Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Raj dzieciństwa (Natalia Rolleczek, „Kuba znad Morza Emskiego”)

Posted on 20 lutego 201829 czerwca 2020 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Kuba znad Morza Emskiego„Kubę znad Morza Emskiego” docenią wszyscy, dla których podwórkowy trzepak stawał się, w zależności od potrzeb, statkiem piratów albo kosmiczną rakietą, a pobliskie krzaki – jaskinią zbójców, partyzancką bazą, pałacem księżniczki, sklepem warzywnym czy co tam jeszcze wyobraźnia podpowiadała. Bo wyobraźnia w życiu głównego bohatera książek Natalii Rolleczek odgrywa rolę pierwszoplanową.

Raj dzieciństwa

Kuba ma siedem lat. Jego mama zmarła, a ojciec pracuje na kontrakcie w Afryce. Chłopiec mieszka z dziadkami i gromadką krewnych w willi z ogrodem, który jest dla niego niemal całym światem:

Życie Kuby upływało na hasaniu po ogrodzie. Krzaki berberysu, kilka śliw, klomby piwonii nie były w stanie przesłonić faktu oczywistego dla chłopca: istniały tu z równą wyrazistością prerie Dzikiego Zachodu, jak i sawanny Afryki. Stary wodociąg, najwierniejszy przyjaciel Kuby, mógł być zarówno szarżującym nosorożcem, do którego strzelało się leżąc na brzuchu, jak i szlabanem zamykającym drogę autu. Ukryta za trzema śliwami stara budka ze spadzistym dachem i loszkiem w ziemi służącym do przechowywania narzędzi ogrodniczych stanowiła – zależnie od okoliczności – olbrzymią górą lodową dryfującą prosto na brygantynę z Morza Emskiego albo też labirynt dla ukrycia skarbów pirackich.

I na ten cudowny zakątek magistrat podnosi świętokradczą dłoń. Na wywłaszczonym terenie stanąć ma banalny blok. Kuba czuje, że jego świat się kończy, chyba że sam powstrzyma budowę. Genialny plan ratunkowy okaże się jednak katastrofą.

Rodzina, ach rodzina

W starej willi mieszka sporo osób. Głównymi opiekunami Kuby są dziadkowe – szlachetny lekarz-społecznik z niezłomnymi zasadami i zajmująca się domem babcia, bezwzględnie demaskująca wszystkie sprawki Kuby, a równocześnie szafarka przysmaków, której nie opłacało się podpadać. Pięterko zajmował nadęty własną urzędniczą godnością wuj Henryk i surowa ciotka Wacława wraz z bliźniaczkami, które wielokrotnie przyprawiały Kubę o ból głowy. Jest jeszcze cicha ciocia Ala i wuj Boromeusz, choć ten rzadko bywa w domu. Do tego dwa psy, pacjenci dziadka, goście i sublokatorzy; aż trudno za wszystkim nadążyć. Chłopiec jednak ze wszystkich sił stara się być na bieżąco, zawsze chce jak najlepiej, ale często wszystko sprzysięga się przeciwko niemu.

Chłopiec katastrofa

Specjalnością Kuby są katastrofy. Energiczny i pomysłowy chłopiec ściąga je sobie na głowę zupełnie mimowolnie, kiedy wspaniale obmyślane zabawy – jak pogrzeb azteckiej królowej – albo szlachetne w intencji porywy (jak zbiórka na ocalenie domu) pociągają za sobą opłakane skutki i nieuchronną karę (w tym, niestety, lanie). Wybryki Kuby wywołują mniejsze lub większe poruszenie, niekiedy wręcz konieczność zwołania sądu rodzinnego (znakomita scena!). Chłopiec nie jest jednak dla najbliższych tylko niesfornym urwipołciem. Co prawda jego bujna wyobraźnia, pomysłowość i gadulstwo przysparzają mu chwilowych kłopotów, to jednak Kuba chłonie mądre nauki dziadka i babci, a oni raz dyskretnie, raz bardziej zdecydowanie prostują ścieżki jego postępowania. Że takie wychowanie przynosi dobre skutki, okazuje się, gdy ojciec chce zabrać chłopca do Maroka, a roztaczana przez niego wizja nowego życia wcale się Kubie nie podoba. Ostatecznym zaś potwierdzeniem, że jego miejsce jest właśnie w krakowskiej willi, staje się heroiczny czyn na pozór oschłej i surowej ciotki Wacławy, która na zawsze zyskuje kącik w chłopięcym sercu.

Na wakacjach i pod choinką

Natalia Rolleczek nie poprzestała na jednej książce o Kubie; powstały jeszcze dwie: „Wyspa San Flamingo” i „Choinka z Monte Bello”. Mimo egzotycznych tytułów ich akcja rozgrywa się w Polsce. Pierwsza jest opowieścią o wakacyjnych przygodach Kuby, którego wuj Boromeusz zabiera nad jezioro; druga zaś to na poły baśniowa historia bożonarodzeniowa. W „Wyspie” Kuba schodzi na nieco dalszy plan, staje się raczej widzem niż bohaterem; obserwujemy przemiany dwunastoletniej Mili, która wraz z Kubą znalazła się pod opieką wuja, poznajemy też Janka, obdarzonego równie bujną wyobraźnią jak Kuba, niepoprawnego marzyciela. Jest tu dużo melancholii i spokoju, chociaż nie brakuje też epizodów dramatycznych. Rolleczek zwraca uwagę na tkwiącą w każdym z nas – a szczególnie w dzieciach – potrzebę akceptacji. „Choinka” też utrzymana jest w spokojniejszym tonie, nieco baśniowym, onirycznym, bo często tak samo jak Kuba nie wiemy, czy wydarzenia, które oglądamy, są prawdziwe, czy może jedynie się przyśniły, są sennym majakiem. W „Wyspie” poznajemy lepiej wuja Boromeusza, niefrasobliwego geologa, w „Choince” dużo miejsca zajmują ciotki: Ala i Wacława, poznajemy też ukrywaną stronę charakteru wuja Henryka, a przede wszystkim zanurzamy się w świątecznej atmosferze czasów, gdy karpia i choinkę się zdobywało, ale za to padał śnieg. Dużo śniegu.

„Morze zielone i słodkie”

„Tylko raz w życiu, w dzieciństwie, pojawia się morze zielone i słodkie. Poza nim wszystkie inne morza świata są słone, gorzkie i grożą rozbiciem, odwodząc daleko od rodzinnego domu” – napisała Natalia Rolleczek w przedmowie adresowanej do swego starszego syna, który jak najszybciej zerwać chciał z dzieciństwem. Nie gardź tym okresem, nie lekceważ go, mówi mu matka. Jeszcze zatęsknisz za tą swobodą i beztroską. I trzeba przyznać, że przygody Kuby budzą tęsknotę za Morzami Emskimi, za tą nieograniczoną niczym wyobraźnią, która stary hydrant zmieniała w szarżującego bizona i rozpędzony pociąg. Ich autorka umiejętnie miesza lekko ironiczny humor i szalone perypetie z poważniejszymi refleksjami. Pokazuje, jak ważna jest rodzina, wsparcie, jakie dają sobie najbliżsi, często niesprawiedliwie oceniani czy niedoceniani; jaki punkt odniesienia na całe życie stanowi dom i zasady, jakie nam wpoił. To wszystko Rolleczek przekazuje z wdziękiem i jakby mimochodem, unikając natrętnego dydaktyzmu.
PS 1. Oddzielny poemat należy się przecudownym ilustracjom Teresy Wilbik, ale nie umiem w poematy.
PS 2. Książkę przeczytałem (powtórnie, po dziesięcioleciach) w ramach akcji „Urocze wakacje z powieściami Natalii Rolleczek”, zainicjowanego przez Pyzę, której wpis gorąco polecam. Warto też zajrzęć do To przeczytałam.

Natalia Rolleczek, Kuba znad Morza Emskiego, ilustr. Teresa Wilbik, Nasza Księgarnia 1972 (tom obejmuje również „Wyspę San Flamingo” i „Choinkę z Monte Bello”).

Podobne pozycje:

Kochana rodzinka i ja

Natalia Rolleczek

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

25 thoughts on “Raj dzieciństwa (Natalia Rolleczek, „Kuba znad Morza Emskiego”)”

  1. Pyza pisze:
    20 lutego 2018 o 16:06

    Bardzo się cieszę, że ten powrót po latach do „Kuby…” był udany :-). Mam wrażenie, że to jedna z najlepszych powieści Rolleczek, bardzo dobrze odmierzone są tu proporcje humoru, melancholii (zwłaszcza w „Choince…”, gdzie udaje się lepiej poznać bohaterów dotąd nieco skrytych — vide Wacława), wspomnień z dzieciństwa i tego, jak pewne rzeczy inaczej odbieramy, kiedy dorośniemy i kiedy zmieni się kontekst. Wojna, która w przygodach Judyty moim zdaniem nie do końca udała się autorce zostać ujętą jako interesujący kontekst dla losów bohaterów (coś jest z tym zdaniem nie tak, ale mam nadzieję, że jest zrozumiałe), tutaj pojawia się ledwo zaznaczona, ale to obrazy potężne.

    A co sądzisz o takim pozbyciu się rodziców Kuby ;-)?

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      20 lutego 2018 o 17:18

      Zdecydowanie jedna z najlepszych. Pamiętam, że w dziecięctwie do mnie w pełni nie przemówiła i wcale się nie dziwię. To jednak powinni czytać głównie dorośli, te smaczki, te refleksje, te nostalgie – to nie dla małoletnich. Wacława jest moją absolutną faworytką. Wątki wojenne nieźle zakomponowane, ale po pół roku detali już nie pamiętam (i znowu, dziecko by ich nie dostrzegło).
      Co do usunięcia rodziców, sierotki to dobrzy bohaterowie literaccy, mamy tu ładne napięcie wywoływane mnogością sposobów wychowywania Kuby. Tatuś zdecydowanie antypatyczny, ciekawe czy to w ramach walki ze zgnilizną moralną Zachodu w literaurze :D Nie wiem, czy odpowiednio to podkreśliłem, ale bardzo mi się podoba sposób traktowania Kuby (minus klapsy, rzecz jasna), rodzina widzi w nim człowieka, a nie niegrzecznego chłopaka. To takie Korczakowskie :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Pyza pisze:
        20 lutego 2018 o 18:40

        Jakoś wyparłam te klapsy, bo tego z kolei ja po kilku miesiącach od lektury nie pamiętam (za to właśnie stawianie na podmiotowość Kuby pamiętam, to że cała ta rodzina się wzajemnie słucha, jest świetne :-)). Zastanawia mnie właśnie ta strategia, że Rolleczek usuwa zupełnie matkę bohatera, właściwie nie ma nawet wspomnień o niej — trochę jakby chciała, korzystając z materiału, jakim było dzieciństwo synów, siebie usunąć w cień w tej historii. Bo lubi korzystać przecież z własnej biografii, więc to chyba celowy zabieg? Chociaż może nadinterpretuję? Co do ojca, właśnie się zastanawiam, czy to bezwzględny zdradziecki inżynier-kapitalista ;-). Ci ojcowie wracający z zachodu zawsze są jacyś podejrzani (vide ojciec Judyty).

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          20 lutego 2018 o 19:23

          Ja bym przełknął babcię dającą po pupsku ścierką, ale egzekucja wykonana przez wuja Henryka niezbyt mi się podobała.
          Co do matki, to chyba nadintepretowujesz. Nie miałem żadnych oporów z powodu braku matki, gdyby żyła, ten układ rodzinny nie byłby tak interesująco dynamiczny; nie sądzę, żeby Rolleczek usunęła ją ze względu na siebie, raczej nie była jej potrzebna fabularnie. A tatuś wiadomo: szlachetny dziadek kontra zięć snob i materialista, nie damy takiemu ani guzika od spodenek wnuka (zresztą tatuś jakoś szczególnie się nie rwie do opieki nad synem, pewnie mu nawet ulżyło, że dziadkowie nie wcisnęli mu Kuby).

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. Pyza pisze:
            20 lutego 2018 o 19:35

            Nie jestem przywiązana do tej interpretacji, raczej chciałam ją przetestować, bo ta postać starszej kobiety, zwykle matki, pojawia się w innych powieściach z tego rzędu „obyczajowego”, i zwykle Rolleczek sporo jej daje ze swojej biografii. A tutaj matki — czyli najoczywistszego wyboru — brak, stąd moje zatrzymanie się nad tą kwestią :-).

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              20 lutego 2018 o 19:52

              Myślę, że chyba przesadzasz z poszukiwaniem podtekstów. Iluż scen zabrakłoby w książce, gdyby Kuba miał matkę. Nie, nie, nie tym razem :)

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
              1. Pyza pisze:
                20 lutego 2018 o 20:08

                Bo ja z tych doszukujących się ;-). Ale dla samego dobra fabuły rozumiem, czemu Rolleczek uśmierciła matkę Kuby ;-).

                Wczytywanie…
                Odpowiedz
                1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                  20 lutego 2018 o 20:25

                  Wiem, wiem, zauważyłem jakiś czas temu :D Ja dla odmiany z tych powierzchownych, to sobie możemy jakiś uśredniony pogląd ustalić :)

                  Wczytywanie…
  2. momarta pisze:
    20 lutego 2018 o 22:18

    Nigdy w życiu nie czytałam niczego autorstwa Natalii Rolleczek (wiem,
    też się dziwię). Kilka miesięcy temu sięgnęłam właśnie po tę książkę
    i… zdechło w połowie. Nawet Teresa Wilbik nie pomogła (uwielbiam i
    jeśli miałabym zaopatrzyć się w egzemplarz, to tylko dla tych
    rysunków).
    Nie wiem o co chodziło, bo wszystko jest jak napisałeś. Smaczków
    sporo, owszem. Chyba akcja była za niemrawa, albo co?
    I właśnie z uwagi na niemrawość akcji myślę, że wznowień nie będzie.
    Współczesny młody czytelnik tego nie zniesie, w każdym razie mój
    Starszy na pewno nie. Pamiętam jak męczył się nad „Tym obcym” (klimat
    w sumie podobny), mało się nie rozpękł z wysiłku:P

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      20 lutego 2018 o 22:19

      Ech, widzę, że Ty też hołdujesz nowomodnej prędkości fabularnej. Akcji lecącej tak szybko, żeby czytelnik nie zauważył, że autor go robi w balona :D U nas Ten obcy przeszedł bezboleśnie, Starsza zażądała nawet kontynuacji, chociaż też woli racze bardziej karkołomne klimaty.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. momarta pisze:
        20 lutego 2018 o 22:26

        Nie wiem czy hołduję, po prostu jakoś przywykłam ostatnio. „Ten obcy” za to szalenie mi się podobał, o! (też nie czytałam do tej pory; czasem zastanawiam się czy nie trzymano mnie w komórce)

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          20 lutego 2018 o 22:28

          Mnie się Ten obcy też nie podobał, rozmemłane takie to było :P Wtedy też wolałem akcję.

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
  3. Bazyl pisze:
    21 lutego 2018 o 10:10

    Na początek miałem zaprotestować, że ta fantazja dziecięca, to mocno przereklamowana, ale całe szczęście coś tam w tej sklerotycznej pałce zaiskrzyło i przypomniałem sobie dwie powalone na bok wierzby, leżące wzdłuż drogi koło domu dziadków. Łomatko z córką, co tam się wyprawiało. Pancerni, niepancerni, cuda, panie kochanku, cuda! Myślę, że na dobrą sprawę każdy miał jakieś swoje Morze Emskie, do którego z chęcią by wrócił. Do tej beztroski i czasów, kiedy wszystko działo się jakby samo :) Pewnie stąd Twój dość sentymentalny ton w tej notce? :)
    Niestety, podobnie jak momarta, nie dokończyłem lektury. W zasadzie wiem dlaczego i nie jest to do końca moja wina. Po prostu wziąłem ją do głośnego czytania i … sklęsło, a ja sam mimo zainteresowania losami Kuby, książki już samopas nie dokończyłem. Za to, nie chcąc powielać błędu, wziąłem ostatnio do domu „Głowę …” Ożogowskiej i oddawszy się samotnej lekturze jestem już za połową :D I przyznać muszę, że zauważam pewną kliszę, która notorycznie jest wykorzystywana przez twórców młodzieżówki tamtych czasów i o której piszesz u siebie („(…) wspaniale obmyślane zabawy (…) albo szlachetne w intencji porywy (…) pociągają za sobą opłakane skutki i nieuchronną karę”). Toczka w toczkę mógłbym ukraść do teoretycznego wpisu o „Głowie …”.
    PS. Do Kuby nie wiem czy wrócę, ale mam coraz większą ochotę na comiesięczną wizytę w Klubie Siedmiu Przygód. I żal, że to właśnie z tej serii nie mam „Głowy …”, bo w przeciwieństwie do jakiegoś nowomodnego wydania, które wziąłem z półki, posiada ilustracje Gwidona Miklaszewskiego :(

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      21 lutego 2018 o 10:27

      Myśmy mieli wielką bryłę betonu, tak ze 3 na 3 metry, robiła za bezludną wyspę i różne takie, jak sobie człowiek wspomni, to sentymentalne nuty obowiązkowe.
      Ja nawet nie próbuję niektórych książek podsuwać dzieciom, one reagują lekkim obrzydzeniem na stare wydania, rozbestwione dzieci kapitalistycznego rynku książki. Sam czytam, podoba mi się albo nie, ale nikt mi głowy nie zawraca. Co do klisz, to wiadomo, że energiczny chłopiec z pomysłami z piekła rodem to swego czasu najatrakcyjniejszy materiał na bohatera. Dziewczynki z pomysłami pojawiły się u nas późno, stawiam, że od Janeczki Chabrowicz :) Importowana Pippi się nie liczy.
      Z Klubu Siedmiu Przygód strzeliłem sobie w zeszłym roku Tolka Banana, niestety zestarzał się kosmicznie. Serial lepszy.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        21 lutego 2018 o 11:27

        Jak tak teraz myślę, to sporo było tych baz do zabawy. Wywrócona przez wiatr jabłonka, tzw. śmietanka, wielkie kopce słomy, w których ryliśmy tajemne tunele i wiele, wiele innych :) Co do sentymentu, to ja też zawsze patrzę przez jego pryzmat, dzięki czemu teksty o książkach z dzieciństwa wychodzą mi jakby łagodniejsze, no, chyba że coś mnie naprawdę wkurzy :P
        Też zrezygnowałem z prezentowania chłopakom hitów swojej młodości, bo wydaje mi się, że ten pociąg odjechał jednak zbyt daleko i nie jest w stanie konkurować z szybką akcją i tryskającymi chwytliwymi grepsami listami dialogowymi, które stanowią gros tekstu współczesnej książki dla młodzieży w niebyt spychając coraz bardziej szczątkowe opisy miejsca akcji czy bohaterów :P Takie prawo zmiany pokoleniowej i kropka :) Dobrze, że choć te rozrywkowce biorą do ręki, bo może się kiedyś wykluje z tego coś poważniejszego. No i jest jeszcze sztuka zarzucania wędki. Wczoraj po obiedzie przytoczyłem scenkę rodzajową z „Głowy …”, na co Starszy zareagował chęcią czytania „jak tylko tato skończysz”. :D
        Dobre klisze nie są złe.
        Z Bahdaja mieliśmy „Kapelusz …” i „Do przerwy …”, obie w audio. Przyjęły się, ale wiadomo, że raz – piłka wiecznie żywa, dwa – kryminał też. Tolek jakoś mi się tak strasznie dydaktycznie jawi, ale zupełnie nie wiem czemu, bo nic już nie pamiętam. Może parę scen z filmu :(

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          21 lutego 2018 o 11:36

          Co to śmietanka?? Brzmi intrygująco.
          U nas niektóre hity mimo wszystko weszły, Ożogowska u Starszej czy Muminki u młodszej, ale wszystko smakowało lepiej w jarmarcznych okładkach. Trudno, ich strata. Albo zysk. Z Bahdaja oglądaliśmy serial, dużo dynamiczniejszy niż książka i mniej smrodliwy dydaktycznie.

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. Bazyl pisze:
            22 lutego 2018 o 12:00

            Nie wiem jaka była właściwa nazwa tej odmiany jabłoni, ale w moich stronach mówiło się o niej per „śmietanka” i jak byłem pacholęciem antyowocowym, tak śmietanki, kosztele i dziadkowe klapsy, żarłem :D Owoc jasny, a miąższ taki jakby lekko musujący, bardzo soczysty.
            Te stare seriale to sam bym chętnie obejrzał, ale na tych Netfliksach to panie tylko Marvele i żadnej klasyki :P

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              22 lutego 2018 o 12:04

              Gugle mówi, że jakaś jabłoń śmietanka istnieje oficjalnie :D Myśmy się u dziadków wyprawiali na papierówki, koniecznie zielone :D
              Stare seriale sobie kiedyś nabyłem na płytach, bo nie lubię polegać na tej całej internetowości, panie dziejku :)

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
            2. Agnes pisze:
              22 marca 2018 o 00:07

              Śmietankówka – tak się u nas mówiło. Rosła też u mnie na wsi.

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
              1. Bazyl pisze:
                22 marca 2018 o 07:54

                Dobrze wiedzieć, że sobie tego nie wymyśliłem :D Szkoda, że te stare gatunki z czasów kiedy do ziemi wsadzało się kijek i z niego rosła, bez oprysków i chodzenia dookoła na paluszkach, jabłoń, już praktycznie nie istnieją. Zostały tylko nazwy :( Kiedyś kupiłem na targu parę sztuk koszteli, ale były nimi tylko z nazwy właśnie :P

                Wczytywanie…
                Odpowiedz
                1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                  22 marca 2018 o 10:34

                  Nazwa mi nic nie mówiła, ale jak popatrzyłem na zdjęcia, to ja znam te jabłka: http://wielkiezarcie.com/artykuly/antonowka-poltorafuntowa-smietanowka-30070576

                  Wczytywanie…
                2. Bazyl pisze:
                  22 marca 2018 o 15:08

                  Najlepsze w tym wszystkim jest to, że to nie jest ta jabłoń. Antonówka jest antonówka i też znam z sadu dziadków, ale „miąższ – mało soczysty”, wyklucza ją jako owoc, który wspominam :D Pewnikiem była to nazwa lokalna, która jak raz zgrała się z istniejącą odmianą :D

                  Wczytywanie…
                3. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                  22 marca 2018 o 15:14

                  No wiesz, podważasz autorytet wielkiego Miczurina :D

                  Wczytywanie…
  4. Agnes pisze:
    22 marca 2018 o 00:25

    Mam dość osobisty stosunek do „Kuby” i nieco osobliwy. Przeczytałam bowiem najpierw książkę, pacholęciem będąc… zaraz, jaki jest żeński odpowiednik pacholęcia?… a potem mama mi oznajmiła, że, tadam, przyjedzie do nas syn pisarki Natalii Rolleczek. Oniemiałam. Myślałam, że Kuba. Potem okazało się, że drugi, Hubert. Przyjechał jako narzeczony mojej kuzynki, z zaproszeniem na ślub.
    Tym sposobem świat książkowy, do tej pory traktowany przeze mnie wyłącznie jako byt mocno oddzielony od życia, stał się czymś niemalże namacalnym. Niezwykłe doświadczenie.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      22 marca 2018 o 08:11

      Ładna opowieść, dzięki. Jedyny żeński odpowiednik pacholęcia, jaki mi się nasuwa, to pachołka, ale to nie brzmi dobrze :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Iwona Zimnicka
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Iwona Zimnicka
5 dni ago
View on Instagram |
1/5
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
 

Wczytywanie komentarzy...
 

    %d