Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

„Podstawowy cel życia”, czyli Joanna Chmielewska o pisaniu

Posted on 7 października 201529 czerwca 2020 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

DSC_1094Pragnienie napisania powieści tkwiło w niej od zawsze. „Było tak dawne, zastarzałe, tak głęboko zakorzenione, że chyba urodziło się razem ze mną”, napisała we „Wszyscy jesteśmy podejrzani”. Tłumione nieco życiowymi koniecznościami, studiami, wychowaniem synów, pracą na warszawskich budowach i w pracowni architektonicznej, w końcu znalazło ujście. „Napisałam książkę do końca, zaniosłam, umowa już wcześniej została podpisana, teraz przyjęto dzieło do druku. Szłam sobie Wiejską w kierunku Sejmu z głupkowato rozanielonym wyrazem twarzy i asfodele mi kwitły po dwóch stronach ulicy, a możliwe, że nawet i na jezdni. Osiągnęłam podstawowy cel życia…!”

Trudno się więc dziwić, że Joanna Chmielewska zapragnęła przeżywać te emocje częściej, a pisanie z czasem stało się dla niej i sposobem na życie, i – choć dużo, dużo później – głównym źródłem utrzymania.

Bujne indywidualności

Jak opowiadała, pomysły na książki i bohaterów czerpała z życia. Przedstawiała swoją rodzinę – szczególnie dostało się ciotkom, których bujne indywidualności poznajemy w „Studniach przodków” czy „Bocznych drogach” (chociaż same zainteresowane były ponoć nieco rozczarowane łagodnym potraktowaniem), ale nie oszczędzała też ukochanych mężczyzn; wykorzystywała przyjaciół, znajomych i współpracowników, męcząc się potępieńczo, gdy z tego grona musiała wytypować zbrodniarza. Diabeł, Marek, Alicja i Lesio – wszyscy mieli swoje odpowiedniki w życiu pisarki.

Ja, Joanna Chmielewska

Jednak główną bohaterką książek była Joanna Chmielewska, wiecznie w rozterkach uczuciowych, wiecznie pakująca się w niesamowite afery i pracowicie się z nich wyplątująca – by nie powiedzieć, przekopująca się przez nie szydełkiem:

[…] zajmując pozycję bohaterki w pierwszej osobie, ja, autorka, doskonale ją, bohaterkę, rozumiem, bo inaczej nie wiedziałabym, co rozumiała i odczuwała moja Joanna Chmielewska. Ona uwiarygodnia moje autorskie emocje. Trudno bowiem wyrzucić ze swojego wnętrza spontaniczny wrzask: – KURWA MAĆ!!!!!!!!!! (z przeogromnym mnóstwem wykrzykników!) bezosobowemu narratorowi trzecioosobowemu. Dlatego nawet, gdy z rozmaitych względów oddaję obecnie w moich książkach pole do pierwszoplanowego popisu innym dziewczynom jako bohaterkom, to jednak przeważnie sama w nich, tych książkach, nie w tych dziewczynach, również intensywnie egzystuję.

Wiara w natchnienie

Chmielewska wierzyła w natchnienie, bez niego nie wyobrażała sobie pracy:

Klapki w mojej głowie otwierają się oraz zamykają wtedy, kiedy same chcą. Niekiedy wiem doskonale, o co chodzi, co powinno się za chwilę w tekście wydarzyć, ale robię się zmęczona w palcach, a jeszcze bardziej w głowie. Pojawiają się błędy wtedy, gdy na siłę piszę dalej. Tekst niejako zaczyna się mi skracać nad klawiaturą. Kiedy później czytam napisane, czuję, że coś nie gra. Niekiedy wystarczy poprawić, coś uwzględnić, wstawić, gdzie należy, potem na ogół książka sama dalej poleci. Innym znów razem od pierwszego kopa widzę, że dalej jednak wtedy, w zmęczeniu, pisać nie powinnam była. […]
Jeżeli to, co wyłazi z mojej głowy, sprawia mi trudność przy przelewaniu na ekran, zajmuję się czymś innym. Pielę ogródek, układam w klaserach znaczki, splątuję zielska. Zazwyczaj jednak sam proces pisania lubię. Nawet kiedy tyłek drętwieje i kręgosłup łupie, to skoro tekst leci – ja to przetrzymam.

Ekscesy wyobraźni

Raz jednak puszczona w ruch, wyobraźnia pracowała na najwyższych obrotach:

Widzę ich tak, tych moich bohaterów, że nie daję rady nic zrobić z ich postępowaniem. Samo mi się lęgnie pod piórem i nie ma to tamto… Napisałam samą świętą prawdę we wstępie do „Wszyscy jesteśmy podejrzani”. Oni mnie przerastają, całkiem zwyczajnie… Nie umiem sobie z nimi poradzić, bo są silniejsi ode mnie. Widzę i opisuję, zgodnie z Mickiewiczowską Inwokacją do „Pana Tadeusza”. Natomiast nie dyskutuję z nimi, żadnych dialogów z klawiaturą nie prowadzę. […]
Pisząc, oglądam, jak moja zbrodniarka podrapała się w ucho albo w głowę, jak się skrzywiła, jak teraz właśnie, zmieniła jej się twarz, jak robi zeza. Albo znów spoglądam, rzetelnie zaciekawiona, na inne dziwne jej sztuki. Nawet nie piszę wszystkiego, co ona wyrabia, bo czytelnik by takiej drobiazgowości nie wytrzymał i, tak jak kiedyś omijało się nudne opisy przyrody, omijałby miejsca, nad którymi ja bym porządnie musiała popracować. Czasu szkoda na głupstwa. Jednak każdego z osobna i wszystkich razem zapewniam: ja moje książki mam zawsze przed oczami! Ludzie, których wydobywam do tekstu, siedzą przede mną i się jakoś zachowują, prawda? Ja zaś, osoba prawdomówna, niełgająca, rzetelnie ich opisuję.

Ucieczka w książkę

Pisanie miało też dla Chmielewskiej wymiar eskapistyczny:

Kiedy mi trudno, właśnie pisanie okazuje się wytchnieniem od przeżywanych akurat kłopotów. Coś nie wyszło? Kłopoty zawodowe? Z facetami? Rodzinne? Pchałam się zawsze wtedy w książkę, właziłam czym prędzej w inny świat. Skoro mój świat prywatny, nadzwyczaj rzeczywisty, tu i ówdzie okazywał się zbyt okropny, ponadpruwany na szwach…

W ten inny świat z chęcią uciekali też czytelnicy, wyrywający sobie z rąk zaczytane biblioteczne egzemplarze, bo z księgarń kolejne tytuły znikały błyskawicznie, a nakłady przed 1989 rokiem zawsze były za małe. Gdy nic się nie układało, powieści Joanny Chmielewskiej zapewniały chwilę wytchnienia i dawkę zdrowego śmiechu, zapewniały też powiedzonka, które wchodziły do codziennego słownika „znających Lesia”. Wciąż wśród „wtajemniczonych” wystarczy powiedzieć „Kał basa”, by uzyskać automatyczny odzew: „Mocz tenora”, a „wołoduchem” posługują się już nawet moje dzieci. Trudno uwierzyć, że od śmierci Pani Joanny mijają dziś dwa lata.

Cytaty z:
Joanna Chmielewska, Autobiografia, t. 3, Wydawnictwo Vers, 1994, s. 67.
Tadeusz Lewandowski, Chmielewska dla zaawansowanych. Psychobiografia gadana, Kobra 2005, s. 198–201.

Podobne pozycje:

Lesio

Joanna Chmielewska

18 thoughts on “„Podstawowy cel życia”, czyli Joanna Chmielewska o pisaniu”

  1. kasia.eire pisze:
    7 października 2015 o 23:05

    dla mnie zawsze najważniejsze będzie – kurcgalopkiem :-)

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      7 października 2015 o 23:19

      Wolę świńskim truchtem :P

      Odpowiedz
  2. Bazyl pisze:
    8 października 2015 o 11:31

    U mnie Muldgaard rządzi! „Mrowie a mrowie”, „reszta kadłuba” czy „Ta dama to wasza mać?” :D A co do weny, to mam tak samo pisząc na bloga :P

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      8 października 2015 o 11:34

      Wena rzecz przydatna, szkoda że tak rzadka :) U mnie też pan Muldgaard rządzi. „Wizytował krze” trafiło nawet do korpusu języka polskiego: http://sjp.pwn.pl/korpus/zrodlo/krze;1046,1;16669.html

      Odpowiedz
  3. Leżę i czytam pisze:
    8 października 2015 o 14:14

    Bardzo się cieszę – i nie jestem, rzecz jasna, w tej radości odosobniona – że to pragnienie pisania znalazło w wypadku Joanny Chmielewskiej ujście i „przelało” się tak pysznie na papier. A jednocześnie myślę o innych, których podobne pragnienie rozsadza, ale „życiowe okoliczności” nigdy nie będą dość sprzyjające, żeby je zmaterializować. Czasem to (dla czytelnika) dobrze, że pewne książki, które mogły by być, nigdy się nie urodzą, ale czasem, kto wie? W Muzeum Książek Nienapisanych leży pewnie niejedno arcydzieło.

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      8 października 2015 o 14:18

      O ile pamiętam z autobiografii, to z tym pisaniem na początku nie było łatwo, właśnie z powodu życiowych okoliczności. Ale faktycznie wielkie szczęście dla nas, że się udało.

      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        9 października 2015 o 07:44

        Ale, powiedzmy to sobie szczerze, choć nie było łatwo, to było bardzo dobrze, a w okresie względnego sybarytyzmu, to już tylko dobrze, a nawet dostatecznie :P

        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          9 października 2015 o 09:00

          Wiadomo, że człowiek się bardziej spina, gdy mu życie się nie ściele po różach :)

          Odpowiedz
  4. guciamal (małgosia) pisze:
    11 października 2015 o 10:58

    I u mnie prym wiedzie Wszystko czerwone z Panem komisarzem – najlepsze cytaty podebrał mi Bazyl, dorzucę tylko Nader nieordynarny spożyły jad osoby nieżywe.

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      11 października 2015 o 11:10

      :D Jeszcze „Pan podrapano na głowa i pani Biała Glista ja takoż proszę won!” :D

      Odpowiedz
      1. guciamal (małgosia) pisze:
        11 października 2015 o 11:13

        Biała glista – tak zapadła mi w pamięć, że ilekroć chciałam ubrać się na biało przypominałam sobie „bohaterkę” i zmieniałam koncepcję.

        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          11 października 2015 o 11:17

          To się nazywa „ulec wpływowi literatury” :P

          Odpowiedz
      2. Anemon pisze:
        14 października 2015 o 12:22

        Jeszcze „zewłoka była poniewierana”… :-)

        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          14 października 2015 o 12:36

          Można cytować w nieskończoność, a już pana Muldgaarda to w ogóle :D

          Odpowiedz
  5. Agnes pisze:
    12 października 2015 o 12:36

    Jaki cudny wpis, aż sobie chyba sięgnę po jakąś Chmielewską.
    A tak na marginesie całkiem, na rynku literackim jest druga pani Chmielewska, Joanna M. Chmielewska. Gdzieś mi w oko wpadło, że już się tę literkę M opuszcza…

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      12 października 2015 o 18:26

      A dzięki. Ja sobie przy okazji pisania otworzyłem na chybił trafił parę książek i chyba też sobie zafunduję powtórkę. Panią JMCh widziałem, mam nadzieję, że jednak nie zrezygnuje z tego M, bo to będzie uzurpacja.

      Odpowiedz
  6. AgaGaga pisze:
    8 sierpnia 2020 o 10:39

    Muldgaard to mój idol. Niestety, moja córka w ogóle się nie zachwyca wszystkim czerwonym. Wcale a wcale. Hańba

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      8 sierpnia 2020 o 12:01

      U mnie to samo, są nowi idole, nowi pisarze :(

      Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT