Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Ładnie żarło i zdechło… (Dominik Dán, „Czerwony Kapitan”)

Posted on 26 marca 20176 października 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Czerwony kapitanJest rok 1992. Na starym cmentarzu w Bratysławie podczas ekshumacji rozbija się trumna. W czaszce, która z niej wypadła, robotnicy zauważają wbity gwóźdź, w sprawę włącza się więc policja. Śledztwo prowadzi młody, pyskaty i inteligentny Richard Krauz z Wydziału Zabójstw wraz z partnerem. Zwłoki pochowano zaledwie kilka lat wcześniej, w tajemniczych okolicznościach. Zapisy w cmentarnych księgach są niepełne, dokumentacja zaś niekompletna. Policjanci ustalają, że zmarły miał związki z Kościołem, a przed śmiercią był brutalnie torturowany. Tropy szybko zaczynają wskazywać na komunistyczne służby bezpieczeństwa.

To miał być pewniak. Czas i miejsce akcji zapewnić miały jednocześnie dawkę egzotyki i swojskości – egzotyki, bo nie natknąłem się dotąd na kryminał osadzony w Czechosłowacji niedługo po upadku komunizmu (i w przeddzień jej podziału na dwa oddzielne państwa), i swojskości – bo pamiętam tamte czasy i wiele rzeczy mogło się okazać zaskakująco bliskie (niestety, Dán postawił na akcję, nie na odmalowywanie tła, poza niezbędnymi elementami). Ciekawie zawiązana sprawa kryminalna prowadząca w przeszłość dawała możliwość przedstawienia działalności bezpieki i procesu przekształcania dawnej milicji w nową policję (to akurat się Dánowi udało pokazać). Bardzo mi się spodobał Krauz, nieobciążony związkami z minionym systemem, niezależny i bystry (ponieważ wydawca zaopatrzył niezbyt ładną okładkę w – również niezbyt ładną – filmową obwolutę, siłą rzeczy Krauz nabrał dla mnie rysów Macieja Stuhra). W ogóle postacie policjantów (i opisy ich życia pozasłużbowego) się autorowi udały; jako czynny funkcjonariusz zapewne pełną garścią czerpał z życia. Jeśli miałbym na coś narzekać, to na dialogi – zamierzone jako wymiany ciętych, dowcipnych i błyskotliwych ripost, na dłuższą metę okazały się męczące, co może zresztą wynikać z dość kanciastego przekładu. Co tam jednak dialogi, skoro śledztwo posuwało się do przodu, bohaterom udało się wziąć udział w paru mordobiciach, jednym samosądzie, spotkaniach z tajemniczymi świadkami, którzy natychmiast po przekazaniu mniej lub bardziej zawoalowanych sekretów znikali lub ginęli gwałtowną śmiercią. Czytałem z przyjemnością, chwaliłem publicznie (a mówiły jaskółki, żeby nie chwalić dnia przed zachodem słońca!), po czym Dán wywinął mi numer, którego mu wybaczyć nie mogę.

Mniej więcej w trzech czwartych tomu zbliżamy się do wyjaśnienia zagadki. (Osoby, które chciałyby książkę przeczytać, powinny odpuścić sobie dalszy ciąg akapitu ze względu na spojlery). I co robi nasz pisarz? Mając możliwość wykorzystania niezliczonych kombinacji operacyjnych z udziałem bezpieki, od zwalczania szpiegostwa i wroga wewnętrznego przez szantażowanie kleru i prześladowanie opozycji do nielegalnych akcji zdobywania kruszców i walut, dobrowolnie zsuwa się do mulistego kanału przytkanego zwałami powieści i powieścideł, w których pojawia się tajemnica templariuszy! Wprowadza do fabuły ekscentrycznego profesora, który na kilkunastu stronach wykłada dzieje zakonu rycerskiego. Przebiera jeden z wydziałów czechosłowackiej Służby Bezpieczeństwa za niemalże tajemne stowarzyszenie o szeroko rozgałęzionych mackach i wręcz nieograniczonych możliwościach. Rozwiązuje zagadkę morderstwa tylko dzięki temu, że członkowie tego „tajemnego stowarzyszenia”, twardzi i bezwzględni profesjonaliści, nader chętnie dzielą się jego sekretami i udzielają wielostronicowych wyjaśnień. Do tego oczywiście sugeruje, że przemiany demokratyczne przemianami demokratycznymi, ale i tak wszystkim z tylnego fotela kierować będzie stary układ, który ma haki na każdego i niemal nieograniczone możliwości działania (chwilowo jedynie nieco okrojone, ale kwestią czasu jest ich odbudowanie). Dominika Dána nieco tłumaczy to, że wydał swoją książkę w 2007 roku, niedługo po sukcesach Dana Browna, i być może wtedy publiczność z wdzięczniejszym sercem przyjmowała podobne koncepty. Dziesięć lat później odbiło mi się zjełczałą fryturą, bo jeśli czegoś nie lubię, to wykorzystywania po raz tysięczny nieszczęsnych templariuszy. To miało urok świeżości w „Panu Samochodziku”.

Jednym słowem, ładnie żarło i zdechło. Ku mojemu żalowi, bo miałem nadzieję na dłuższą znajomość z Krauzem i słowackim kryminałem, ale mi przeszło. Chyba że w następnych tomach Dán zarzucił mętniackie wątki spiskowe, a zaczął pisać uczciwe kryminały?
Dominik Dán, Czerwony Kapitan, tłum. Antoni Jeżycki, Media Rodzina 2014.

42 thoughts on “Ładnie żarło i zdechło… (Dominik Dán, „Czerwony Kapitan”)”

  1. czytanki.anki pisze:
    26 marca 2017 o 18:38

    Gdybym dzisiaj natknęła się na templariuszy we współczesnym kryminale, chyba bym się uśmiała po pachy.
    Może autorowi konceptu zabrakło.;)

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      26 marca 2017 o 18:48

      Autor miał, moim zdaniem, niewyczerpane możliwości; jak chciał skarbu, to na pewno i na Słowacji Niemcy podczas wojny coś zrabowali, Rosjanie czy komuniści też. Ofiara mogła być nieślubnym synem księdza Tiso albo arcyksięcia Ferdynanda, a nie, u licha, strażnikiem tajemnicy templariuszy. Nie potrafię zrozumieć, po co mu to było; chyba że faktycznie na fali mody się unosił.
      Chętnie bym poczytał kolejną część, ale musiałbym dostać solenne zapewnienie, że morderstwo jest morderstwem, a nie elementem wszechświatowego spisku Opus Dei :D

      Odpowiedz
  2. czytanki.anki pisze:
    26 marca 2017 o 18:51

    Z opisu kolejnego tomu: Śledztwo, z początku pełne niejasności i znaków zapytania, wydaje się beznadziejne, lecz doprowadza do zaskakującego finału. Strach się bać.;)
    Zawsze można wcześniejsze tomy poczytać.;)

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      26 marca 2017 o 19:11

      Czerwony Kapitan jest, o ile pamiętam, chronologicznie pierwszy. Chyba poczekam na kogoś, kto czytał i mi tu przysięgnie, że nie ma więcej templariuszy i chwytów a la Dan Brown :)

      Odpowiedz
  3. Radek pisze:
    26 marca 2017 o 21:43

    Chcę to sprawdzić.

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      26 marca 2017 o 21:50

      Proszę uprzejmie, ja ostrzegałem.

      Odpowiedz
  4. Ania pisze:
    26 marca 2017 o 22:46

    O szkoda, bo na słowacki kryminał miałabym ochotę. Ale skoro odradzasz, nie kupuję.

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      26 marca 2017 o 22:48

      Ponoć następna część jest lepsza, ale chwilowo nie będę sprawdzał. Jeśli nie masz uczulenia na historyjki a la Dan Brown, to może dasz radę, ale raczej nic na siłę.

      Odpowiedz
      1. Ania pisze:
        12 kwietnia 2017 o 16:01

        Oh nie, na Browna mam uczulenie. Kosmiczne.

        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          12 kwietnia 2017 o 19:57

          Możesz przeczytać trzy czwarte, a potem i tak już wszystko wiadomo i nie trzeba kończyć :P

          Odpowiedz
  5. Bazyl pisze:
    27 marca 2017 o 08:02

    Ten gwóźdź w czaszce, jakoś mi się niejasno majaczy, ale do templariuszy albo nie dojechałem, albo wyparłem. Sam to bym przeczytał porządne o templariuszach opracowanie. Gdybym miał czas i warunki do skupienia :(

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      27 marca 2017 o 08:05

      Łatwiej o dobre opracowanie o templariuszach niż o porządny kryminał z ich udziałem. Chyba wciąż Pan Samochodzik pozostaje niepobity :D

      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        27 marca 2017 o 08:19

        Swoją drogą, patrz jak akurat ten „biedny” zakon, który na pieczęci miał dwóch „braciszków” na jednym kucu, rozpala wyobraźnię współczesnych. Jak nie jeden Dan, to drugi, a jak nie oni to Nicolas. Templariusze zawsze na propsie? :P

        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          27 marca 2017 o 08:25

          Biednym zawsze wiatr w oczy :P Nie dość, że ich rozgonili, wymordowali i ograbili, to jeszcze pisarze się nad nimi pastwią :)

          Odpowiedz
          1. Bazyl pisze:
            27 marca 2017 o 09:03

            A najgorsze, że z różnym skutkiem. To samo tyczy scenarzystów :P

            Odpowiedz
            1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
              27 marca 2017 o 09:04

              O tak. Pamiętam z dzieciństwa taki koszmarny francuski serial Stowarzyszenie Eleuzis, cóż to był za gniot :P

              Odpowiedz
              1. Bazyl pisze:
                29 marca 2017 o 08:30

                Pierwsze słyszę. Ja w dzieciństwie to raczej Miś Kolabor i Załoga G, co stawała u drzwi :P

                Odpowiedz
                1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  29 marca 2017 o 08:31

                  Puszczali to w wakacje w Studio Lato, koszmar, to już Colargol lepszy :D

  6. Pożeracz pisze:
    28 marca 2017 o 11:49

    Ładnie, ładnie. Aż mi się przypomniało w miarę znośne SF uznanego autora, w którym deus ex machina przybrała formę… Drakuli. Nigdy tej powieści nie zapomnę, zdecydowanie.

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      28 marca 2017 o 12:00

      Chyba wolałbym Drakulę, jest zdecydowanie mniej ograny, w każdym razie w książkach, które znam, występuje dużo rzadziej :D

      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        29 marca 2017 o 08:24

        Zacząłem czytać monografię Janion o wampirze i nie wiem jak Dracula, ale sam motyw wampiryczny, to zgrany jest na maksa :P Nawet, a może przede wszystkim, przez romantyków :P

        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          29 marca 2017 o 08:28

          Kurde, wpędzasz mnie w kompleksy tymi monografiami Janion, ja na studiach przez jeden rozdział którejś z jej prac przebrnąłem, a tu proszę :D

          Odpowiedz
          1. Bazyl pisze:
            29 marca 2017 o 10:00

            Spokojnie. Wczoraj przeczytałem Żonie passus (a co?, w końcu rozprawiamy o monografii prof. Janion :P ) i dumaliśmy nad nim dłuższą chwilę. Nic to nie dało, bo dalej nie za bałdzo wiem o co kaman :D Ale ogólnie ciekawe, więc brnę :)

            Odpowiedz
            1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
              29 marca 2017 o 10:01

              Może nie chodzi o to, żeby przemawiały pojedyncze passusy, tylko żeby zostać porażonym całościową wymową Dzieła?

              Odpowiedz
              1. Bazyl pisze:
                30 marca 2017 o 07:41

                Być może. Jeśli, powtarzam, jeśli doczytam do końca, to wtedy będę w stanie się wypowiedzieć :) Na razie czytam zrywami, bo sporo czasu poświęcam na przetwarzanie na mój polski :P

                Odpowiedz
                1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  30 marca 2017 o 08:12

                  Może nie trzeba tłumaczyć, tylko odbierać jakoś emocjonalnie albo podświadomie? :)

                2. Bazyl pisze:
                  30 marca 2017 o 08:40

                  Podskórnie wręcz, wampirycznie nawet :P

                3. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  30 marca 2017 o 08:58

                  Dożylnie raczej :P

                4. Bazyl pisze:
                  30 marca 2017 o 10:10

                  Lepiej bym tego nie ujął. Chyba po prostu będę to tomiszcze wkładał pod poduszkę przed snem :P Zaraz, przecież ja sypiam bez poduszki! Kurczę, trzeba czytać :D

                5. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  30 marca 2017 o 10:11

                  Śpij bezpośrednio na tomiszczu, poduszka mogłaby tłumić przepływ :P

                6. Bazyl pisze:
                  30 marca 2017 o 10:51

                  Moja łepetyna może nie wytrzymać tak intensywnego obcowania. No, chyba że zawieszę sobie na szyi wieniec z czosnku :P

                7. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  30 marca 2017 o 10:54

                  Tego to z kolei małżonka mogłaby nie wytrzymać i osikowy kołek wylądowałby Ci w sercu :P

                8. Bazyl pisze:
                  30 marca 2017 o 11:05

                  To pal, nomen omen, licho! Znacznie gorzej byłoby w przypadku gdyby poszła śladami niesławnego Vlada :P

                9. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  30 marca 2017 o 11:09

                  Raz w życiu byłbyś nadziany :D

                10. Bazyl pisze:
                  30 marca 2017 o 11:12

                  I zasadniczo miałbym wszystko w … No dobra, może wróćmy do thrillerów i kryminałów :P

                11. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  30 marca 2017 o 11:14

                  To byłby thriller i kryminał w jednym :P

                12. Bazyl pisze:
                  30 marca 2017 o 11:18

                  Yhy. We mnie :P

                13. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  30 marca 2017 o 11:24

                  Ale pomyśl o sławie, nagłówkach w superaku i tefałenie!

  7. AgaGaga pisze:
    19 marca 2025 o 18:38

    No więc. Chciałabym napisać coś konkretnego, ale niestety. Obejrzałam moje Dany (wszystkie 5), czytałam je głównie w 2015, ostatni w 2018 i nic za pierona nie pamiętam… Nawet po tych opisach z tyłu nic mi się nie kojarzy. Nie było mnie wtedy na Lubimyczytać, więc żadnej ściągi nie mam… Przyznaję, że „Kapitan” chyba podobał mi się najmniej (chociaż templariuszy wyparłam na amen!) i chyba ta „Cela numer 17” mnie nie powaliła. Nie wiem, po co piszę ten komentarz, skoro nic nie wnosi…
    Ale! Pamiętam swoje odczucia po obejrzeniu ekranizacji.
    Po pierwsze, dysonans poznawczy lub też zwykłe ogłupienie, bo film był kręcony po słowacku i z polskim dubbingiem. Młody Stuhr mówi w oryginale po słowacku, po czym sam siebie dubbinguje po polsku. Co powoduje, że inaczej widać, a inaczej słychać. Usta mu się nie składają zgodnie z wypowiedziami… Stresujące doświadczenie dla widza.
    Po drugie, rozrzewnienie. W tym to filmie po raz ostatni wystąpił Ladislav Chudik, slovenský herec, divadelný pedagóg a minister kultúry. Czyli po naszemu Karel Sova. Senior, ten dystyngowany i doskonały. Nie ten jego niewydarzony i sfrustrowany synalek. Chudik gra w „Kapitanie” biskupa i już jest stary jak Testament (pozostając w odpowiednim klimacie), a poruszające jest to, że data produkcji filmu to 2016 r., mimo że Chudik zmarł w 2015 r. Brrrr :-)

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      20 marca 2025 o 08:38

      Ja się nie dziwię, wyparłem tych templariuszy od razu. Dobrzy ludzie mówili, że to wyjątek, że reszta lepsza, ale jakoś się zniechęciłem. A na serial też mnie namawiano, ale jakoś się nie złożyło. Ten dr Sova jednak brzmi interesująco, bo jestem fanem Szpitala.

      Odpowiedz
      1. AgaGaga pisze:
        20 marca 2025 o 10:05

        Lojalnie uprzedzam, że Sova jest chyba tylko w jednej scenie filmu (to nie serial). Żeby nie było…

        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          20 marca 2025 o 18:50

          Nie szkodzi.

          Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT