Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Księgozbiory polskie, cz. 8: O lekturach dzieciństwa

Posted on 1 marca 20163 lutego 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

ksiaznica_winietaW naszych wędrówkach po polskich zwyczajach czytelniczych i księgozbiorach cofnijmy się do ostatniego piętnastolecia XIX wieku. Urodzona w 1884 roku Stefania Podhorska-Okołów, z wykształcenia polonistka, z zawodu nauczycielka, dziennikarka, recenzentka teatralna i literatka, w swych wspomnieniach przywołuje dziecięce i młodzieńcze lektury dziewczynki z inteligenckiego domu.

Zanim jeszcze nauczyłam się czytać, dostawałam w podarunku książeczki z obrazkami i wierszyki. Obrazki oglądałam, a wierszyki musiano mi czytać głośno po wiele razy, aż wreszcie umiałam je na pamięć. Jedna z takich książeczek nosiła tytuł: „Dziecinkom na wiązanie”. Na okładce była dziewczynka, trzymająca przed sobą oburącz luźno rozpostartą szarfę, przygotowaną prawdopodobnie do owego „wiązania”. Tekstów nie pamiętam. Nie musiały być pierwszorzędne. Natomiast głęboko w moją pamięć zapadły wierszyki Konopnickiej, uzupełniane prześlicznymi kolorowymi ilustracjami. Do dziś dnia umiem niektóre zwrotki. Na przykład: „Myju, myju, chlastu, chlastu, nie mam rączek jedenastu, tylko mam dwie rączki małe, lecz do pracy doskonałe”. Albo: „Pomalutku, ostrożnie, przybliżcie się tu, by siostrzyczce maleńkiej nie przerywać snu”.

„Wesołe chwile” Marii Konopnickiej z ilustr. H. Bennetta, 1889 rok (źródło).

Na szczęście nikt mi nie ofiarował okropnej, a bardzo wówczas rozpowszechnionej książeczki, zdaje się pochodzenia niemieckiego, jak o tym świadczyły obrazki, ilustrujące ponure dzieje dziewczynki, co grymasiła przy jedzeniu, zagłodziła się i umarła (ilustracja — mogiłka z krzyżykiem) albo makabrycznej historii chłopca, który nie chciał strzyc się i obcinać paznokci („co za grzywa, strach porywa, a paznokcie — na dwa łokcie”), aż wreszcie wezwano krawca, który wielkimi nożycami obciął mu palce. („Wtem ktoś z trzaskiem drzwi otwiera, wpada krawiec jak pantera”.) Za to i mnie usypiano nieraz wysoce aspołeczną kołysanką z refrenem o czuwającym nade mną Aniele Stróżu, podczas gdy jednocześnie ,,w bramie dziad wyciąga rękę, pies rozerwał mu sukienkę”. Później parodiowaliśmy ten tekst w następujący sposób: „w bramie pies wyciąga rękę, dziad rozerwał mu paszczękę”.

Heinrich Hoffmann, "Staś Straszydło" (źródło).
Heinrich Hoffmann, „Staś Straszydło” (źródło).

Wielkie i radosne przeżycie zawdzięczam podarunkowi mojej bony, która ofiarowała mi na imieniny czy też na gwiazdkę bajeczki Jachowicza w pięknej, szafirowej płóciennej oprawie z wyciśniętym na wierzchu złotym napisem „Dla grzecznej Stefuni”. […]

Kiedy skończyłam sześć lat, matka nauczyła mnie czytać na elementarzu Promyka. Był to właściwie elementarz przeznaczony dla dzieci wiejskich i dla samouków, ale matka wybrała go dla mnie, ponieważ wprowadzono w nim najnowocześniejszą wówczas metodę nauki czytania bez sylabizowania. […]

Pierwszą książeczką, którą przeczytałam samodzielnie, był „Dzień grzecznej Helenki” Klementyny z Tańskich Hoffmanowej. Zwróciły tam moją uwagę przede wszystkim sprawy odżywiania. Przy obiedzie Helenka nie dostała sztuki mięsa, „bo dzieci mięsa nie jadają, można jej dać za to kawałek ogórka”. Mocno się zdziwiłam, bo dzieciństwo moje zbiegło się z modą okarmiania dzieci krwawymi befsztykami. Za to bardzo podobało mi się to, że na podwieczorek podano starszym herbatę z sucharkami, a dzieciom chleb z miodem.

Po „Grzecznej Helence” przyszły książeczki bardziej nowoczesne, na przykład „Wesele sikorki” jednej z na­szych popularyzatorek wiedzy przyrodniczej, a potem nade wszystko ukochane „Baśnie” Andersena w wydaniu co prawda dość marnie ilustrowanym, ale za to ileż obrazów budzące w dziecinnej fantazji! Zasypiało się z czarodziejską wizją pod powiekami. Zabawki zaczynały przedziwne igrzyska, kwiaty w doniczkach szeptały, sprzęty puszczały się w pląs, w kuchni patelnie kłóciły się z rondlami…

Pierwszą moją powieścią historyczną była „Stara Baśń” Kraszewskiego we wspaniałym albumowym wydaniu z rysunkami Andriollego, które podziwiałam niemniej od tak odmiennych ilustracji Dorégo do Pisma świętego.

Zresztą, jak wszystkie ówczesne dzieci, przeszłam przez zalew tłumaczonych powieści podróży i przygód Mayn-Reida i Coopera, przez natłok tych wszystkich pampasów, wigwamów, tomahawków i skalpów, przez „Młodego wygnańca”, „Skarby króla Salomona”, naukowe fantazje Juliusza Verne’a i skromniejsze w pomysłach, ale niemniej zajmujące powieści Umińskiego. Z tego okresu utkwiła mi w pamięci książka pod tytułem „Z pamiętników misjonarza”. Była to dokładna relacja z walk wojsk angielskich w Sudanie z tubylczymi powstańcami, którzy chwycili za broń pod wodzą Mahdiego, relacja w najwyższym stopniu stronnicza, przedstawiająca Sudańczyków jako dzikusów i okrutników, a angielskich najeźdźców jako krzewicieli kultury.

(Źródło)

O rodzimej przeszłości dziejowej nie pozwalały zapomnieć naszemu pokoleniu Teresa Jadwiga i Zuzanna Morawska, autorki wielu może naiwnych, ale serdecznym ciepłem owianych powieści historycznych, i Walery Przyborowski, którego „Szwedzi w Warszawie”, książka niedawno czytana przez radio, i „Bitwa pod Raszynem” Zapalały młode głowy pragnieniem bohaterstwa. Zofia Bukowiecka w swoich książkach budziła uczucia społeczne. „Serce” Amicisa karmiło niegdyś nasze młodociane serca miłością człowieka i czcią dla pracy. A dalej w opracowaniach specjalnych, tępiących gorliwie ostrze zagadnień społecznych, a pozostawiających jedynie czysto fabularny element przygody lub dziwności — „Robinson Kruzoe”, „Don Kichot”, „Guliwer”.

Prawdziwie głębokie, niezapomniane przeżycie dała mi dopiero lektura trylogii Sienkiewicza. Pochłaniałam ją jak nieznany przedtem narkotyk, a kiedy kazano mi już odłożyć książką i iść spać, chwytałam się fortelu. Korzystając z tego, że rodzice zajęci byli jeszcze rozmową w sąsiednim pokoju, wykradałam się z łóżeczka i boso, w nocnej koszulce, podbiegałam do bieliźniarki, na której paliła się nocna olejna lampka, aby przy niepewnym świetle skwierczącego knotka towarzyszyć Zagłobie i Helenie w ich ucieczce przed Bohunem i Skrzetuskiemu w wyprawie ze Zbaraża. Wracając do łóżeczka ubolewałam w duchu, że moje życie wypadło na epokę tak bardzo jednostajną i nudną, o trybie uregulowanym jak w zegarku, bez wrażeń i przygód, i bez nadziei zmiany. Nie potrzebuję chyba stwierdzać, że późniejsza rzeczywistość o wiele przekroczyła moje nieśmiałe pragnienia… […]

Książką, która otworzyła mi oczy na piękno krajobrazu tatrzańskiego, było „Na przełęczy” Witkiewicza z prześlicznymi rysunkami autora. Chłonęłam ją powoli, rozsmakowując się stopniowo w jej stylu, dozując niejako wtajemniczenie w plastykę i barwę. Dalszym rozwinięciem tego wtajemniczenia była lektura „Szkiców” tegoż autora, zwłaszcza jego studium „Mickiewicz jako kolorysta”, którą skracałam sobie długie i męczące godziny w poczekalni dentysty Szellera przy ulicy Królewskiej. Odtąd „Pan Tadeusz”, czytany w dzieciństwie bez komentarzy i należytego pogłębienia, zaczął nabierać dla mnie nowych uroków.

Ilustracja do "Na przełęczy" Witkiewicza, 1891 rok (źródło)
Ilustracja do „Na przełęczy” Witkiewicza, 1891 rok (źródło)

Nie mogę tu pominąć roli, jaką w moim rozwoju umysłowym odegrała naukowa książka z historii literatury: „Młodość Mickiewicza” Tretiaka. Była to trzecia z rzędu nagroda szkolna, jaką otrzymałam podczas mego pobytu na pensji Sikorskiej.

Pierwszą była antologia poezji pod tytułem „Kwiaty rodzinne”, drugą zbiór studiów Chmielowskiego: „Kobiety Mickiewicza, Słowackiego i Krasińskiego”, którym posługiwałyśmy się jako źródłem przy pisaniu wypracowań. Ale dopiero „Młodość Mickiewicza” otworzyła mi oczy na zjawisko twórczości i zbliżyła do mnie postać wielkiego poety w sposób, który zadecydował o dalszej mojej postawie życiowej i wyborze zawodu.

Stefania Podhorska-Okołów, Warszawa mego dzieciństwa, Czytelnik 1955, s. 188–193.

70 thoughts on “Księgozbiory polskie, cz. 8: O lekturach dzieciństwa”

  1. Marlow pisze:
    1 marca 2016 o 16:36

    Cóż za niekonsekwencja! – SP-O zgorszona była przedstawieniem „Sudańczyków jako dzikusów i okrutników, a angielskich najeźdźców jako krzewicieli kultury” ale bo to by czytać m.in. o tym jak Sienkiewicz odmalował ukraińską czerń „wykradała się z łóżeczka i boso, w nocnej koszulce, podbiegała do bieliźniarki, na której paliła się nocna olejna lampka, aby przy niepewnym świetle skwierczącego knotka” :-) Urocze :-)

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      1 marca 2016 o 18:40

      Bo Sudańczycy to naród postępowy gnębiony przez kapitalistów i imperialistów. A Ukraińcy to śliski temat :) Weź poprawkę na datę napisania tych wspomnień :)

      Odpowiedz
      1. Marlow pisze:
        1 marca 2016 o 19:04

        Wziąłem, wziąłem – kto by dzisiaj takie książki czytał! :-) Dobrze, że Sienkiewicz napisał „W pustyni…” gdy od dawana była już pełnoletnia bo pewnie też byłaby zbulwersowana obrazem gnębionych Sudańczyków.

        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          1 marca 2016 o 19:17

          Sienkiewicz po Ukraińcach miał wprawę w odmalowywaniu żądnego krwi motłochu :P

          Odpowiedz
          1. Marlow pisze:
            2 marca 2016 o 18:55

            On trochę zżynał, i to chyba w dodatku z książki, którą czytała SP-O. Usiłowałem znaleźć „Z pamiętników misjonarza”, o których wspominała ale najprawdopodobniej coś pokręciła i chodziło jej o „Przygody i opowiadania misjonarza w Sudanie egipskim podług J.Ohrwaldera” Kazimierza Króla z 1896 r. bo treść i data wydania pasowałyby.

            Odpowiedz
            1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
              2 marca 2016 o 19:10

              Literacki detektyw :) Ciekawe, ile zaczerpnął z „Misjonarza”.

              Odpowiedz
              1. Marlow pisze:
                2 marca 2016 o 19:47

                Nie tylko z niego, jest też trochę winny „Przez Sudan ogniem i mieczem” Rudolfa Slatina z 1901 r. :-)

                Odpowiedz
                1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  2 marca 2016 o 21:05

                  Pozostaję pełen podziwu dla Twojej dociekliwości :)

                2. Marlow pisze:
                  2 marca 2016 o 21:37

                  To nie dociekliwość, to „Ogniem i mieczem w pustyni i w puszczy” Andrzeja Klominka :-)
                  jeszcze tylko muszę sprawdzić jak „zdekodował” „W pustyni… ” Brandys w „Śladami Stasia i Nel” :-)

                3. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  2 marca 2016 o 21:46

                  Brandys, o ile pamiętam, skupiał się na sobie :) Na pewno w Z panem Biegankiem w Abisynii, ale Śladami Stasia i Nel też nie było jakieś bardzo odkrywcze, o ile pamiętam. Takie tam pocztówki i anegdotki.

  2. koczowniczka pisze:
    1 marca 2016 o 16:56

    O, proszę, nie wiedziałam, że kiedyś dzieciom z dobrych domów do obiadu zamiast mięsa dawano ogórki :)

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      1 marca 2016 o 18:43

      Zapowiedź wegetarianizmu? W każdym razie zdrowsze niż kawał mięcha smażonego na smalcu :)

      Odpowiedz
  3. Bazyl pisze:
    2 marca 2016 o 07:51

    Gdzie te czasy, gdy człowiek zaczytywał się Vernem :(

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      2 marca 2016 o 08:06

      Mnie się dalej zdarza. Tylko dziecko nie chce tego nudziarstwa czytać :(

      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        2 marca 2016 o 08:28

        Znak czasów :P Przyniesiona do domu Ożogowska wciąż przegrywa z Artemisami Fowlami, Koalicjami szpiegów etc. :)

        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          2 marca 2016 o 08:30

          Ożogowska weszła, Artemis Fowl nie :) Kwestia indywidualna, jak widać :)

          Odpowiedz
          1. Bazyl pisze:
            2 marca 2016 o 08:39

            I tego się trzymajmy. Cóż to byłaby za nuda, gdybyśmy wszyscy czytali to samo :D

            Odpowiedz
            1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
              2 marca 2016 o 08:43

              Nuda? Ale pomyśl, jakie dyskusje by odchodziły :D

              Odpowiedz
              1. Bazyl pisze:
                2 marca 2016 o 09:04

                A komu się teraz chce o książkach gadać. Botoks celebrytki, zdjęcie Klanu z anteny, teczki z szafki i Bolek z Lolkiem, to jest teraz na topie.

                Odpowiedz
                1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  2 marca 2016 o 09:15

                  O botoksie nie lubię, ale możesz opowiedzieć o tym, jeśli fajne :D

                2. Bazyl pisze:
                  2 marca 2016 o 09:26

                  Myślę, że jednak dziś wieczór siądę do kompa, machnę notkę i, przynajmniej po części, pogadamy o słowie pisanym :) Wiosna idzie, w końcu kupiłem klawiaturę w miejsce zepsutej, aż się prosi Śmieciucha reanimować :)

                3. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  2 marca 2016 o 09:49

                  No, tekst napisany na nowej klawiaturze to będzie coś. Pisz pisz, dawnośmy nie dyskutowali :D

                4. Bazyl pisze:
                  2 marca 2016 o 09:50

                  Mało to bez tego pierdół w internetach? :P

                5. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  2 marca 2016 o 10:01

                  Nie marudzajcie, panie kolego.

  4. Bazyl pisze:
    2 marca 2016 o 10:56

    A wracając do meritum, to ja też przeszedłem „przez zalew tłumaczonych powieści podróży i przygód (…) i Coopera, przez natłok tych wszystkich pampasów, wigwamów, tomahawków i skalpów (…)”. Co prawda Mayne-Reid mnie ominął, ale te wszystkie książki Wernica, Szklarskich, Sat-Okha, Grey Owla czy produkcyjniaki z wydawnictwa Glob, działały na wyobraźnię :)

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      2 marca 2016 o 11:08

      Taki był klimat, też czytałem Indian, chociaż nie Coopera, ale Wernica już i owszem :) Wolałem jednak Pana Samochodzika i ogólnie klimaty bardziej sensacyjne niż egzotyczne.

      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        2 marca 2016 o 11:15

        Ja chyba nie miałem sprecyzowanych ciągotek. Byli Indianie, były Tomki, ale też Dzika Mrówka i Jarek i Marek Leżeńskiego czy Kaktusy Zawady. A więc i egzotyka i wojenne klimaty. O Vernie już wspominałem :D

        Odpowiedz
        1. zacofany.w.lekturze pisze:
          2 marca 2016 o 12:08

          Wojenne obowiązkowo, te same co u Ciebie. I Dzika Mrówka. Chyba najlepiej się ostał Perepeczko, Kaktusy jednak trochę wieją propagandą.

