Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Księgozbiory polskie, cz. 11: Biblioteka zecera

Posted on 13 kwietnia 20176 października 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Ze swojego dzieciństwa urodzona w 1912 roku Irena Kwiatkowska zapamiętała zapachy dawnej Warszawy i bibliotekę swojego ojca, zecera, od którego przejęła miłość do czytania.

Skoro jestem, to musiałam się urodzić. Takie wspominanie to nie dla mnie. Zresztą najlepiej pamiętam zapachy. Dzieciństwo kojarzy mi się z zapachami. Moja dzielnica także. Waliców, Ciepła, bóżnica na Grzybowskiej, dochodziło się do Granicznej i w prawo – był tam już świat zachodni, ale tu była dzielnica typowo żydowska. W naszej kamienicy śpiewał od świtu kantor. Ja słuchałam, ja widziałam, jako dziecko czułam, że on się modli. Przepięknie śpiewał. Na całą kamienicę to się rozchodziło. Zasłuchana byłam. W kamienicy dozorcą był katolik, na pierwszym piętrze my, też katolicy, i na drugim pani Dzieżgowska z siostrą, dwie stare panny, też katoliczki. I to wszystko. Jak były święta żydowskie, Kuczki, to Żydzi budowali szałasy. Przychodzili tylko mężczyźni, a kobiety znosiły jedzenie. Zawsze przyglądałam się z zainteresowaniem. Duże, czarne garnki, w środku na biało polewane. I szedł zapach kartofli… ja zapachowa jestem, pociągam go nosem do dziś… pamiętam. Żydzi modlili się, pachniały świece. […] Za moim nosem mogłam chodzić, zawsze mnie prowadził. Tamta Warszawa to zapachy. Tam gdzie bywałam najczęściej, obok domu – sklep ze śledziami. Następny z ciastem. Potem były pisma – papier i druk to też zapach. Dalej szło się Waliców i do Hali Mirowskiej. Naokoło były stoiska. Przechodziłam, a ci z tych straganów uważali, żebym czego nie ściągnęła. A ja byłam zafascynowana towarem, tym, co się działo! W sklepie obok naszego domu sprzedawali lody. Ciasta i lody. Zimne. Chłód w powietrzu i z tego ten powiew i smaku, i zapachu. Ja to czułam nosem! Jestem właściwie Kwiatkowska od zapachu do zapachu. A na straganach to ja patrzyłam na te wspaniałości owoców, ale pomarańcze dostawałam, jak byłam chora. Tak to się tylko przyglądałam. Chodziłam po tamtych ulicach na zapach. […]

Handel przed Halą Mirowską w Warszawie, okres przedwojenny (źródło).
Handel przed Halą Mirowską w Warszawie, okres przedwojenny (źródło).

Tatuś mówił – biały kruk! Książki były dla niego najważniejsze. Znał się na nich. Był drukarzem, zecerem, znał rodzaje papierów, druku. Cenił dobrą robotę. Składał je przecież ręcznie. Dla mnie i tak one przede wszystkim pachniały. Szacunek dla książki, nawyk czytania mam na pewno po tatusiu. Nie wyobrażam sobie życia bez książek. Część z tych, które zbierał, mam u siebie na półce. Mamusia nie była zachwycona tymi białymi krukami. „Biały kruk, biały kruk – powtarzała – a ja nie mam na buty dla dzieci na jesień”. Zresztą kiedyś sama… to było tak. Zaczęła czytać Sienkiewicza; a książka stała u tatusia w szafce, za szkłem, tak jak inne, żeby się nie kurzyła. Tatuś szafkę, jak wychodził, to zamykał na klucz – tak dbał o te swoje białe kruki. A mamusia kiedyś zapomniała wyjąć przed jego wyjściem tego, czytanego właśnie Sienkiewicza. Chodziła, próbowała, aż… poszedł zamek. Mogła czytać dalej. Kiedy tatuś wrócił i zobaczył ten zamek… ale nic nie było. Przecież to chodziło o książkę! Wszystko i tak zostało w rodzinie, ja czytałam, a brat Edward i czytał, i składał. Poszedł w ślady tatusia i pracował przez wiele, wiele lat w drukarni Słowa Polskiego jako metrampaż.Pisma Sienkiewicza

Wspomnienie Ireny Kwiatkowskiej za: Roman Dziewoński, Irena Kwiatkowska i znani sprawcy, Wydawnictwo Muza 2004, s. 13–17.

22 thoughts on “Księgozbiory polskie, cz. 11: Biblioteka zecera”

  1. Zacisze Lenki pisze:
    13 kwietnia 2017 o 23:18

    Piękne wspomnienia. Nie znałam tych faktów o Irenie Kwiatkowskiej.

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      13 kwietnia 2017 o 23:20

      Jej obszernie cytowane wspomnienia są jedną z niewielu zalet książki Dziewońskiego.

      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        14 kwietnia 2017 o 09:59

        Kiedyś nawet wystartowałem ze „Znanymi …”, ale już na pierwszych stronach wyhamowało mnie kwękanie autora na tempory i moresy i: ach, panie, drzewiej to bywali aktorzy! Dobrze, że te książki są, bo jednak sporo faktów nieznanych szerzej w nich zebrano, ale na litość, czy nie można by troszkę przyciąć komentarza odautorskiego? :P

        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          14 kwietnia 2017 o 10:01

          Najlepiej byłoby wyciąć cały komentarz autora, postulowałem to w recenzji :D

          Odpowiedz
          1. Bazyl pisze:
            14 kwietnia 2017 o 10:35

            Ale wtedy tomy nie wyglądałyby tak okazale :) Póki co, z przyjemnością przejrzałem materiał fotograficzny uzupełniający tekst pana Romana.

            Odpowiedz
            1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
              14 kwietnia 2017 o 10:43

              Dałoby się grubszy papier i większy druk, to załatwiłoby objętość :D A zdjęcia bardzo fajne.

              Odpowiedz
  2. Matka Przełożona pisze:
    14 kwietnia 2017 o 09:05

    Naprawdę urocze :) Anegdota o zamku w szafce jest po prostu miodna. Dziękuję!

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      14 kwietnia 2017 o 09:07

      Polecam się :D

      Odpowiedz
  3. czytanki.anki pisze:
    14 kwietnia 2017 o 19:54

    Zapachów zazdroszczę (sąsiadów zresztą też). Z dzieciństwa pamiętam specyficzny zapach w Sezamie i przywołanej Hali Mirowskiej, a także bajeczny zapach kawy z dawnych kawiarń, jeszcze kilka lat temu poczułam taki koło Hotelu Europejskiego. Dzisiaj takich atrakcji już nie znajduję.;(
    Tatuś Kwiatkowskiej przypomina mi trochę ojca Oza, który jednak miał większą słabość do książek – wychodził z kilkoma tomami, żeby sprzedać i mieć pieniądze na art. spożywcze, ale wracał z nowymi książkami. Ech!;) Ale najwyraźniej i Amosowi, i p. Irenie ojcowskie zamiłowanie do literatury nie zaszkodziło.;)

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      14 kwietnia 2017 o 21:02

      Pamiętam zapach Pedetu na Pradze i sklepu obuwniczego przy placu Hallera. I piekarni niedaleko mojego domu :D Dziś wszędzie pachnie tymi samymi rozpylaczami zapachu.
      Ciekaw jestem, co wyrośnie z moich córek, ktore też mają ojca maniaka. Chociaż może niekoniecznie wydaję na książki pieniądze przeznaczone na buty i bułki :D

      Odpowiedz
      1. czytanki.anki pisze:
        18 kwietnia 2017 o 15:25

        Na pewno będą jakieś anegdoty opowiadać.;) Że ojciec nie dość, że czytał, to jeszcze bloga o czytaniu prowadził.;)

        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          18 kwietnia 2017 o 17:17

          Już widzę te anegdoty :P „Zamiast budować ze mną domki z klocków, pisał kolejną recenzję” :D

          Odpowiedz
      2. Małgorzata pisze:
        19 kwietnia 2017 o 17:34

        Od dawna czytam tego bloga, ale jeszcze nie wpadłam na to, że możemy pamiętać te same zapachy:)
        A zapach papierniczego za księgarnią?

        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          19 kwietnia 2017 o 17:37

          Och! A papierniczy przy Dąbrowszczaków? Z tymi ciemnymi regałami? :D A Filipinka?

          Odpowiedz
          1. Małgorzata pisze:
            19 kwietnia 2017 o 19:51

            Te regały były tam jeszcze rok temu, teraz nie wiem, ale za to nie ma już Filipinki…

            Odpowiedz
            1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
              19 kwietnia 2017 o 20:35

              Serio? Bo Filipinkę to likwidowali już wtedy, gdy kończyłem szkołę :(

              Odpowiedz
              1. Małgorzata pisze:
                27 kwietnia 2017 o 22:34

                Jeszcze 2-3 lata temu była taka maleńka cukiernia Filipinka, ale już bez kawiarni

                Odpowiedz
                1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  27 kwietnia 2017 o 22:35

                  Wieki tam nie byłem.

  4. Jola pisze:
    16 kwietnia 2017 o 19:14

    Ja nie z Warszawy, ale też maniaczka książek, po tatusiu ;) Zapachy są dla mnie ważne, stąd nie mogę się przekonać do e-booków, książkę muszę czuć, jej zapach, ciężar, słyszeć szelest kartek. i czytam różne książki – od klasyki, przez tematyczne, dla mnie bardzo niezbędne, po nowe, z wyjątkiem fantastyki. Niestety mój syn kocha, ale tylko fantastykę i czyta tylko to – to po tatusiu. Może wyrośnie i będzie czytał jeszcze inne… Z drugiej strony dobre i to, dobrze, że w ogóle czyta, wiadomo jak teraz młodzież czyta. W swojej biblioteczce mam parę wyjątkowych egzemplarzy po moim wujku, nauczycielu, kierowniku przedwojennej szkoły, zamordowanym w jednym z obozów katyńskich – w Kozielsku. To wszystkie dzieła Adama Mickiewicza zebrane w jednej księdze, przywiezione z Nowogródka dwa lata przed wybuchem wojny. I jeszcze Encyklopedia z 1935r. To moje najważniejsze białe kruki, rodzinne, bezcenne. Pozdrawiam świątecznie :)

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      17 kwietnia 2017 o 16:58

      Mimo braku zapachu i ciężaru książkom elektronicznym warto dać szansę: są sytuacje, kiedy świetnie się sprawdzają. Synowi też warto dać szansę, kiedyś trafi na książkę, dzięki której otworzy się na inne gatunki.
      U nas zachowało się parę przedwojennych książek, najciekawsze są Dzieje literatury polskiej, to ważne pamiątki, warto je przechowywać i przekazywać.
      Spokojnych świąt :)

      Odpowiedz
  5. Pożeracz pisze:
    18 kwietnia 2017 o 16:10

    Jeśli ja miałbym wybrać najbardziej pamiętny z zapachów dzieciństwa, to byłby to chyba zapach spalanej mieszanki paliwowej używanej w motocyklach żużlowych. Babcia mieszkała blisko stadionu bydgoskiej Polonii i od małego byłem zabierany na mecze przez dziadka i ciocię. Potem zresztą Wielkanoc mi się też z żużlem kojarzyła, bo babcie tę nawiedzaliśmy w drugie święto, w które tradycyjnie odbywają się spotkania żużlowe, a przez długi czas na ostatnie dwa-trzy biegi wpuszczano za darmo.

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      18 kwietnia 2017 o 17:20

      Uwielbiałem w wakacje siedzieć w rozgrzanym na słońcu traktorze, ropa, smary i kiepskiej jakości skaj na obiciu fotela :D

      Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT