Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Nie ma wakacji od wspomnień (Natalia Rolleczek, „Urocze wakacje”)

Posted on 18 sierpnia 201727 października 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Natalia RolleczekPrzez całe dzieciństwo jeździliśmy z rodziną na wakacje pekaesem, ewentualnie zakładowym autokarem. Nie znam więc z autopsji podróżowania na długie dystanse maluchem wyładowanym po dach wszystkim, co mogło się przydać w drodze i u celu wędrówki. Wiadomo, że czego się nie wzięło z domu, tego się nie miało – od pompy paliwowej i krzesełek turystycznych po puszki z paprykarzem szczecińskim. W końcu na uspołeczniony handel w kurortach nie było co liczyć. W przypadku wojaży zagranicznych natomiast handel dopisywał, ale skąpy urzędowy przydział walut wykluczał rozbuchane zakupy. Chyba że w zakamarku wypchanego auta udało się ukryć jakieś dobra szczególnie pożądane przez tubylców…

Książka Natalii Rolleczek, pisana w pierwszej osobie i w sporym stopniu autobiograficzna,

składa się z dwóch warstw. Pierwsza to lekka, dowcipna opowieść o rodzinnym wyjeździe przez Ukrainę i Rumunię do Bułgarii. Decyzja o podróży zapada dość spontanicznie i niemalże w ostatniej chwili, co w roku 1970 zwiastowałoby niechybną porażkę, zważywszy skomplikowane i przedłużające się formalności paszportowe. Autorka jakoś lekko się nad tym prześlizguje, skupiając się raczej na perypetiach z gromadzeniem niezbędnego wyposażenia, jeśli jednak sprawdzimy, kim był mąż Natalii Rolleczek, to przestaniemy się dziwić. Ostatecznie udaje się wyruszyć, a każdy kilometr drogi przynosi nie tylko nowe widoki i wrażenia, ale też niespodziewane kłopoty: do rangi niemal katastrofy urasta problem z otwarciem bagażnika samochodu, który zablokował się po stłuczce, a który to bagażnik koniecznie życzy sobie obejrzeć podejrzliwy celnik (moment otwierania klapy za pomocą łomu musi rozdzierać serce każdego automobilisty).

Druga warstwa powieści to wspomnienia, jakie budzą w bohaterce kolejne miejsca, widoki, głosy, wydarzenia.

To są już partie zaprawione smutkiem i goryczą, zwykle bolesne, z rzadka jedynie przewija się jakiś epizod radośniejszy czy szczęśliwszy. Część tych epizodów układa się w coś w rodzaju prologu i dodatków do „Drewnianego różańca”: poznajemy dzieje rodziny Rolleczków, zamożnych chłopów, którzy wyrzekli się najmłodszego syna, bo nie widział. Tak samo wyrzekli się wdowy po nim i wnuczek. Ta bezduszność dziadków pociągnęła za sobą ciąg wydarzeń, w wyniku których ostatecznie Natalia wylądowała w sierocińcu sióstr felicjanek. Wiele miejsca zajmują retrospekcje okupacyjne: narratorka nocami widuje swoją siostrę Łucję, która została wywieziona przez Niemców do obozu w Ravensbrück i tam zmarła. Rozmawia z nią, spiera się – daje się wyczuć, że los Łucji głęboko boli i niepokoi Natalię, że zaszło coś, z czym trudno się jej pogodzić i co budzi w niej wyrzuty sumienia. Siostry wzajemnie przerzucają się pretensjami, a my stopniowo poznajemy przyczyny tego stanu rzeczy.

Tytułowe urocze wakacje są więc podróżą zarówno w czasie, jak i przestrzeni.

Nowe wrażenia budzą duchy przeszłości, zmuszają do rozrachunku z minionymi latami. Narratorka, w jednej chwili pochłonięta targowaniem arbuzów, w drugiej zagłębia się w trudnych wspomnieniach. Wraz z nią czytelnik przeskakuje ze słonecznej szosy czy plaży do zimnego Drohobycza czy wyziębionej sypialni w sierocińcu, od sytych posiłków do głodowych porcji, z atmosfery letniego luzu do pełnych napięcia dni okupacji. Kontrasty są naprawdę ostre, przejścia nagłe, nie pozwalają się rozleniwić, zmuszają do napinania uwagi, żeby z okruchów przeszłości poskładać w miarę spójny obraz. To dzięki temu powieść wciąż jest tak zajmująca: część współczesna, aczkolwiek nadal ma pewien urok, a nawet walor dokumentalny, jest w gruncie rzeczy zbiorem lekkich, by nie rzec błahych, epizodów i obrazków; partie wspomnieniowe mają większy ciężar gatunkowy, są wyraziste, niepokojące, pozwalają głównej bohaterce zaistnieć nie tylko jako żonie i matce, ale jako człowiekowi od dzieciństwa boleśnie dotkniętemu przez los. Maż, udane dzieci, pisarska kariera, zagraniczne wakacje mogą się wydawać rekompensatą za wszystkie lata niedostatku i pogardy – te jednak nie dają o sobie zapomnieć i pewnie nigdy nie dadzą. Żaden wyjazd nie pozwoli od nich uciec.