          Odpowiedz
          1. Bazyl pisze:
            3 marca 2016 o 08:46

            Całe szczęście w dziecięctwie mieliśmy propagandę w odwłoku, bo liczyły się przygody, a na starość mamy wiedzę, która pozwala nam przepływać nad wątpliwymi kawałkami wzrokiem i wracać do … przygody, a na propagandę ponarzekać we wpisach :D Niemniej, rzeczywiście, do niektórych lektur dzieciństwa boję się wracać. Tak mam na przykład z Tomkami, które wdzięczna pamięć zachowała jako ciekawe okno na świat i źródło wiedzy, a relacje dorosłych już czytelników odsądzają od czci i wiary :P

            Odpowiedz
            1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
              3 marca 2016 o 08:57

              No całe szczęście. Tylko teraz własnym dzieciom strach niektóre klasyki podsuwać. Tomków nigdy nie uważałem, nudziarstwo :) A lektury na stare lata potwierdziły, że miałem rację :P

              Odpowiedz
              1. Bazyl pisze:
                3 marca 2016 o 09:53

                Czy ja wiem czy strach? Najwyżej zrypią za wciskanie ramoty nieczytatej dla współczesnego nastolatka (bosz, kiedy to się stało, że o starszym trzeba pisać per nastolatek?), bo raczej nie podejrzewam, żeby zaczęli chodzić w czerwonych krawatach na wiece :P No i ja zawsze powtarzam, że jak coś niejasne, to ja chętnie dopowiem, ale kto by tam z tej opcji korzystał. Sam nie wiem czy bym, tylko że mnie nikt nie proponował i rozbijał się człowiek po tej literaturze na ślepo :P

                Odpowiedz
                1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  3 marca 2016 o 10:00

                  Zrypią? Nie zadadzą sobie nawet takie trudu, spojrzą tylko z pogardą :)
                  W zasadzie nasze Starsze to przednastolatki, używając terminologii z poradników, ale brzmi ohydnie.
                  U mnie też próby wyjaśnienia czegokolwiek są zbywane, wszystko jest jasne, nic nie dziwi, nie zaskakuje, nie jest niezrozumiane. Chyba kwestia wieku :)

                2. Bazyl pisze:
                  3 marca 2016 o 10:36

                  Tru. Ba, nawet nie spojrzą z pogardą, a jedynie książka z wyrzutem będzie na nas zakurzona zerkać z półki. Niechciana, chlip, a tak przez nas ukochana, chlip :P
                  U mnie mistrzem niepytania jest Młodszy. Dziś rano czytamy Pionierów (świetna pozycja, aż żal, że nie pisałem o niej :( ) i jest ustęp, że nazwiskiem naszego rodaka nazywano w Chile ulice, place, aule … Pytam, czy wie co to aula. Nie wie. Pytam, czemu nie pyta. „Tato, a co to jest aula?”. I tak to mniej więcej wygląda. Dawniej dzieci wydawały mi się bardziej ciekawskie. Mój śp. kuzyn, rówieśnik, znany był w kręgach rodzinnych jako Poconacodlaczego :D

                3. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  3 marca 2016 o 10:43

                  Właśnie, chlip. Nawet na ukochanego mojego Karibu nie spojrzała, bo to o Indianach :(
                  Moje obie nie mają zwyczaju pytań, robią to z rzadka i niechętnie. Nawet, kurczę, podczas czytania Kichusia majstra Lepigliny, z tą całą staropolszczyzną było milczenie. Nie ma już Stasiów Pytalskich.

                4. Bazyl pisze:
                  3 marca 2016 o 10:50

                  To samo miałem z audiobookiem „Żółtej ciżemki”, ba, sam niektórych słów po necie szukałem :P Ale trzon opowieści łapali, więc może niepotrzebnie labidzę? :)

                5. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  3 marca 2016 o 10:58

                  Uch, ile było marudzenia nad Ciżemką, że nudne, stare, rozwlekłe. Ale ani jednego pytania o nieznane słowa. Chociaż na kindlu przypisy były i to dlatego nie pytała:P

                6. Bazyl pisze:
                  3 marca 2016 o 12:26

                  Przypisy! I tu widzisz jest ciekawa sprawa, która troszkę obala budowany przeze mnie (nas?) mit o braku rzeczonych Stasiów. Bo na spotkaniu z panem Samojlikiem Starszy pochwalił komiksy, że fajne, ale dodał, że najfajniejsze były te wyjaśnienia na końcu zeszytu. A tam właśnie znajdowało się coś w rodzaju ilustrowanych przypisów. Więc sam już nie wiem co o tym wszystkim sądzić :P

                7. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  3 marca 2016 o 12:34

                  Bo wiesz, dobre przypisy są czasem ciekawsze od książki :) A za nieletnimi nie trafimy :P

                8. Bazyl pisze:
                  3 marca 2016 o 12:53

                  Wiem, wiem. Czytało się Pratchetta :)
                  No nie trafimy :)

                9. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  3 marca 2016 o 12:59

                  Między innymi Pratchetta :)

  5. drzewood pisze:
    2 marca 2016 o 13:14

    Oj Panowie, Panowie. Starsi Panowie. Dwaj. Lubię Wasze rozmówki.

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      2 marca 2016 o 13:18

      Dzięki. Wszystko ku uciesze czytelników i naszej rozrywce :)

      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        3 marca 2016 o 08:47

        Ale zaznacz wyraźnie, że kolorowych czapeczek z dzwoneczkami zakładać nie będziemy. Żonglerka też odpada :P

        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          3 marca 2016 o 08:51

          Ale moglibyśmy się rzucić tortami, szczególnie jakby się jeszcze potem chociaż część dało zjeść :D

          Odpowiedz
          1. Bazyl pisze:
            3 marca 2016 o 09:42

            Pewnie wyjdę na nudziarza, ale ja się nie łapię. Babcia zaszczepiła we mnie totalną niechęć do marnowania jedzenia wszelakiego i cierpię przez to nieustannie, ba, toczę nawet boje przeciw. I zżeram. Jogurciki zepchnięte na tył lodówki i zapomniane. Potrawy sprzed 3 dni, bo w międzyczasie ugotowane zostało coś nowego, a na tamto już nikt nie ma ochoty … Kurczę, rozgadałem się, a chciałem tylko powiedzieć, że rzucanie tortami odpada :P Ale mogę się zgodzić na polewanie twarzy z kwiatka w butonierce. Akurat odpowiedni czas nadchodzi :D

            Odpowiedz
            1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
              3 marca 2016 o 09:45

              Mamy to samo jako typowe dzieci czasów kryzysu. Też nie cierpię marnowania, też toczę boje.
              Ale w kwestii wody z kwiatka to ja odpadam. Ty się polewaj, a ja zjem tort.

              Odpowiedz
              1. Bazyl pisze:
                3 marca 2016 o 09:57

                To ja opowiem dowcip … :P

                Odpowiedz
                1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  3 marca 2016 o 10:01

                  Ależ wodzu…

                2. Bazyl pisze:
                  3 marca 2016 o 10:28

                  I znów kończymy Baranowskim. Co mi przypomina, że nie przeczytałem kupionego Młodszemu Orient Mena :)

                3. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  3 marca 2016 o 10:32

                  Bo Baranowski jest dobry na puentę. Co mi przypomina, że mam polować na Na co dybie wielorybie. I na Orient Mena też, chociaż drogi jak pierun.

                4. Bazyl pisze:
                  3 marca 2016 o 10:48

                  Bo komiksy, to ogólnie nie są tanie rzeczy. Wiem, bo mam zbieraczy w domu. Na „dorosłe”, to nawet nie spoglądam. Na TK kiedyś zerknęliśmy z chłopakami na pop-upa Star Wars i potem mi się śniło, że jestem milionerem, nonszalancko podchodzę do stoiska i kupuję go sobie, ot tak, normalnie i z marszu :P To się kończy ciężką nerwicą :(

                5. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  3 marca 2016 o 11:03

                  Dorosłe mnie nie kręcą, ale Baranowskiego dziecku bym dokupił. I sobie. Ale sprawdziłem ceny i ho ho, tylko być milionerem.

                6. Bazyl pisze:
                  3 marca 2016 o 12:23

                  Niektóre dorosłe też dają radę. Mnie np. utkwiła w głowie historia Kiki, a takich rzeczy jest więcej. I o nich piszę, pisząc „dorosłe”, a nie o sążnistych albumach Batmana za czterypińcset :P

                7. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  3 marca 2016 o 12:35

                  Mnie kiedyś wciśnięto Mausa, fajny, ale mnie nie powalił, więc się nie zabijam za kolejnymi.

  6. Marlow pisze:
    2 marca 2016 o 22:08

    A mogło być tak pięknie! Ha, trudno ale przynajmniej zaoszczędziłem czas, no i jestem Twoim dłużnikiem :-)

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      2 marca 2016 o 22:11

      Jeszcze może być pięknie, jak sobie poczytasz :) Ja to czytałem jako grupa docelowa, 11-latek, i nawet mi się podobało, jeśli jednak liczysz na demaskowanie Sienkiewicza, to pozbądź się złudzeń :D

      Odpowiedz
  7. czytanki.anki pisze:
    3 marca 2016 o 12:03

    Zestaw lektur imponujący, nawet jeśli niektóre pozycje wydają się tendencyjne. Za to ilustracji zazdroszczę, nawet tych przesłodzonych.
    Wierszyk „Myju, myju” pamiętam z jakiegoś przedwojennego filmu – cytat wszedł do naszego rodzinnego języka na stałe.;)

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      3 marca 2016 o 12:07

      Nasze lektury też były tendencyjne z dzisiejszego punktu widzenia, o czym wyżej pisał Bazyl.
      U Konopnickiej jest „Pucu pucu”, to z kolei u nas jest przysłowiowe :)

      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        3 marca 2016 o 12:19

        W czytających rodzinach, to chyba standard, że słówka, zdania czy nawet całe fragmenty służą w codziennym życiu. Nie mówię oczywiście o skali, jaką znamy z książek Musierowicz czy Pruszkowskiej , ale parę „perełek” u każdego z nas pewnie się znajdzie. U mnie np. dzielnie służą: „biedna paróweczka” i „obrażalski salceson”. Za cholerkę nie wiem z czego to, ale na bank z czytanej wspólnie książki dla dzieci :P

        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          3 marca 2016 o 12:22

          U nas też różne teksty chodzą. Dziecko chwilowo łapie głównie „przyszłam na obiadek” oraz „ależ wodzu, co wódz” :D Obrażalski salceson bardzo obrazowy :D

          Odpowiedz
      2. czytanki.anki pisze:
        3 marca 2016 o 12:22

        Racja! W filmie przedszkolaki recytowały wspomnianą przez Ciebie wersję. Najwyraźniej dawno nie musiałam cytować i zapomniałam.;)
        W sumie chyba każde pokolenie ma tendencyjne lektury.;(

        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          3 marca 2016 o 12:25

          Dzisiaj trudno o tendencyjną lekturę dla dzieci, ja sądzę. Co najwyżej jakieś niewinne aluzje gender i eco.

          Odpowiedz
          1. czytanki.anki pisze:
            3 marca 2016 o 12:34

            Trudno? A lansowanie rodziny 2 + 2 z kotem i/lub psem?;) O rodzinę patchworkową w książkach dla dzieci raczej trudno, szybciej chyba trafi się niepełna.

            Odpowiedz
            1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
              3 marca 2016 o 12:36

              Ale to jest lans? Raczej normalność w naszych warunkach? Chociaż sorry, są też książki terapeutyczne i poruszające ważne problemy. Niestety u nas w domu nie są poczytne, ale w sumie jakoś nie miałem przekonania do czytania sześciolatce o wojnie.

              Odpowiedz
              1. czytanki.anki pisze:
                3 marca 2016 o 12:43

                Raczej wymarzona normalność.;( Wokół mnie rodziny 2+2 stanowią raczej połowę, reszta jest niepełna. Takie czasy.
                Wydaje mi się, że lansuje się również aktywny styl życia w grupie (czy rodzinie), co jest sporą odmianą.
                Z kolei mimo rzekomych genderów podział ról pozostaje raczej tradycyjny.

                Odpowiedz
                1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  3 marca 2016 o 12:48

                  U Staneckiej w „Basiach” jest 2+3+żółw, chociaż tata faktycznie dość mało zaangażowany domowo :) Mimo starań mamy. Ale owszem, są dość rodzinni w sensie spędzania czasu razem.
                  Na pewno są i gendery, ale to wciąż nisza i w naszej bibliotece nie uświadczysz.

  8. czytanki.anki pisze:
    3 marca 2016 o 12:52

    Nisza. Potrzeba dużo czasu, żeby młodzieży pokazać inny model rodziny jako dopuszczalny.;)

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      3 marca 2016 o 12:58

      Chwilowo raczej nie ma szans, żeby się temat przebił do szkolnych czytanek.

      Odpowiedz
  9. Luvbuk pisze:
    15 marca 2016 o 19:20

    Bardzo podoba mi się twój wpis – kocham książki retro, więc przeczytałam wpis jednym tchem :) fajny powrót do dzieciństwa ;)

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      15 marca 2016 o 19:32

      Dzięki, zapraszam częściej.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT