Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Świat na pozór uładzony (Håkan Nesser, „Człowiek bez psa”)

Posted on 15 września 20179 października 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Człowiek bez psaRodzina Hermanssonów powinna mieć naprawdę wielką szafę na wszystkie żale, pretensje, grzechy mniejsze i większe, wstydliwe sekrety, niewypowiedziane gorzkie słowa, zmarnowane lata. Od dawna wszystkie te negatywne uczucia kumulowały się i tylko czekały na pretekst, by się ujawnić i zmieść ich na pozór spokojny i uładzony świat.

Zjazd rodzinny z okazji 65 urodzin głowy rodziny,

emerytowanego nauczyciela Karla-Erika, i czterdziestki jego ulubionej, faworyzowanej córki Ebby nie budzi entuzjazmu w nikim poza jubilatami. Karl-Erik jest tak sztywnym, pompatycznym nudziarzem, że jego własną żonę, Rosemarie, przeraża perspektywa życia z nim na emeryturze, tym bardziej że bez konsultacji z nią podjął decyzję o przeprowadzce do Hiszpanii. Dwójka pozostałych dzieci Hermanssonów, Robert i Kristina, też nie palą się do wizyty w rodzinnym domu. Ostatecznie jednak wszyscy stawiają się na zaproszenie rodziców, by z zaciśniętymi zębami przetrwać uroczystości. Spokój zgromadzonych burzy zaginięcie Roberta i starszego syna Ebby, Henrika.

„Człowiek bez psa” od tego momentu powinien stać się kryminałem. Ale nic z tego. Mamy co prawda śledztwo i prowadzącego je policjanta, ale nie te elementy są najważniejsze. Są wręcz marginalne, szczególnie że czytelnik zna losy obu zaginionych.

Jest za to powieść Nessera znakomitym studium rodziny postawionej w obliczu tragedii

i jej stopniowego rozpadu. W miarę trwania daremnego dochodzenia jasne się staje i dla czytelnika, i dla Hermanssonów, że „niektóre rodziny potrafią znieść katastrofę, inne nie”. Oni należą do tej drugiej kategorii. Dlaczego? Może dlatego, że nigdy tak naprawdę nie byli rodziną, która kocha i daje poczucie bezpieczeństwa, wybacza błędy i wspiera się w trudnych chwilach. Karl-Erik i Rosemarie nie umieli dać tego swoim dzieciom, a one nie przekazały tego swoim partnerom i dzieciom.

Główną rolę w książce odgrywają pozory. Starsi państwo Hermanssonowie uchodzą za idealne małżeństwo. Skąd więc w głowie Rosemarie myśli o zabiciu męża albo samobójstwie? Skąd chłód i brak zaufania w rodzinie Ebby, która wzorem swojego ojca faworyzuje starszego syna, kreując go na ideał bez skazy? Jakie tajemnice ukrywają się za fasadą szczęśliwego związku Kristiny z bogatym producentem telewizyjnym? W tym uładzonym świecie nie ma miejsca dla błądzących, a nawet dla zwyczajnych. Robert jest rodzinną czarną owcą o burzliwym życiorysie, którego ostatecznie skreślił występ w podłym reality show. Nie liczą się nawet mąż Ebby, Leif, i młodszy syn Kristoff, którzy nie dorastają do jej ambicji i wyobrażeń. Ciosy, które spadły na bohaterów, zniszczyły kruchą, iluzoryczną równowagę, uruchomiły destrukcyjne mechanizmy starannie poukrywane gdzieś głęboko, zmusiły do spojrzenia na nowo na siebie i bliskich.

Cała nasza uwaga skupia się na Hermanssonach i trochę umyka wśród tego rodzinnego dramatu

postać policjanta, który powinien grać pierwsze skrzypce.

Gunnar Barbarotti jest standardowo rozwiedziony, ale – o dziwo! – nie popadł z tego powodu w alkoholizm. Utrzymuje dobre stosunki ze swoimi dziećmi, wyróżnia się w służbie (chociaż Nesser raczej nie daje mu w tym tomie okazji do udowodnienia zawodowych kompetencji), robi solidne, sympatyczne wrażenie i budzi zaufanie czytelnika (ma też poczucie humoru). A, i jeszcze potrafi targować się z Bogiem. Jeśli w następnych częściach autor pozwoli mu się pełniej zaprezentować, będzie to z pewnością postać warta uwagi. W „Człowieku bez psa” jednak Barbarottiemu sprzyjają raczej zbiegi okoliczności niż metody śledcze, a on sam pojawia się w minimalnych dawkach.

Nessera rekomendowała mi – z prawdziwym żarem wiernej wyznawczyni – Królowa Matka, która zresztą popełniła na ten temat obszerny wpis z dygresjami (także kulinarnymi). Było to jakiś czas temu, ale do dziś pamiętam zdanie, że „kupiła Kryminał, a dostała Literaturę”. Możecie mi nie wierzyć, ale w słowie „Literatura” ta duża litera na początku była wyraźnie słyszalna. Na dodatek w tym krótkim stwierdzeniu zawarta jest cała prawda o powieści Nessera. Zwolennicy zmęczonych życiem gliniarzy żmudnie prowadzących śledztwo w podmuchach zimnych skandynawskich wiatrów mogą nie być usatysfakcjonowani. Zdecydowanie jednak „Człowieka bez psa” trzeba poznać, aczkolwiek, wbrew opinii przytoczonej na okładce, nie „będziecie się dobrze bawić”. Raczej zanurzycie się w świecie przejmującego uczuciowego chłodu i będziecie w nim drżeć, oblepieni toksycznymi emocjami bohaterów.

Håkan Nesser, Człowiek bez psa, tłum. Maciej Muszalski, Czarna Owca 2015.

30 thoughts on “Świat na pozór uładzony (Håkan Nesser, „Człowiek bez psa”)”

  1. Galene pisze:
    15 września 2017 o 13:39

    W następnej części („Całkiem inna historia”) Barbarotti nie sprawia już wrażenia postaci drugoplanowej i jest bardzo sympatyczny. :) Nessera czytałam raczej wyrywkowo, ale odniosłam wrażenie, że najbardziej interesująco opisane są w jego książkach ofiary i środowisko w jakim się obracają, czego najlepszym przykładem jest właśnie „Człowiek bez psa”. Od portretu „kochającej” rodziny dreszcze przechodzą po plecach.

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      15 września 2017 o 13:54

      Barbarotti wydał mi się interesujący i sympatyczny właśnie i chętnie bym więcej o nim poczytał; dobrze, że później się pojawia intensywniej. Nawet jeśli następne tomy będą już bardziej kryminalne, to i tak podejrzewam, że poziom nie spadnie, a porządnie nakreślone tło to mój ulubiony element kryminałów :)

      Odpowiedz
  2. Bazyl pisze:
    15 września 2017 o 14:10

    Znam serię o VV, przynajmniej do momentu, w którym musiałem przerwać lekturę, bo biblioteka nie dysponowała kolejnymi tomami. Teraz dysponuje, z tym że u mnie krucho z czasem. Ale zima idzie, to może wrócę do jednego, a zapoznam się z drugim :)

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      15 września 2017 o 14:27

      Ja się zasadziłem na obie serie, ale Barbarotti pierwszy. Chociaż jak znam siebie, to do wiosny góra z jeden tom przeczytam.

      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        18 września 2017 o 10:01

        Trochę żal, bo zazwyczaj ciężko wrócić do przerwanej serii. Mam nadzieję, że Legimi w końcu wysmaży usługę na kindle i wtedy pojadę serią, jak to ładnie nazwałeś :)

        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          18 września 2017 o 10:04

          Ponoć już od października, nie trać nadziei :)

          Odpowiedz
          1. Bazyl pisze:
            18 września 2017 o 10:11

            Nie tracę, aczkolwiek jest chyba jakaś moda na przesuwanie wszelakich premier. Dodatek do Splendora też miał być lada dzień. I Flawia :(

            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              18 września 2017 o 10:15

              Flawia oficjalnie zawisła w zapowiedziach, pewnie będzie na targi w Krakowie :)

              Odpowiedz
              1. Bazyl pisze:
                18 września 2017 o 10:18

                Oby się potwierdziło Twoje wizjonerstwo :P Przybywacie?

                Odpowiedz
                1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                  18 września 2017 o 10:19

                  Nie. Mamy dość targów krakowskich na pewien czas :P

              2. Bazyl pisze:
                18 września 2017 o 10:38

                @ZwL Zasadniczo my chyba też nie, choć, o dziwo, Starszy mocno naciska na wizytę i nawet ma już jakieś plany zakupowo-autografowe. Tylko, że jak 15tego lecę „połówkę” w Kraku i nie wiem czy mi się będzie chciało jechać za 2 tygodnie ponownie :P No, ale jak mam ukrzywdzić czytelnika, to pewnie pojadę :D

                Odpowiedz
                1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                  18 września 2017 o 10:44

                  Rozszalałeś się z tymi zawodami :) Ale młodzież czytelniczą trzeba doceniać i dopieszczać, to przyszłość narodu jest.

                2. Bazyl pisze:
                  18 września 2017 o 10:53

                  Zatem postanowione! Ciekawe tylko czy peż to wytrzyma? :P
                  PS. No i Flawię sobie przywiozę :D

                3. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                  18 września 2017 o 10:54

                  Tylko nie mów Małżonce, że to przeze mnie te wojaże :)

  3. Sylwka pisze:
    15 września 2017 o 17:16

    Bez psa i policjant nie popadający w alkoholizm :o
    Autora nie znam, ale mnie zaintrygowałeś więc pewnie się pokuszę i to w dodatku w papierze, bo jak widzę ebook droższy od książki.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      15 września 2017 o 17:37

      Źle jest z literaturą, skoro policjant, który nie pije, jest rarytasem :D Papier faktycznie za grosze, bo trwa wyprzedaż kioskowej serii, na dodatek w twardej oprawie.

      Odpowiedz
  4. Cintryjka pisze:
    15 września 2017 o 20:14

    Drugi tom jest może mniej ciekawy w sferze psychologiczno-obyczajowej, ale bardziej kryminalny i konstrukcyjnie to prawdziwa perełka. Mo ulubiony Barbarotti to jednak „Rzeźniczka z Małej Birmy”. Ogólnie zazdroszczę, że tyle dobra jeszcze przed tobą, jedynie „Drugie życie pana Roosa” trochę odstaje poziomem.

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      15 września 2017 o 20:24

      Jestem zaopatrzony w Nessera na długie lata i zamierzam sobie dawkować. Chyba że mnie wciągnie jak ostatnio Akunin i pójdę serią :)

      Odpowiedz
      1. Cintryjka pisze:
        16 września 2017 o 09:01

        Ja dopiero przy Van Veeterenie zaczęłam oszczędzać, Barbarotti leciał natychmiast po premierze każdego kolejnego tomu. Zostały mi jeszcze tylko 3 kryminały Nessera, a potem pustka. Jego sposób pisania jestjedyny w swoim rodzaju. A z Fandorinem tak już jest, przestać się po prostu nie da:))

        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          16 września 2017 o 12:05

          Od Fandorina faktycznie oderwałem się tylko przez rozsądek, żeby sobie nie obrzydzić :) Nessera myślę, że nie ma co częściej niż raz na kwartał :D

          Odpowiedz
  5. Michał LelandLester pisze:
    16 września 2017 o 00:10

    To, co napisałeś daje mi wiele wartościowych danych i buduje zarazem obraz tej książki, charakterystykę, którą nie raz słyszałem. Na pierwszy plan wypływają losy rodziny, osobę prowadzącą śledztwo odsunięto raczej na dalszy tor, w dodatku pomagają jej zrządzenia losu, a nie merytoryczne umiejętności i doświadczenie. Wierzę Ci, że to dobra „Literatura”, ale tak się składa, że sympatyzuję przede wszystkim ze „zmęczonymi życiem gliniarzami, żmudnie prowadzącymi [swoje] śledztwa w podmuchach zimnych skandynawskich wiatrów” i to ich stronę trzymam ;)
    Nie mam nic przeciwko wątkom pobocznym albo świetnie nakreślonej charakterystyce fasadowej rodziny, ale porządne śledztwo musi być, musi mieć swój kawałek podłogi. Przynajmniej dla mnie.

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      16 września 2017 o 12:01

      Ty się rozpisałeś, ja krótko i brutalnie: Twoja strata. Zmęczonych policjantów jest na kopy, psychologii w bardzo dobrym wydaniu – dużo mniej.

      Odpowiedz
  6. Bukowina pisze:
    16 września 2017 o 10:06

    Ach, te książka i inne z ,,Czarnej serii” to moje dzieciństwo. Mama czytała je przy każdej okazji, zwłaszcza gotując. Kiedyś myślałam, że po prostu lubi jakieś makabryczne historie (których ja z kolei nie znoszę) ale powoli przekonuję się, że wcale nie czytała złych rzeczy. Dlatego, chociaż od roku mam głównie romans z klasyką, czasami zdradzam ja na rzecz książek polecanych przez mamę :D

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      16 września 2017 o 12:06

      Nigdy nie byłem wielkim fanem skandynawskich kryminałów, a to chyba głównie one wypełniały tę serię, więc Nesser jest pierwszy. A klasykę zawsze warto sobie urozmaicić czymś nowszym, zwłaszcza żeby docenić potem bardziej tę pierwszą :)

      Odpowiedz
  7. Pożeracz pisze:
    19 września 2017 o 09:20

    Mnie śledztwa odstręczają od pewnego czasu, ale za to studium rozpadu rodziny z jej wszystkimi pozorami wydaje się nad wyraz interesujące. I jest nawet w mej lokalnej bibliotece.

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      19 września 2017 o 09:36

      Więc przejdź się spacerkiem po książkę :) Odpoczniesz po tych wszystkich fantastykach.

      Odpowiedz
  8. mięta pisze:
    22 września 2017 o 17:19

    Rzadko zaglądam, ale jak już zajrzę, to zawsze na coś interesującego trafię:)
    Ciekawe, całkiem ciekawe…a ja nie znam powyższego pana Nessera zupełnie. Poszukam w bibliotece może coś mają.Ogólnie chyba jakaś moda ostatnio na Szweckie kryminały;)Pani bibliotekarka wcisnęła mi właśnie „Księżniczkę z lodu”-Camilli Lackberg,jakaś saga kryminalna ponoć.Zobaczymy.

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      22 września 2017 o 17:58

      Moda to już z 15 lat trwa, znaczy na tych Skandynawów, dziwne, że się jeszcze o nich nie potykamy na ulicach :) A Nesser bardzo godny uwagi.

      Odpowiedz
  9. mięta pisze:
    25 września 2017 o 12:47

    No tak,15-lat..widać, ze ja z modą mam nie po drodze hi,hi ;)

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      25 września 2017 o 12:48

      Wszystko do nadrobienia :D

      Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. 
Przekład Tomasz Bieroń
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. Przekład Tomasz Bieroń
1 miesiąc ago
View on Instagram |
1/5
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
1 miesiąc ago
View on Instagram |
2/5
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia.
Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia. Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
3/5
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
4/5
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. 
„Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Zbigniew A. Królicki
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. „Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Zbigniew A. Królicki
3 miesiące ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT