Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Budapeszt w samo południe (John Lukacs, „Budapeszt 1900”)

Posted on 15 lutego 201829 czerwca 2020 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Gdzieś w Budapeszcie przełomu XIX i XX wieku uczniowie gimnazjum z roztargnieniem obserwowali doświadczenie chemiczne wykonywane przez nauczyciela, gdyż ich myśli błądziły daleko poza szkolnymi murami. Tu działał Związek Zbieraczy Kitu i tu rozegrała się bitwa o Plac Broni. Boka, Nemeczek, Gereb, Kolnay, Czonakosz, Feri Acz i bracia Pastorowie dorastali w mieście opisywanym przez Johna Lukacsa, szybko rozwijającej się metropolii, która wówczas przeżywała szczyt swej świetności. Uczyli się, bawili, przeżywali pierwsze sukcesy i porażki, nieświadomi, co niesie im przyszłość.

W samo południe

„Dla Budapesztu – twierdzi Lukacs – rok 1900 to było samo południe. Apogeum prosperity zbiegło się z rozkwitem życia kulturalnego”. Nigdy wcześniej i nigdy potem Budapeszt nie był miejscem tak inspirującym, tak pewnym siebie i pełnym energii. Zabiły to późniejsze dramatyczne wydarzenia historyczne: po I wojnie światowej miasto stało się nieproporcjonalnie wielką stolicą okaleczonego państwa („pustą salą balową”, jak to ujął jeden z zagranicznych przybyszów), a pod koniec II wojny światowej legło w gruzach, z których z trudem się podnosiło, gdyż nowe komunistyczne władze nie spieszyły się z restaurowaniem tego matecznika wrogiej sobie burżuazji.

Portret miasta

Swą „intelektualną biografię Budapesztu” (określenie prof. Jacka Purchli, redaktora serii „Biblioteka Europy Środka”) Lukacs kreśli z rozmachem, ale też z widocznym upodobaniem i osobistym zaangażowaniem. Węgry opuścił w 1946 roku, mając 22 lata, doświadczywszy Holokaustu i radzieckiego „wyzwolenia”, mógł więc poza licznymi źródłami i opracowaniami sięgać do własnych przeżyć. Dostajemy więc nie historię miasta, lecz „historyczny portret pewnego okresu, portret jego atmosfery, żyjących wtedy ludzi, ich sukcesów i porażek”. Portret, co trzeba od razu powiedzieć, niezwykle udany, miejscami wręcz porywający; składają się nań nie tylko fakty, daty i nazwiska, lecz także (a może przede wszystkim) smakowite cytaty, barwne porównania, gawędziarski ton (plus, co ważne, piękna szata graficzna oraz liczne archiwalne zdjęcia). Lukacs, skupiając się na Budapeszcie, lokuje go w ówczesnym kontekście politycznym, społecznym, gospodarczym i kulturalnym; ukazuje na tle nie tylko Węgier czy Austro-Węgier, ale i Europy, wskazując elementy wspólne, ale w głównej mierze wszystkie odrębności decydujące o charakterze węgierskiej stolicy: „współistnienie żywiołowego i niekiedy prymitywnego prowincjonalizmu z wielkomiejską wrażliwością, autentycznym wyrafinowaniem, które wyróżniało się połączeniem węgierskości z kosmopolityzmem”.

Fiołki, kasztany i gulasz

Czytelnika, który w Budapeszcie nigdy nie był i być może w ogóle niewiele wie o mieście i samych Węgrzech, wprowadzi w lokalny klimat rozdział „Barwy, słowa, dźwięki”. Jak wyglądał dzień, a jak noc na miejskich ulicach? Jak wyglądały pory roku? Wiosną pachniały fiołki, jesienią kasztany stukały o bruk, latem Budapeszt przypominał letnisko, zimą na ulicach leżała gruba warstwa śniegu, a w mieszczańskich domach podczas długich kolacji spożywano wtedy ciężkostrawne dania: gulasz, pieczenie, kiełbasy, dziczyznę… Kolejne części omawiają rozwój miasta i strukturę jego mieszkańców: poszczególne dzielnice i charakterystyczne budowle, ścierające się i łączące architektoniczne wpływy, ulubione miejsca budapeszteńczyków: kawiarnie, restauracje, promenady, ale też warunki mieszkaniowe, komunikację, usługi publiczne (w tym również domy publiczne), rolę poszczególnych warstw społecznych – arystokracji feudalnej i finansowej, szlachty, mieszczaństwa, robotników. Nie brzmi to może fascynująco, ale Lukacsowi udaje się tchnąć w te rozważania życie; nic nie jest dla niego mało istotne – nawet przemiany kulinarnych obyczajów budapeszteńczyków czy ich ulubione napoje.

Zmierzch

Ponieważ to właśnie w 1900 roku swoje korzenie mają prądy ideologiczne i zjawiska, które odcisną swoje piętno na kolejnych dziesięcioleciach węgierskiej historii, kolejny rozdział analizuje życie polityczne: nie tylko jego główny nurt skupiony w parlamencie, ale też krystalizowanie się węgierskiego nacjonalizmu, antysemityzmu i ruchu robotniczego. W przyszłości swoją rolę odegrają też przedstawiciele „pokolenia 1900”, jak nazywa je Lukacs, czyli ludzie uformowani w atmosferze kulturalnej tego okresu, w tym niemal wszyscy węgierscy nobliści. Autor kreśli sylwetki wybranych postaci i wskazuje też czynniki, które ich kształtowały – znakomite szkoły i… stołeczne kawiarnie, pełniące funkcje ośrodków dyskusyjno-towarzyskich.
Budapeszt pozostawiamy w przededniu I wojny światowej, która położyła kres dawnemu życiu, przyniosła nieodwracalne zmiany, pogłębiła podziały: Budapeszt–prowincja, lewica–prawica, Żydzi–nie-Żydzi. Kolejne dziesięciolecia oglądamy już w przyspieszonym tempie aż do ostatniego ciosu, jaki spadł na miasto: pacyfikacji powstania 1956 roku. Lukacs swoją książkę napisał jeszcze przed upadkiem komunizmu (wydano ją w 1988 roku), w zakończeniu mógł więc sytuację stolicy ocenić z umiarkowanym optymizmem: zniknęły co prawda gruzy, ale bolesne podziały i wspomnienia pozostały.

Niespodziewany epilog

Zacząłem od wspomnienia „Chłopców z Placu Broni” i na bohaterach Molnara chciałbym skończyć. Jako chłopiec często się zastanawiałem, jakie były ich dalsze losy po śmierci Nemeczka i stracie ukochanego placu. „Budapeszt 1900” dopisuje ciąg dalszy do powieści Molnara. Ich samych i ich synów czekały krwawe bitwy Wielkiej Wojny, a jeśli przeżyli – dojmujący ból po odebraniu Węgrom większości ziem. Którzy z nich wsparli komunistyczny reżim Beli Kuna, a którzy wiernie służyli regentowi Horthyemu? Czy znaleźli się wśród nich zwolennicy strzałokrzyżowców? Czy wraz ze swoimi dziećmi padli ofiarą deportacji do Auschwitz albo zginęli podczas radzieckiego oblężenia? Czy patrzyli, jak upada niepodległościowy zryw jesienią 1956 roku? Wyemigrowali czy dożyli gulaszowego komunizmu? Jakkolwiek potoczyło się ich życie, zapewne znajdowali pociechę we wspomnieniach z dzieciństwa, zanim jeszcze tamten bezpieczny świat legł w gruzach.

John Lukacs, Budapeszt 1900. Portret miasta i jego kultury, tłum. Tomasz Bieroń, Międzynarodowe Centrum Kultury 2016.

Podobne pozycje:

Chłopcy z Placu Broni

Ferenc Molnar

Udostępnij:

  • Drukuj (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Email a link to a friend (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Share on Facebook (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Share on WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Share on Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Share on Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

27 thoughts on “Budapeszt w samo południe (John Lukacs, „Budapeszt 1900”)”

  1. Pyza pisze:
    15 lutego 2018 o 22:30

    Sama kojarzę, literacko, ten późniejszy Budapeszt, z dzienników Maraia (przyznaję, nie czytałam Molnara, nie był moją lekturą, a później brakło mi motywacji; trochę się boję po „Chłopców…” sięgać). Ale ten obraz Budapesztu srebrnego wieku wygląda bardzo zajmująco. Zwłaszcza w kontekście schyłku monarchii, lubię ten klimat :-).

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      15 lutego 2018 o 22:37

      Koniecznie poczytaj Tajemnicę Abigel w takim razie :) Budapeszt się z monarchią nie lubił, tylko bodajże żona cesarza była uwielbiana w Budapeszcie. Klimat schyłkowy jest tylko zarysowany, bo zasadniczo rozważania się kończą przed I wojną.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Pyza pisze:
        16 lutego 2018 o 07:33

        A czy właśnie żony Franza Josefa nie zamordował węgierski spiskowiec? To by jakoś pasowało do tragicznej wizji rozpadu starego cesarstwa (i roli Budapesztu w nim). „Tajemnica Abigel” dodana do listy, gdzie Marta Szabo jest od lat! Ale w końcu sięgnę :-).

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          16 lutego 2018 o 08:10

          Cesarzową Elżbietę zamordował włoski zamachowiec, za to Węgier próbował zasztyletować samego Franciszka Józefa. Węgrzy Sissi bardzo lubili, ma most w Budapeszcie. Do listy dorzuć jeszcze Klarę Feher „No cóż za moich czasów”, też o Węgrzech w czasie wojny.

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
  2. Bazyl pisze:
    16 lutego 2018 o 10:45

    Gdzie bylibyśmy bez tych miejskich kawiarni? :P Lwowscy matematycy bazgrzący po kawiarnianym stoliku, literaci rozprawiający przy małej czarnej itd. Mam chyba gdzieś na kindlu coś o warszawskich kawiarniach literackich. Może rzucę okiem jak skończę Zbyszewskiego :)
    Co do Budapesztu, to chętnie bym odwiedził i porównał czy zyskał czy stracił od czasów findesieklu. Czyli najpierw Lukacs? :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      16 lutego 2018 o 11:09

      To o warszawskich kawiarniach też gdzieś mam :) Swoją drogą, ostatnie kawiarniane stoliki umarły z Holoubkiem i Konwickim, a kiedyś to były niemal instytucje.
      Co do Budapesztu, to nie wiem, czy nie najpierw Varga, on tak smakowicie opisuje różne dania i podaje namiary na knajpy :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        16 lutego 2018 o 11:52

        Pewnie racja. A przecież taki Fisher bez kawiarni, to byłby jak nomen omen, ryba bez wody. I bylibyśmy pozbawieni tony dykteryjek, które są związane z jego osobą :)
        Akurat jedzenie nie jest chyba tym co by mnie na Węgry ciągnęło. Nie masz czegoś o winach i winiarniach? :P

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          16 lutego 2018 o 11:54

          Dziś Fischer byłby gwiazdą fejsika, a jego statusy szerowałyby się w tysiącach :D Varga pisze też o winach i piwie, o ile pamiętam :)

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. Bazyl pisze:
            16 lutego 2018 o 12:00

            Pewnie tak. Zresztą narzekam, a sam zauważam, że dawne piwko z kumplami zamieniłem na lajkowanie zdjęć ich dzieci na buniu :P A o winach choć bym poczytał, bo nie zanosi się, bym w najbliższym czasie zarabiał tyle, żeby wypić butelczynę takiej Eszencii :D

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              16 lutego 2018 o 12:03

              Przykład to żeś wybrał ekstremalny z tą Eszencią. Stara zasada mówi: „Tanie wina są dobre, bo są dobre i tanie”, i tego się trzymajmy :D

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
              1. Bazyl pisze:
                16 lutego 2018 o 13:36

                Jak już marzyć, to konkretnie, bo co z tego, że może i mnie stać na 4puttonowego Tokaja, jak po rozważeniu za i przeciw zakupu i tak padnie na nowe buty dla dzieci :P A co do mądrości życiowych, to może od razu ta wyniesiona z kina: „Każdy alkohol jest bardzo dobry, z wyjątkiem denaturatu, który jest dobry”. :P Ja tam wyznaję przy winach tę samą zasadę co przy książkach, tzn. spożywam tylko te, które _mnie_ smakują :D

                Wczytywanie…
                Odpowiedz
                1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                  16 lutego 2018 o 13:38

                  Niezły musi być ten tokaj, skoro można go wymienić na dwie pary butów dla dzieci :) Ja to wina w cenach biedronkowych raczej rozważam.
                  Co do zasady: słuszna. W związku z czym lubię wina półsłodkie i nikt mi nie wmówi, że wytrawne lepsze.

                  Wczytywanie…
                2. Bazyl pisze:
                  16 lutego 2018 o 13:52

                  Co ja bym robił z jedną butelką? :P Ja pijam chimerycznie, zgodnie z tzw. chcicą osobistą :D Lubię słodkie i chętnie pokosztowałbym na przykład win lodowych, gdyby również nie oszałamiały ceną :) To zresztą jedne z niewielu win, które nie są sztucznie dosładzane, że już nie wspomnę o święcących sklepowe triumfy wyrobach winopodobnych, do których oprócz słodzików dodaje się aromaty i dzięki temu mamy „wina” o smaku brzoskwiniowym :(

                  Wczytywanie…
                3. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                  16 lutego 2018 o 13:55

                  Kolega, jak widzę, na bieżąco z ofertą, ja tam pojęcia nie mam, co stoi na półkach :) Brzoskwiniowa to naleweczka co najwyżej.

                  Wczytywanie…
  3. czytanki anki pisze:
    16 lutego 2018 o 11:09

    Tej lektury bardzo Ci zazdroszczę.
    Latem byłam na prelekcji Vargi o starym Budapeszcie na zdjęciach i ta książka byłaby na pewno świetnym uzupełnieniem. O wycieczce nie wspomnę.;)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      16 lutego 2018 o 11:12

      Budapeszt to chcę zwiedzić od przeczytania Vargi. Plus obowiązkowa pielgrzymka na ulicę Pawła, na dawny Plac Broni.
      Swoją droga, Varga bardzo ładnie o książce Lukacsa pisał swego czasu.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  4. czytanki anki pisze:
    16 lutego 2018 o 11:26

    Tak, czytałam jego recenzję.
    To polecam jeszcze „Sindbad wraca do domu” Maraia – też zachęca do odwiedzenia miasta.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      16 lutego 2018 o 11:27

      Maraia to ja i bym chciał, i boję się :) Ten Sindbad to Marai dla początkujących?

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  5. Bazyl pisze:
    16 lutego 2018 o 14:24

    Z nalewek to nie masz nic lepszego nad pigwę :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      16 lutego 2018 o 14:32

      Jakoś nie należę do miłośników, może na niedobrą trafiałem.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        20 lutego 2018 o 10:53

        „Każdy alkohol jest bardzo dobry …” :)

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. zacofany.w.lekturze pisze:
          20 lutego 2018 o 17:19

          Wiesz, człowiekowi w pewnym wieku i o w miarę ustabilizowanej sytuacji już nie musi smakować wszystko, byle miało procenty :P Wybredny się zrobiłem :)

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. Bazyl pisze:
            21 lutego 2018 o 08:22

            A ja zdrowia już nie mam, a po tych destylatach z wyższej półki po prostu mam lepsze samopoczucie nazajutrz :P Ot i cała tajemnica mojego snobizmu na lepsze alko :D

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              21 lutego 2018 o 08:29

              W sumie to całkiem rozsądne, co będziemy sobie najlepsze lata życia marnować na byleco :D

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
  6. czytanki anki pisze:
    16 lutego 2018 o 14:39

    Może być i dla początkujących.;)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      16 lutego 2018 o 14:40

      Dzięki, to może się skuszę wreszcie.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Pożeracz pisze:
        26 lutego 2018 o 16:35

        I ja, i ja. Choć akurat nie to. Nadal na mnie czeka Marai i Spiro z Rewersu od (wtedy jeszcze) BookRage.

        Wczytywanie…
        Odpowiedz

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
1/5
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. 
„Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Zbigniew A. Królicki
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. „Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Zbigniew A. Królicki
1 miesiąc ago
View on Instagram |
2/5
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Iwona Zimnicka
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Iwona Zimnicka
2 miesiące ago
View on Instagram |
3/5
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
4/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
2 miesiące ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
 

Wczytywanie komentarzy...
 

    %d