Natalia Rolleczek, Urocze wakacje, Wydawnictwo Literackie 1972.
O „Uroczych wakacjach” pisały również: To przeczytałam, Anna, Naia i Pyza Wędrowniczka.

21 thoughts on “Nie ma wakacji od wspomnień (Natalia Rolleczek, „Urocze wakacje”)”

  1. Bazyl pisze:
    18 sierpnia 2017 o 15:00

    Maluchem, nie maluchem, każdy wyjazd wakacyjny z przychówkiem, to spore wyzwanie. W tym roku było nam oszczędzone, ale przyznam szczerze, że tęskno mi za innymi, niż przez cały boży rok oglądanymi, widokami :) Muszę w końcu zasiąść do Rolleczek sam, bo głośne czytanie utknęło w 1/3 „Kuby …” i końca nie widać. No i muszę chyba znaleźć coś dla starszych.

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      18 sierpnia 2017 o 15:02

      Nasze dzieci w tym roku nieźle zniosły podróże, może dorosły :D Kuba mnie oczarował, pochłonąłem na dwie raty i wciąż mnie trzyma. Dla dorosłych wybór Rolleczek jest mniejszy, pewnie weźmiesz, co biblioteka akurat ma na stanie.

      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        21 sierpnia 2017 o 08:07

        A ja, jako już rzekłem, wciągnąć się nie mogłem. Za to, przez zupełny przypadek odczarowałem czytanie przy pomocy wypożyczonych dla Starszego (olał zupełnie, chyba pora na kasatę komórki :P ), światów Chrestomanciego. Podobało mi się do tego stopnia, że nawet przez chwilę pomyślałem o notce, ale potem mi przeszło. Jakby co, polecam :)

        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          21 sierpnia 2017 o 08:11

          No popacz, a mnie z kolei pierwszy Chrestomanci w ogóle nie podszedł, przeczytałem, ale bez zachwytu. Ale zanotkować byś mógł :)

          Odpowiedz
          1. Bazyl pisze:
            21 sierpnia 2017 o 11:26

            Bo pierwszy akurat najmniej ciekawy, rzeczywiście :) Ale potem są dwa inne światy i oba ciekawe. Zresztą i pierwszy mi się podobał, bo lubię czytać o totalnie niewychowanych dzieciach. Wtedy moje zyskują i mogę sobie powiedzieć: „Nie jest najgorzej” :P

            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              21 sierpnia 2017 o 11:29

              O nie, żadnego czytania o niewychowanych dzieciach, mam swoje :D

              Odpowiedz
              1. Bazyl pisze:
                22 sierpnia 2017 o 08:38

                Grzeczne i miłe :)

                Odpowiedz
                1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                  22 sierpnia 2017 o 08:39

                  Chyba nie mówisz o moich :P

  2. koczowniczka pisze:
    18 sierpnia 2017 o 15:50

    A nie dziwi Cię, że ze względu na pracę męża nie mieli lepszego samochodu? W końcu maluch to żadna atrakcja. Nawet w czasach PRL-u ludzie mieli lepsze samochody. :)
    Nie napiszę, co myślę o ludziach, którzy wyrzekli się syna tylko dlatego, że był niewidomy…

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      18 sierpnia 2017 o 16:57

      To nie był maluch, oni mieli bodajże skodę. Maluchami to jeździli moi znajomi w latach 80. :)
      Cały ten wątek z rodziną Rolleczków jest znakomity; ród pracowity, całkowicie oddany ziemi, matriarchalny i absolutnie chyba pozbawiony uczuć wyższych :(

      Odpowiedz
      1. Agnieszka pisze:
        6 września 2018 o 20:36

        Przeczytałam książkę dopiero teraz. Jest świetna! Zapoznałam się też z wywiadem i zauważyłam, że niektóre szczegóły ze swojej biografii Rolleczek przedstawiła inaczej niż w książce. W wywiadzie twierdzi, że nogę złamała w Bułgarii, a w książce – że w Czechosłowacji. Inaczej przedstawia też okoliczności aresztowania Łucji. Teraz nie wiem, w którą wersję wierzyć: tę z książki czy z wywiadu.

