Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Kameralne dramaty (Edith Wharton, „Opowieści małżeńskie”)

Posted on 27 lipca 201527 lipca 2015 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

wharton_opowiesci1Każde opowiadanie Edith Wharton to kameralny dramat. Bohaterowie kochają się, nienawidzą, rozstają, boją się, czują pogardę. Wiedzą, że obowiązują ich narzucone przez społeczeństwo reguły. Kto się ich trzyma, jest bezpieczny, choć skrępowany, stale pod obserwacją. Kto zdecyduje się z nimi zerwać, naraża się opinii publicznej, ale – przynajmniej teoretycznie – jest swobodny, może żyć i kochać po swojemu. Okazuje się jednak, że i jednym, i drugim nie jest łatwo.

Pani Lidcote rozwiodła się i przez dwadzieścia lat borykała z towarzyskim ostracyzmem, odrzucona przez dotychczasowych znajomych. Drżeniem napawa ją myśl o losie, jak spotka jej córkę, która również rozeszła się z mężem. To już jednak „Inne czasy, inne obyczaje”, jak mówi tytuł opowiadania. Normy obyczajowe się zmieniły; Leila nie boi się odrzucenia, rzuca wyzwanie światu i wygrywa. Pani Lidcote nieśmiało zaczyna liczyć, że może i ona znajdzie szczęście w miłości i spokój. Czy jednak klątwa zostanie z niej zdjęta? Halston Merrick („Na dalszą metę”) z kolei cofnął się przed decydującym krokiem. Nie rzucił wszystkiego, by pójść za kobietą, którą – jak mu się wydawało – kochał i która gotowa była dla niego rozpocząć nowe życie. On wolałby taplać się w bajorku potajemnego romansu, płacąc „zwykłymi w takich wypadkach restrykcjami, ukrywaniem się, obłudą”. Ona okazała się silniejsza i bardziej zdecydowana od mężczyzny, by zapłacić za swe szczęście dużo wyższą cenę. Rozumiała bowiem, że prawdziwa miłość potrzebuje „zdrowego pożywienia, jakim jest wspólne życie i działanie”: „co stanie się z naszą miłością, jeśli będziemy trzymać ją z dala od naszego życia – twojego i mojego z osobna – niby jakieś śliczne, na nic nieprzydatne zwierzątko w klatce, które od czasu do czasu odwiedzimy i nakarmimy słodyczami?”. W ostatecznym rozliczeniu przegrali oboje. Zresztą u Wharton trudno o szczęśliwe zakończenia, zawsze pozostaje osad goryczy, choćby na pozór sprawy się ostatecznie ułożyły. Krystyna Ausley („Radość w domu”) po odejściu od kochanka zostaje ciepło przyjęta przez męża, lecz pewnie do końca życia dusić się będzie w mieszczańskim domu, prześladowana myślą o swobodzie, której zakosztowała i którą wzgardziła.

Edith Wharton.
Edith Wharton.

Opowiadania zamieszczone w tym zbiorku powstawały w ciągu niemal czterdziestu lat, a mimo to wydają się bardzo spójne stylistycznie, konstrukcyjnie i pod względem psychologicznej wnikliwości. Próby datowania niektórych tekstów na podstawie języka czy sposobu prowadzenia narracji kończyły się moją porażką. „Dzień pogrzebu”, napisany w 1933 roku, zawiera rozmowę kochanków, która swą iście młodopolską dramatycznością kazała mi podejrzewać, iż to jeden z najwcześniejszych utworów. „Obrachunek” zaś, w którym głoszone są nader liberalne poglądy na małżeństwo („Jedyny i nieodzowny warunek harmonii w małżeństwie to szczere przyjęcie zasady, że każdy musi być bezwzględnie wierny samemu sobie, a gdy przestanie być – solenna zgoda na natychmiastowe rozstanie. Zdrada siebie samego to nowe pojęcie zdrady małżeńskiej”), pochodzi z samych początków ubiegłego wieku. Nawiasem mówiąc, w tym samym czasie Wharton opisywała coś w rodzaju „rodziny patchworkowej”; trzeci mąż z wolna godzi się z istnieniem w życiu swej żony Hasketta, męża numer jeden i ojca jej córki, oraz Varicka, męża numer dwa, z którym robi interesy („Tamci dwaj”).

Właściwie gdyby lekko wyretuszować realia (skądinąd zaznaczane bardzo subtelnie), zdjąć paniom z głów kapelusze, a panów z dorożek przesadzić do samochodów, opowiadania mogłyby uchodzić za całkiem współczesne. Co prowadzi do banalnej konkluzji, że stosunki damsko-męskie niewiele się zmieniają w swej istocie.

Edith Wharton, Opowieści małżeńskie, tłum. Ariadna Demkowska-Bohdziewicz, Książka i Wiedza 1983.

18 thoughts on “Kameralne dramaty (Edith Wharton, „Opowieści małżeńskie”)”

  1. peek-a-boo pisze:
    27 lipca 2015 o 20:44

    Coś Cie ostatnio wzięło na angielska klasykę ;). Jestem za, zwłaszcza ze Edith od dawna majaczy na moim czytelniczym horyzoncie.

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      27 lipca 2015 o 21:04

      Compton czytałem chyba w marcu, ale teraz opisałem, więc to przypadkowa zbieżność. Wharton miałaby u Ciebie szanse, jak sądzę.

      Odpowiedz
  2. peek-a-boo pisze:
    27 lipca 2015 o 22:29

    Też mi się tak wydaje. Problem w tym, że ciągle o niej zapominam i biorę się za inne rzeczy (czytaj: książki).

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      27 lipca 2015 o 22:31

      Nie dziwię Ci się, ona tak niepozornie była wydawana, że łatwo przegapić. Mam jeszcze „Starą pannę” w zapasie.

      Odpowiedz
      1. czytankianki pisze:
        28 lipca 2015 o 13:02

        „Starą pannę” mogę polecić – od pierwszych akapitów Wharton ujęła mnie opisami scenerii, a i fabuła okazała się ciekawa. Całkowicie zgadzam się w kwestii aktualności poruszanej problematyki – nic się nie zmienia w sprawach damsko-męskich.

        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          28 lipca 2015 o 13:10

          Zrobię sobie małą przerwę od Wharton, czytałem z zajęciem, ale to jednak mało urlopowa książka. „Stara panna” poczeka do jesieni.

          Odpowiedz
  3. Bazyl pisze:
    28 lipca 2015 o 10:43

    Pewnie jakby się wgłębić w starożytność, to wniosek byłby ten sam. To prawda znana tak samo jak tołstojowe hasło o rodzinach :)

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      28 lipca 2015 o 10:54

      Pewnie tak, jak zwykle :)

      Odpowiedz
  4. Eireann pisze:
    28 lipca 2015 o 18:07

    Miałam bardzo podobne wrażenia podczas czytania – staroświecki entourage, ale uczucia bohaterów dziwnie współczesne ;-). Chyba pierwsze i ostatnie opowiadanie zrobiły na mnie największe wrażenie. Pierwsze z powodu owej klątwy, jak to trafnie ująłeś, a drugie z powodu mocnego zakończenia.

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      28 lipca 2015 o 18:12

      Ostatnie mi się podobało, bo nieco odstawało od poprzednich klimatem. Zakończenie faktycznie przewrotne, chociaż czegoś podobnego można się od pewnego momentu domyślać:)

      Odpowiedz
  5. kasjeusz pisze:
    31 lipca 2015 o 20:35

    „Stara panna” bardzo mi się podobała, to i za „Opowieści małżeńskie” chętnie się wezmę. ;) Lubię te bohaterki Wharton. Wydaje mi się, że widzę pewne podobieństwa między tymi tytułami, ale, rzecz jasna, wstrzymam się z opinią, dopóki nie przeczytam.

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      31 lipca 2015 o 20:41

      To ja podyskutuję, jak przeczytam „Starą pannę” :)

      Odpowiedz
  6. Taduesz pisze:
    5 sierpnia 2015 o 11:21

    Mi również podobała się „Stara Panna”. Polecam wszystkim.

    Odpowiedz
  7. natanna pisze:
    15 sierpnia 2015 o 12:56

    Mam Warthon w swoim zbiorze Kolibrów…ostatnio wyczytywałam Wille Cather …..najwyższy czas na Wharton…

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      15 sierpnia 2015 o 13:43

      To może ja dla odmiany sięgnę po Cather:)

      Odpowiedz
      1. natanna pisze:
        15 sierpnia 2015 o 13:54

        Sądzę, że nie zawiódł byś się a ja z przyjemnością przeczytałabym Twoje opinie…
        Polecam szczególnie ” Drzewo białej morwy”.

        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          15 sierpnia 2015 o 13:55

          A to się rozejrzę :)

          Odpowiedz
  8. Pingback: Latający Karnawał Blogowy, czyli do poczytania na urlopie | Siostry

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT