Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Księgozbiory polskie, cz. 4: Czytelnictwo w roku 1955

Posted on 2 kwietnia 20153 lutego 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

ksiaznica_winieta
Z punktu widzenia wydanego w 1992 roku podręcznika do historii Polski czytelnictwo i polityka wydawnicza w latach stalinizmu wyglądały następująco:

[…] Ambicją władz komunistycznych stało się wychowanie „nowego człowieka”, toteż szczególną wagę przywiązywały one do szkolnictwa i oświaty. Walcząc z analfabetyzmem realizowano przymus szkolny oraz organizowano wieczorowe kursy dla pracujących, zaszczepiając dzieciom i ludziom prostym nie tyle chęć poznania, ile uproszczony obraz świata, tłumaczonego w kategoriach „walki klas” „postępu” i nienawiści do „wrogów ludu”. […]

Korzystając z monopolu wydawniczego, komuniści lansowali niektórych klasyków, jednocześnie jednak rosła lista książek i autorów wycofywanych z bibliotek i czytelni publicznych. Masowo wydawano socrealistyczne kicze i tłumaczenia z języka rosyjskiego. Dla przykładu w 1951 r. państwowe wydawnictwa wydały 5,9 tys. tytułów w nakładzie 17 mln egzemplarzy, z czego połowę stanowiły książki radzieckie, takie jak 10 tomów Stalina w nakładzie 2,5 mln czy 11 tomów Lenina w nakładzie 2,2 mln egzemplarzy.

Z perspektywy kontestatora systemu bacznie obserwującego przemiany zachodzące w Polsce było tak:

Snułem się po Nowym Świecie i patrzyłem w wystawy księgarń. Przyznać trzeba, że komuniści wydają dużo, pięknie i tanio. Mówi się, że fałszują klasyków i dlatego mogą wydać każdego, każdy dynamit myśli i idei. Kto to może sprawdzić? Jak skontrolować, co zrobili z Faustem, Montaigne’em, Diderotem, Wolterem, Prusem i Świętochowskim? Nie jestem zresztą pewien, czy to im się opłaca, na ogół ufają sile swych komentarzy, przedmów, przypisów, interpretacji.

analfabetyzm006Natomiast wydany w 1955 roku i nasycony treściami propagandowymi „Poradnik gospodyni wiejskiej” głosił:

„O, jak ja nieraz pragnęłam czytać, jak marzyłam o nauce — mówi Anna Tomaszewska z Zagajowiczek, w powiecie inowrocławskim. Pracowałam we dworze, człowiek był wtedy wyzyskiwany i poniżany, mogłam tylko tęsknić za książką. Dopiero po wojnie udało mi się zaspokoić pragnienie czytania książek. Mam już dziś 50 lat, ale gdy znajdę wolną chwilę — czytam. Czytam różne książki, i rolnicze, i te, mówiące o dobrych, szlachetnych ludziach. Jedne pomagają mi ulepszać gospodarstwo, drugie uczą, jak żyć, jak postępować, jak się doskonalić.”

Książka. Widzicie ją na wystawach, w bibliotekach, szkołach i świetlicach. A jeśli zagłębicie się w jej treści — poznacie tajemnice życia ludzkiego i przyrody, poznacie świat i rządzące nim prawa.

Jak żyć lepiej i piękniej? Co kochać, czego nienawidzieć? Co ulepszyć w gospodarstwie rolnym? Wszystko to opowie, wytłumaczy książka. Wielki pisarz radziecki M. Gorki nazwał książkę „największym cudem cudów stworzonym przez ludzkość na drodze ku szczęściu i potężnej przyszłości.”

„Mam 6-letnią córeczkę — pisze gospodyni z pow. sokołowskiego — Anulkę. Taki brzdąc, a czym ona się już interesuje! Pyta:

— Mamusiu, co to jest węgiel?

— Węgiel — odpowiadam — to takie twarde, jak kamień, drzewo.

— A kto go tak — pokazuje na węgiel przed kuchnią — wysmarował?

Albo takie pytania: Dlaczego grzmi? Po co zachodzi słońce? Jak się robi szklankę?

Nie zbywam jej byle czym, ale odpowiadam, bo wiem, że to rozwija dziecko. Tymczasem, gdy patrzę na inne matki w naszej wsi, to aż serce się ściska. Dziecko pyta natarczywie, a matka zamiast mu odpowiedzieć, wyjaśnić w prostych słowach nazywa to” skaraniem boskim” lub poskramia dzieciaka szturchańcem. W ten sposób wyrządza się, nie zdając sobie nawet z tego sprawy, ogromną krzywdę swym dzieciom. Kierownik naszej szkoły często powtarza: «Czytajcie rodzice, książki, bo przekonałem się, że dzieci tych rodziców, którzy czytają lepiej się uczą.» I podaje nieraz za przykład moje starsze dzieci. Ale czy tylko dzieci zadają pytania? Pytają również dorośli dorosłych o różne rzeczy. I gdzie spotykam rodziny, które czytają książki, tam jakoś przyjemniej żyją, jest większa zażyłość, ład, miłość, większy szacunek dla rodziców.”

analfabetyzm007Związek Samopomocy Chłopskiej, pragnąc zachęcić do czytania książek jak najliczniejsze rzesze pracujących chłopek i chłopów, ogłosił w 1950 roku konkurs czytelniczy. W trzech jego etapach brało udział przeszło 260 tysięcy czytelników. Czwarty etap objął ponad 612 tysięcy, a piąty — przeszło 22 tysiące wsi. Każdy z uczestników konkursu miał możność zdobycia cennej nagrody: radia, patefonu, aparatu fotograficznego, premii pieniężnej. Szczególnie wyróżnieni czytelnicy, którzy oprócz przeczytania wybranych przez siebie książek pozyskują jeszcze innych czytelników we wsi, otrzymują nagrody i odznaczani są złotymi, srebrnymi lub brązowymi odznakami przodowników czytelnictwa.

A cóż mówią uczestnicy?

„Po ukończeniu kursu dla analfabetów — pisze Rozalia Zawrotna z Pełt, powiatu ostrołęckiego — wzięłam udział w konkursie czytelniczym. Przeczytałam pięć książek: „Matka”, „Janko Muzykant”, „Antek”, „Życiorys Stalina” i „Kobiety w Związku Radzieckim”. Teraz mogę pisać po przeczytaniu tych książek, co chciałabym widzieć nowego w mojej gromadzie. Chcę, aby przy szkole była świetlica, żeby dzieci mogły tu rozwijać swe zdolności, bo takich chłopców, jak Antek, Janko Muzykant czy Pawełek nie brakuje w naszej wsi. Chciałabym też, aby nasze dzieci były dobrze wychowane, a ludzie nauczyli się lepiej gospodarować.”

„Z chęcią wzięłam udział w konkursie czytelników wiejskich — pisała w ankiecie konkursowej Maria Jakowiuk z Dubin, w pow. Hajnówka — bo czytaliśmy i omawialiśmy książki wspólnie. Książki te, a szczególnie rolnicze, dały mi bardzo dużo wiadomości potrzebnych w codziennym życiu. Na przykład z książki «Chów kur» Dubiskiej nauczyłam się, jak trzeba chować kury, żeby osiągnąć jak najwięcej jaj. Uważam, że w naszej gromadzie wszystkie kobiety powinny tę książkę przeczytać, bo dużo jeszcze jest takich gospodyń, które nie znają się dobrze na chowaniu kur.”

Na drugim krajowym zlocie przodowników czytelnictwa wiejskiego, który się odbył 30 i 31 maja 1953 roku w Warszawie, gospodarz Jan Klich z powiatu wrocławskiego powiedział:

„Książka woła do nas: Weź mnie, kup mnie, pożycz mnie, przeczytaj mnie, pomyśl nade mną, a ja ci dam taką radę, że sto ton podniesiesz jedną ręką. Dam ci taką wiedzę, że ci się będzie dobrze pracowało.”

Cytaty pochodzą z:
Wojciech Roszkowski, Historia Polski 1914–1991, PWN 1992, s. 211–212.
Leopold Tyrmand, Dziennik 1954, Res Publica 1989, s. 257–258.
Poradnik gospodyni wiejskiej, Państwowe Wydawnictwa Rolnicze i Leśne 1955, s. 584–585.

38 thoughts on “Księgozbiory polskie, cz. 4: Czytelnictwo w roku 1955”

  1. czytankianki pisze:
    3 kwietnia 2015 o 10:41

    Matko i córko, co za propaganda!;( Chociaż dzisiejszej za 70 lat pewnie też wiele osób będzie się śmiało.
    Czy posiadasz Poradnik z 1955 r.?

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      3 kwietnia 2015 o 10:49

      Propaganda, ale myślę, że jednak wiele osób polubiło wtedy czytanie. Najbardziej podobały mi się medale za czytelnictwo. Może czas byłby wrócić do tego miłego zwyczaju :)
      Poradnik mam, dlatego wyciągam z niego, co tylko mogę. O czytelnictwie jest tam jeszcze parę stron.

      Odpowiedz
      1. czytankianki pisze:
        3 kwietnia 2015 o 10:57

        Jeśli akcja przyniosła skutek, to świetnie. 260 tys. uczestników konkursu to dobry wynik, tylko czy prawdziwy?;( Musieli być bardzo zmotywowani – rolnicy przecież mieli naprawdę mało czasu na czytanie.

        Poradnik musi być kapitalną lekturą.;)

        Odpowiedz
      2. Bazyl pisze:
        3 kwietnia 2015 o 10:57

        Zamiast medalu wolałbym patefon. Taki ze mnie materialista :)

        Odpowiedz
        1. czytankianki pisze:
          3 kwietnia 2015 o 10:58

          Patefon albo radio.;)

          Odpowiedz
          1. Bazyl pisze:
            3 kwietnia 2015 o 11:02

            Eee, radio mam :P

            Odpowiedz
          2. visage zacofany.w.lekturze pisze:
            3 kwietnia 2015 o 11:04

            Ale w dzisiejszych czasach radio ma każdy, a medal mało kto :D
            Ciekawe, na ile te liczby są prawdziwe, ale tego chyba nie dojdziemy. Co do czasu na czytanie, to mimo zerowej niemal mechanizacji na pewno dawało się coś wykroić, najcięższe prace rolne są jednak okresowe.
            Poradnik jest kapitalny, w sumie świetne połączenie pracy u podstaw z propagandą. Cytowałem kiedyś dwa fragmenty o sprzątaniu.

            Odpowiedz
            1. Bazyl pisze:
              3 kwietnia 2015 o 11:27

              Z tą mechanizacją, to jest o tyle dziwna sprawa, że teraz niby wszystko robią maszyny, a ludzie na nic nie mają czasu. A z czasów kiedy w polu kręciłem powrósła, pamiętam że czas był na wszystko. I na wódkę i na tańce, i na dyskusje z sąsiadami :) Książek natomiast u Dziadków nie kojarzę :(

              Odpowiedz
              1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                3 kwietnia 2015 o 18:28

                U moich też nie było. Chociaż to nie była kwestia braku czasu, tylko braku nawyku.

                Odpowiedz
  2. Bazyl pisze:
    3 kwietnia 2015 o 10:55

    Trudno się oprzeć wrażeniu, że, pomijając propagandowy ton wypowiedzi, jest w nich sporo racji. A na stan czytelnictwa narzekano i jak mniemam, będzie się narzekać, zawsze. Z czytanej właśnie „Zamojszczyzny”:
    Życie umysłowe pozostawało w zaniku. […] Książki czytano z nudów, dla zabicia czasu, mało krytycznie. […] Inteligencja na prowincji pochłonięta jest wyłącznie swoimi sprawami zawodowymi, materialnymi, domowymi oraz beztreściwym życiem towarzyskim. Lata całe spędzone w takich warunkach wyjaławiają nawet nieprzeciętne umysły. A cóż dopiero mówić o ogóle mieszkańców takiego miasteczka, jak Szczebrzeszyn. Jest to kompletny ugór. […]
    Jakbym to skądś znał :P

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      3 kwietnia 2015 o 11:05

      No faktycznie, brzmi znajomo :)

      Odpowiedz
      1. czytankianki pisze:
        3 kwietnia 2015 o 11:09

        Bo taka jest natura ludzka. Nam się tylko wydaje, że kiedyś było lepiej.;(

        Odpowiedz
  3. Marlow pisze:
    3 kwietnia 2015 o 11:25

    Nakłady imponujące tak że ciągle jeszcze po odsianiu radzieckiego badziewia i śmieci rodzimej produkcji ciągle jeszcze pozostała znacząca liczba polskiej i rosyjskiej klasyki, po którą dzisiaj sięga już chyba tylko dziatwa szkolna, z obowiązku oczywiście.

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      3 kwietnia 2015 o 11:45

      Co ciekawe, wydawano całkiem przyzwoite edycje w twardej oprawie i całą masę tanich wydań – a te, o dziwo, do dziś się trzymają, chociaż pożółkłe niemożliwie. I rynek to chłonął, chociaż trzeba wziąć poprawkę na rozwijającą się sieć bibliotek i czytelników nadrabiających wojenne straty.

      Odpowiedz
      1. Marlow pisze:
        3 kwietnia 2015 o 11:52

        Zgadza się. Można tak jak Roszkowski wybrzydzać, że „komuniści lansowali niektórych klasyków” ale jakoś nie mogę wydobyć w sobie oburzenia na wydawanie w masowych nakładach Sienkiewicza, Mickiewicza czy Konopnickiej. Nikomu też specjalnie nie zaszkodzi lektura Gogola, Tołstoja (Lwa) czy Czechowa.

        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          3 kwietnia 2015 o 11:57

          Też nie rozumiem tego wybrzydzania, bo tak naprawdę wtedy ukazało się niemal wszystko z klasyki światowej i polskiej, w każdym razie tej do połowy XIX wieku. Potem już było bardziej wybiórczo.

          Odpowiedz
          1. Marlow pisze:
            3 kwietnia 2015 o 12:02

            To widocznie taki trend, nie wypada inaczej. Byłem zaskoczony bo w tamtych latach wydano nawet „Wiry” Sienkiewicza, pewnie jako „wypadek przy pracy” i „zgrzytając zębami” ale jednak :-).

            Odpowiedz
            1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
              3 kwietnia 2015 o 12:04

              Jak pisał Tyrmand, pewnie uważano, że wszystko załatwi posłowie albo wstęp :) Poza tym można to było swobodnie wydawać, licząc, że i tak nikt nie przeczyta. Co innego, jakby zakazano druku.

              Odpowiedz
              1. Marlow pisze:
                3 kwietnia 2015 o 12:15

                Tak, niektóre przedmowy mogą budzić konsternację. Pamiętam „klituś-bajduś” Kotta do „Podróży Guliwera” i pomyśleć, że facet czmychnął potem do USA i tam się oświecał młodych Amerykanów. A Żółkiewskiemu się nie udało…

                Odpowiedz
                1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  3 kwietnia 2015 o 12:18

                  Hehe, we wstępie do Robinsona Crusoe też są głodne kawałki o rozkładzie formacji kapitalistycznej i takich tam :) Ale dzięki temu nie ingerowano w treść.

                2. Marlow pisze:
                  3 kwietnia 2015 o 12:24

                  Pamiętam Twoje ostrzeżenia przed nudziarstwem Defoe i jakoś nie mogę się zabrać za kanoniczną wersję „Robinsona”, za to Swifta czyta się ciągle z przyjemnością.

                3. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  3 kwietnia 2015 o 12:26

                  Robinson ostatecznie siada jakoś tak w trzech czwartych, chociaż wcześniej też nie porywa. Defoe spróbuj może „Moll Flanders”.

                4. Marlow pisze:
                  3 kwietnia 2015 o 12:34

                  Ależ to są podobno jakieś bezeceństwa! Do czego Ty mnie namawiasz?! :-)

        2. Bazyl pisze:
          3 kwietnia 2015 o 12:00

          BA z PIWu, to jedna z najfajniej wydanych serii ever. Ja się w końcu wezmę i zamiast w gadżety zacznę w nią inwestować :D

          Odpowiedz
          1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
            3 kwietnia 2015 o 12:02

            A zgadza się. Szkoda tylko, że rzadkością są egzemplarze z obwolutami.

            Odpowiedz
  4. visage zacofany.w.lekturze pisze:
    3 kwietnia 2015 o 12:39

    Marlow: jakie bezeceństwa? Moll Flanders nic się pod mostem do tenisówek nie lało, w świetle dzisiejszej literatury to wręcz dziewica orleańska była! :D

    Odpowiedz
    1. Marlow pisze:
      3 kwietnia 2015 o 13:09

      Jak tak, to co innego, dotychczas kojarzyłem Moll jako bohaterką o „nieuporządkowanym życiu osobistym”, że się tak wyrażę ale skoro mówisz, że wręcz przeciwnie… :-)

      Odpowiedz
      1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
        3 kwietnia 2015 o 16:27

        No, nieuporządkowana była, ale doprawdy na tle bohaterek Michalak to pryszcz.

        Odpowiedz
        1. Marlow pisze:
          3 kwietnia 2015 o 17:47

          Nie zauważyłem by bohaterki Michalak były jakoś specjalnie rozwiązłe ale to być może dlatego, że miałem jednorazowy kontakt z jej twórczością. Więcej nie planuję :-)

          Odpowiedz
          1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
            3 kwietnia 2015 o 17:48

            Bo trafiłeś na dzieło dla grzecznych panienek, a uwierz mi, AutorKasia ma też mroczną, perwersyjną stronę :D

            Odpowiedz
            1. Marlow pisze:
              3 kwietnia 2015 o 17:50

              To chyba już wolę dzieła Stephanie Meyer :-)

              Odpowiedz
              1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                3 kwietnia 2015 o 17:53

                To znaczy, że możemy się spodziewać tekstu o Zmierzchu??

                Odpowiedz
                1. Marlow pisze:
                  3 kwietnia 2015 o 18:08

                  Znalazłem w domu – o zgrozo! – „Przed świtem” więc podejrzewam, że „Zmierzch” i „Zaćmienie” mogą gdzieś być. Ale nie nastawiaj się specjalnie. Po dwóch paniach Katarzynach muszę trochę dojść to siebie i poczytać porządnych książek.

                2. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  3 kwietnia 2015 o 18:18

                  Nie śmiałbym Cię namawiać, dwie panie Kasie mogą być wyczerpujące :)

  5. guciamal (małgosia) pisze:
    6 kwietnia 2015 o 09:03

    Z nostalgią wspominam księgarnie w latach siedemdziesiątych w małej nadmorskiej mieścinie, w której mogłam kupić co dusza zapragnie. Dzisiejsze o tak bogatym asortymencie nie dorównują tamtym skromnym księgarniom, w których kupowałam klasykę. Z pewnością pewni autorzy byli pomijani, o niektórych dowiaduję się po latach, ale i to co było wówczas wydawane zaszczepiło umiłowanie do czytania i jakoś nie wydaje mi się, abym uległa indoktrynacji, może dlatego, że zamiast przedmowy wolałam przeczytać książkę, właściwie to dopiero od paru lat czytam przedmowy, czy posłowia :)
    Jakże trafna jest uwaga Bazyla, świat mamy bardziej zautomatyzowany, a czasu dla siebie coraz miej :(
    Pozdrawiam świątecznie

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      6 kwietnia 2015 o 18:56

      Ja niestety pamiętam księgarnie lat 80., w których raczej niewiele było, a jeśli już, to koszmarnie wydane w kryzysowym stylu. Natomiast mimo braków w zaopatrzeniu najbliższa mojej szkoły księgarnia robiła imponujące wrażenie socrealistycznymi freskami – były w niej medaliony z portretami pisarzy i poetów :)
      Pozdrawiam jeszcze świątecznie :)

      Odpowiedz
  6. Pingback: W poszukiwaniu straconej klasyki. Polska science fiction #2 (1954 – 1960) | Biblioteka Kruka Fantastyczna
  7. Pingback: W poszukiwaniu straconej klasyki #2. Polska science fiction (1954 – 1960) – Biblioteka Kruka

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. 
Przekład Tomasz Bieroń
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. Przekład Tomasz Bieroń
1 miesiąc ago
View on Instagram |
1/5
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
1 miesiąc ago
View on Instagram |
2/5
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia.
Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia. Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
3/5
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
4/5
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. 
„Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Zbigniew A. Królicki
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. „Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Zbigniew A. Królicki
3 miesiące ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT