Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Na końcu bieszczadzkiej drogi (Grażyna Jeromin-Gałuszka, „Bardzo długie przebudzenie”)

Posted on 7 lipca 20166 października 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Bardzo długie przebudzenieJest sobie Magnolia: „Ni to hotel, ni pensjonat, nawet nie knajpa czy pub… Na pewno nie dom. Takie nie wiadomo co, lecz w tym czymś jest niezwykła aura”. To miejsce na końcu bieszczadzkiej drogi przyciąga życiowych rozbitków. Tu mogą oderwać się od przeszłości, nabrać dystansu, odzyskać równowagę, niepostrzeżenie zakochując się w okolicy. I jeszcze coś:

Magnolia to takie miejsce, gdzie zdarzają się małe cuda. Naprawdę małe, niedostrzegane przez nikogo, kto na jakiś cud w swoim życiu nie czeka. Takim cudem jest wyrozumiałość, tolerancja i bezwarunkowa przyjaźń między osobami, które w innym miejscu, jeśli nawet zwróciłyby na siebie uwagę, nie znalazłyby dla swoich wad żadnego zrozumienia.

Powieści Grażyny Jeromin-Gałuszki o Magnolii wpisują się, rzecz jasna, w schemat typowy dla literatury obyczajowej, ale nie popadają w sztampę. Autorka potrafi bowiem pisać, a to banalne stwierdzenie oznacza, że tworzy zróżnicowanych, ciekawych bohaterów, bardzo dobrze prowadzi narrację, pilnuje tempa i umie zaskoczyć, dba o realizm, ma poczucie humoru i nie przesadza z cudownymi zbiegami okoliczności. W każdym razie nie przesadzała w dwóch pierwszych tomach, które uważam za bardzo udane i które pozostawiły we mnie tęsknotę za Magnolią.

Niestety w trzeciej części sytuacja ma się nieco inaczej. Magnolia pustoszeje po wyjeździe dobrego ducha tego miejsca, kucharki i właścicielki Cześki Gawlińskiej, budynek (i cały interes) przejmuje przypadkiem przybysz ze stolicy, Daniel, „bogaty dupek [który] dociera do pensjonatu zwanego Magnolią, gdzie z niezrozumiałych powodów pojawiła się na krótko jego piękna narzeczona, i tu, w oczekiwaniu nie wiadomo na co, traci fortunę, której nawet nie on sam się dorobił, tylko jego łebski ojciec”. Zwraca uwagę na Lucynę, świeżo owdowiałą matkę trzech córek, oskarżaną przez teściową o zamordowanie własnego męża. Z jej pomocą Daniel uruchamia Magnolię, gdzie ponownie schodzą się ludzie z całej okolicy i gdzie znów skupiają się wszystkie plotki i sensacyjne wydarzenia. Te wątki mieszczą się w tym, do czego przyzwyczaiła nas Gałuszka w poprzednich częściach; mają swój urok, choć nieco brak im już świeżości. Pojawia się jednak modyfikacja: historię Daniela i Magnolii opowiada nastoletnia Inez, pacjentka prywatnej kliniki psychiatrycznej. Jej słuchaczami są współpacjenci: ekscentryczna autorka bestsellerowych romansów i prywatny detektyw. Sceny w klinice niezbyt przekonują, bo zakład leczniczy opisany jest według ogranych schematów. Choć rozumiem chęć odświeżenia formuły, to jednak muszę ten eksperyment ocenić jako nieudany, tym bardziej że rozwiązanie wątków trójki pacjentów jest mocno przewidywalne i oparte na przesadnie licznych zbiegach okoliczności.

W ogóle daje się dostrzec pewne zmęczenie materiału. Wśród nowych bohaterów nie ma nikogo na miarę Cześki czy jej przyjaciółek z poprzednich części. Daniel jest nijaki, blado wypada Lucyna, a ze znanych już postaci nawet Tuśka mocno przygasa. Trochę ożywienia wprowadza jedynie wątek weterynarza romansującego z córką miejscowego zabijaki, który wraz z synami regularnie grozi amantowi śmiercią i co chwilę zastawia na niego pułapki. Tak jak poprzednie części, także i ta jest gotowym scenariuszem serialu: z wartką akcją, niezłymi dialogami, sporą liczbą ról do obsadzenia niekoniecznie tylko przez aktorów pięknych i młodych, wreszcie z szansą dla operatora, by wykazał się w pokazywaniu plenerów. Mimo to mam nadzieję, że na tej części autorka poprzestanie. Po co zamieniać coś fajnego w brazylijski tasiemiec?

Grażyna Jeromin-Gałuszka, Bardzo długie przebudzenie, Prószyński i S-ka 2016.

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

18 thoughts on “Na końcu bieszczadzkiej drogi (Grażyna Jeromin-Gałuszka, „Bardzo długie przebudzenie”)”

  1. Bazyl pisze:
    8 lipca 2016 o 08:38

    Czytałem „Kobiety z Czerwonych Bagien” w ramach DKK. I choć bardzo sceptycznie podchodziłem do tej lektury, to w ostatecznym rozrachunku okazało się, że to naprawdę niezły obyczaj, który przeczytałem nie dość, że bez wstrętu, to jeszcze ze sporą dozą przyjemności. Tam też znaleźć można wszystko o czym tu piszesz (z pozytywów), bo autorka: tworzy zróżnicowanych, ciekawych bohaterów, bardzo dobrze prowadzi narrację, pilnuje tempa i umie zaskoczyć, dba o realizm, ma poczucie humoru (…)”. :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      8 lipca 2016 o 08:46

      A właśnie miałem sugerować Jeromin-Gałuszkę jako autorkę do Waszego DKK, ale życie mnie wyprzedziło :) Będę szukał innych tytułów, tyle że rodzima biblioteka zamknięta z powodu przeprowadzki.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        8 lipca 2016 o 09:23

        Ja na razie jestem w trakcie „Łaski” Kańtoch i powoli odzyskuję wiarę w polską prozę popularną. Do tego stopnia, że zastanawiałem się rano czy nie wykonać telefonu z prośbą o urlop na żądanie :P To co prawda inny rodzaj literacki, ale te cechy o których wyżej, również są obecne. Plus bardzo dobra psychologia. :)

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          8 lipca 2016 o 09:34

          Mam Kańtoch, a Ty polecasz „Łaskę” jako kolejna osoba, w końcu się skuszę. A z polską prozą popularną nie jest aż tak źle, dałoby się jeszcze kilka nazwisk dorzucić :)

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. Bazyl pisze:
            8 lipca 2016 o 09:50

            Niewątpliwie, ale o dziwo, u mnie nie byłyby to nazwiska z topu pewnego wielkiego sklepu. „Łaska” też korzysta raczej z marketingu szeptanego niż z promocji pełną gębą. Ale to może tylko moje mylne wrażenie, bo nie śledzę rynku aż tak :P

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
              8 lipca 2016 o 09:52

              Też bym nie wymienił najgłośniejszych autorów. A marketing szeptany to lepsza rzecz niż nachalna promocja, której nie wierzę zupełnie, za dużo cudów widziałem :P

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
              1. Bazyl pisze:
                8 lipca 2016 o 10:06

                To szepnij może o tych niedocenionych przez machinę reklamową :)

                Wczytywanie…
                Odpowiedz
                1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  8 lipca 2016 o 11:14

                  Ja nie szeptam, pisam na blogu przecież :)

                  Wczytywanie…
                2. Bazyl pisze:
                  8 lipca 2016 o 12:21

                  Boisz się łątki szeptucha? :P

                  Wczytywanie…
                3. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  8 lipca 2016 o 12:48

                  A mogę prosić bez metafor?

                  Wczytywanie…
  2. Bazyl pisze:
    8 lipca 2016 o 14:10

    Łatki! Tam miało być – łatki. No bo jak są szeptuchy, to może być i szeptuch, c’nie? :P

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      8 lipca 2016 o 14:11

      Ach, łatki. Ale szeptuch to raczej od zaklinania kurzej ślepoty i kurzajek jest, a nie od promocji literatury :D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        13 lipca 2016 o 08:21

        Czasy się zmieniają :)

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          13 lipca 2016 o 09:15

          Jakoś nie zauważam :P

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. Bazyl pisze:
            15 lipca 2016 o 08:21

            A bo siedzisz w tych książkach … :P

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
              15 lipca 2016 o 08:25

              Z powodu wczorajszej ulewy nie mogłem prowadzić obserwacji w terenie :P

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
  3. Qbuś pożera książki pisze:
    8 lipca 2016 o 16:57

    I same Bieszczady i „małe cuda” z cytatu od razu przywiodły mi na myśl Stare Dobre Małżeństwo z ich bieszczadzkimi klimatami.

    A marketing szeptany to czasem samorzutnie się nie dzieje? Chyba dość trudno uruchomić go celowo, zwłaszcza w kręgach książkowych.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      8 lipca 2016 o 20:05

      Klimacik taki turystyczny, zaiste :) Aż się chce rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady :)
      Nawet nie wiemy, ile szeptanych wieści jest rozpuszczanych przez specjalistów, ale w kręgu zaufanych książkowców wieści rozchodzą się samorzutnie.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Iwona Zimnicka
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Iwona Zimnicka
5 dni ago
View on Instagram |
1/5
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
 

Wczytywanie komentarzy...
 

    %d