        A co do samochodu, jednak mieli fiata, bo przed opisem stłuczki jest takie zdanie: „Stoimy przy fiatach, Markowie i nasza czwórka”. :)

        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          6 września 2018 o 21:49

          Wywiad i książkę dzieli parę dziesięcioleci, drobiazgi naprawdę mogą się nie zgadzać – a w sumie nie ma to chyba większego znaczenia? Nie wiem, skąd wziąłem skodę, musiała być w tekście, a nie chce mi się sprawdzać :) Zresztą to też drobiazg.
          Ale książka bardzo dobra, faktycznie.

          Odpowiedz
          1. Agnieszka pisze:
            7 września 2018 o 15:10

            Jasne, że to nie ma większego znaczenia. Na starość pamięć zaczyna szwankować, nic więc dziwnego, że Rolleczek zapomniała, w którym kraju złamała nogę. W wywiadzie twierdzi też, że w dniu aresztowania Łucji jej siostra Izabela Olszewska miała 5 lat, tymczasem Izabela urodziła się w roku 1930. :)

            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              7 września 2018 o 18:36

              Takie rzeczy powinna autorka wywiadu uściślać, niestety chyba nie jest to rozmowa najwyższych lotów.

              Odpowiedz
  3. czarny.pieprz pisze:
    19 sierpnia 2017 o 15:33

    Och, znowu czeka mnie wyprawa do biblio! Tymczasem zmagam się z gangiem panny Teodory:-) Co do wypraw…wspominam taką jedną do Rumunii, 38 godzin w pociągu i rozerwany na strzępy, przez rumuńskiego celnika, ukochany miś. Rok 1971. W latach 80 tych maluchem pchało się do Hiszpanii i Bułgarii, człowiek wysiadał głuchy i połamany, ale warto było:-)No, bo te owoce, to słońce, ten piasek..

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      19 sierpnia 2017 o 15:35

      Rumuńscy celnicy jacyś wyjątkowo wredni byli, bo w książce to oni czepiają się zamkniętego bagażnika.
      Człowiek jak młody, to wiele zniesie, a to ruskim pociągiem do Wilna, a to zepsutym autokarem do Czechosłowacji, nigdzie mu się nie spieszy, a potem przynajmniej ma co wspominać :D

      Odpowiedz
      1. czarny.pieprz pisze:
        19 sierpnia 2017 o 15:40

        O, masz! Ruskim pociągiem to ja do Leningradu prułam. Okna się nie otwierały, temperatura przypominała piekło, czaju brakło, a kuszetka miała 3 poziomy. Jako najnikczemniejsza wzrostem musiałam się wdrapywać na ten trzeci poziom, a spaść stamtąd oznaczało zginąć na miejscu…:-) Rozmarzyłam się!

        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          19 sierpnia 2017 o 15:43

          Jako żywo tak właśnie było. „Okna zakryto na zimu”, chociaż ledwie październik był, grzali przepotwornie i jeszcze były baniaki z wrzątkiem na końcu wagonu :D A ruski celnik urządził licealistom pokazówkę z groźbami rewizji osobistych i innych represji, byle mu oddali te żałosne nielegalne rubelki. W najlepszym hotelu w Wilnie na śniadanie tylko razowiec (gliniasty, ale przepyszny) i salceson :D

          Odpowiedz
  4. Pożeracz pisze:
    28 sierpnia 2017 o 13:10

    No tak… Od siebie trudno jest uciec. A podróże maluchem pamiętam, ale wtedy jeszcze podróżowałem samotnie z rodzicielem.

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      28 sierpnia 2017 o 13:57

      Ja pamiętam opowieści koleżanki ze szkoły: cztery osoby plus pies plus bambetle :D

      Odpowiedz
  5. Pingback: Upór i umiarkowane zwycięstwo, czyli siódme urodziny – Zacofany w lekturze

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. 
Przekład Tomasz Bieroń
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. Przekład Tomasz Bieroń
1 miesiąc ago
View on Instagram |
1/5
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
1 miesiąc ago
View on Instagram |
2/5
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia.
Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia. Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
3/5
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
4/5
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. 
„Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Zbigniew A. Królicki
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. „Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Zbigniew A. Królicki
3 miesiące ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT