Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Notka na rozruch, czyli marudzenia większe i mniejsze

Posted on 3 września 201619 października 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Przerwy w pisaniu mają zdecydowanie jedną złą stronę: całkowicie rozleniwiają i nie chce się wracać. Mam kilka rozgrzebanych tekstów, stos powakacyjnych książek do zrecenzowania i trudności z wykrzesaniem z siebie entuzjazmu do pisania. Zanim więc zbiorę siły do pełnowymiarowych tekstów, proponuję garść marudnych notek. Dla pomarudzenia udało mi się przełamać. Kolejność książek przypadkowa, rozrzut gatunkowy spory.

Bardzo się ucieszyłem z przypadkowego odkrycia młodzieżowej powieści o wikingach.

Wyobraźnia mi ruszyła: przygody, walki, statki, rabunki, rywalizacja, rejsy po wzburzonym morzu, w ostateczności jakiś wątek miłosny – sam miód, dynamika, barwne opisy, nic, tylko palce gryźć z emocji i pochłaniać nieprzytomnie. Więc zacząłem i przez tydzień wymęczyłem sześćdziesiąt stron. Ewidentnie coś bowiem poszło nie tak, najprawdopodobniej autorce, ale i tłumacze dołożyli swoje co nieco. Więcej emocji zapewnia strzelanie z folii bąbelkowej. Opis polowania na wilki pozbawiony jest dynamiki i napięcia, opis wielkiego jarmarku nie ma w sobie ani krzty barwy, zero posmaku egzotyki. Wszystko jakoś przedziwnie urywane, styl tępy i bez odrobiny wdzięku, bohaterowie niebudzący ani sympatii, ani niechęci. Odpuszczam bez żalu.
Barbara Bartos-Höppner, Tysiąc statków gnanych wiatrem, tłum. Krzysztof Radziwiłł i Janina Zeltzer, Nasza Księgarnia 1979.

Dorota Combrzyńska-Nogala umie opowiadać i tworzy świetnych bohaterów o ciekawych życiorysach.

W „Drewniaku” Łucja Nowakówna, graficzka z upodobaniem do ekstrawaganckiego obuwia, porzuca nijakiego Kamila i przeprowadza się do drewnianego domu odziedziczonego po ekscentrycznym wuju. Ludzie z sąsiedztwa są ze sobą zżyci, łączą ich rozmaite przeżycia z przeszłości, mają swoje tradycje i wspomnienia, bawią się razem i pomagają sobie na co dzień. Łucja szybko zostaje wciągnięta do tego kręgu i zaczyna poznawać lokalne historie i sekrety. To najsilniejszy punkt książki, barwny, czasem poruszający, czasem zabawny albo dramatyczny; losy Basi, Marlenki, Szuszfelaka, Janusza śledzi się z prawdziwym zainteresowaniem. Niestety mniej więcej w połowie książki na pierwszy plan wysuwają się stereotypowe podchody miłosne. On chce, ona – czyli Łucja – nie chce, choć nie bardzo wie dlaczego; przekomarzanki, uniki, standardowe dialogi i standardowe rozwiązanie. Nie pomaga nawet wprowadzenie tajemniczego amanta, którego tożsamość nie tylko dla czytelnika jest oczywista od pierwszej chwili. Ale nawet mimo to powieść jest dobra (choć pisana z mniejszym rozmachem niż „Wytwórnia wód gazowanych”), a byłaby jeszcze lepsza, gdyby nie tradycyjna troska wydawnictwa MG o to, by czytelnik mógł sobie pod nosem mamrotać obelgi na widok haniebnych błędów interpunkcyjnych, a nawet ortograficznych. Czy jakiś wydawca, który ma redaktorów znających poprawną polszczyznę, mógłby zaproponować umowę autorce „Drewniaka”? Zyska twórczynię bardzo dobrych powieści obyczajowych i moją wdzięczność.
Dorota Combrzyńska-Nogala, Drewniak, Wydawnictwo MG 2012.

Seria „Zagadki jeża Pepe” Rozalii Niedźwieckiej miała być, według zapewnień wydawcy, idealna dla czterolatków.

Niestety, mimo iż grupa docelowa się zgadzała, książki u nas furory nie zrobiły, choć na pierwszy rzut oka skazane są na sukces. Pomysł, by jeż Pepe, mądry i doświadczony, prowadził śledztwa i pomagał zwierzętom rozwiązywać ich problemy to doskonały punkt wyjścia do licznych wycieczek w świat przyrody, tej oswojonej, podwórkowej, i tej leśnej czy łąkowej, do pokazywania, jak ważna jest przyjaźń i wzajemna pomoc, wreszcie do tłumaczenia – skoro to „kryminały” – że krzywdzenie innych lub odbieranie im czegokolwiek jest złe. Co zawiodło? Chyba przede wszystkim niedopracowanie opowieści. Bohaterowie: Pepe czy pies Muchomor, siwy opiekun podwórza, budzą sympatię, ich perypetie jednak są monotonne, szczególnie w „Orzechach”, gdzie akcja polega na chodzeniu od zwierzaka do zwierzaka i wypytywaniu, czy rozmówca nie wie, co się stało z zaginionymi orzechami. Brakuje dynamiki, kolejne sceny są do siebie podobne albo nie posuwają akcji do przodu, dialogi też niewiele wnoszą. Walory poznawcze są nikłe (sójki zbierają żołędzie na zimę, a owce nie tykają orzechów), a rozwiązania zagadek albo wykorzystują mechanizm Deus ex machina („Orzechy”), albo (jak w „Kościach”) wprawiają rodzica w niejaki zamęt etyczny – czy można kraść, żeby pomagać potrzebującym? Język historyjek trąci sztucznością w jednych miejscach, w innych zaś razi nieporadnością (choćby takie urocze zdanie: „Wziął kijka i pogmerał nim w dziurce na górze kopca”), a gdybym dostał 10 groszy za każdy brakujący przecinek, to mógłbym za to kupić sporą porcję lodów. Dwoma słowami: spory zawód (i szczere zdziwienie peanami, które w chwili wydania pojawiły się w internecie). Uznanie należy się jedynie ilustratorce Angelice Salskiej za świetne portrety zwierząt.

Rozalia Niedźwiecka, Kości. Zagadki jeża Pepe, Wydawnictwo Raducha 2013.
Rozalia Niedźwiecka, Orzechy. Zagadki jeża Pepe, Wydawnictwo Raducha 2013.

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

52 thoughts on “Notka na rozruch, czyli marudzenia większe i mniejsze”

  1. Paulina Zaborek pisze:
    3 września 2016 o 19:39

    Hmm, nie znałam „Zagadek jeża Pepe”. Może zajrzę do biblioteki i pożyczę, żeby pooglądać ilustracje, bo bardzo mi się podobają. Szkoda, że reszta słaba.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      3 września 2016 o 21:11

      W internecie jest więcej obrazków, np. na stronie wydawcy. Poza tym rzeczywiście trochę szkoda czasu.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  2. Elenoir pisze:
    3 września 2016 o 23:21

    Znam ten stan rozleniwienia, niestety. Myślałam, że zmobilizuje mnie do pisania wejściówka dla blogerów na październikowe targi w Krakowie (chyba wciąż rozdają), ale nie. Nawet pomarudzić nie mogę, bo niczego złego ostatnio nie czytałam. Jak żyć?:(

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      3 września 2016 o 23:24

      Wejściówka na targi zmobilizuje dopiero po targach – do napisania sprawozdania z biegów między stoiskami :) A nie możesz pomarudzić na to, że nie trafiają Ci się złe książki? W sumie każdy powód do marudzenia jest dobry :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Elenoir pisze:
        4 września 2016 o 22:39

        O, po targach to już na pewno będę mogła sobie ponarzekać: na ceny, na tłumy, na kolejki… Czyli na to co zwykle. Póki co czytam „Dom Rothschildów”, ale to akurat nie jest powód do marudzenia;).

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          4 września 2016 o 22:43

          Narzekanie na targi książki rozrywką typowo blogerską :) Miło mi, że nie narzekasz na Rothschildów, chociaż niepomiernie mnie to dziwi :P

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. Elenoir pisze:
            4 września 2016 o 22:57

            Ha, więc coś mnie jednak jeszcze łączy z tą społecznością!

            Co do „Rothschildów”, to nie jest to z pewnością lektura łatwa, ale temat jest ciekawy, w pewnym sensie nawet uniwersalny, więc myślę, że warto się poświęcić:).

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
              4 września 2016 o 23:01

              Nie jest łatwa, a i w plotki nie obfituje, trochę szkoda :P

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
              1. Elenoir pisze:
                6 września 2016 o 10:51

                Czytałam wcześniej „Imperium”, więc wiedziałam, czego się mniej więcej spodziewać. Rothschildowie skojarzyli mi się z Forsyte’ami (akurat ta powieściowa rodzina żyła plotkami) i musiałam sobie odświeżyć w międzyczasie pierwszy tom „Sagi”. Ciekawe, czy historia kolejnych pokoleń Rothschildów nie skłoni mnie do powtórki „Buddenbrooków”:).

                Wczytywanie…
                Odpowiedz
                1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  6 września 2016 o 10:54

                  Z Forsyte’ami? Ciekawe skojarzenie. Z Buddenbrookami to już prędzej, aczkolwiek upadek był dużo mniej spektakularny w przypadku Rothschildów.

                  Wczytywanie…
                2. Elenoir pisze:
                  7 września 2016 o 19:39

                  Może to przez te konsole, w których Forsyte’owie lokowali część majątku, i przez to, że w starszym pokoleniu również rządzili bracia, a ich siostry nie miały zbyt wiele do powiedzenia. I ten wiktoriański materializm:).

                  Wczytywanie…
                3. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  7 września 2016 o 21:19

                  Marzę o powtórce Forsyte’ów, bo nic nie pamiętam, poza wrażeniem, że mi się bardzo podobało :)

                  Wczytywanie…
  3. Agnes pisze:
    4 września 2016 o 01:16

    Też mam stos! Piętnaście książek czeka na wzmiankę o sobie…

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      4 września 2016 o 08:48

      Ooo! Urządźmy sobie licytację na zaległości połączoną z samobiczowaniem i podsycaniem wyrzutów sumienia :D U mnie stos 10 :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  4. guciamal (małgosia) pisze:
    4 września 2016 o 15:02

    Oj u mnie tyle przeczytanych słowem nie wspomnianych (liczba dwucyfrowa co prawda, ale zdecydowanie za wysoka, nawet ciężko mi zliczyć) więc do licytacji nie dołączę, ale sygnalizuję, że nie jesteście osamotnieni. No i prawda, że trudno się wraca po dłuższej przerwie do pisania. Ale bije brawo za udany początek

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      4 września 2016 o 15:05

      Dziękuję uprzejmie za brawa :) Czy to rozszerzające się zniechęcenie oznacza koniec blogosfery? :D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  5. Grendella pisze:
    4 września 2016 o 22:21

    O, matko, to rozleniwienie jest straszne… Ja nie wiem, czy ja je przezwyciężę. A może tak po prostu poddać się…?

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      4 września 2016 o 22:24

      Kuszące, ale nie należy się poddawać tak bez walki. Poza tym, jak tak wszyscy się poddamy, to co będzie? Pustka, upadek moralny i kulturalny, bankructwa księgarń i wydawców, opustoszałe biblioteki i na zgliszczach tylko karaluchy i Katarzyna Michalak :(

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  6. Grendella pisze:
    4 września 2016 o 22:29

    Chyba nie możemy tego zrobić światu ;)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      4 września 2016 o 22:33

      Absolutnie. Ja zrobiłem pierwszy krok ku uratowaniu globu i jego mieszkańców. A Ty co zrobiłaś?

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  7. Grendella pisze:
    5 września 2016 o 09:15

    Głaskałam kotkę, bo raczyła pozwolić ❤

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      5 września 2016 o 09:17

      To bez wątpienia miłe dla obu stron, ale w ten sposób świata nie uratujemy przed upadkiem :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  8. Bazyl pisze:
    5 września 2016 o 09:24

    Ja się oddałem popierdzielaniu po okolicy, a potem żłopaniu piwka. Zaniedbałem przez to pole rowerowe i blogowe, ale nie sądzę żeby ludzkość na tym ucierpiała :P
    Myślałem, że ograniczysz się do dwóch zdań na tytuł, a tu trzy całkiem spore omówienia. Całe szczęście już jakiś czas temu wyskoczyliśmy z kategorii 4+ i Jeż Pepe nam niestraszny. Zachwyt innych mnie nie dziwi, bo rzadko spotykam się z krytykowaniem książek dziecięcych :P

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      5 września 2016 o 09:32

      No jak nie ucierpiała? Ja cierpię!
      Jeż Pepe swoje odczekał na opisanie, bo za każdym razem, gdy go czytaliśmy, liczyłem, że jednak mnie olśni i polubię. Nic z tego. Z każdym brakującym przecinkiem coraz mniej mi się podobało :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        5 września 2016 o 11:18

        Skalkulowane straty :P
        Ja akurat do dziecięcych mam ostatnio szczęście, choć jak sięgnę pamięcią, to jakieś coś jedno, nowoczesne wielce, zupełnie nam nie podeszło :) Za to teraz czytamy drugą część „8+2” z DS i jest fajne wielce :D

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          5 września 2016 o 11:25

          Też czytamy „Domek w lesie”. I fajne, ale pierwsza część fajniejsza :)

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. Bazyl pisze:
            5 września 2016 o 13:55

            Czy ja wiem. Może czytacie jedną po drugiej i stąd delikatna niechęć do prostego życia. U mnie słuchane z satysfakcją i częstymi wybuchami śmiechu (babcia na skoczni) :)

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
              5 września 2016 o 14:00

              Babcia zdecydowanie jest gwiazdą tej części :D

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
              1. Bazyl pisze:
                5 września 2016 o 14:07

                Sam widzisz. Nastawiłeś się w tej notce na marudzenie i Ci przeszło na komentarze. A tu pozytywów mnóstwo :)

                Wczytywanie…
                Odpowiedz
                1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  5 września 2016 o 14:12

                  Zaraz tam mnóstwo. No ale parę jest, faktycznie. Za to szkoda, że obrazki czarno-białe, Oklejak zyskuje w kolorze.

                  Wczytywanie…
                2. Bazyl pisze:
                  5 września 2016 o 14:33

                  Widzisz. Ja jakoś nie jestem fanem, choć faktycznie kolorowe Basie, jakoś bardziej do mnie trafiają. Natomiast bardzo mi się podobały oglądane na TK „Cuda wianki” i chyba sobie kiedyś sprezentuję, żeby uzupełnić kiepską wiedzę o folklorze :P

                  Wczytywanie…
                3. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  5 września 2016 o 14:37

                  Basie są mistrzowskie i poza konkurencją :) O folklorze to może się lepiej douczać z książek dla dorosłych? :P

                  Wczytywanie…
                4. Bazyl pisze:
                  5 września 2016 o 14:46

                  Przedzierając się przez zwały literatury dotyczącej zabobonu, dość już się nawdychałem kurzu z tomów Kolberga. Teraz chcę na dziecięco i na kolorowo :D

                  Wczytywanie…
                5. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  5 września 2016 o 14:48

                  To może Pyza na polskich dróżkach się nada? :D

                  Wczytywanie…
                6. Bazyl pisze:
                  5 września 2016 o 14:55

                  Pamiętam jak przez mgłę, a i to też tylko z filmu animowanego :) Na razie dzięki, a jakże, DS, zgłębialiśmy obce kraje, gdzie są inne obyczaje. Czekam na kolejne tomy „Świata dla Dociekliwych” :)
                  PS. Tak sobie ostatnio myślałem o bałwochwalczym tekście na temat Dwóch Sióstr właśnie, bo co wezmę do ręki, to mi się podoba. A tu w zapowiedziach kolejne cudeńka :P

                  Wczytywanie…
                7. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  5 września 2016 o 14:58

                  W kreskówce jest więcej folkloru niż w książce.
                  Co do Dwóch Sióstr, to też lubię, aczkolwiek nie mogę szaleć, bo obawiam się, że różowy koszmarek o Barbie zyskałby większe uznanie niż Gałka od łóżka czy inny taki klasyk.

                  Wczytywanie…
                8. Bazyl pisze:
                  5 września 2016 o 15:05

                  Nie sądźmy po pozorach. „8+2” u mnie wydawało się strzałem w kolano, bo staroć. Ani gadżetów, ani szybkiej akcji, a jednak … :) No i czasem kwardym trza być. Ja ostatnio zawetowałem biografię Bale’a :P

                  Wczytywanie…
                9. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  5 września 2016 o 15:09

                  U nas „nie”, oznacza „nie”. Od ponad roku próbuję namówić Mlodszą na Detektywa Noska, bez skutku. 10 miesięcy słyszałem „nie” na „Joachima Lisa”. Za to Ture Sventon wszedł bez oporów i pięć razy z rzędu. Nie trafiam za swoim dzieckiem, więc nie chce mi się wykłócać. Ale „8+2” też musiało trafić na swój czas :P

                  Wczytywanie…
                10. Bazyl pisze:
                  5 września 2016 o 15:21

                  W razie czego trzymam w odwodzie pewniaki. W naszym przypadku to dwa najnowsze tomy Zosi z Kociej :D

                  Wczytywanie…
                11. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  5 września 2016 o 17:44

                  Młodsza chyba za młoda na Zosię, Starsza pochłonęła. Ale chłopcy chcą to czytać??

                  Wczytywanie…
                12. Bazyl pisze:
                  6 września 2016 o 09:15

                  Młodszy słucha, bo choć zdarzają się hity, które wchłania sam (seria „X-pietrowy domek na drzewie”), to jednak jak tatuś czyta, to nie ma … :P Starszy zaś olał czytanie na rzecz multimediów (bo łatwiej prztykać, niż się skupić nad tekstem :( ). A Zosia podoba się nam na tyle, że używamy w domu powiedzeń Mani :D

                  Wczytywanie…
                13. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  6 września 2016 o 09:20

                  U nas jakoś tatusiowi trudno się przebić z własnymi propozycjami do czytania :P „Zosia” została przeczytana przez Starszą, ale chyba bez szału, bo tylko ze dwa razy. Za to teraz „Hobbit”, lektura szkolna.

                  Wczytywanie…
                14. Bazyl pisze:
                  6 września 2016 o 09:33

                  Może ramoty straszne dziecku wciskasz? :P Ja już w sumie nie pamiętam, jak to z „Hobbitem było, ale szału nie było. W każdym razie nie było opowieści o książce, jak to miało miejsce w przypadku „Baśnioboru”.

                  Wczytywanie…
                15. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  6 września 2016 o 09:53

                  Zaraz tam ramoty. Klasyka ilustracji, Muminki, Lindgren, takie tam :P

                  Wczytywanie…
                16. Bazyl pisze:
                  6 września 2016 o 09:55

                  No nie mówiłem! :P

                  Wczytywanie…
                17. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  6 września 2016 o 10:24

                  No faktycznie :)

                  Wczytywanie…
    2. guciamal (małgosia) pisze:
      5 września 2016 o 17:19

      Zdecydowanie jestem za tym, aby się nie poddawać, czemu dałam wyraz jakąś rachityczną i mało treściwą notką z wystawy :), zwłaszcza, że teraz jadę na urlop. Dlatego tak mnie cieszy każdy powrót marnotrawnego blogera na łono blogosfery. :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
        5 września 2016 o 17:44

        Na urlop, ach, szczęściaro. Wiesz, że stajesz się teraz obiektem zawiści wszystkich? :)

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
  9. Rozkminy Hadyny pisze:
    5 września 2016 o 17:39

    Też mam sporo książek, które jeszcze czekają na wspomnienie, a w sumie to też bym o nich pomarudziła pokrótce, tak jak Ty o tych jeżach i wikingach. Może się zainspiruję formą;>

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      5 września 2016 o 17:45

      Inspiruj się bez ograniczeń, niech się coś dzieje :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  10. AnnRK pisze:
    9 września 2016 o 18:16

    Dawaj spojler: co z tymi orzechami? :D

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      9 września 2016 o 18:45

      Wrony kradły i potem zrzucały na ziemię z wysokości, żeby wyjeść zawartość :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Iwona Zimnicka
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Iwona Zimnicka
5 dni ago
View on Instagram |
1/5
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
 

Wczytywanie komentarzy...
 

    %d