Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Szare życie, drobne marzenia (Hanna Krall, „Sześć odcieni bieli”)

Posted on 11 czerwca 201610 października 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Sześć odcieni bieliNa co dzień jest wstawanie bladym świtem, po cichu, żeby nie pobudzić dzieci, długie dojazdy do pracy i ma się szczęście, gdy można w autokarze zagrać w karty z kolegami. W zakładzie jest różnie: docenią, premię dadzą albo talon, szacunek się ma. Ale czasem źle się dzieje i wtedy trzeba wejść „na koparkę i powiedzieć parę słów”, jak skromna suwnicowa ze Stoczni Gdańskiej, która walczyła o to, by robotnicy nie byli „tacy bezbronni”, i zmagała się z szykanami.

Zmęczeni, poprzestają na małym, na drobnych radościach i drobnych marzeniach:

ot, żeby kiedyś, gdy matka przepisze gospodarkę, w wybudowanym przez siebie domu postawić w kredensie za szkłem własnoręcznie wykonane koszyczki do szklanek i cukiernicę. Największym wydarzeniem może być udział w telewizyjnej „Wielkiej grze”, ile jednak trwa sława zwycięzcy? „Sława trwa mniej więcej tydzień”. Potem przemija. Więc co pozostaje z życia bohaterom reportaży Hanny Krall, zwykłym szarym ludziom? Wynieść „przed barak krzesła i stoły”, „pograć w tysiąca albo po prostu posiedzieć na słoneczku, pogawędzić sobie”. Po ich szarym, pracowitym życiu dzieci przejmą niewielki dorobek: „letnia sukienka, wyjściowa sukienka, zmiana bielizny, trzy odznaczenia i zeszyt, w którym jest zapisany przebieg pracy zawodowej i społecznej”.

Ta małość, to pogodzenie z tym, co dokoła, drażni młodych: „Naszych rodziców wychowali ci, co pamiętali wojnę. Jak ktoś pamięta wojnę, to potem się cieszy z byle czego i niczego nie chce od życia. Tamci tak właśnie wychowali rodziców: trzeba pracować, być kimś i cieszyć się, że się pracuje. Nasi rodzice to kupili, ale nas już nie dało się tak wychować”. Chłopak, który to powiedział, swoją niezgodę wyrażał ucieczką w narkotyki. Reszcie Polaków wyrwanie się systemowi przychodziło dużo trudniej i wolność okazywała się krótkotrwała: Solidarność „to był haj dla wielu”, ale po krótkim wzlocie „jest im gorzej, niż było”.

„Sześć odcieni bieli” to

Hanna Krall w najwyższej formie.

Każda historia jest odmienna, bo co wspólnego mają ze sobą aktor amator i nauczycielka pisząca za pieniądze prace magisterskie czy Anna Walentynowicz i młody narkoman? A jednak – mimo że tak różne, jak różne są ludzkie losy i sposób opowiadania o nich – teksty te składają się na przenikliwy i przejmujący obraz peerelowskiego społeczeństwa. Krall słucha swoich bohaterów, a potem dokonuje selekcji tego materiału i opowiada językiem swego rozmówcy. Z materiału, którego jej dostarczyli, buduje zwięzłe, wręcz ascetyczne miniatury, odcedzone – jak to nazwał Maciej Wierzyński, recenzent pierwszego wydania „Sześciu odcieni bieli” – z rzeczy niepotrzebnych, wszelkich ozdobników i wypełniaczy. Dzięki temu reportaże Krall zachowały do dziś siłę oddziaływania; wciąż robią duże wrażenie, choć dotyczą czasów odległych i, zdawałoby się, problemów odmiennych niż dzisiejsze.

PS Teksty Hanny Krall zamieszczone w tym tomiku były publikowane kilkakrotnie w różnych konfiguracjach, dlatego aby uniknąć zdublowania, warto porównać spis treści tej edycji ze zbiorami: „Sześć odcieni bieli” (Czytelnik 1978), „Trudności ze wstawaniem. Okna” (Alfa 1990), „Spokojne niedzielne popołudnie” (a5, 2004)  oraz „Wyjątkowo długa linia. Spokojne niedzielne popołudnie” (Świat Książki 2010). W książce znalazły się reportaże: Nieuwiara;  Sukienka z dżinsu…; Romans prowincjnalny; Miłość na fabrycznym; Sześć odcieni bieli; Wielka gra; Stabat Mater; Tematy do reportażu; Miłość za półtora miliona; Rama do portretu Jadźki S.; Piękna żona sztygara; Spokojne niedzielne popołudnie; Mały realizm; Wzorowe życie maszynisty cudnego; Portret rodziny Z. we wnętrzu; Powrót; A jak się państwu w ogóle żyje?; Ja nie chcę wiele…; Katar sienny; Życie poprawione Augustyna Halotty; Marzenie o siedemnastej bili; Artis, dopełniacz od ars; Nasze doktoraty; Rozenfeld; Dolly Korewa; Ludzie może i nie są źli…; Słowa na trzy dni; Trudności ze wstawaniem; Haj nabyty; Nowe nie całkiem.

Hanna Krall, Sześć odcieni bieli, Dowody na istnienie 2015.

24 thoughts on “Szare życie, drobne marzenia (Hanna Krall, „Sześć odcieni bieli”)”

  1. czytanki.anki pisze:
    11 czerwca 2016 o 19:05

    No własnie, to „przenikanie się” trzech zbiorów jest irytujące.;(
    Co do poziomu „Bieli” całkowicie się zgadzam, teksty świetne.

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      11 czerwca 2016 o 19:43

      Żałuję, że Świat Książki padł, zanim skończyli edycję Krall. Chociaż systemu, który rządził tym wydaniem do dziś nie rozumiem :P
      Biel zdecydowanie dużo lepsza od Na wschód od Arbatu, bardzo dobrze widać ewolucję autorki.

      Odpowiedz
      1. czytanki.anki pisze:
        12 czerwca 2016 o 18:01

        I znowu pełna zgoda.;)

        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          12 czerwca 2016 o 20:08

          Eee, tak to sobie nie podyskutujemy :P

          Odpowiedz
  2. visage Momarta pisze:
    11 czerwca 2016 o 22:00

    Kot, jak widzę, w nastroju raczej nostalgicznym. Uważa, ze za komuny było lepiej?”P
    I też mam oczopląs jeśli chodzi o wydania Krall. M.in. z tego powodu do tej pory nie kupiłam „Sześciu odcieni bieli” – nie jestem w stanie zorientować się, czy mam w innych konfiguracjach wszystkie zamieszczone tam teksty, czy nie.
    Ciekawe jakie teksty wyszłyby spod pióra Krall, gdyby pisała o dzisiejszych zwykłych szarych ludziach. Marzyłoby mi się coś optymistycznego, ale to chyba niemożliwe.

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      11 czerwca 2016 o 22:08

      Kot zdegustowany, chciał się myć, a nie pozować i to jeszcze z książką :P
      Jeśli masz któryś z wymienionych w PS tomów, to masz jakieś 80 procent tego wydania, mogę Ci podesłać spis treści.
      Myślę, że po niedużym liftingu te teksty spokojnie mogłyby się ukazać jako całkowicie nam współczesne, co nie napawa optymizmem.

      Odpowiedz
      1. visage Momarta pisze:
        11 czerwca 2016 o 23:03

        Mój kot nie pozuje w ogóle do niczego, więc nie wpadłam, że o to chodzi.
        Mam „Trudności ze wstawaniem” i „Okna”, ale każde osobno. Pierwsze w wersji druku bezdebitowego, który może i jest (prawie) białym krukiem, ale czyta się fatalnie. Jeśli możesz, to faktycznie – podeślij ten spis, porównam.
        Mnie tam napełniłoby optymizmem, gdyby ktoś dziś napisał o nas, że cieszą nas drobne radości i realizacja drobnych marzeń. I to, że można zagrać w autokarze w karty z kolegami. Kiedy ostatni raz grałeś w karty z kolegami?

        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          12 czerwca 2016 o 08:58

          Co za źle wychowany kotecek. Kotecki powinny pozować do słit fociów :)
          Skoro masz „Trudności”, to brakuje Ci 7 tekstów, nie wiem, czy warto szukać „Sześciu odcieni”. Chyba że chcesz zamienić ten bezdebit na coś bardziej cywilizowanego.
          Mnie cieszą drobne radości, ale nie wiem, czy to się by dziś reportażowo sprzedało; chyba lepsze byłyby rozczarowania i patologie. A w karty grałem całkiem niedawno, nawet wygrałem. Tylko autokarem wieki nie jechałem :P

          Odpowiedz
        2. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          12 czerwca 2016 o 10:29

          Specjalnie na Twój użytek wklepałem pracowicie spis treści pod postem :P

          Odpowiedz
          1. visage Momarta pisze:
            12 czerwca 2016 o 13:03

            Dziękuję, doceniam:)
            Dokonałam równie pracowitego porównania i wychodzi mi, że kluczem do sukcesu jest tu zbiór „Spokojne niedzielne popołudnie”, którego nie mam w żadnym wydaniu (wiem przy tym, że miałam, ale najwyraźniej wyszedł i nie wrócił. Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie…). Mam mniej więcej połowę z tego, co wypisałeś (powiedzmy, że tę dolną połowę, mniej więcej, brakuje aż 15) + (w zbiorze bezdebitowym z serii reporterów „Oko”) trzy teksty bonusowe, których Ty nie masz: Widok z okna na I piętrze, Ojcowie i synowie, Listy do cadyka.
            Czyli mogę rozważyć zakup:)
            A przez Ciebie od wczoraj siedzę i czytam. Wywalą mnie z roboty:(
            Dla porównania warto byłoby przeczytać coś o Polsce, co wyszło niedawno: Reszkę? Olszewskiego? Mam wrażenie, że jest jeszcze coś – jakiejś autorki-kobiety, ale mam teraz pustkę w głowie i nijak nie mogę sobie przypomnieć. Od pewnego czasu zarzuciłam czytanie nowych polskich reportaży (poza tekstami w gazetach), bo zaczęło mi się wydawać, że wszystkie są na jedno kopyto. I to nie Krallowe kopyto, dodam.

            Odpowiedz
            1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
              12 czerwca 2016 o 13:27

              Spis treści się przyda, bo sam się zorientowałem już po zamówieniu książki, że Spokojne niedzielne popołudnie mam na półce i niekoniecznie muszę poznawać te kilka dodatkowych tekstów. Ale w sumie nie straciłem.
              Czytaj sobie, pracę ponoć nie tak łatwo stracić. W kwestii nowszych reportaży jestem całkowicie niezorientowany. Dzięki czemu odpada mi mnóstwo książek do przeczytania. Tyle dobrego.

              Odpowiedz
  3. guciamal (małgosia) pisze:
    12 czerwca 2016 o 10:54

    Pani Krall poznałam jedynie Zdążyć przed Panem Bogiem i Sublokatorkę, wrażenie bardzo pozytywne, choć smutne. Chętnie poczytam reportaże, tym bardziej, że nie mam nic, więc nie będzie mowy o dublowaniu. A z tym cieszeniem się radościami dnia powszedniego- to dołączam do Piotra. Mnie również cieszą; dzisiejszy poranek bez migreny, smaczne śniadanko, książka przy łóżku i nawet trochę czasu aby zajrzeć na zaprzyjaźnione blogi. No tak, ale kudy mi tam do zostania bohaterką reportażu. Zresztą mówi się, że szczęście-radość to dla literatury nuda.

    Odpowiedz
    1. visage Momarta pisze:
      12 czerwca 2016 o 13:09

      Gosiu, myślę, że szczęście i radość życia to też znakomite tematy, tyle że zaciekawienie nimi czytelnika jest dużo trudniejsze niż w przypadku, gdy bierze się na tapetę historie-za-trzewia-chwytające. Pewnie dlatego nie ma zbyt wielu chętnych.
      Sama dojrzewam do tego, żeby notować sobie wrażenia z własnych spotkań ze zwykłymi ludźmi ze światów całkiem odmiennych od mojego. Spotykam ich bardzo wielu i coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że każdy, nawet najbardziej szary człowiek nosi w sobie niesamowitą historię. A czasem właśnie te o szczęściu są tymi najbardziej niezwykłymi, jakie słyszę.

      Odpowiedz
      1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
        12 czerwca 2016 o 13:23

        Mam ostatnio potężne zapotrzebowanie na rzeczy optymistyczne. pozytywne, radosne, gładzące przyjemnie zwoje mózgowe. Niekoniecznie reportaże, wynajduję sobie odpowiednie powieści :)
        Wiadomo, że każdy woli czytać o tragediach, choćby po to, by poczuć, że mu w sumie nie jest najgorzej w życiu.

        Odpowiedz
  4. Bazyl pisze:
    13 czerwca 2016 o 09:21

    Małe radości? Bardzo lubię. Rowerem przez nieznane krainy (nie, nie Kambodża, a sąsiedni powiat :P ) albo jak przestaję biec po 6 km i odzyskuję oddech. Zwycięstwo drużyny starszego syna na lokalnym festynie sportowym i pierwsza samodzielna jazda na rolkach młodszego. I takie tam. Nie rozumiem co w tym złego? :)

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      13 czerwca 2016 o 09:26

      Nic w tym złego, tylko się nie sprzeda jako temat na reportaż. Albo na cały tom reportaży :) Ale w życiu to się sprawdza, na szczęście.

      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        13 czerwca 2016 o 09:35

        Aaa, że w aspekcie literackim i, chyba bardziej, sprzedażowym? No to nie ma o czym mówić – nuda! :P

        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          13 czerwca 2016 o 09:38

          No wyłącznie w sprzedażowym :) Bo w życiu to wiadomo, co złapiemy, to nasz i trzeba się cieszyć z drobnych rzeczy.

          Odpowiedz
  5. Qbuś pożera książki pisze:
    15 czerwca 2016 o 10:54

    Nieco wstyd przyznać, ale z Hanną Krall styczność miałem tylko w liceum przy okazji czytania „Zdążyć przed Panem Bogiem”. Bardzo, bardzo mi się ta lektura podobała, ale od tamtego czasu nic. Częściowo to przez to, że reportaż czytałem w zasadzie tylko w wydaniu DużoFormatowym. Teraz jednak sięgam nieco częściej, więc może i tę zaległość nadrobię.

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      15 czerwca 2016 o 10:58

      Napiszę zachęcająco, że Zdążyć przed Panem Bogiem niekoniecznie jest najlepszą książką Krall :) I zawsze warto wyjść poza szkolne kanony.

      Odpowiedz
  6. JA pisze:
    16 czerwca 2016 o 10:37

    Polecam „Reporterkę. Rozmowy z Hanną Krall” jako wstęp (dla tych, którzy Krall nieczytali) lub jako podsumowanie. Pozdrawiam ciepło dociekliwych Czytelników książek Hanny Krall. JA

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      16 czerwca 2016 o 10:38

      Dziękuję za wskazówkę, pozdrawiam.

      Odpowiedz
      1. JA pisze:
        16 czerwca 2016 o 11:05

        Proszę bardzo:) A Pana interesujący wpis trafił na fb-kową stronę Hanny Krall: https://www.facebook.com/RepoterkaHannaKrall/posts/1809624939273629?notif_t=notify_me_page&notif_id=1466066597448517
        Serdecznie.

        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          16 czerwca 2016 o 11:10

          Bardzo mi miło, dziękuję za wiadomość.

          Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. 
Przekład Tomasz Bieroń
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. Przekład Tomasz Bieroń
1 miesiąc ago
View on Instagram |
1/5
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
1 miesiąc ago
View on Instagram |
2/5
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia.
Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia. Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
3/5
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
4/5
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. 
„Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Zbigniew A. Królicki
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. „Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Zbigniew A. Królicki
3 miesiące ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT