Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Miś na miarę naszych możliwości… („PRL Grażyny Rutowskiej”)

Posted on 30 kwietnia 201619 czerwca 2018 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

rutowska_okladka2
– Ten pękaty autobus nazywał się ogórek… To jest saturator, to pralka Frania… A ten komputer zajmował cały pokój…
– A czemu ta pani ma na głowie takie coś z paskiem?
– To jest czepek pielęgniarski, babcia taki nosiła.
Tak mniej więcej wyglądały rozmowy z moimi córkami przy przeglądaniu zdjęć Grażyny Rutowskiej. Dla nich wycieczka w egzotyczny świat tatusiowego dzieciństwa, dla mnie powrót do widoków i rzeczy niegdyś tak swojskich, że właściwie niezauważanych.

Grażyna Rutowska była warszawską dziennikarką i fotoreporterką,

związaną przez wiele lat z „Dziennikiem Ludowym”, który w latach osiemdziesiątych sprzedawał się tylko w soboty, gdy dołączano do niego kolorową wkładkę z wizerunkiem muzycznej gwiazdy. W dni powszednie drukowano w nim sprawozdania ze zjazdów i plenów, czynów społecznych i imprez masowych ze szczególnym uwzględnieniem spraw wsi. Pewnie był też kącik listów do redakcji i program telewizyjny. Wszystko ilustrowane burymi, ziarnistymi zdjęciami, na których widać było co najwyżej zarysy postaci czy budynków. Co tak właściwie znajdowało się na tych fotografiach, doskonale pokazuje album wydany przez Narodowe Archiwum Cyfrowe, któremu Rutowska, zmarła w 2002 roku, zapisała prawie czterdzieści tysięcy swoich zdjęć.


Fotografie Rutowskiej to świadectwo ćwierćwiecza jej pracy

i podejmowanych przez nią na co dzień tematów. Część z pisanych przez nią tekstów pewnie traktowana była trochę jak obowiązkowa danina na rzecz propagandy, więc towarzyszące im zdjęcia miały walor czysto dokumentacyjny. Zdarzają się jednak i znakomicie utrwalone sceny rodzajowe, na przykład z kolejek, pełne napięcia i emocji. Czytelnicy „Dziennika Ludowego” zapewne przebiegali je obojętnie wzrokiem, gdyż świetnie znali utrwalone na nich sytuacje. Po latach jednak zyskały walor wartościowego źródła historycznego.


Starannie wybrane fotografie podzielono na kilka grup tematycznych.

Rozdział o propagandzie wypełniają obrazy pochodów, czynów społecznych, akademii ku czci, wyborów, dożynek czy gospodarskich wizyt w zakładach pracy. Buńczuczne hasła na murach i transparentach mówią o postępie, rozwoju i sojuszu robotniczo-chłopskim. Rozświetlone neony zachęcają do nabywania radzieckich zegarków, a murale zachwalają polskiego fiata i wyroby kosmetyczne Polleny, jednak pod tymi reklamami wiją się kolejki po mięso i książki, meble i pralki. Życie w epoce późnego Gomułki, a potem Gierka pełne było sprzeczności, niedoborów i jednocześnie rosnących oczekiwań społeczeństwa, którym nie mógł sprostać przemysł, mimo ogromnych inwestycji. W części poświęconej pracy widać zakłady mięsne, motoryzacyjne, elektroniczne, gdzie produkcja szła pełną parą – czemu więc po ich produkty ustawiały się nieustająco kolejki? Zmęczeni pracą i wystawaniem w ogonkach Polacy mogli korzystać z rozmaitych form wypoczynku, któremu Rutowska poświęciła wiele malowniczych kadrów, i uczestniczyć w wydarzeniach kulturalnych. Szczyt popularności przeżywały festiwale piosenki w Opolu i Sopocie, majowe kiermasze książki ściągały tłumy, podobnie jak wesołe miasteczka czy cyrki. Poparciem państwa cieszyły się też rozmaite formy sztuki ludowej – zespoły pieśni i tańca, twórcy wycinanek, świątków, haftów czy słomianych „misiów na miarę naszych możliwości”.

Każdy z rozdziałów albumu poprzedzony jest przystępnym omówieniem zasadniczych kwestii,

które ukazują zdjęcia. Dzieciom PRL-u wszystko jest dobrze znane, młodszym natomiast na pewno przyda się informacja, czym były czyny społeczne i Cepeliada. Podpisy pod zdjęciami nie tylko objaśniają gdzie, kiedy i w jakich okolicznościach wykonano zdjęcie, ale zwracają też uwagę na rozmaite detale, jak choćby modna peruka na głowie pracownicy zakładów produkujących bombki choinkowe. Wyszukiwanie dodatkowych smaczków na fotografiach może być rozrywką na długie godziny – śledzenie rozmaitości ubiorów, fryzur czy obuwia, porównywanie obecnego wyglądu znanych nam ulic z tym sprzed lat bardzo wciąga. Możliwości jest mnóstwo, szczególnie jeśli towarzyszą nam dociekliwe dzieci, którym trzeba wyjaśnić pojęcie „pralka wirnikowa” i „saturator”.

PRL Grażyny Rutowskiej, tekst Łukasz Karolewski, wybór zdjęć Łukasz Karolewski, Katarzyna Kalisz, Sylwia Zawacka, Narodowe Archiwum Cyfrowe 2015 (cały album dostępny jest też w wersji elektronicznej: http://www.nac.gov.pl/wp-content/uploads/2015/05/NAC-Rutowska_.pdf).

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

38 thoughts on “Miś na miarę naszych możliwości… („PRL Grażyny Rutowskiej”)”

  1. buksy pisze:
    30 kwietnia 2016 o 17:45

    Saturator i Franię kojarzę ale autobus ogórek zupełnie nie.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      30 kwietnia 2016 o 18:35

      Proszę uprzejmie: https://pl.wikipedia.org/wiki/Jelcz_043

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. 5000lib pisze:
      30 kwietnia 2016 o 19:41

      Czasami, od święta, ogórki można namierzyć na ulicach miast. :-)
      BZwL: Dziękuję za zwrócenie uwagi na książkę.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
        30 kwietnia 2016 o 20:07

        Zdarza się, faktycznie, ale trzeba utrafić :)
        Jeśli masz konto na fejsbuku, to zdjęcia Rutowskiej są często pokazywane na profilu Narodowego Archiwum Cyfrowego.

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. Qbuś pożera książki pisze:
          4 maja 2016 o 17:19

          A w Bydgoszczy jeżdżą przez całe wakacje na specjalnej trasie, o! ;P I nawet Ikarus się pojawia. W Poznaniu też widuję, ale raczej okazyjnie.

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
            4 maja 2016 o 17:36

            Fajnie :) W Warszawie turystycznie stawia się raczej na stare tramwaje.

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
  2. Izabelka pisze:
    1 maja 2016 o 01:17

    Wygląda na to, że trzeba dopisać tę książkę do listy zakupów koniecznych. Dziękuję również. :-)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      1 maja 2016 o 08:41

      Nie wiem, czy album jest w sprzedaży, ale można go obejrzeć w internecie: http://www.nac.gov.pl/wp-content/uploads/2015/05/NAC-Rutowska_.pdf

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Joanna pisze:
        1 maja 2016 o 10:01

        ooo, dzięki za link

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          1 maja 2016 o 10:07

          Proszę uprzejmie.

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
    2. Darek Rawski pisze:
      24 kwietnia 2019 o 10:56

      wygrałem go w konkursie NAC

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
        24 kwietnia 2019 o 11:02

        Gratulacje :)

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
  3. Marlow pisze:
    1 maja 2016 o 20:36

    Pewnie za pięćdziesiąt lat też będzie się tak oglądało albumy, w których będą zdjęcia z ludźmi, którzy używają telefonów komórkowych :-). A jeśli chodzi o fotografie z tamtych lat to polecam album „Polska lat 70.”, choć to rzecz bardziej dla tych, którzy wiedzą o co w PRL-u chodziło niż dla tych, którzy znają go tylko z książek lub z opowieści :-)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      1 maja 2016 o 20:46

      Po naszych czasach zostaną niekończące się galerie selfie :D O ile internet przetrwa.
      Mówisz o tym: http://culture.pl/pl/wydarzenie/polska-lat-70? Ciekawie się zapowiada.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Marlow pisze:
        1 maja 2016 o 20:59

        Cóż, prawda czasu, prawda ekranu, jak mówił klasyk :-).
        Tak, to to – jak dla mnie creme de la creme fotografii socjologicznej lat PRL-u, z wyraźnie prześmiewczą, z perspektywy czasu, intencją.

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          1 maja 2016 o 21:01

          W takim razie się rozejrzę. Ktoś mógłby wydać wybór zdjęć Zofii Rydet (a może ktoś już wydał?)

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. Marlow pisze:
            1 maja 2016 o 21:10

            Rydet ma się chyba całkiem nieźle, jak na fotografię oczywiście, bo co jakiś czas ktoś ją przypomina. Ale zdaje się, że w fotografii teraz prym wiedzie awangarda a nie takie odwracanie głowy do tyłu.

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
              1 maja 2016 o 21:43

              Ty tu jesteś specem od fotografii, ja tam z przyjemnością oglądam zdjęcia z przeszłości, nawet te najzwyczajniejsze.

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
              1. Marlow pisze:
                1 maja 2016 o 22:06

                Kolega mi tu kadzi, aż się zaczerwieniłem :-) Też wolę fotografię przedstawiającą, że tak powiem, zwłaszcza z czasów swojej młodości. To chyba oznaka starzenia się, eh :-)
                A tak nawiasem mówiąc, tytuł postu kojarzy mi się z palmą na rondzie de Gaulle’a, też taki miś. o którym „Nikt nie wie po co, więc nie musisz się obawiać, że ktoś zapyta. Wiesz co robi ten miś? On odpowiada żywotnym potrzebom całego społeczeństwa. To jest miś na skalę naszych możliwości. Ty wiesz, co my robimy tym misiem? My otwieramy oczy niedowiarkom. Patrzcie – mówimy – to nasze, przez nas wykonane i to nie jest nasze ostatnie słowo i nikt nie ma prawa się przyczepić, bo to jest miś społeczny, w oparciu o sześć instytucji, który sobie zgnije, do jesieni na świeżym powietrzu i co się wtedy zrobi?” :-)

                Wczytywanie…
                Odpowiedz
                1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  1 maja 2016 o 22:10

                  Palma, zdaje się, odchodzi do przeszłości, jak ten miś społeczny, co zgnije do jesieni. Zawsze ją lubiłem, tę palmę :D

                  Wczytywanie…
                2. Marlow pisze:
                  2 maja 2016 o 08:16

                  Rysiek Ochódzki i Janek Hochwander chyba mieli profetyczny dar – na końcu będzie „protokół zniszczenia” :-) Też ją lubię, tę palmę ale jednak z pewnością nie tak bardzo, jak lubi ją Rajkowska Joanna :-)

                  Wczytywanie…
                3. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  2 maja 2016 o 09:34

                  Ale to chyba właśnie na wniosek pani Rajkowskiej ona będzie demontowana, o ile pamiętam.

                  Wczytywanie…
  4. Marlow pisze:
    2 maja 2016 o 10:35

    Ale „protokół zniszczenia” rozumiem i tak będzie :-)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      2 maja 2016 o 12:18

      No jakże to tak bez protokołu?

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  5. Bazyl pisze:
    2 maja 2016 o 13:13

    My do podróży po meandrach PRLu użyliśmy trochę lżejszego kalibru. Teraz jest taki trynd i jest w czym wybierać. Mam zamiar spróbować TEGO i TEGO, choć to drugie to już czasy mojej młodości nie dzieciństwa :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      2 maja 2016 o 13:49

      Ja indoktrynuję dzieci z pomocą Alternatyw 4, a starszą z pomocą Kolejki :D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        10 maja 2016 o 14:06

        I mówisz, że tak można z dziećmi „Alternatywy”? O!, to może być niegłupi pomysł, bo dawno nie widziałem.
        Ja żałuję, że nie było w domu aparatu fotograficznego i nie mam żadnego materiału poglądowego, typu tatko w relaksach i takie tam :P

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          10 maja 2016 o 14:21

          My tam oglądamy. I „Zmienników” też. Nie wiem, ile rozumieją, ale nasiąkają chociaż atmosferą.
          W życiu nie miałem relaksów :P

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
  6. visage Momarta pisze:
    2 maja 2016 o 22:29

    Mam wrażenie, że indoktrynować tego rodzaju pozycjami należałoby nie tylko bardzo małoletnie dzieci, ale także całkiem pełnoletnie jednostki, którym wydaje się, że zawsze było tak jak teraz, a w związku z tym nie zauważają, że zaraz może być tak jak kiedyś.
    Nabrałam ochoty, jednak – jak wnoszę z komentarzy – cacko niedostępne dla zwykłych śmiertelników?
    Pozdrawiam z zaświatów!:P

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      2 maja 2016 o 22:36

      Dobrze wiedzieć, że jesteś, chociaż Cię nie ma.
      Podejrzenia o niedostępności są uzasadnione, bo nie widziałem tego nigdzie w sprzedaży. A co do wspomnianych jednostek, to raczej takim niewinnym albumem im edukacji nie załatwimy. To powinno być coś grubszego kalibru, bo ja wiem, Biuletyn Informacyjny KOR-u?

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. visage Momarta pisze:
        2 maja 2016 o 22:48

        Biuletyn Informacyjny KOR-u by ich zabił, odpada. Najlepsza byłaby jakaś apka, a jeszcze chętniej coś w 5D. Inaczej nie ma szans, nie dotrze.
        W posiadanie albumu wszedłeś jako Ty, czy jako instytucja? To może być jakiś trop.
        A co do tego czy jestem pewności nie ma. Tzn. generalnie jestem, tylko nie mogę się jeszcze ostatecznie zdecydować gdzie. I nie chodzi tylko o brak czasu (choć o to również). Ale jak widać, czasami straszę:P

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          2 maja 2016 o 22:54

          A jeśli ma być apka z bajerami, to chyba bym umiał to i owo wskazać. Album dostałem jako indywiduum do recenzji, a zważywszy, że niemal równocześnie z wersją papierową jest dostępny legalny pdf, to raczej nie ma mowy o sprzedaży.
          Strasz częściej, bo wielkieś mi uczyniła pustki w blogu moim, moja droga Momarto, tym zniknieniem swoim :)

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. visage Momarta pisze:
            2 maja 2016 o 23:08

            To dawaj, wskazuj. Jestem wielce ciekawa:)
            Jeśli jako indywiduum, to może nie jest tak źle (pdf o niczym nie świadczy, ja np. nie umiem, a przede wszystkim nie lubię tak czytać niczego i nie jestem zdaje się odosobniona). Gdybym miała trochę czasu, to bym spróbowała sprawdzić, ale nie mam, niestety.
            Ze straszeniem nie mogę obiecać (doceniam przy tym szczerość wyznania). Pikując od pewnego czasu lotem koszącym, zaryłam nosem w Rów Mariański (chyba, że odkryli coś głębszego; jeśli tak, to właśnie tam jestem), a tam internet nie dociera:(

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
              2 maja 2016 o 23:13

              Jutro ma być premiera czegoś kształcącego, ale muszę obadać.
              Obawiam się, że potraktowano mnie jako indywiduum na specjalnych prawach. Księgarnie albumu nie notują.
              Nic głębszego od Rowu Mariańskiego geograficznie nie wynaleziono, ale można by pewnie wskazać parę sytuacji głębszych. W każdym razie wydostawaj się, poczekamy :)

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
              1. visage Momarta pisze:
                2 maja 2016 o 23:23

                Miało być to i owo. To ma premierę jutro, rozumiem. Ale co z owym?:P
                Takie pozycje co są tylko dla indywiduów zazwyczaj szybko pojawiają się na tym lub owym serwisie aukcyjnym za wstrząsające pieniądze. Ciekawe czy tak będzie i w tym przypadku.
                Wydostać się wydostanę, pytanie tylko dokąd pójdę? Mogę być niczym Godot, niestety.

                Wczytywanie…
                Odpowiedz
                1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  2 maja 2016 o 23:27

                  Owego bym musiał poszukać dopiero. Na allegro albumu nie ma (zapewne jeszcze nie ma, chociaż jak się pojawi, to nie będzie to mój egzemplarz :P)
                  Co do pójścia, to myślę, że nie zginiesz i znajdziesz szlak („a niech ich szlag, krzyżaków”, że tak czknę Mistrzem).

                  Wczytywanie…
  7. Łukasz Karolewski pisze:
    22 czerwca 2017 o 22:15

    Mała uwaga – Grażyna Rutowska zmarła w 2002 r.
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Gra%C5%BCyna_Rutowska

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      22 czerwca 2017 o 22:21

      Faktycznie, dzięki za poprawkę.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Iwona Zimnicka
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Iwona Zimnicka
5 dni ago
View on Instagram |
1/5
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
 

Wczytywanie komentarzy...
 

    %d