Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Mikołaj był?!

Posted on 6 grudnia 20156 grudnia 2018 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

O szóstej rano u Kowalików wszyscy jeszcze spali. Za oknem było zupełnie ciemno. W ciszy rozległ się tylko stukot i gwizd pociągu przejeżdżającego pod mostem Teatralnym. […]
Romcia usiadła na łóżeczku i pomyślała, że chce się jej pić. Potem ziewnęła i nagle zelektryzowało ją przypomnienie, że dziś w nocy miał przyjść Mikołaj… Wyskoczyła z pościeli i rzuciła się do ustawionych rzędem bucików. Przyszedł! Przyszedł! W pierwszym buciku wymacała ziemniaka. No, tak, poczciwy starzec zawsze zostawiał kilka ziemniaków, rodzice twierdzili, że to kara za niegrzeczność, ale Romcia miała swoje zdanie na ten temat: Mikołaj po prostu zapewniał dzieciom podstawowe produkty spożywcze. Romcia nie zdziwiłaby się, gdyby w którymś pantofelku znalazła kotlet schabowy lub pół kostki masła. Następne buciki zawierały już szeleszczące paczuszki z cukierkami, a w kaloszu był nawet batonik. Romcia łakomie wpakowała go sobie w usta i pociągnęła brata za zimną nogę.

– Ty, wstawaj! Mikołaj był! – wybełkotała.
Tomcio poderwał się nerwowo, zapalił nocną lampkę i trąc oczy, runął ku bucikom.
– Dostałem długopis!!! – zaskowyczał, pstrykając przyciskiem kosztownego trójkolorowego przyrządu. – O, balon, Roma, zobacz, balon! – poczęli dmuchać w wiotki balonik, napełniając go przy okazji okruchami ciasteczek i papką czekoladową.
Za regałem obudzili się rodzice. Otulając się kołdrą i wstrzymując oddech, wychylili się z łóżka tak silnie, że dojrzeli uroczą, ciepłą scenkę w kąciku swoich dzieci: okropnie podekscytowane Mamerciątka siedziały w piżamach na podłodze, rozrzuciwszy wokół różnokolorowe bibułki i papierki, opychały się słodyczami i bawiły wszystkimi zabawkami, jakie znalazły w butach.
Romcię zainteresowało właśnie, jakim sposobem Mikołaj dostaje się do pokoju.
– Przecież drzwi w hallu zamyka się na noc – zauważyła trzeźwo.
– On wlatuje przez okno – rzekł z przekonaniem pierwszoklasista Tomcio. – Przez lufcik. On jest malutki i wesoły. Wlatuje i wkłada. Potem całuje nas w czółko i chodu. Ciekawe, czy był u Kłamczuchy.
– On dorosłym nie daje – z pewnym triumfem w głosie skonstatowała Romcia.
– Nie daje.
– Mamusi mógłby dać.
– Tatusiowi też by mógł.
– No. A nie dał?
– Chodź, zobaczymy.

 

Ohio, 1928 rok (źródło).
Ohio, 1928 rok (źródło).

Mamertowie padli jednocześnie na wznak i zamknęli oczy, pozorując głęboki sen. Dwie małe figurki przyczołgały się cichutko do tapczanu. Dało się słyszeć macanie po podłodze i szuranie Mamertowych pantofli.
– Tata nic nie dostał – szeptał Tomcio.
Romcia penetrowała pantofle Tosi.
– Tu też nic nie ma – szepnęła. […]
– Będzie im smutno, jak się obudzą – szepnął Tomcio.
– Biedni – wtórowała mu siostrzyczka.
– Ja im coś dam. Może długopis? – rzekł Tomcio z poświęceniem, które doprowadziło ofiarodawczynię długopisu do łez wzruszenia. Tosia bowiem dobrze wiedziała, jak bardzo jej syn marzył o tym fantastycznym instrumencie, zwłaszcza że pół klasy IB miało podobne cudeńka w swoich piórnikach.
– Długopisy to oni mają. Wszystko mają – powiedziała Romcia. – A cukierków nie jedzą.
– A jednak czegoś nie mają. Wiesz, czego nie mają?
– Pieniędzy – trafiła Romcia w dziesiątkę.
– Właśnie. Damy im trochę.
– Ze skarbonki?
– No.
Otworzyli kluczykiem swoje skarbonki i wysypali brzęczący łup na podłogę. Rodzice musieliby być głusi i pozbawieni systemu nerwowego, gdyby się mieli w tej sytuacji nie obudzić. A jednak leżeli jak martwi, bojąc się poruszyć choćby powieką, by nie utracić ani słowa z interesującego ich dialogu.
– To za mało – mruknął Tomcio. […]
– Weźmy z kuchni, z szuflady. Tam są takie papierowe.
– Dobra. Nałożymy im pełne buty. Ale się ucieszą!
– No! Biedni… […]
Po małej chwilce plaskanie bosych stópek oddaliło się i rozbrzmiało w kuchni. […]

Około 1900 roku (źródło).
Około 1900 roku (źródło).

Szuranie w okolicy pantofli.
– Każdemu po jednym, każdemu po jednym – naganiał Tomcio. – I teraz trochę tych drobnych.
– Mało tego – stwierdziła Romcia.
– Może byśmy wzięli więcej od ciotki Lili? Ona trzyma pieniążki w szafie, pod prześcieradłami.
Mamert jęknął mimo woli i udał, że stało się to we śnie. Spłoszone tym odgłosem dzieci pognały do łóżeczek.
– Teraz zgaśmy światło i udawajmy, że śpimy – pouczył Romcię brat. – Jak się obudzą, to powinni pomyśleć, że był Mikołaj.
– No, to gaś. A kiedy oni wstaną?
– Niedługo. tata idzie do pracy.
Pstryknięcie.
Światło zgasło. […]
Upłynęło pięć minut.
– Śpią i śpią – mruknął Tomcio ze zniecierpliwieniem.
– Ja ich zawołam.
– Spokój, smarkulo – rzekł Tomcio i z premedytacją rąbną sabotem w poręcz łóżka.
– Cóż to, ach, cóż to?! – wykrzyknęła Tosia scenicznym sopranem. – Słyszę jakiś hałas!
– To pewnie z ulicy – włączył się Mamert. – Cicho, bo obudzisz nasze kochane dzieci.
– Ciekawe – powiedziała Tosia. – Czy był u nich Święty Mikołaj?
– Na pewno. Były przecież grzeczne… w miarę. Szkoda, że do nas nie przyszedł.
– O, tak, to smutne.
– Zapal lampkę – rzekł Mamert z namaszczeniem. – Nie mogę znaleźć pantofli.
Zza szafy dobiegło stłumione stęknięcie, jakby ktoś komuś siłą wtłaczał w gardło wybuch radości. Tosia też musiała stłumić chichot, przeciskając usta ręką. Zapaliła światło.
– Ciekawe – przemówiła. – Moich też nie widać.
– O, tu są! – krzyknął Mamert. – Żono, spójrz! Był u mnie!
– U mnie też! – zawtórowała mu Tosia. – A co ci przyniósł?
Szamotanina i łomot za szafą.
– Pieniążki! Pieniążki! – rozległ się przenikliwy głosik Romci, która, niestety, nie wytrzymała ciśnienia tajemnicy.
A w chwilę później wszyscy razem kotłowali się na tapczanie, śmiejąc się, ściskając i całując wzajemnie, i budząc o bladym świcie śpiącą pod ich pokojem ciotkę Lilę.

Małgorzata Musierowicz, Kłamczucha, Nasza Księgarnia 1988, s. 191–195.

Udostępnij:

  • Drukuj (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Email a link to a friend (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Share on Facebook (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Share on WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Share on Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Share on Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

31 thoughts on “Mikołaj był?!”

  1. Marlow pisze:
    6 grudnia 2015 o 09:39

    U mnie też był :-)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      6 grudnia 2015 o 09:44

      No i co Ci przyniósł książkowego?

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Marlow pisze:
        6 grudnia 2015 o 09:50

        No a co mógł mi przynieść, jak nie starocie – Komedie Szekspira w tłumaczeniu Barańczaka :-)

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          6 grudnia 2015 o 09:55

          Biedny Szekspir, pewnie mu się od Ciebie oberwie :D

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. Marlow pisze:
            6 grudnia 2015 o 10:03

            Klasyk, w tłumaczeniu Barańczaka?! – wykluczone! Zresztą to byłaby za frajda? Cicho na blogaskach o tym Szekspirze, głucho, nikt się nie zachwyca, no chyba że filmem Zakochany Szekspir, nie ma się więc co wysilać :-)
            A poza tym nie zagaduj i nie prowokuj! Czyżbyś Ty nie był grzeczny i nie dostał żadnej książki?! :-)

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
              6 grudnia 2015 o 10:07

              Kto miał przeczytać, to czytał w wydaniu W drodze w latach 90. :D Ale właśnie się przymierzam do Zimowej opowieści pod kątem powieści Winterson.
              Grzeczny byłem bardzo, ale nic nie dostałem :(

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
              1. Marlow pisze:
                6 grudnia 2015 o 10:22

                Mnie wówczas Barańczak zupełnie ominął, bo nie było mnie w tamtych latach w kraju, a jak wróciłem to miałem do roboty ciekawsze rzeczy niż czytanie jakichś starych nudów.
                Za „moich czasów” rarytasem było wydanie PIW w Bibliotece Poezji i Prozy z tłumaczeniami Koźmiana, Ulricha i Paszkowskiego. Pamiętam co to była mordęga – gdzie im tam do Barańczka.
                A swoją drogą to trochę podejrzana ta Twoja grzeczność – niby byłeś grzeczny a Mikołaj nie przyszedł do Ciebie! Ciekawe! :-)

                Wczytywanie…
                Odpowiedz
                1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  6 grudnia 2015 o 10:26

                  Czytywałem to wydanie w liceum, brr :D
                  Mikołaj po zakupie prezentów dla nieletnich wywrócił kieszenie i pokazał, że mu się środki płatnicze skończyły. To się nazywa trudności obiektywne :P

                  Wczytywanie…
                2. Bazyl pisze:
                  7 grudnia 2015 o 11:40

                  A ja tam kiedyś porównywałem i powiem szczerze, że niektóre frazy wolę ze starszych tłumaczeń :P A „Komedie”, te nowe, mam. Niestety za swoje :D

                  Wczytywanie…
                3. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  7 grudnia 2015 o 11:43

                  Sęk w tym, że te starsze tłumaczenia nie są śmieszne w ogóle :)

                  Wczytywanie…
                4. Bazyl pisze:
                  7 grudnia 2015 o 11:46

                  Dlatego piszę o pojedynczych frazach :D

                  Wczytywanie…
                5. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  7 grudnia 2015 o 11:53

                  Starsi panowie starannie zabijali dowcip, ale może faktycznie w pojedynczych frazach coś przeoczyli :D

                  Wczytywanie…
  2. Marlow pisze:
    6 grudnia 2015 o 10:29

    Jakie to niesprawiedliwe, ale za to życzę Ci godziwej rekompensaty pod choinką :-)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      6 grudnia 2015 o 10:38

      A to już zależy od przedświątecznej hojności mojej dyrekcji :D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  3. naia pisze:
    6 grudnia 2015 o 11:24

    U mnie tylko mikołajkowe smakołyki w tym roku, nic książkowego. Ale też dobrze, bo książek już za wiele, i obawiam się, że wkrótce skończę jak nieszczęsny hrabalowski Haňťa, co to zawiesił nad łóżkiem trzy tony książek i drżał co nocy o swoje życie.
    Dzięki za przypomnienie tego rozkosznego fragmentu, i przy okazji za odkrycie, że w Poznaniu też Mikołaj przynosi niegrzecznym dzieciom ziemniaki! Wiedziałam, że to czeska tradycja, ale że u nas w Polsce też? Zamiast rózgi? :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      6 grudnia 2015 o 11:32

      Półki nad łóżkiem zawsze wywołują podświadome lęki, trzeba zadbać o odpowiednią wytrzymałość :) O ziemniakach przeczytałem pierwszy raz właśnie u Musierowicz, na Mazowszu się nie wkłada. A fragment jest jednym z niewielu mikołajkowych, jakie znam. I faktycznie najrozkoszniejszym :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. inwentaryzacja krotochwil pisze:
        6 grudnia 2015 o 21:08

        W stolicy to wkładamy topinambur, hehe ;)

        Dzięki za ten fragment, miło było sobie przypomnieć.

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          6 grudnia 2015 o 21:29

          W czasach, kiedy mnie Mikołaj wkładał prezenty do butów, to i z ziemniakami różnie bywało. Ale Koleżanka, jak widać, już pokolenie rozpasanego kapitalizmu z topinamburem i jarmużem :D

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. inwentaryzacja krotochwil pisze:
            10 grudnia 2015 o 13:10

            Nie mówi się rozpasanego kapitalizmu tylko liberalnego ( z nabożną czcią w dodatku, pamiętaj!)
            Z hipsterskim pozdrowieniem… ;)

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
              10 grudnia 2015 o 13:14

              Poprawność polityczna taka trudna… Dziękuję za zwrócenie uwagi. Pozostaję z odpowiednio nabożną czcią :)

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
  4. Bazyl pisze:
    7 grudnia 2015 o 11:45

    Trójkolorowy długopis robiący szał, no wow! To se ne vrati! U mnie całe szczęście książki i słodycze wzbudziły spory entuzjazm. I wybuch śmiechu, gdy się okazało, że zapominalski święty nie usunął z dwóch tomów karteczek z cenami i nazwą e-sklepu :P

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      7 grudnia 2015 o 11:48

      Ja kiedyś dostałem chyba taki sześciokolorowy, cud techniki :) U nas była uciecha z filmów i z farb z brokatem :D Na sklepach się dzieci nie znają, to metki nie wzbudziły protestów.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  5. czarny.pieprz pisze:
    7 grudnia 2015 o 20:45

    Z okazji Mikołaja nagrodziłam się nową książką pani Musierowicz. I teraz próbuję wzniecić w sobie radość z czytania. Słabo mi idzie. Zastanawiam się nad wywieszeniem białej flagi. Niestety.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      7 grudnia 2015 o 20:54

      Ja mam nieprzeczytane dwie poprzednie, a Feblika zamówionego pod choinkę… Powiadasz, że to będzie nietrafiony prezent?

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. czarny.pieprz pisze:
        11 grudnia 2015 o 15:04

        Hmmm…ostatnie dwie też wmusiłam w siebie. Och, ta ciekawość mnie zgubi.:-)

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          11 grudnia 2015 o 15:33

          Każde uzależnienie jest szkodliwe :P

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
  6. 5000lib pisze:
    9 grudnia 2015 o 22:30

    Był.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  7. Agnes pisze:
    29 grudnia 2015 o 23:54

    Cudny fragmencik :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      30 grudnia 2015 o 00:05

      Zaiste, jeden z moich ulubionych.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  8. Slow Reading pisze:
    6 grudnia 2018 o 11:20

    „Kosztowny trójkolorowy przyrząd”, ech times they are a-changin’ ;)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      6 grudnia 2018 o 11:21

      Prawda? A teraz ośmiokolorowe za grosze :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
4 dni ago
View on Instagram |
1/5
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia.
Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia. Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
1 tydzień ago
View on Instagram |
2/5
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
4 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. 
„Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Zbigniew A. Królicki
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. „Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Zbigniew A. Królicki
1 miesiąc ago
View on Instagram |
4/5
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Iwona Zimnicka
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Iwona Zimnicka
2 miesiące ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
 

Wczytywanie komentarzy...
 

    %d