Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

„Chcieliśmy wsiąść do pociągu zwanego śmiercią” (Gong Ji-young, „Nasze szczęśliwe czasy”)

Posted on 9 lutego 201630 stycznia 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Para głównych bohaterów to życiowi rozbitkowie. Yun-su pochodzi z patologicznej rodziny, z ojcem alkoholikiem, bez matki, która odeszła z domu. Przeżywa bicie i głód, musi opiekować się młodszym bratem, tuła się z nim po ulicach, sierocińcach, poprawczakach, dokonuje pierwszych przestępstw, aż wreszcie po morderstwie i gwałcie oczekuje w więzieniu na wykonanie wyroku śmierci. Yu-jeong wywodzi z zupełnie innego środowiska, ale jest taką samą outsiderką, gniewną, niepogodzoną z matką, rodziną i własną przeszłością. Po kolejnej próbie samobójczej, zamiast uczestniczyć w terapii, ma towarzyszyć swej ciotce zakonnicy w odwiedzinach u więźniów. Wtedy poznaje Yun-su. Niechciany obowiązek staje się dla dziewczyny życiowym przełomem. Zresztą nie tylko dla niej.

Wykolejeniec i eksgwiazda pop, morderca i gwałciciel oraz ofiara: oboje samotni i tęskniący za matkami i odrobiną ciepła. Jemu nie zapewniła go rozbita rodzina, jej – sztywne formy i hipokryzja najbliższych. Oboje przepełnia gniew, który Yun-su zmusza do łamania prawa i krzywdzenia innych, a u Yu-jeong jest skierowany przeciwko samej sobie. To wszystko ich zbliża. W zimnej, ponurej sali, pod stałym nadzorem, zaczynają powoli rozumieć siebie, zaglądają pod maski, jakie sobie nałożyli, odkrywają i w sobie, i w tej drugiej osobie, człowieka.

„Nasze szczęśliwe dni” to powieść o pogodzeniu się ze sobą, odzyskaniu człowieczeństwa i przebaczeniu. To również historia o poszukiwaniu oparcia i nadziei, które w ostatecznym rozrachunku daje wiara. Główna bohaterka tak mówi o tym, co połączyło ją z Yun-su:

Oboje w pewnym momencie naszego życia chcieliśmy wsiąść do pociągu zwanego śmiercią – jedno z nas zostało do tego zmuszone, drugie z własnej woli. W chwili, kiedy decydujesz się wsiąść do tego pociągu, wszystko się miesza i plącze. Rzeczy, o których sądziłeś, że są ważne, już się takie nie wydają, a sprawy, które uznawałeś za nieistotne – zyskują na znaczeniu. Kiedy myślisz, że chcesz umrzeć, pewne rzeczy ulegają zniekształceniu, a inne zaczynasz widzieć niezwykle wyraźnie.

Młodzi ludzie zmuszeni więc zostali do rozplątania swoich emocji, wyprostowania poglądów na to, co się naprawdę liczy. Jedno z nich, by móc dalej żyć bez pokusy ucieczki w samobójstwo, drugie – by móc odejść w spokoju, bez gniewu. Gong Ji-young znakomicie pokazuje przemiany swoich bohaterów, skupiając się na Yu-jeong, która jest narratorką. Chłopaka poznajemy z jej relacji; odczucia dziewczyny uzupełniają spisane przez więźnia autobiograficzne „niebieskie karteczki”, bardzo lakoniczne, ale głęboko poruszające.

Poza tą parą mamy doskonałe portrety ciotki Moniki, opiekunki więźniów, głęboko zatroskanej ich losami, niosącej im pociechę i ukojenie; niezłomnej, wiernej swemu powołaniu mimo brzemienia lat, oraz małego Eun-su, brata Yun-su – obraz wielkiej, choć niełatwej braterskiej miłości. Yu-jeong przedstawia też swoją matkę i resztą rodziny, analizując wzajemne relacje: pokazuje skostniały system wartości, w którym liczą się pozory, a nie miłość i zaufanie. Do tego dochodzi kilka drugoplanowych, chociaż wyrazistych i odgrywających ważne role postaci: więziennego strażnika czy matki dziewczyny zabitej przez Yun-su.

Gong Ji-young stworzyła powieść bardzo uniwersalną, co – paradoksalnie – początkowo wydawało mi się jej wadą. Sięgając po literaturę z zupełnie nieznanego kręgu kulturowego spodziewałem się bowiem większej egzotyki, jakiegoś specyficznego sposobu opowiadania, nasycenia tekstu opisami i detalami przybliżającymi Koreę i jej społeczeństwo. Tymczasem historia Yu-jeong i Yun-su mogłaby się właściwie rozgrywać wszędzie: ich biografie, problemy, łącząca ich więź odnalazłyby się w każdym innym otoczeniu. Być może na mój odbiór wpłynęły też silne elementy chrześcijańskie – a chrześcijaństwa z Koreą raczej bym nie połączył. Tymczasem szybkie poszukiwania wykazały, że katolicyzm i inne wyznania chrześcijańskie dynamicznie się w tym dalekowschodnim kraju rozwijają. Głęboko zakorzenione w koreańskim społeczeństwie są też silne podziały klasowe, sztywna hierarchia, posłuszeństwo i szacunek wobec starszych, a wszystkie te elementy odcisnęły głębokie piętno na bohaterach Gong. W tekście kryją się też obserwacje dotyczące kondycji koreańskiego (acz nie tylko) społeczeństwa i kierunku jego przemian: rozpadu więzi międzyludzkich, narastającej przemocy, coraz większego rozziewu między bogatymi a biednymi – i nie są to spostrzeżenia krzepiące. Tak więc mimo swego uniwersalizmu „Nasze szczęśliwe dni” okazały się też mocno „lokalne”, choć w mniej oczywisty sposób, niż oczekiwałem.

Gong Ji-young, Nasze szczęśliwe czasy, tłum. Marzena Stefańska-Adams, Kwiaty Orientu 2013.

26 thoughts on “„Chcieliśmy wsiąść do pociągu zwanego śmiercią” (Gong Ji-young, „Nasze szczęśliwe czasy”)”

  1. natanna pisze:
    9 lutego 2016 o 21:33

    Cieszę się, że, jak można wywnioskować z Twej opinii, książkę oceniasz pozytywnie.
    A to dlatego, że ją mam więc czując się zachęcona szybko po nią sięgnę.

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      9 lutego 2016 o 22:07

      Nawet bardzo pozytywnie. Dojrzała, mądra książka, polecam.

      Odpowiedz
  2. Bazyl pisze:
    10 lutego 2016 o 10:33

    Za głęboka. Chyba sobie daruję :P

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      10 lutego 2016 o 10:45

      Nie na mawiam :)

      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        10 lutego 2016 o 10:49

        Na prawdę?? :P

        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          10 lutego 2016 o 10:52

          A co to? Za apostoła mam robić? :P

          Odpowiedz
          1. Bazyl pisze:
            10 lutego 2016 o 10:53

            Bardziej do spacji nawiązywałem :P

            Odpowiedz
            1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
              10 lutego 2016 o 10:57

              uch, już zła pałem :P

              Odpowiedz
              1. Bazyl pisze:
                10 lutego 2016 o 10:59

                Widzą ciężarówki vs widzą cię żarówki. Spacja ma znaczenie :D

                Odpowiedz
                1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  10 lutego 2016 o 11:00

                  Czepia się pan, panie kolego :D

                2. Bazyl pisze:
                  10 lutego 2016 o 11:08

                  Z tego słynę :D

                3. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  10 lutego 2016 o 11:13

                  I za to Cię wszyscy cenimy :)

  3. Qbuś pożera książki pisze:
    10 lutego 2016 o 16:54

    Od tej uniwersalności czasem chyba nie da się uciec. To podobnie jak z tym, że „wszystko w literaturze już było”. Ludzki uczucia i przeżycia są uniwersalne, a kultura/kraj/miejsce może jedynie nadać im nieco innego kolorytu.

    A co do samej książki – mam w planach na ten rok przeczytać coś z Azji, a to wydaje się być pozycja warta czasu i zachodu.

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      10 lutego 2016 o 17:44

      Na pewno jest to ciekawsze niż japońszczyzna, którą czytałem. Czasu na pewno nie stracisz.

      Odpowiedz
      1. Qbuś pożera książki pisze:
        11 lutego 2016 o 12:35

        Proszę o rozwinięcie ;) Jaką japońszczyznę czytałeś i dlaczego się nie spodobała?

        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          11 lutego 2016 o 12:41

          Uważasz, że pamiętam te (co prawda nieliczne) japońszczyzny? Obe na pewno do mnie nie przemówił. Zerwać pąki, zabić dzieci.

          Odpowiedz
  4. Agnieszka Hofmann pisze:
    10 lutego 2016 o 17:10

    Ostatnio mam na oku jedną książkę koreańską, w pierwszej chwili myślałam nawet, że to ta (po nazwisku jakoś jeszcze nie rozróżniam), ale moja to kryminał. Właśnie tej egzotyki bym się spodziewała, wręcz łaknęła, takich antropologicznych smaczków, różnic w postrzeganiu świata. Zapamiętuję jednak, bo może klimaty koreańskie mnie wciągną.

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      10 lutego 2016 o 17:43

      Dla mnie to był koreański debiut. O zbrodni zdecydowanie tu jest, ale bez śledztwa itepe. Za to jako studium skazanego na śmierć dość przekonujące.

      Odpowiedz
  5. visage Momarta pisze:
    10 lutego 2016 o 23:29

    Ponieważ pogubiłam się w imionach bohaterów (nie żartuję), obawiam się, że mogłabym pogubić się i w treści.
    Ale widzę, że kolega rozwija się artystycznie – różaniec w żywych kolorach (czyżby dzieło rąk dzieci własnych?) idealnie komponuje się z tą – jakżeż wymownie ekspresyjną – okładką!

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      10 lutego 2016 o 23:32

      Jeśli Cię to pocieszy, to imiona bohaterów znam wyłącznie dlatego, że je sobie zapisałem, zaznaczając obok, kto mężczyzna, a kto kobieta.
      Różaniec w kolorze festynu wyprodukowało dziecię starsze w wieku przedkomunijnym na spółkę z dziadkiem. Dziecko nanizywało korale, a dziadek dbał o resztę. Ten optymistyczny róż, jak sama zauważyłaś, idealnie mi pasował.

      Odpowiedz
      1. visage Momarta pisze:
        10 lutego 2016 o 23:40

        Obawiam się, że mi i zapisanie by nie pomogło. A po pierwszym akapicie Twojego tekstu byłam przekonana, że piszesz o dwóch bohaterkach (w końcu w Korei mogliby skazywać na śmierć ofiary gwałtu, czemuż by nie?), na szczęście potem udało mi się docucić swój intelekt.
        Różaniec w kolorze festynu? Hm, ja tam doszukałabym się nawiązań do Hello Kitty, ale niech Ci będzie. A z ciekawości zapytam, czy dziecię używało tego różańca w czasie oficjalnych komunijnych uroczystości?

        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          11 lutego 2016 o 08:07

          Rozumiem, iż w ten zawoalowany sposób dajesz mi do zrozumienia, że za bardzo komplikuję wypowiedź? :P
          Spieszę z informacją, że dziecię używało podczas uroczystości jakiegoś nudnego fabrycznego wyrobu w nobliwych kolorach. A trochę szkoda :)

          Odpowiedz
          1. visage Momarta pisze:
            11 lutego 2016 o 13:39

            To na pewno wina tych okropnych imion (a może nazwisk?). Właśnie jeszcze raz z podziwem przeczytałam pierwszy akapit Twojego posta. Może kiedyś też będę umiała pisać takie krótkie i niekomplikujące zdania.
            A z różańcem to niewybaczalna strata. Jak mogliście to zrobić dziadkowi?!

            Odpowiedz
            1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
              11 lutego 2016 o 13:42

              Praca dziadka była godnie wyeksponowana w kruchcie kościoła i nawet wyróżnienie dostał. Bo to na konkurs było :)

              Odpowiedz
  6. Rozkminy Hadyny pisze:
    19 lutego 2016 o 12:25

    Bardzo lubię czytać o Japonii i Chinach, ale jeszcze nie miałam okazji zajrzeć książkowo do Korei. A przydałoby się:) Też nie połączyłabyms skojarzeniem chrześcijaństwa z tym krajem.

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      19 lutego 2016 o 12:27

      To połączenie dość szokujące, aczkolwiek, tak jak napisałem, całkowicie uprawnione.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT