Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Patchwork niedbale zszyty (Anna Mieszkowska, „Mistrzowie kabaretu”)

Posted on 14 marca 201812 grudnia 2019 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Mistrzowie kabaretu

Przedwojenne kabarety obrosły legendą: wielkie gwiazdy, wielkie szlagiery, cekiny, pióra i oczywiście „schody jak w Casino de Paris”. Pewnie wszyscy potrafimy zanucić „Miłość ci wszystko wybaczy”, a nazwa „Qui pro quo” brzmi znajomo, ale czy nasza wiedza sięga głębiej niż barwne obrazki z kilku filmów w stylu „Halo Szpicbródka”?

Autor i konferansjer

Książka Anny Mieszkowskiej mogła być dobrą okazją do dokładniejszego zapoznania się z sylwetkami dwóch wybitnych twórców kabaretowych międzywojnia: autora piosenek Mariana Hemara oraz konferansjera Fryderyka Jarosy’ego, ukazanymi na tle historii ówczesnej rozrywki. Ich drogi zawodowe zbiegły się na początku lat dwudziestych, kiedy współpracowali w licznych, niekiedy mających krótki żywot teatrzykach; połączyła ich przyjaźń, a rozdzieliła wojna. Niestety „Mistrzowie kabaretu” pozostawiają potężny niedosyt, a przede wszystkim poczucie, że autorka nie potrafiła ogarnąć bogatych materiałów, które pieczołowicie zgromadziła przez lata.

Szczęśliwe czasy

Bardzo interesujący jest początek, z opisem pochodzenia i młodości obu bohaterów. Marian Hemar urodził się we Lwowie w rodzinie żydowskiej i był bratem ciotecznym Stanisława Lema. Wcześnie połknął teatralnego bakcyla, zaczął pisać satyry i piosenki, aż w 1924 roku przeniósł się do Warszawy, gdzie wkrótce zasłynął jako twórca licznych szlagierów. Fryderyk Jarosy pochodził z Pragi, po wybuchu rewolucji uciekł z Rosji do Berlina, gdzie połączył go romans ze słynną aktorką Olgą Czechową. Nawiązał wtedy współpracę z kabaretem Niebieski Ptak i z nim przyjechał do Warszawy, gdzie zapuścił korzenie. Nauczył się polskiego i z charakterystycznym akcentem prowadził konferansjerkę kolejnych kabaretowych przedstawień. To jemu zawdzięczamy odkrycie i wylansowanie Hanki Ordonówny, dyrektorował też licznym teatrom. Opowieść o „złotym piętnastoleciu” polskiego kabaretu (1924–1939) powinna się więc aż skrzyć od błyskotliwych anegdot, historii romansów, opisów kolejnych premier. I właściwie wszystko to w niej jest, ale odnosiłem wrażenie, że tekst się nie klei, nie ma rytmu, nie wciąga. Okres ten opisany jest zresztą na zaledwie stu stronach, pozostaje więc wrażenie pewnej pobieżności. A co gorsza – obaj bohaterowie pokazywani są obok siebie: trudno zrozumieć, dlaczego autorka właśnie te dwie postacie postanowiła połączyć, bo jako żywo o łączących ich związkach dowiemy się bardzo niewiele.

Jarosy i Hemar przed wojną.

„W łodziach samotnych”

To wrażenie odrębności pogłębia się dalej, przy opisie przejść wojennych i powojennych Hemara i Jarosy’ego. Hemar, jako autor piosenek wyszydzających Hitlera, wyjechał we wrześniu 1939 roku i przedostał się na Zachód, gdzie ostatecznie pracował dla polskiego wojska. Jarosy pozostał w kraju; aresztowany przez Niemców uciekł, później musiał się ukrywać, trafił do obozu, a po jego wyzwoleniu pozostał na Zachodzie. I znowu widać w tej części zachwianie proporcji: losy Hemara omówione są dość obszernie, Jarosy’ego zaś mocno pobieżnie i chaotycznie, do tego stopnia, że z trudem można je odtworzyć (gdybym nie znał „Urodził go Niebieski Ptak” Stefanii Grodzieńskiej, miałbym z tym spore problemy). Na pewno jednak jest lepiej niż w partiach wcześniejszych, pojawiają się emocje i wzruszenie, na przykład gdy czytamy, co Hemar napisał w 1943 roku:

Jesteśmy rozbitkami świata, storpedowanego przez niemiecką agresję, hitlerowską zbrodnię. Opuściliśmy statek tonący i teraz w łodziach samotnych, w łodziach na wielkim morzu obłąkanych płyniemy ku nowym lądom. Z tego świata , któregośmy bronili, z dobytku, który tonie, musimy ocalić, wziąć z sobą na drogę i do lądów, do których zmierzamy – dowieźć to, co najważniejsze. Co było w tamtym świecie najlepsze, co będzie w każdym przyszłym najwięcej warte: honor człowieka. Wolność człowieka. Szacunek dla człowieka.

„Lądy, do których zmierzamy”

Nowym lądem, do którego zmierzali, okazała się Wielka Brytania, gdzie Hemar i Jarosy próbowali odbudować swoje życie – i powrócić do tego, co kochali i co umieli robić najlepiej: do teatru. Niestety zapotrzebowanie na polski teatr w Londynie okazało się znikome i wszystkie próby pracy w tym kierunku spełzły na niczym. U obu twórców narastało rozczarowanie nową sytuacją życiową. Jarosy popadł w biedę, chorował, wreszcie zmarł w 1960 roku. Hemar utrzymywał się z pisania m.in. dla Radia Wolna Europa; mnóstwo zresztą miejsca poświęca Mieszkowska jego negocjacjom z rozgłośnią w kwestii honorariów, każdy dolar, każdy funt miał znaczenie. Zmarł w 1972 roku.

Fryderyk Jarosy po wojnie i początek jego listu do Hemara.

Patchwork niedbale zszyty

Napisałem na początku, że „Mistrzowie kabaretu” to mogła być dobra okazja do pogłębienia wiedzy o dwóch znakomitych twórcach. Niestety tak się nie stało. Książka, mając dwóch bohaterów, w zasadzie nie ma żadnego; trudno się na którymś skupić, skoro za chwilę autorka przeskakuje do drugiego, na dodatek zbyt słabo akcentując te momenty ich biografii, kiedy ze sobą współpracowali. Jarosy wypada bardzo blado, poza rozdziałem początkowym, Hemar potraktowany został łaskawiej; sporo dowiadujemy się na przykład o jego filozofii twórcy piosenek i stosunku do własnych utworów („Napisałem kilka tysięcy piosenek. O wiele za dużo. Jest wśród nich tylko kilka, o których czasem myślę, że chciałbym, aby mnie przeżyły”). Atrakcyjny materiał, zapewne w wielu miejscach podający pewne fakty i źródła po raz pierwszy, pełen interesujących, dobrze zakomponowanych ilustracji, smakowitych cytatów, nie składa się na równie atrakcyjną całość. Przypomina patchwork: z daleka barwny i pociągający, ale ogląd z bliska pokazuje, że jest pospiesznie sfastrygowany ze źle dopasowanych łatek; szwy się rozłażą, a tu i ówdzie wręcz zieje dziura. Powtarzanie pewnych informacji, a brak innych, nagłe przeskoki w opowiadaniu, przypisy umieszczone w niewłaściwych miejscach każą mi podejrzewać, że ta książka mogła powstawać w drodze kopiowania i sklejania fragmentów wcześniejszych publikacji Anny Mieszkowskiej – a ma ona na swoim koncie i biografię Hemara, i Jarosy’ego. Ponieważ nie znam tych książek, to jest to tylko hipoteza, ale bardzo prawdopodobna, moim zdaniem. Wielka to szkoda, że dysponująca tak wielką wiedzą autorka przedstawiła czytelnikom rzecz tak niedopracowaną. I Hemarowi, i Jarosy’emy należy się dużo lepsza wspólna biografia, ale musimy na nią poczekać.

Anna Mieszkowska, Mistrzowie kabaretu: Marian Hemar i Fryderyk Jarosy. Od Qui pro Quo do Londynu, oprac. graf. Maryna Wiśniewska, Wydawnictwo Zwierciadło 2016.

20 thoughts on “Patchwork niedbale zszyty (Anna Mieszkowska, „Mistrzowie kabaretu”)”

  1. momarta pisze:
    14 marca 2018 o 22:57

    Wprawdzie tych innych dzieł autorki nie czytałem, ale się wypowiem, a nawet postawię hipotezę? Wrzuć tę książkę do wody, jeśli wypłynie, spal ją czym prędzej!
    I czepiasz się, doprawdy. Są obaj panowie na wspólnym zdjęciu? Są. Idąc Twoim tokiem rozumowania, to powinno wystarczyć do postawienia hipotezy o ich związkach:P

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      14 marca 2018 o 23:00

      Mokre książki się nie palą, prosz pani! I co to za dziki pomysł, żeby palić książki, hę? Oczywiście, że się czepiam, bo dostałem zakalec w złotym papierku, a miało być drożdżowe z masą kruszonki :D A to wspólne zdjęcie to na pewno fotomontaż, zszywany na okrętkę, ot co.

      Odpowiedz
      1. momarta pisze:
        14 marca 2018 o 23:05

        Drożdżowe z kruszonką to bym zjadła, rany! I dobrą książkę o zjawiskach kulturalnych (nie tylko kabaretowych) polskiego dwudziestolecia międzywojennego też bym w sumie przeczytała. Gdybyś miał dostęp do takiego pakietu, podziel się czym prędzej!

        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          14 marca 2018 o 23:10

          Drożdzowe z kruszonką w zasadzie mi wychodzi całkiem niezłe. Co do drugiej części prośby, to sam szukam, a jak znajdę, nie omieszkam się pochwalić :)

          Odpowiedz
          1. momarta pisze:
            16 marca 2018 o 20:43

            Nienawidzę zagniatania ciasta drożdżowego, więc czekam niecierpliwie aż odnajdziesz drugą część pakietu Najazd Hunów będzie niczym przy tym, co Ci wówczas urządzę:P
            Jako od pewnego czasu nieobyta w internecie, myślałam, że to tylko u mnie zdechło. Widzę jednak, że nie tylko u mnie. Nic to, będę robić za frekwencję.

            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              16 marca 2018 o 21:39

              Ja sobie zakupiłem maszynę do pieczenia chleba, która zagniatanie załatwia we własnym zakresie. Cudowny wynalazek jakiegoś mądrego człowieka :D
              Dziękuję Ci za chęć robienia frekwencji, kolega Bazyl bowiem jest pochłonięty przez obowiązki i jeszcze tu nie dotarł :D

              Odpowiedz
              1. momarta pisze:
                16 marca 2018 o 22:15

                Też mam taką maszynę. A oprócz tego miskę do ciasta drożdżowego, która robi „ping”. Nie ma to jednak jak własnoręczne zagniatanie – a tu krew się znajdzie, a tam kawałek paznokcia:P
                Doprawdy, kolega Bazyl nie umie ustalić właściwej hierarchii obowiązków, wstydzić się powinien!

                Odpowiedz
                1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                  16 marca 2018 o 22:18

                  Jeśli mam do wyboru zagniatanie maszyną i ciasto albo zagniatanie ręcznie i brak ciasta, to wiadomo, co wybiorę :D Mechanizacja w domu i zagrodzie się przydaje.
                  Koledze Bazylowi uczynię stosowne wyrzuty przy okazji :P

                2. momarta pisze:
                  17 marca 2018 o 21:46

                  Owszem, też doceniam kuchenną mechanizację. Aczkolwiek trzymam w domu dwie makutry (spadek) i żal mi wyrzucić. Jak się włączy maszynę, to klimat jednak nie ten. I odcisków na palcach brak… Aż łza się w oku kręci!
                  A wracając do meritum: czy zastanawiałeś się nad okładką tej książki? Czemu, do diabła, wygląda akurat tak?

                3. Pożeracz pisze:
                  21 marca 2018 o 15:10

                  Wtrącę się nieśmiało, że drożdżowe to ja robię jak ta lala :P

                4. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                  21 marca 2018 o 15:11

                  Musimy kiedyś porównać wypieki :D

  2. zacofany.w.lekturze pisze:
    17 marca 2018 o 22:05

    Pozwolisz, Momarto, że nie będę odpowiedzi ściskał w coraz węższych ramkach :) Makutra fajna rzecz i chętnie bym zaposiadał, natomiast niekoniecznie używał, mam uraz od czasu, gdy kręciłem tonę maku na tort makowy. Ręcznie :P
    Okładka jest głęboko symboliczna, wiadomo, że kabaret to półnagie girlasy z piórami w sempiternach i kabaretkach. Przecież jakby dali zdjęcie Hemara z Jarosym to nakład by nie zszedł :D

    Odpowiedz
    1. momarta pisze:
      18 marca 2018 o 11:31

      Och, a tak dobrze się czułam z talią osy!:P
      Jedną z makutr (tak się to odmienia?) wysłałabym Ci pocztą, ale boję się, że może nie przetrwać tego doświadczenia z racji uzasadnionej wiekiem (osteoporoza!) kruchości.
      Sempiterna – piękne słowo! Taki Hemar, Jarosy i ich sempiterny na okładce – to by dopiero było coś!

      Odpowiedz
      1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
        18 marca 2018 o 11:36

        Zachowaj swój skarb rodzinny, dzieciom przekażesz w posagu :)
        Jak na wielką przyjaźń i współpracę, które ich jakoby łączyły, panowie mają jedno wspólne zdjęcia. I na sempiternach akurat siedzą. To niestety nie były czasy rozpasanych selfiaków w negliżach :D

        Odpowiedz
  3. Bazyl pisze:
    19 marca 2018 o 09:40

    Kulturalne międzywojnie nie ma jakoś szczęścia do piewców. A i z okresem powojennym nie lepiej. Książka o Irenie Kwiatkowskiej pióra pana Dziewońskiego leży i czeka na zryw mojej determinacji. Ja swoją wiedzę o twórcach tamtego okresu czerpałem z artykułów, które kiedyś ukazywały się w jakimś tytule prasy kobiecej, namiętnie czytanym przez Mamę. Krótkie, ale naprawdę ciekawe i o dziwo niekoniecznie plotkarskie :P A „Urodził go …” tradycyjnie w schowku, obok Bujwida :)
    PS. I prawdą jest, że ciekawe osobowości można w biografii „zarżnąć”. Hrabal, o którym Ci wspominałem utonął w okolicznościach, swoistych egzegezach i wywodach na temat osób mu w życiu towarzyszących. Sporo też wyjaśnia, ale i przytłacza cytatami literaturoznawców, które czytam po trzy razy i pojąć nie mogę :P

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      19 marca 2018 o 09:51

      Akurat Grodzieńska bardzo ładnie opiewała. I Samozwaniec. A teraz zaczynam Ostatnią cyganerię Wittlina i też się zapowiada.
      A biograf, który chce wrzucić w swoją książkę WSZYSTKO, co wie, to zuo. Szczęśliwie jakoś biografia Hrabala mnie nie interesuje, to bez żalu odpuszczę.

      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        19 marca 2018 o 10:08

        Stare pióra, wiadomo :) Pisanie pani Stefanii to w ogóle muszę zgłębić, bo coś czytałem i bardzo dobrze się bawiłem. I chyba zacznę robić notatki z lektur i prowadzić jakąś bazę passusów, bo pamięć już naprawdę nie ta. Odnoszę wręcz wrażenie, że ostatnio odkładam książkę na półkę i już w tym momencie nic albo prawie nic z niej nie pamiętam :(
        Pal licho, jak chce wrzucić wszystko choć minimalnie związane z tematem. Natomiast u pana Dziewońskiego nieodzownie każda biografia zaczyna się narzekaniem na tempory, moresy i mizerię współczesnej sztuki kabaretowej, rewiowej i filmowej.

        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          19 marca 2018 o 10:12

          Pani Stefania była mistrzynią, o czymkolwiek pisała :) Załóż sobie notesik na uwagi o książkach, przydatna sprawa.
          Dziewoński to przypadek chyba beznadziejny, można wydłubywać z niego wspomnienia, ale tekst autorski do bani.

          Odpowiedz
          1. Bazyl pisze:
            19 marca 2018 o 15:32

            Już sobie wrzuciłem do koszyczka bibliotecznego dwa tomy, w tym ten o Jarosym :) A na wydłubywanie trzeba mieć czas i ochotę, a mnie jak raz nie zbywa ani na jednym, ani na drugim. Z hrabalowej biografii też czasem coś między tymi manifestami artystycznymi i polityką da się wyłowić. Ale ja jestem kiepski w wędkowaniu. Cierpliwości brak, a to ponoć podstawa :P

            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              19 marca 2018 o 18:12

              Zacznij od Wspomnień chałturzystki, to jest absolutnie rozkoszne :) A na wydłubywanie rodzynków z zakalców też nie mam cierpliwości zazwyczaj.

              Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. 
Przekład Tomasz Bieroń
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. Przekład Tomasz Bieroń
1 miesiąc ago
View on Instagram |
1/5
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
1 miesiąc ago
View on Instagram |
2/5
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia.
Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia. Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
3/5
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
4/5
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. 
„Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Zbigniew A. Królicki
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. „Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Zbigniew A. Królicki
3 miesiące ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT