Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Księgozbiory polskie, cz. 2: Gabinety lektury

Posted on 14 września 20145 stycznia 2015 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Kilka słów o historii prywatnych wypożyczalni i czytelni warszawskich. Bez względu na okres czytelnicy bardzo nie lubili zwracać pożyczonych książek. Tekst dotyczy Warszawy, więc dla równowagi ilustracje z innych miast i miasteczek, gdzie również rozwijały się podobne instytucje.

Zwyczaj płatnego wypożyczania książek rozpowszechnił się w XVIII wieku we Francji. W Warszawie pierwszą wypożyczalnię zwaną czytelnią, albo gabinetem lektury (z francuskiego cabinet de lecture) założył w 1768 Michał Gröll; „posiadając w swej Księgarni na Marywilu niezmierny zasób dzieł ówczesnej beletrystyki zagranicznej — jak pisze jego biograf — pierwszy u nas ożywił czytelnictwo przez wprowadzenie wypożyczania książek”. Wśród wypożyczanych książek były nie tylko romanse i powieści, ale również dzieła naukowe, o czym świadczą zamieszczane w prasie spisy „książek wypożyczonych i po upływie kilku lat nie oddanych, o zwrot których księgarz przez pisma publiczne usilnie upraszał”. 

Dużym powodzeniem cieszył się otwarty w 1778 r. „gabinet lektury” przy księgarni Józefa Lexa, początkowo na Długiej, później na Senatorskiej, a następnie na Lesznie.
 

Dziesięć lat później w 1788 r. Fryderyk Pfaff, sąsiad Grölla z Marywilu, otworzył wypożyczalnię dzieł obcojęzycznych francuskich, a zwłaszcza niemieckich. Jednak interes Pfaffa szedł kulawo z powodu braku czytelników („Niemcy osiadli w Warszawie dla rzemiosł swych — pisał autor Podróży Inflantczyka Fryderyk Schulz — mają co innego do roboty aniżeli czytanie”). […] 

Inny charakter miała czytelnia Jana Potockiego. Była to czytelnia w dzisiejszym znaczeniu tego słowa. Jej opis zostawił F. Schulz: „Jan Potocki urządził u siebie czytelnię dla wszystkich otwartą. Kazał wyporządzić trzy piękne obszerne pokoje w bocznym skrzydle swego pałacu, opatrzył je w krzesła, stoły, potrzeby do pisania i mnóstwo krajowych i zagranicznych gazet, broszur. Paru jego ludzi zawsze stało w pogotowiu i można było z rana lub po obiedzie w pewnych godzinach jakiś czas tu spędzić”. […]
 

Jakie były warunki wypożyczania książek? Zachował się prospekt gabinetu do czytania krakowskiego księgarza Jana Maja z r. 1791: „Wolno będzie abonowanym brać książki do siebie — czytamy w nim — ale pod kondycją, żeby je często oddawali i niechaj się nikt nie uraża, że bez względu na osobę każdy biorący książkę będzie musiał jej wartość zostawić dopóty, dopóki jej nie odda. Nie będzie zaś wolno nikomu dłużej nad wymówiony sobie czas książki trzymać, a to dlatego, żeby drudzy na tym nie cierpieli…” […] 

Abonenci rekrutowali się niemal wyłącznie z warstw oświeconych. Wypożyczano przede wszystkim książki obcojęzyczne. „Księgarze — pisze prof. K. Świerkowski — ogłaszali drukiem katalogi swych wypożyczalń. Na katalogach niemieckich figurował napis «Leihbibliothek», na francuskich «cabinet de lecture». Kiedy zrodził się popyt na książki polskie… wraz z zapożyczeniem innych terminów francuskich przetłumaczono „«cabinet de lecture» na «czytelnię», nie zaś na «wypożyczalnię, o którą właśnie chodziło. I tak już zostało. Terminologia ta przetrwała dłużej niż wiek cały”. […]
 

W r. 1802 prasa doniosła o otwarciu przy księgarni Walentego Nawarskiego na Świętojańskiej „gabinetu czytania”, w którym za odpowiednią opłatą można było „czytać na miejscu książki francuskie i polskie oraz prasę krajową”. Ale księgarnia Nawarskiego została zamknięta w 1803 r. Podobnie kilka innych wypożyczalni uruchomionych w początku ubiegłego wieku nie przetrwało dłużej niż dwa, trzy lata. […] Na ogół jednak w czasach Królestwa Kongresowego powstaje niewiele nowych czytelni […].

Pewne ożywienie następuje w latach trzydziestych po likwidacji Towarzystwa Przyjaciół Nauk i zaniknięciu Uniwersytetu. Wobec zastoju na rynku wydawniczym i zmniejszonej sprzedaży książek niemal przy wszystkich księgarniach prowadzone są wypożyczalnie. […] Z czasem jednak w miarę ożywienia koniunktury i rozwoju większych przedsiębiorstw księgarsko-wydawniczych, wypożyczalnie odgrywają coraz mniejszą rolę. Tak np. znany księgarz-wydawca S. Orgelbrand otwartą w 1840 r. czytelnię książek polskich zamyka w r. 1851. Najdłużej, bo ponad siedemdziesiąt lat czynna była wypożyczalnia przy księgarni Sennewalda.
 

W latach osiemdziesiątych coraz częściej zaczynają się pojawiać w Warszawie wypożyczalnie jako placówki samodzielne, nie związane z księgarniami. Wtedy też wchodzi w użycie nazwa „wypożyczalnia”. Po raz pierwszy użyła jej ponoć w swym katalogu Maria Dzierżanowska dopiero w r. 1886. […] W stosunkowo krótkim czasie „wypożyczalnia” zdobywa prawo obywatelstwa, nie wypierając jednak dawnej „czytelni”. […] Owe prywatne wypożyczalnie czy czytelnie odgrywają dużą rolę w życiu kulturalnym Warszawy. Z roku na rok rośnie ich liczba.
 

Największą popularnością cieszyła się na przełomie wieków „Czytelnia Powszechna” sióstr Marii i Jadwigi Zaborowskich na ul. Mazowieckiej 11. Właścicielki — jedne z pierwszych kobiet w Polsce z wyższym wykształceniem — potrafiły zgromadzić ok. 20 tys. książek w sześciu językach i stworzyć księgozbiór, który poza beletrystyką obejmował dzieła naukowe z różnych dziedzin. Nic więc dziwnego, że oprócz normalnej klienteli szukającej nowości beletrystycznych z czytelni sióstr Zaborowskich korzystali dziennikarze, literaci i elita intelektualna Warszawy. Czytelnię sióstr Zaborowskich wspominają niemal wszyscy autorzy pamiętników. Ostatnio przypomniał ją prof. Tatarkiewicz w Zapisach do autobiografii. Wygląd czytelni na Mazowieckiej i nastrój w niej panujący opisała w drugim tomie wspomnień o dawnej Warszawie Jadwiga Dmochowska: „Czytelnia mieściła się w drugiej poprzecznej oficynie głębokiego podwórza… Prowadziły do niej wąskie schody… Lokal składał się z dużych, ale niskich pokoi. W pierwszym była kancelaria, gdzie załatwiało się sprawy zapisu, kaucji, opłat miesięcznych i gdzie na stołach leżały drukowane co parę lat katalogi, podzielone na «działy» i «języki». Na osobnym stoliku leżały nie objęte katalogiem «nowości»… W pokojach zastawionych półkami panował zawsze półmrok… Oświetlały je początkowo lampy naftowe, z czasem wprowadzono elektryczność, ale słabe żarówki, ocienione stereotypowym zielonym krążkiem z blachy nigdy nie rozpraszały cienia”.
 

Wypożyczalnie prywatne przez szerzenie czytelnictwa w średnio zamożnych warstwach społeczeństwa, zwłaszcza wśród inteligencji — odegrały ważną rolę w życiu kulturalnym miasta. […]

Olgierd Gustawski, Echa minionej Warszawy, Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe 1989, s. 79-83.

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

23 thoughts on “Księgozbiory polskie, cz. 2: Gabinety lektury”

  1. momarta pisze:
    14 września 2014 o 19:24

    Gdzieś w czasach podstawówki też próbowałam uruchomić prywatną wypożyczalnię. Wykonałam stempel biblioteczny z gumki, karty książek z zeszytu w linie i ruszyłam. Interes niestety padł. Wówczas myślałam, że dlatego, iż moi czytelnicy też nie lubili zwracać książek. Teraz jednak myślę, że to powodu braku pałacu ze skrzydłem:)
    Kryzys twórczy, jak widzę, ma się dobrze?:P

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      14 września 2014 o 19:28

      Jaki kryzys? Pacz pani, jaka kreatywna notka, z ilustracjami nawet :) Oszczędzam jedyną recenzję, jaką udało mi się ostatnio popełnić, na czarną godzinę :P
      Pałac jest nieodzowny, jeśli chce się mieć wypożyczalnię. Moja też chyba padła z tego powodu:) A owinęłaś książki szarym papierem?

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. momarta pisze:
      14 września 2014 o 19:41

      Do kreatywności notki nic nie mam, piękna wielce. Też takie piszę, jak nie chce mi się pisać:P
      Szarego papieru nie było, bowiem żywię wstręt do wszelkich okładek. Poza tym zdaje się, że wówczas występowały braki w papierze.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      14 września 2014 o 19:44

      Znalezienie tych stempli zabrało mi tyle czasu, że spokojnie napisałbym tekst. Gdybym odczuwał wenę, rzecz jasna:)
      U nas szarego papieru było pod dostatkiem, o ile pamiętam, bo ja z kolei mam fetysz okładek i bardzo szybko przerzuciłem się na folię do okładania książek.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    4. momarta pisze:
      14 września 2014 o 19:45

      Nie mów, że szukałeś stempli we własnych zbiorach?
      Folia do okładania książek? Brr, wrrr i zgrrroza!

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      14 września 2014 o 19:47

      Gdybym szukał we własnym zbiorach, to nie trwałoby to aż tyle.
      Folia, yeah, forever :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    6. momarta pisze:
      14 września 2014 o 19:51

      U mnie by trwało. Niczego nie mogę znaleźć, łącznie z książkami, które tydzień temu miałam oddać do biblioteki:(
      A myślałeś kiedyś jak byś się czuł, gdybyś musiał na co dzień paradować z foliowym workiem na głowie? Zobaczysz, kiedyś padniesz ofiarą książkowej zemsty. Stos runie, albo co!

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      14 września 2014 o 19:54

      Zapłacisz karę, bo drudzy na tym cierpią!
      Nic mi nie runie, książki dzięki okładkom mają się dobrze i wyglądają nieźle nawet po latach, stosy zaś właściwie już nie istnieją :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    8. momarta pisze:
      14 września 2014 o 19:59

      Ja też cierpię, bo bardzo chciałabym je znaleźć, ale nijak nie mogę.
      I cosik za prosta ta Twoja recepta na wieczną młodość. Uwierz mi, że gdyby wystarczyła foliowa okładka, już dawno byłby to najnowszy hollywoodzki trend!

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    9. zacofany.w.lekturze pisze:
      14 września 2014 o 20:01

      Książkom folia wystarcza, niektórym gwiazdom natomiast pomógłby wyłącznie przeszczep mózgu od dawcy niespokrewnionego :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    10. momarta pisze:
      14 września 2014 o 20:53

      Hm. A już szukałam w internecie okładek na twarz. Poczekam na promocję:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    11. zacofany.w.lekturze pisze:
      14 września 2014 o 20:56

      Na pewno przed świętami jakaś będzie :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  2. Bazyl pisze:
    15 września 2014 o 09:38

    A ja korzystając z tego, że mieszkałem nad biblioteką mogłem się czasem w bibliotekarza pobawić. Oczywiście pod czujnym okiem siły fachowej :) Swoich książek nie miałem na tyle, a kolekcja komiksów rozeszła się po ludziach i nie wróciła co mówi, że dobrze zrobiłem nie puszczając w obieg tych pierwszych :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      15 września 2014 o 09:59

      Nie zrobiłeś pewnie kart wypożyczeń i nie mogłeś się potem domagać zwrotów:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. Bazyl pisze:
      15 września 2014 o 11:49

      Miałem dobre serduszko, nieskażone urzędniczą skrupulatnością. I przez to Yansa, Rorka i stertę z Fantastyki, szlag trafił :(

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      15 września 2014 o 11:54

      Duża lekkomyślność :(

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    4. Bazyl pisze:
      15 września 2014 o 12:07

      Sądząc po tym, w jakich cenach chodzą wznowienia, rzekłbym, głupota :D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  3. To przeczytałam pisze:
    16 września 2014 o 10:10

    A’ propos stempli użytych do zilustrowania notki. Co prawda dotyczy to wypożyczalni krakowskiej, a nie warszawskiej, no ale sam się prosiłeś tą Gumplowiczową :) Kiedyś opisałam ichnią firmę:
    http://www.photoblog.pl/przewodnikpokrakowie/80388350/palacyk-lasockich-3.html

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      16 września 2014 o 10:54

      Świetne uzupełnienie, dzięki :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  4. Ireth pisze:
    18 września 2014 o 19:00

    Mój świętej pamięci dziadek zebrał całkiem pokaźny zbiorek, a ponieważ co chwila ktoś książek nie oddawał i się wypierał, że nie pożyczał to dziadek jako cżłowiek przedsiębiorczy skombinował skądś (zapewne z jakiejś biblioteki) czyste karty biblioteczne i zaczął prowadzić katalog. Trzymam sobie przy komputerze jedną taką kartę. Autor: K. May, Tytuł: Winnetou t. I, Nr czytelnika: Basia K., Data wypożyczenia: 17.02, Data zwrotu: 29.04 – i wszystko jasne.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      18 września 2014 o 19:04

      Zdecydowanie wyczuwam w Twoim Dziadku pokrewną duszę :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. Ireth pisze:
      18 września 2014 o 19:17

      Dziadek lubił czytać, ale był zatwardziałym wrogiem fantastyki, więc jeszcze to przemyśl ;)
      Ja po dziadku odziedziczyłam instynkt katalogowania, ale nie mam kart bibliotecznych tylko zgodnie z duchem czasu plik w excelu :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      18 września 2014 o 19:24

      Nie należę do fanatyków fantastyki, jakoś byśmy się dogadali :) A katalogi w excelu rządzą, też taki mam.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
1 tydzień ago
View on Instagram |
1/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
W potoku słów, jaki Cher wygenerowała w pierwszym tomie swojej autobiografii, niemal ginie to, co w tej opowieści najważniejsze: historia dziewczyny, która wbrew traumom, bez wsparcia i właściwych wzorców, próbuje się wybić, a gdy już jej się udaje, musi jeszcze nauczyć się decydować o sobie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Adam Tuz
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
W potoku słów, jaki Cher wygenerowała w pierwszym tomie swojej autobiografii, niemal ginie to, co w tej opowieści najważniejsze: historia dziewczyny, która wbrew traumom, bez wsparcia i właściwych wzorców, próbuje się wybić, a gdy już jej się udaje, musi jeszcze nauczyć się decydować o sobie. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Adam Tuz
3 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
%d