Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

„Mamy nie są dla nas” (Gilles Paris, „Nazywam się Cukinia”)

Posted on 25 maja 20176 października 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Nazywam się CukiniaNiech was nie zwiedzie gromadka kolorowych ludzików na okładce. To nie bohaterowie beztroskiej animacji, to dzieci głęboko skrzywdzone, po dramatycznych przejściach, z których próbują się podnieść. O ich przeszłości i teraźniejszości, lękach i marzeniach opowiada dziewięcioletni Cukinia.

On sam stracił najpierw ojca, który „poszedł w świat z jakąś gęsią”, a potem matkę w tragicznym wypadku. Obie straty odczuł boleśnie. Po odejściu męża matka chłopca zaczęła pić; Cukinia obrywał bez powodu i ze strachu przed biciem często uciekał na strych. A jednak umieszczony w schronisku w Fontaines tęskni za domem i matką – i nie jest w tym odosobniony: „Rodzice mogą się bić ze sobą albo przywiązywać nas do kaloryfera, albo siedzieć w więzieniu, albo pić czy coś jeszcze gorszego, ale jeśli jesteśmy u siebie i to są nasi rodzice, to i tak zawsze będzie nam lepiej niż w Fontaines” – stwierdza Camille, nowa przyjaciółka chłopca. Mimo iż mają spokój, lepsze jedzenie, mnóstwo ciekawych zajęć, życzliwych opiekunów, ciążą im i bolesne przejścia, i tęsknota, i poczucie tymczasowości.

Koleżanki i koledzy Cukinii byli bici, wykorzystywani seksualnie, uczestniczyli w rodzinnych awanturach, widzieli rodziców pijanych i naćpanych, prostytuujących się albo wyprowadzanych z domu przez policjantów. O swej przeszłości opowiadają rzeczowo, trochę naiwnie, a trochę jakby nie do końca rozumiały, że je krzywdzono. Różnie reagują na bolesne przejścia: sam Cukinia, zdaniem Camille, widzi „wszystko, jakby świeciło słońce”, ratuje się pogodą ducha. Inni reagują przesadnie na najdrobniejszą dolegliwość, przerzucają się trudnymi słowami, ale też moczą łóżka, obgryzają paznokcie, ssą kciuki czy zasłaniają twarz długimi włosami. Wszystkie dzieci pragną miłości, ciepła, poczucia bezpieczeństwa, chcą wierzyć, że ich los się odmieni – tylko czasem wyrwie im się gorzkie stwierdzenie, że „mamy nie są dla nas”. Towarzyszymy małym bohaterom w codziennym życiu: widzimy ich w schronisku, w szkole, na wycieczkach, festynach, a nawet przy karnym polerowaniu poręczy schodów. Obserwujemy, jak odnoszą się do siebie i dorosłych, słuchamy ich wspomnień i planów, poznajemy świat widziany ich oczami. Wreszcie patrzymy, jak rodzą się więzi, przyjaźnie, jak powoli zabliźniają się rany i jak kiełkuje pierwsza miłość.

Gilles Paris, jak wynika z umieszczonych w książce podziękowań, starannie się przygotowywał do pisania, podjął trudny temat i wygrał. Uniknął patosu i sentymentalizmu, nawet nieuchronny happy end zaprawił lekką nutką goryczy. Jego Cukinia wydaje się bardzo autentyczny, podobnie jak reszta bohaterów małych i dużych, ich rozmów i zdarzeń z codziennego życia. Dla dorosłych czytelników opowieść jest okazją do spojrzenia na samych siebie z perspektywy dziewięcio-, dziesięciolatków, którzy mają niekoniecznie pochlebne wyobrażenie o starszych:

A popatrzcie tylko na dorosłych: udają takich mądrych, a robią więcej głupstw niż dzieci. To prawda, że nie zawsze jesteśmy tacy całkiem grzeczni, ale umówmy się: to nie dzieci włamują się do domów, wybuchają bomby razem z sobą i strzelają z karabinów […]. A źli dorośli strzelają zawsze naumyślnie, żeby zrobić innym krzywdę i zabrać im oszczędności, i to nie jest w porządku. Potem ci, których okradli, śpią pod mostem i chcą iść do nieba, żeby nie mieć już więcej żadnych zmartwień.

Dorosłość zresztą nie jawi się Cukinii jako specjalnie atrakcyjna. Starsi, jego zdaniem, zatracają dziecięcą ciekawość, przestają pytać i przestają rozumieć: „te wszystkie nigdy niepostawione pytania widać na ich twarzach, bo są smutni i nieszczęśliwi. Zmarszczki o są właśnie takie pojemniczki na nigdy niepostawione pytania, i z czasem jest ich coraz więcej i robią się coraz głębsze”. Chłopiec ma na to świetny sposób: „Ja, nawet jak będę stary, to będę miał ciągle dziesięć lat i będę zadawał mnóstwo głupich pytań, i nie będę miał ani jednej zmarszczki”. Może warto ten sposób wypróbować?

Gilles Paris, Nazywam się Cukinia, tłum. Elżbieta Wilanowska, Świat Książki 2017.

PS. W 2007 roku książka ukazała się pod tytułem „To ja, Matołek” w przekładzie Elżbiety Burakowskiej.

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

22 thoughts on “„Mamy nie są dla nas” (Gilles Paris, „Nazywam się Cukinia”)”

  1. Mowilcz pisze:
    25 maja 2017 o 19:01

    Jestem jeszcze przed lekturą tej książki. Uważam, że okładka jest bardzo myląca i obawiam się, że powieść może trafić do niewłaściwych odbiorców…. Przygotowuję się na mocną lekturę… Dziękuję za przygotowanie…

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      25 maja 2017 o 19:06

      Rzeczywiście to może być mylące, książka jest od 14 lat w górę. Okładka tylko mimochodem wspomina, że to rzecz dla dorosłych. Nie odebrałem tej książki jako mocnej, raczej jako przejmującą.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  2. Bazyl pisze:
    26 maja 2017 o 10:12

    Po „Rzymianami …” mam chwilowo dosyć przeglądania się w dziecięcych oczach. Kneale też zaczyna łagodnie, by przywalić w finale na odlew :(
    A tytuł zapamiętuję na zaś :P

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      26 maja 2017 o 10:44

      O, to ja się wstrzymam z Kneale’em w takim razie, przejdę do pogodniejszych rzeczy.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        26 maja 2017 o 10:54

        Ja też dojrzałem do tej myśli i po wypełnionym zabójstwami, wybuchami i otruciami Mossadzie zapodam chyba DKKową książkę Zwierza. Albo też nowego Rusinka, którego gdzieś polecał bodaj Kruk :)

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          26 maja 2017 o 10:57

          U Zwierza nic nie wybucha, poza wojną :P I jednym pożarem :D Na Rusinka też się czaję, Kruk zrobił dobrą robotę.

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. Bazyl pisze:
            26 maja 2017 o 11:14

            Jeszcze bym drugą Arystokratkę wziął na odtrutkę po czytaniu o okrutnym świecie, ale jak raz nie mam pod ręką. No i gdzieś zachomikowałem jakąś Grodzieńską :)

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
              26 maja 2017 o 11:42

              Arystokratkę zawłaszczyła małżonka, czekam aż odda drugi tom i jakoś hurtem może wchłonę. A Grodzieńska zawsze dobra :D

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
  3. koczowniczka pisze:
    26 maja 2017 o 12:34

    „Mamy nie są dla nas” – wstrząsające słowa… To jest coś, z czym żadne dziecko nie potrafi się pogodzić. A Cukinia to nazwisko czy pseudonim? Bo chyba nie imię. :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      26 maja 2017 o 12:38

      Chłopiec ma na imię Ikar, ale woli być nazywany Cukinią :) Po francusku to ładniej brzmi niż po polsku.
      A scena, w której pada to zdanie, należy do najsmutniejszych w książce – dzieci ze schroniska obserwują, jak na festynie jedna z matek zajmuje się swoim synkiem.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  4. Agnes pisze:
    29 maja 2017 o 23:11

    Okładka jak z bajki „Kacper i szkoła postrachu”. Zmyliłoby mnie bardzo.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      29 maja 2017 o 23:19

      Ryzykowny pomysł, ale film wchodzi do kin, to okładka filmowa musi być. NIestety zajawka na froncie nie mówi wprost, że to nie jest książka dla dzieci.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  5. Pożeracz pisze:
    30 maja 2017 o 14:02

    Nie będę tu po raz enty pisał o nieprzystawalności okładki do treści. Pociechy moje co prawda zdecydowanie zbyt młode na tę pozycję, ale po recenzji widzę, że i dla rodziciela powinna to być wartościowa lektura.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      30 maja 2017 o 14:08

      To nie jest książka dla dzieci, może należałoby to jakoś mocniej zaakcentować. A okładka, no cóż, „urok” okładek filmowych, niestety.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  6. aleksandrat pisze:
    7 czerwca 2017 o 19:14

    Zainteresowałam się tą książką po tej recenzji – wkrótce po nią sięgne. :)
    A od siebie polecam książkę „Zatrzymać dzień” – również opowiada o dramatycznych przejściach, walce z przeznaczeniem i motywacji do życia. Szczerze polecam.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      7 czerwca 2017 o 19:19

      Dzięki, sprawdzę, co to za książka.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  7. czytanki anki pisze:
    29 sierpnia 2017 o 15:48

    Książka wpadła nieoczekiwanie w moje ręce, więc przeczytałam. Cały czas zastanawiałam się, dla jakiego przedziału wiekowego jest przeznaczona, bo dla dorosłych jest jednak zbyt lukrowana. Przyjemnie się to czyta, nie powiem, ale główny bohater niezbyt mnie przekonał. Jak na swoje 9 lat wydaje mi się bardzo dziecinny – był zaniedbywany przez matkę, fakt, ale w końcu to bystry dzieciak, na dodatek wychowywany m.in. przez telewizję. Całość – mimo smutnych okoliczności – mocno mi pachniała Mikołajkiem – i styl narracji, i bohaterowie. Oczywiście to wszystko jest w porządku, jeśli uznamy, że to książka dla starszych dzieci.
    Aha, czy gdzieś jest wyjaśnione, dlaczego Ikar każe nazywać się Cukinią? Może przeoczyłam.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      29 sierpnia 2017 o 17:05

      Miałem podejrzenia, że Cukinia może być upośledzony, tu i ówdzie pojawiała się jakaś sugestia. Co do przezwiska, nie mam pojęcia, skąd się wzięło. W pierwszym wydaniu było „Matołek”.
      Rzeczywiście ta nieokreśloność wiekowa jest uwierająca, dla starszych dzieci się specjalnie nie nadaje ze względu na pewne drastyczniejsze szczegóły, nastolatki raczej nie sięgną po rzecz o dzieciach. Dorośli albo kupią ten styl, albo nie. Ciekaw jestem, jak wypada film.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  8. czytanki anki pisze:
    30 sierpnia 2017 o 09:16

    Matołek sugerowałby, że faktycznie coś z jego sprawnością intelektualną jest nie tak, ale tytuł oryginalny to 'Autobiographie d’une courgette’, więc ten matołek to raczej nadinterpretacja tłumacza.;( Niemniej zastanawiała mnie spora niewiedza (np. co to znaczy być zakochanym – to już się w przedszkolu wie;)) oraz wyparcie „wypadku” z matką. Szczególnie ten drugi wątek nie daje mi spokoju – przecież to jest trauma na całe życie. Dlatego też uważam, że nawet jak na książkę dla dzieci portret psychologiczny Cukinii jest niedoskonały.
    Gdyby nie obecne w powieści odniesienia do seksu, zaryzykowałabym, że może to być lektura nawet dla 12-latków.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      30 sierpnia 2017 o 09:20

      Próbowałem sprawdzić, czy to courgette ma jakieś drugie znaczenie, ale nic nie znalazłem. Jednak chłopiec sam o sobie mówi, że nie jest za mądry, więc coś może być na rzeczy. Zresztą wyparcie śmierci matki też może o tym świadczyć (albo o amnezji z powodu traumy), ale miałem wrażenie, że nie do końca do niego dotarło, co się stało. Zresztą tłumaczył to sobie po swojemu.
      Seks jak seks, wzmianki o molestowaniu seksualnym i kazirodztwie też nie wskazują na młodych odbiorców.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  9. czytanki anki pisze:
    30 sierpnia 2017 o 10:26

    Wg mnie w tej książce za dużo jest niekonsekwencji. Dla dzieci jest zbyt „dorosła”, dla dorosłych infantylna.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      30 sierpnia 2017 o 10:41

      Pełna zgoda. I jeszcze ta myląca okładka.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Iwona Zimnicka
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Iwona Zimnicka
1 tydzień ago
View on Instagram |
1/5
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
4 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
4 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
 

Wczytywanie komentarzy...
 

    %d