Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

„W szachach istnieje wolność” (Hanna Krall, „Na wschód od Arbatu”)

Posted on 19 lutego 201530 stycznia 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

DSC_0020

Jedna z bohaterek „Gottlandu” Mariusza Szczygła stwierdziła: „Uświadomiłam sobie, że szpital dla psychicznie chorych jest w Czechosłowacji jedynym normalnym miejscem, bo wszyscy mogą tam bezkarnie mówić, co naprawdę myślą”. Rozmówca Hanny Krall, arcymistrz szachowy Borys Spasski, uznał, że w Związku Radzieckim taką przestrzenią normalności są szachy: „W szachach istnieje wolność – choć w ściśle określonych granicach. Taką granicą jest ruch waszego partnera. Szachy dają nam swobodę decyzji. Wprawdzie – w dokładnie zaznaczonych ramach, ale ramy zaznaczamy tylko my, jak i mój partner, nikt inny”.

Reportaż „Cztery miliony szachistów” wydaje się zupełnie niewinnym przedstawieniem popularnej gry: mamy podaną liczbę graczy, przykłady wykorzystania szachów w nauczaniu szkolnym i psychiatrii, mamy wypowiedzi szachistów. Krall docieka, skąd to wielkie zainteresowanie królową gier w ZSRR, a jej rozmówca, Spasski, snuje niewinne na pozór refleksje, odpalając petardę za petardą:

W szachach […] można znaleźć wszystko. Jeśli ktoś lubi wygrywać, a w życiu nie ma na to szans – może być nareszcie zwycięzcą. Jeśli ktoś ma wyobraźnię – może stworzyć sobie na szachownicy cały świat. Jeśli ktoś chce ujść od realnego życia – to ów świat na szachownicy może stać się miejscem ucieczki.

Dzisiejszy czytelnik pewnie przejdzie nad tymi słowami do porządku: w końcu arcymistrz ma rację, celnie oddaje naturę gry. Czytelnik w PRL, wprawiony w wyszukiwaniu drugiego dna, podtekstów i najsubtelniejszych aluzji, pewnie drżał z uciechy: takie oczywiste nawiązanie do braku swobód w Związku Radzieckim. Jakiż straszny musi być kraj, w którym aż cztery miliony ludzi pragną poczuć czasem smak zwycięstwa, pozwolić wyobraźni pobujać swobodnie, oderwać się od rzeczywistości. Tu nie był już potrzebny żaden dodatkowy komentarz. Na dodatek to wszystko wydrukowane w „Polityce”! W końcu lat sześćdziesiątych!

Zżymałem się na Mariusza Szczygła, że w swoim wprowadzeniu zamieścił przepis, jak czytać radzieckie reportaże Hanny Krall – zupełnie jakby pisał wstęp do lektury szkolnej, podsuwając leniwym uczniom tropy interpretacyjne. Ale dotarło do mnie po chwili, że wyrosło sporo czytelników, którym tak ulubiony (z konieczności) w Polsce przez lata styl ezopowy jest zupełnie obcy. Tak jak obca jest im wiedza o tym, co to Arbat, komsomolec i pepegi, starannie objaśniane w tekście razem z rosyjskimi zdaniami. Może faktycznie warto dać im klucz do tych tekstów.

Reportaże Hanny Krall wydają się mało efektowne, dotyczą właściwie jakichś drugo-, a może i trzeciorzędnych kwestii: wycieczki do syberyjskiej wsi, gdzie od początku XX stulecia mieszkają polscy emigranci, wieczorku poezji w fabryce, miasteczka dla akademików… Każdy z nich, mimo pozorów poprawności, kryje w sobie prawdę o życiu w Związku Radzieckim, przemyconą zręcznie w opisie lub zacytowanej wypowiedzi. Jest wielka czystka lat trzydziestych, braki w zaopatrzeniu, przemiany społeczne w sztucznie tworzonych społecznościach naukowców, wysoka pozycja uczonych pracujących przy programach atomowych, nawet marzenia o lepszym życiu u boku męża marynarza. Najciekawsze są „Kobiety w kolorze lila” – portrety kobiet z kilku pokoleń, i tych pamiętających cara, i żołnierek z czasów drugiej wojny. Do tego montaż prasowych nagłówków doskonałym skrócie ukazuje przemiany w sytuacji kobiet, a opowieść o lakierkach dowodzi, że pomimo codziennych trudności mają marzenia, jeśli nie o byciu piękną i szczupłą, to chociaż obutą w modne pantofle. Tu już widzimy zapowiedź przyszłych tekstów Krall, łączących swobodnie wypowiedzi bohaterów, cytaty z książek i dokumentów, a nawet spisy muzealnych eksponatów. Niezmienna jest tylko wielka precyzja słów.

Hanna Krall, Na wschód od Arbatu, wstęp Mariusz Szczygieł, Dowody na Istnienie 2014.

44 thoughts on “„W szachach istnieje wolność” (Hanna Krall, „Na wschód od Arbatu”)”

  1. Marlow pisze:
    19 lutego 2015 o 20:11

    Taa… Komuna padła i jakoś popularność szachów zmalała. Pamiętam coś takiego jak żywe szachy, możliwość zagrania wielkimi drewnianymi szachami na dworze (w krakowskiem powiedzieliby na polu) i starszych panów grających na pieniądze. Teraz, owszem widziałem w parku Herberta stolik do szachów ale chłopaki stawiali na nim puszki z piwem zamiast figur.

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      19 lutego 2015 o 20:20

      Czyli diagnoza okazała się jak najbardziej słuszna :)

      Odpowiedz
      1. Marlow pisze:
        19 lutego 2015 o 20:35

        Szachy jako namiastka wolności? Coś w tym jest :-) W jakimś stopniu podobnie było z filatelistyką, której popularności kapitalizm też wyraźnie zaszkodził.

        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          19 lutego 2015 o 21:11

          Filatelistyka to raczej zastępowała podróże :) O dziwo, chyba za to zbieranie pocztówek ma się całkiem dobrze.

          Odpowiedz
          1. To przeczytałam pisze:
            20 lutego 2015 o 09:37

            No masz! Nie darmo istnieje portal Postcrossingu z tysiącami użytkowników z całego świata :)

            Odpowiedz
  2. visage Momarta pisze:
    19 lutego 2015 o 20:59

    Strasznie brzydką masz tę szachownicę:) Dodam jednak, że wszystkie moje są nie wiadomo gdzie (a miałam ich swego czasu bardzo dużo jako grająca na szóstej planszy i kolekcjonująca kolejne punkty w celu przesunięcia swojej pozycji w rankingu:P)
    A poza tym bardzo mnie zdenerwowałeś tym postem. Łypie na mnie ta Krall z półki i łypie, twierdzi człowiek, że czasu nie ma, żeby przeczytać, a tu widać, że głupi: trzeba rzucać wszystko i czytać!

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      19 lutego 2015 o 21:10

      Dzięki za miłe słowo :P To akurat plansza od warcabów, nic lepszego w domu nie ma. W życiu nie nauczyłem się grać w szachy na tyle, by chociaż raz wygrać z kimkolwiek :P
      Krall, że użyję wyświechtanego określenia, to lektura na dwie godziny, trochę dłużej trzeba się opędzać od refleksji :)

      Odpowiedz
      1. visage Momarta pisze:
        19 lutego 2015 o 22:23

        Bardzo niedobrze. W szachy trzeba umieć grać. Mnie strasznie mierziła konieczność wykucia na blachę tych wszystkich otwarć, ale poza tym nie znam lepszej szkoły logiki i cierpliwości.
        Chyba wszystkie książki Krall czyta się tak samo szybko. Przy „Różowych strusich piórach” (przeczytane w około godzinę) doszłam jednak do wniosku, że to nie o to chodzi. Czasem słowa muszą wybrzmieć.
        PS. Naprawdę jakość wydania jest aż tak fatalna? Nie próbowałam czytać, więc nie wiem, ale jeśli naprawdę się rozpada, to bardzo, bardzo niedobrze.

        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          19 lutego 2015 o 22:29

          Szalenie żałuję, że nie umiem grać w szachy. W sensie, że nie umiem poprawnie, bo figury po omacku przesunę. Niestety mój ojciec nie nadawał się na nauczyciela.
          Ten tomik wybrzmiewa chyba szybciej niż znana mi reszta, nie wiem, czy to źle.
          A jakość owszem, dość podła. Jedna strona była w ogóle niewklejona, a po zauważeniu tego bałem się mocniej dmuchnąć, tym bardziej że czytałem poza domem. Przy dzisiejszej technologii to się nie powinno było wydarzyć. Miałem sobie kupić Meretika w tej serii, ale jeśli wygląda podobnie, to się mocno zastanowię.

          Odpowiedz
          1. visage Momarta pisze:
            19 lutego 2015 o 22:36

            Mnie zaczął uczyć dziadek. Kiedy zaczęłam z nim wygrywać, obraził się śmiertelnie;) Na szczęście pod ręką był klub szachowy, a tam przez większość czasu głównie przegrywałam. Co nie przeszkodziło mi w objeżdżeniu połowy Polski przy okazji startowania w szeregu turniejów (na zagranicę byłam za cienkim bolkiem, niestety). W przyszłym roku chyba zapiszę Starszego do klubu, bo mam wrażenie, że znajomość szachów i brydźa są niezbędne w życiu każdego człowieka.
            Chyba zaraz pójdę i będę obmacywać tę książkę. Tyle, że jeśli się rozpadnie, to będzie mi strasznie szkoda ,gdyż mam wersję z autografem Autorki:( Ale jeśli faktycznie jest tak źle, trzeba by zgłosić uwagi krytyczne w wydawnictwie – może coś z tym fantem zrobią.

            Odpowiedz
            1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
              19 lutego 2015 o 23:16

              Z brydżem i w ogóle kartami radzę sobie lepiej, tyle mojego :) Starszą na szczęście w warcaby grać uczył dziadek, więc ma dziecko szansę coś pojąć. Na kółko szachowe niestety szans brak.
              Jako znajoma wydawcy możesz mu zwrócić uwagę na odwaloną chałturę :P Mnie zastanawia stosunek jakości i objętości do ceny.

              Odpowiedz
              1. Bazyl pisze:
                20 lutego 2015 o 08:57

                Ani szachów, ani brydża. U mnie zarówno w młodości jak i w średniości rozrywki umysłowe bardziej plebejskie :P

                Odpowiedz
                1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  20 lutego 2015 o 10:08

                  Ale może chociaż w pana grałeś albo w makao? Też rozwijające :)

                2. Bazyl pisze:
                  20 lutego 2015 o 11:07

                  Starsi koledzy jedną z tych gier nazywali zgoła inaczej, przez co kumpel przeżył był w domu nieprzyjemne chwile, szczerze odpowiadając na rodzicielskie pytanie, o to co robił, jak go w domu nie było :D

                3. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  20 lutego 2015 o 12:17

                  Wszyscy nazywali zgoła inaczej, ale nie wypada publicznie :D

          2. Mariusz Szczygieł pisze:
            23 lutego 2015 o 01:51

            Kłaniam się.
            Jeśli egzemplarz książki jest wybrakowany, proszę skontaktować się z naszym wydawnictwem:
            dowody @ instytutr.pl
            Jeszcze nie mieliśmy żadnych uwag od czytelników do „Arbatu”, ale w każdej partii książek dopuszcza się 1% braków. Chętnie książkę wymienimy.
            Pozdrawiam serdecznie, Szczygieł

            Odpowiedz
            1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
              23 lutego 2015 o 07:57

              Bardzo dziękuję, ale z luźną kartką już sobie poradziłem :)

              Odpowiedz
  3. AnnRK pisze:
    19 lutego 2015 o 21:23

    Czy to jest ta kiepsko wydana książeczka, która rozpada się pod wpływem spojrzenia, że o otwieraniu jej nie wspomnę?
    Męczy mnie nieznajomość twórczości Krall, bo znam tylko dwie jej książki. Ale nadrobię. Kiedyś. ;)

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      19 lutego 2015 o 21:27

      To właśnie ta. Za te pieniądze kartki nie powinny samoczynnie wypadać :P Natomiast bez względu na jakość wydania Krall warto znać, niekoniecznie zaczynając właśnie od tego debiutu.

      Odpowiedz
  4. To przeczytałam pisze:
    20 lutego 2015 o 09:39

    Co najmniej od roku mam tę pozycję w newsletterze allegro i pacz pan, ani razu nie pojawiła się w odpowiedniej cenie!
    (cena odpowiednia = do 5 zł)
    Czekam dalej :)

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      20 lutego 2015 o 10:10

      Na 5 zł to chyba nie ma co liczyć :) Ale za dychę jest.

      Odpowiedz
      1. To przeczytałam pisze:
        20 lutego 2015 o 11:38

        Halo! Tu Kraków! Centusie! Jaka dycha :)

        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          20 lutego 2015 o 12:18

          Myślałem, że jednak byłabyś skłonna dopłacić :P

          Odpowiedz
          1. To przeczytałam pisze:
            20 lutego 2015 o 14:11

            Nie mogę się sprzeniewierzać podstawowym zasadom bytowania w królewskim stołecznym…

            Odpowiedz
            1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
              20 lutego 2015 o 14:20

              Przepraszam, że w ogóle zaproponowałem taką nielojalność :D

              Odpowiedz
              1. To przeczytałam pisze:
                20 lutego 2015 o 14:39

                Idze idze bajoku!

                Odpowiedz
                1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  20 lutego 2015 o 15:12

                  Proszę tak nie podkreślać tej regionalności :D

  5. Claudette pisze:
    20 lutego 2015 o 11:53

    Nie tak dawno oglądałam w Teleexpressie krótki reportaż o szachach własnie. Tam jednak głównie było o tym, że uczniowie w hiszpańskich szkołach mają lekcje szachów, które rozwijają w nich wszelakie umiejętności, na czele z logiką, a dla porównania ukazano polską szkołę, gdzie siedziały bardzo nieszczęśliwe dzieciaczki, które lekcji szachów nie mają. Jednakże pani redaktor stwierdziła wyraźnie, że nie wszystko stracone, bo powstają grupy szachowe i polskie dzieci zajmują nawet wysokie miejsca w mistrzowskich potyczkach z ich rówieśnikami z innych krajów. Jakoby na dowód stawianych twierdzeń zaprezentowano wypowiedź samych małych szachistów, która notabene w skrócie wiadomości prezentowała się nieco inaczej ;)

    Otóż wszystkie dzieci bez wyjątku mówiły, że szachy są super, iż są świetną rozrywką, można rywalizować i wygrywać, można się zrelaksować, można się skoncentrować lepiej. Zaś we wspomnianym skrócie wiadomości dodatkowo była wypowiedź jednego malca, który stwierdził, iż wygrywając dostaje nagrody (w dorozumieniu pieniężne), więc będzie nadal grał by móc w ten sposób zarabiać i kupować sobie co tylko chce, w szczególności gry komputerowe i zabawki.

    Oglądając ten reportaż nawiedziła mnie refleksja, że skoro i dzieci (nagrody!) i rodzice (korzyści płynące z szachów) są zadowoleni to przecież nie może być nic lepszego. Co więcej, doszłam do wniosku, że moje liche zdolności matematyczne obkupione były właśnie tym, że nigdy nie nauczyłam się w sposób płynny i dobry grać w szachy. Troszkę nie współgra mi to z umiejętnościami logicznymi, które są podstawą mojego zawodu i które opanowałam, wydaje mi się, do perfekcji, ale mimo wszystko to może być tylko wyjątek potwierdzający regułę ;)

    A teraz jeszcze dowiedziałam się, że szachy dają wolność. Nigdy bym tak o nich nie pomyślała!
    Lecz jak się tak dobrze zastanowić to i książki dają wolność. Pozwalają przenieść się do innego świata, do innej rzeczywistości, uciec od problemów. W książkach możemy być też, jako czytelnicy – zwycięzcami, obserwatorami, doradcami, komentatorami.

    Wydaje mi się, że jedyne, co musimy to tę daną nam wolność (obojętnie z jakiego tytułu) odpowiednio dobrze wykorzystać.

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      20 lutego 2015 o 12:22

      Lekcje szachów w szkołach, zapewne na wzór radziecki, zalecano już w zamierzchłych czasach mojego dzieciństwa i bardzo żałuję, że w mojej podstawówce nie znalazł się żaden pasjonat :( A dziś, przy ogólnej nędzy oświatowej, moje dzieci też na to szansy nie mają, niestety. Więc braki w logicznym myśleniu przejdą i na młodsze pokolenie :)
      Książki dają wolność, ale pewnie niekoniecznie dawały ją te wydawane w ZSRR w latach 60. :P

      Odpowiedz
    2. Agata pisze:
      30 marca 2015 o 21:44

      w naszych przedszkolach jako zajęcia dodatkowe sa tez szachy

      Odpowiedz
  6. czytanki.anki pisze:
    20 lutego 2015 o 13:37

    Oglądałam niedawno film dok. o siostrach Polgar, szachistkach węgierskich (arcyciekawy). Sama gra może dawała im wolność, ale otoczka niestety nie.
    Czytałam pierwszą stronę z tej książki i faktycznie widać znamiona późniejszego stylu Krall czyli „mówienie przez niemówienie”. Wydaje mi się, że młodszym czytelnikom pewne wyjaśnienia się przydadzą, to jednak inna rzeczywistość.
    Zmartwiłeś mnie informacją o słabej jakości wydania. Po powszechnych achach i i ochach Szczygła odnośnie serii byłam przekonana, że seria jest po prostu doskonała w każdym calu.;(

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      20 lutego 2015 o 14:24

      Siostry Polgar zyskały zapewne swobodę materialną.
      Wydawcy są od tego, żeby zachwalać swoje książki :) Co do jakości, to tak jak napisałem wyżej – Meretika kupię sobie w starym wydaniu i przynajmniej będę wiedział, że się rozpadł ze starości i z powodu podłej jakości kleju. Albo upoluję ebooka.

      Odpowiedz
      1. czytanki.anki pisze:
        20 lutego 2015 o 15:30

        Ponieważ pan Polgar nie współpracował z władzami (córki szkolił w domu), rodzina miała pod górkę. Ale sukcesy były, wyjazdy zagraniczne także.
        Tak, wydawcy są także od zachwalania. Niestety niektórzy chyba czasem się zapominają.
        Czytałam biblioteczne, stare wydanie „Nocy generała” i trzyma się nieźle.;)

        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          20 lutego 2015 o 18:10

          A władza i tak sobie te sukcesy zapisywała na własne konto, o ile pamiętam?

          Odpowiedz
          1. czytanki.anki pisze:
            20 lutego 2015 o 19:30

            To chyba normalne, niestety. W moim mieście poprzedni burmistrz inicjatywy oddolne też odnotowywała jako własny sukces.

            Odpowiedz
            1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
              20 lutego 2015 o 19:46

              U nas wójt nie miałby co odnotowywać, niestety.

              Odpowiedz
        2. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          20 lutego 2015 o 18:49

          O proszę, nie dość, że się dobrze trzyma, to jeszcze trzy razy tańsze. Same zalety :)

          Odpowiedz
          1. czytanki.anki pisze:
            20 lutego 2015 o 19:28

            Prawda?;)

            Odpowiedz
            1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
              20 lutego 2015 o 19:45

              A jakże :)

              Odpowiedz
  7. visage Momarta pisze:
    20 lutego 2015 o 20:45

    Nawiązując do wątku powyżej: obmacałam. U mnie wszystko trzyma się kupy, choć kilka kartek jakby aż za bardzo (od dołu sklejone niemal do końca marginesu). Może to manufaktura? To uzasadniałoby cenę:)
    PS. W złośliwościach remis. Proponuję zawieszenie broni:P

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      20 lutego 2015 o 20:55

      Nic nie wiem o żadnych złośliwościach, są one mi z gruntu obce :D
      A co do książki, to widać Tobie dostał się ten klej, którego zabrakło w moim egzemplarzu :P

      Odpowiedz
  8. Pingback: Warto zajrzeć 42 – anioł, szachy i Oscary | Tramwaj nr 4 książki i...
  9. dragonfly pisze:
    22 lutego 2015 o 11:52

    Na szczęście w niektórych szkołach wraca się do szachów w ramach kółek zainteresowań. Takie małe światełko w tunelu. ;-)

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      22 lutego 2015 o 11:53

      Ja bym chciał, żeby szachy wprowadzono w tej jednej konkretnej szkole, która mnie interesuje :P

      Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT