztonia, który został jako chłopiec wywieziony do Kazachstanu, a potem trafił do Persji i Indii.
W „Wielbłądzie” Krzysztoń jedynie bardzo oględnie sugeruje czytelnikowi, jakie były losy bohaterów przed pojawieniem się na stepie. W pisanym później (i wydanym już po śmierci autora) „Krzyżu” pozwala sobie na więcej – korzystając zapewne z poluzowania cenzury w okresie „karnawału Solidarności”. Mamy nie tylko opis wywózki z Grodna (bardzo oględny), ale i mocno przejrzyste aluzje do mordu w Katyniu. Mimo tych wszystkich ograniczeń dylogia Krzysztonia jest bardzo dobrą – i mimo wszystko zaskakująco bezpośrednią – opowieścią o trudnych polskich losach podczas wojny, walce o przetrwanie, w której główną rolę odgrywały

kobiety, gotowe na wszystko, byle utrzymać siebie i dzieci,

podsycające wciąż wątłą nadzieję na powrót do domu, na spotkanie z mężami, na normalność. Krzysztoń znakomicie pokazuje napięcie, w jakim żyły bohaterki, i fakt, że wystarczyła choćby odrobina stabilizacji, by pękał psychiczny pancerz:

W skwar i mróz budowała kolej. Miesiła nogami glinę ze słomą. Głodowała. I było dobrze. Dopiero gdy tę nędzę i znój miała za sobą, ogarnęło ją przeczucie nieszczęścia. Wypełniał ją zapiekły żal. Zapomniani od Boga, leżą pokotem wyrzuceni na piasek, jakby ich morze wypluło. Zbędni i niepotrzebni nikomu. Schną wyrwani z korzeniami. […] Nie ma żadnej rękojmi powrotu, żadnej bożej obietnicy. Wygnańcy mogą żywić płonne nadzieje, ale nikt im nie przyobiecał, że wrócą żywi i cali.

Krzysztoń potrafi stylem oddać specyfikę miejsc, w których rozgrywają się jego książki: część „stepowa” jest bujna, czuje się wręcz rozległość trawiastych przestrzeni; nie tylko słowa czy zdania pobrzmiewają z rosyjska, ale i sposób budowania zdań, ich rytm wydaje mi się podobny do rosyjskiej prozy. Część perska jest już odmienna: język staje się bardziej ozdobny, miejscami poetyzujący czy barokowy, pojawiają się nawiązania mistyczne i biblijne. Gdybym miał wybrać, która z dwóch powieści jest lepsza, miałbym problem. Obie są miejscami nierówne, ale każda z nich ma sceny czy epizody prawdziwie znakomite i zapadające w pamięć.
PS. Po Krzysztonia sięgnąłem dzięki jego wielbicielce Kasi. Na jej blogu znajdziecie więcej o autorze i jego książkach. 
 
Jerzy Krzysztoń, Wielbłąd na stepie, Czytelnik 1978.
Jerzy Krzysztoń, Krzyż Południa, Czytelnik 1983.

41 thoughts on “Wyrwani z korzeniami (Jerzy Krzysztoń, „Wielbłąd na stepie” i „Krzyż Południa”)”

  1. Bazyl pisze:
    3 kwietnia 2014 o 05:52

    Jeśli będzie mi dane, to chyba jednak zacznę od „Obłędu” :)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      3 kwietnia 2014 o 06:01

      Tak z grubej rury? Mnie chwilowo więcej nie będzie dane, na tej dylogii skończyły się zasoby biblioteki.

      Odpowiedz
    2. Bazyl pisze:
      3 kwietnia 2014 o 06:12

      Wiesz, trzeba się powoli przygotowywać. Dzieci coraz starsze :P
      PS. Wiem, wiem, że to nie o tym.

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      3 kwietnia 2014 o 06:19

      U nas już jest obłęd, bunt czterolatka w szczytowym rozkwicie:) Akurat Krzysztonia bym w tej atmosferze czytać nie chciał :P

      Odpowiedz
    4. Bazyl pisze:
      3 kwietnia 2014 o 06:47

      Może byś się bardziej wczuł? Buntem się nie przejmuj, tylko zewrzyj szyki, bo przed Wami jeszcze bunty: pięcio-, sześcio-, etc. itd. :P

      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      3 kwietnia 2014 o 06:52

      Bardziej się wczuł w obłęd? Jeszcze odrobina wczuwania i mnie wywiozą w kaftanie, wolałbym nie ryzykować :P

      Odpowiedz
    6. Iza pisze:
      3 kwietnia 2014 o 09:31

      Bunt czterolatka? Ten słodki aniołek w rajstopkach potrafi wygenerować coś takiego?

      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      3 kwietnia 2014 o 09:36

      Aniołek jest słodki, jeśli mu wszystko pasuje :) W przeciwnym razie generuje kieszonkową apokalipsę.

      Odpowiedz
  2. Izabelka pisze:
    3 kwietnia 2014 o 07:18

    Otóż to. Ostatnio przy okazji zauważenia powtórki „Czterech pancernych” na którymś kanale TV, zagadnęłam męża o sprawę pochodzenia i pobytu Janka na Syberii. W czasach naszego dzieciństwa tych pytań nikt nie zadawał. Dziękuję Ci bardzo za ten wpis, to bardzo ciekawe źródło do poznania :)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      3 kwietnia 2014 o 07:27

      Mnie ten Janek gnębił od dziecka, ale raczej w stylu: „biedak, przewędrował kawał świata, pewnie na piechotę”. Taki Włóczykij :) Bardziej mnie interesowała historia pobytu Gustlika w Wehrmachcie, ale to akurat wyjaśnił serial „Blisko, coraz bliżej”. Masy takich niedomówień były w książkach.

      Odpowiedz
  3. koczowniczka pisze:
    3 kwietnia 2014 o 08:58

    Mnie bardziej podobała się część druga ze względu na opis przeżyć Jurka i tego, co stało się z nim pod koniec książki. Najwstrętniejszą postacią książki wydał mi się lekarz, który robił błędy lekarskie i bezmyślnie powodował śmierć albo kalectwo u ludzi. A potem mówił, że to nie jego wina, bo wojna wymaga ofiar… Takie sobie usprawiedliwienie wynalazł.
    Bardzo smutna i piękna powieść. A „Obłęd” mnie troszeczkę niestety nudził, miałam wrażenie, że wydarzenia opisane są zbyt rozwlekle i że z tych trzech tomów spokojnie można by zrobić jeden.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      3 kwietnia 2014 o 09:06

      Koniec „Krzyża” bardzo dobry, ale w całości chyba ciut więcej mielizn, te wszystkie odniesienia biblijne mnie męczyły. Lekarz rzeczywiście odrażający, ale ładnie zestawiony z tym szlachetnym angielskim doktorem.
      „Obłęd” mnie chwilowo nie pociąga, może się odważę za dłuższy czas.

      Odpowiedz
    2. koczowniczka pisze:
      3 kwietnia 2014 o 09:15

      Odniesień biblijnych też nie lubię, natomiast sam opis odzyskiwania zdrowia, godzenia się z niepełnosprawnością był bardzo prawdziwy i poruszający.
      A przeczytaj jeszcze „Kamienne niebo” z akcją podczas Powstania Warszawskiego. To najciekawsza książka o powstaniu, jaką zdarzyło mi się czytać.

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      3 kwietnia 2014 o 09:38

      Proces godzenia się z utratą ręki też mnie poruszył, tu już widać, że autor czerpał z własnych doświadczeń. Kamienne niebo zapisuję sobie, już choćby objętością mniej odstraszające niż Obłęd.

      Odpowiedz
    4. koczowniczka pisze:
      3 kwietnia 2014 o 11:23

      W „Kamiennym niebie” każde słowo jest na swoim miejscu, a pisząc „Obłęd” autor wpadł w słowotok. Takie miałam wrażenie. Gdyby trochę powykreślać, skrócić, powstałoby dzieło bardziej przyjazne czytelnikowi :)

      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      3 kwietnia 2014 o 11:24

      Szkoda, że Kasia Sawicka nie wpadła, bo pewnie by się z Tobą pokłóciła o ten Obłęd, jej się chyba podobało. Ale Kamienne niebo mam na uwadze.

      Odpowiedz
    6. koczowniczka pisze:
      3 kwietnia 2014 o 11:27

      Na pewno jeszcze wpadnie, trzeba cierpliwie czekać. A sprzeczki na temat książek nadzwyczaj lubię :)

      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      3 kwietnia 2014 o 11:28

      Liczę, że wpadnie, bo obiecałem jej ten wpis dawno temu :)

      Odpowiedz
    8. Kasia Sawicka pisze:
      4 kwietnia 2014 o 12:16

      To jestem :) Gdybyś napisał ten wpis parę godzin to uznałabym, że czekałeś specjalnie na moje urodziny :D Nawet nie wiesz jak mnie cieszy ten wpis! :D :D :D :D
      Odnośnie „Obłędu” powiem od razu, że wykłócać się nie czuję potrzeby, bowiem jestem świadoma, że dla przeciętnego czytelnika może to być, co najmniej trudna książka. Dla mnie jest pasjonująca z dwóch powodów – literackich i związanych z chorobą psychiczną. Krzysztoń jak mało kto oddał wszelkie stany emocjonalne i fizyczne związane z przeżyciami jakich doznaje osoba cierpiąca na problemy ze zdrowiem psychicznym. A rozumiem doskonale, że nie każdego musi to interesować. Wiem natomiast, że jest to perełka rzadka w literaturze w ogóle, a w polskiej jest już w ogóle szczególna, nawet jeśli nie każdy się z tym zgadza :)

      Odpowiedz
    9. Kasia Sawicka pisze:
      4 kwietnia 2014 o 12:17

      parę godzin później miało być :)

      Odpowiedz
    10. zacofany.w.lekturze pisze:
      4 kwietnia 2014 o 12:30

      Jeszcze parę godzin i zapłaciłbym karę w bibliotece za nieterminowy zwrot :P Ale przyjmij ten wpis w urodzinowym prezencie i tak. Książki czytałem jeszcze w lutym i wtedy miałem dość mieszane uczucia wobec nich, ale skoro po miesiącu wciąż pamiętam całą masę scen i postaci, to muszę przyznać, że Krzysztoń do bardzo dobry pisarz. I że poczytam sobie coś jeszcze.

      Odpowiedz
    11. Kasia Sawicka pisze:
      5 kwietnia 2014 o 11:12

      Powiem Ci że to naprawdę świetny prezent :-) prawie tak dobry jak bilety do teatru :-) szczególnie to, że chętnie poczytasz coś jeszcze :-)

      Odpowiedz
    12. zacofany.w.lekturze pisze:
      5 kwietnia 2014 o 11:26

      Rozpocząłem intensywne poszukiwania :)

      Odpowiedz
  4. czytanki.anki pisze:
    4 kwietnia 2014 o 06:26

    Jeśli interesują Cię inne książki na ten temat, to o poniewierce na wschodzie od Kazachstanu przez Persję, Palestynę pod Szkocję pisze też – jakże inaczej – Czcibor-Piotrowski w swojej trylogii. Wszystko opisane z perspektywy dziecka, niezwykle zmysłowo, ale nie należy zbytnio sugerować się opisem czy okładkami nowego wydania.;(

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      4 kwietnia 2014 o 07:34

      Pierwsza fala tej literatury przewaliła mi się w latach 90., kiedy odkrywałem to historie od podstaw. Teraz widzę, że znów potrafię temat strawić, więc niewykluczone, że i Czcibora-Piotrowskiego kiedyś poczytam. Chociaż trzy tomy?

      Odpowiedz
    2. czytanki.anki pisze:
      4 kwietnia 2014 o 08:08

      Książki są luźno powiązane ze sobą, więc może wystarczyć jedna. Literatura piękna, ale w dużym stopniu oparta na przeżyciach autora. Tanio do nabycia w dedalusie.;)

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      4 kwietnia 2014 o 08:31

      No to może nawet zaryzykuję pierwszy tom :)

      Odpowiedz
  5. mięta pisze:
    4 kwietnia 2014 o 15:42

    Żadna z tych ksiażek nie ujrzałaby światła dziennego, gdyby który kolwiek z pisarzy osmielił się choćby napomknąć,że armię Andersa utworzyli obywatele polscy aresztowani i deportowani uprzednio przez NKWD po agresji ZSRR na Polskę 17 września 1939. Sam Anders był jeszcze na początku sierpnia 41 roku wieźniem NKWD na Łubiance.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      4 kwietnia 2014 o 16:21

      Teraz wszyscy to wiedzą, ale ośmiolatek czytający Przymanowskiego mógł się dziwić do woli.

      Odpowiedz
    2. mięta pisze:
      4 kwietnia 2014 o 17:07

      Racja ,ja się strasznie dziwiłam.Skąd taki Janek się wziął u obcego staruszka na końcu świata.
      A co do „wszystkich” to niestety historia teraz w szkole jest bardzo okrojona i matematyka też, o lekturach już nie wspomnę.

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      4 kwietnia 2014 o 18:46

      Wiara, że szkoła czegokolwiek uczy jest w dzisiejszych czasach czczym mamidłem. Ale gdyby moja dziewięcioletnia córka zapytała, skąd Janek wziął się na tej Syberii, to by się dowiedziała bez trudu i byłoby po problemie. Ja swoje musiałem odczekać, żeby poznać odpowiedź.

      Odpowiedz
  6. moleslaw pisze:
    6 kwietnia 2014 o 08:40

    To ja jestem wyjątkiem , nie dziwiłam się wcale, zwyczajnie o tym nie myślałam , był to był. Zresztą przy pierwszym oglądaniu najbardziej interesował mnie pies i czołg. Oj nie wyjdę na patriotkę ;-)
    Dziękuję za ten post kolejne wartościowe lektury lądują na mojej liście „do przeczytania”.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      6 kwietnia 2014 o 08:47

      Skoro interesował Cię czołg, to byłaś wystarczająco patriotyczna:)

      Odpowiedz
    2. moleslaw pisze:
      8 maja 2014 o 18:06

      Dzisiaj wypożyczyłam „Krzyż południa” tej pierwszej nie było, miałam cichą nadzieję że to jednak pierwsza część i weszłam tu sprawdzić. Trudno jutro będę szukać w innej bibliotece, jeśli nie będzie poradzę sobie z samym „Krzyżem południa”. Swoją drogą po wejściu do biblioteki zapomniałam nazwiska i myślę sobie to było na T , na sto procent T i wielbłąd był w tytule i nagle olśnienie Krzysztoń !!! No tak Jerzy Krzysztoń i poleciałam do odpowiedniego regału :-)

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      8 maja 2014 o 19:16

      Może nie zostanę zlinczowany za herezję, ale myślę, że możesz przeczytać „Krzyż” jako samodzielny utwór. Co najwyżej zajmie Ci chwilę zorientowanie się kto jest kim.

      Odpowiedz
    4. moleslaw pisze:
      8 maja 2014 o 20:12

      To zależy tylko od pobliskiej biblioteki, jutro ją odwiedzę jak będzie czytam od pierwszej części jak nie zacznę od drugiej.

      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      8 maja 2014 o 20:16

      W takim razie życzę powodzenia :)

      Odpowiedz
    6. moleslaw pisze:
      9 maja 2014 o 17:11

      Szczerze życzyłeś bo udało się. Mam nawet oba tomy w jednym :-) Pani bibliotekarka bardzo chwaliła i mówiła że to przepiękna książka.

      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      9 maja 2014 o 19:45

      Cieszę się bardzo, że się udało.

      Odpowiedz
  7. To przeczytałam pisze:
    7 kwietnia 2014 o 12:10

    A’ propos Miesiła nogami glinę ze słomą. – właśnieśmy się wczoraj z córką zastanawiały, że jak też będzie druga osoba liczba mnogiej od 'miesić’ – oni co robią? miesą? ha ha
    Dopiero teraz wpadłam na to, że internet twoim przyjacielem i faktycznie powiedział, że 'mieszą’ :)

    A „ten” Krzysztoń czeka, bo mam tylko drugą część. Za to Obłęd czytałam w czasach studenckich, strasznie był wtedy modny :) Planuję zresztą powrót :)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      7 kwietnia 2014 o 12:12

      Polski język – piękny język :)
      Właściwie można czytać samą drugą część, ale trochę szkoda by było.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT