Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Barwne okruchy szkiełek (Kalman Segal, „Śmierć archiwariusza”)

Posted on 13 maja 201813 maja 2018 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Śmierć archiwariusza
Są w tej książce pierwsza miłość i gwałt, pragnienie życia i nagła śmierć, słodki pokój i brudna wojna, bezwzględność i łagodność, zatracenie się w okrucieństwie i wyrzuty sumienia, sny o lepszych czasach i duszące koszmary. „Śmierć archiwariusza” to saga dwóch rodzin, ukraińskiej i żydowskiej, które żyły obok siebie po sąsiedzku i złączyły się, gdy gorąca krew uderzyła do głów dwójce młodych; opowieść o kresach, gdzie różne żywioły żyły obok siebie w zgodzie aż do chwili, gdy pękały tamy i gwałtowny wicher wydarzeń porywał wszystko ze sobą, rozrzucał po świecie, miażdżył i niszczył.

Historia tamtych ziem

Segal umieszcza opowieść w swych rodzinnych stronach, za Sanem, „na wertepach krajobrazu mego dzieciństwa i dzieciństwa mojego ojca, i dzieciństwa mojego dziada”, które boleśnie doświadczała historia i ludzie:

Tędy wiodła droga dzikich rozbójników i systematycznych morderców, tędy szła droga salwujących się ucieczką. Zdobywcy dopadali ofiar w cichych ulicach miasteczek albo wśród opłotków wsi, pod niebem zalanym ogniem pożarów. Fetowali bezwstydnie, brali bezbronne dziewczęta w domach przy zamkniętych okiennicach, bez świadków, i brali je publicznie na rynkach, na dziedzińcach przed karczmami i zajazdami, a nawet w pobliżu świątyń. Krew dziewic mieszała się z krwią ich matek, trzeszczały gonty na palących się chałupach, płonęły ogniska, nad którymi obracały się woły i cielęta na cześć wiktorii.

Przeszłość ziemi położyła się cieniem na jej mieszkańcach:

Krzywe szable, karabiny, ileż tego żelastwa legło na dnie tamtejszych rzek, iloma szczerymi, nie rocznicowymi łzami wezbrały twoje rzeki, ziemio, coś się tak zażuryła, zasmęciła, żeś nas smętkiem swoim ogarnęła.

Historia tamtych ludzi

W takim pejzażu rozgrywa się historia Bazylego Koby, który przyłączył się do Chmielnickiego w 1648 roku, potem przeszedł na stronę Polaków i za wierną służbę dostał kawałek ziemi i pod opiekę Żyda Nachuma z Mohylewa. I tak stały obok siebie przez stulecia dwa domy: kozacki i żydowski, a losy ich gospodarzy wplatały się wielokrotnie w dziejowe dramaty, które przewalały się przez ten skrawek Rzeczypospolitej, aż wreszcie nawet połączyły ich węzłem krwi. Te zawirowania poznajemy z opowieści jednego z potomków Kobów, który z kolei został spadkobiercą prowincjonalnego archiwisty, latami odtwarzającego rodzinne dzieje. Dla starszego to dzieło życia, rodzaj zadośćuczynienia za własne grzechy i odcięcie się od krewnych. Dla młodszego to próba rozszerzenia „granic naszej egzystencji”: „możemy nasze własne życie umownie zespolić z życiem naszych dobrych czy złych przodków, a ich wzloty staną się naszymi wzlotami. Możemy cofnąć datę naszych narodzin o lat trzysta, możemy dodać naszej egzystencji nieco barwy – tego przecie nigdy nie bywa za dużo”.
I tak podążamy splątanymi ścieżkami ludzkiej egzystencji, poznając krwiste i barwne, często tragiczne postacie; ich miłość i nienawiść, niekiedy złączone „jak miód i ocet w jednym naczyniu”, zbierając ich czyny dobre i złe niczym „barwne okruchy szkiełek”, by złożyć z nich coś na kształt „smutnych witrażyków tutejszych opustoszałych cerkiewek”. Czego nie zanotowały o nich dokumenty i ludzka pamięć, to dosztukowała wyobraźnia, nieuchronnie przekształcając wydarzenia i motywy ich uczestników w opowieść na poły baśniową, a jednocześnie boleśnie realistyczną.

Pisarz zapomniany

Kalman Segal to polski pisarz, urodzony w Sanoku, którego również dotknęły wichry historii; wyemigrował w 1969 roku do Izraela, gdzie dalej tworzył aż do swej śmierci w 1980 roku. „Śmierć archiwariusza” ukazała się w 1967 roku, by po wyjeździe autora popaść w zapomnienie. Niesłuszne, dodajmy. Bo Segal to, jak napisał Jerzy Pilch na okładce książki, „majster”. Ale nie majster w znaczeniu solidnego rzemieślnika, ale mistrza, budującego misterną, rozpiętą między stuleciami historię, rodzinną i lokalną, ale jednocześnie głęboko uniwersalną.
Niezwykłej urody jest język Segala, przesiąknięty miłością, tęsknotą i bólem, bezpośredni i prosty, a jednocześnie obrazowy i poetycki, jednakowo sprawny w opisie spraw codziennych, jak i wielkich uczuć czy gwałtownych emocji. To język, który chłonął słowa polskie, ukraińskie, żydowskie, czerpał z ludowej wyobraźni i tradycji, z liturgii różnych wyznań, z pieśni, ze szczególnym rytmem, rozlewnym i śpiewnym. Dla Segala musiał to być język, którym posługiwał się w dzieciństwie, który słyszał dokoła – naturalny, a nie stylizacja na potrzeby książki.

Powroty

Narrator powieści powraca w rodzinne strony, by odnaleźć i zweryfikować wspomnienia, bo to ważne dla własnej tożsamości, dla poczucia, kim się jest i skąd się pochodzi, co niesie się ze sobą i co można przekazać innym.

Powroty. Dziwne eskapady w przeszłość, przesuwanie wskazówek zegarowych wstecz – czy można taki chronometr skonstruować? Poszukiwanie pnia macierzystego. Nieutulone i sentymentalne ckliwe tęsknoty: jeszcze raz zobaczyć, jeszcze raz objąć, uklęknąć, ucałować, dotknąć, pomacać. Powroty oswojonego zwierzęcia w głąb kniei, z której wyrosło i odeszło […].

Wznowienie „Śmierci archiwariusza” to również powrót: przywrócenie świadomości czytelników autora, który nie zasługiwał na wygnanie z ich pamięci. Szansa, byśmy mogli zajrzeć w ten dawno zaginiony świat, w którym mieszały się narodowości, wyznania, obyczaje, języki, tworząc jedyną w swoim rodzaju kulturę, brutalnie zniszczoną i skazaną na zapomnienie. Powieść Segala to prawdziwy majstersztyk, lektura, moim zdaniem obowiązkowa.

Kalman Segal, Śmierć archiwariusza, Oficynka 2017.

47 thoughts on “Barwne okruchy szkiełek (Kalman Segal, „Śmierć archiwariusza”)”

  1. momarta pisze:
    13 maja 2018 o 20:34

    Ho, ho, ale żeś wygrzebał cudo!
    Czytając Twój post, pomyślałam sobie najpierw o „Annie Kareninie” (to po pierwszym zdaniu), potem o „Spuściźnie” Singera. Niezależnie od tego czy te skojarzenia są trafne, narobiłeś mi apetytu na lekturę, uch.
    I jakżeż piękne pokrzywy, doprawdy! Hodujesz w ogródku?

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      13 maja 2018 o 21:19

      Wygrzebałem zupełnym przypadkiem, mignęło mi zachęcająco na fejsie. Co do Kareniny się nie wypowiem, ale coś z Singera to może w tym jest.
      A pokrzywy nie są, szanowna koleżanko, pokrzywami, tylko kępą kocimiętki posadzoną dla pożytku kotów. Koty zlekceważyły roślinkę, to chociaż fotograficznie wykorzystałem :P

      Odpowiedz
      1. momarta pisze:
        13 maja 2018 o 21:28

        „Annę Kareninę” też znam tylko ze słyszenia, ale tak mi się jakoś wydało podobne:D W każdym razie może nawet nabędę, jeśli mnie jeszcze trochę poprzekonujesz, bo wdrożyłam program oszczędnościowy „5000 plus”, teoretycznie wykluczający zakup czegokolwiek poza suchym chlebem…
        A kocimiętkę do tej pory widywałam wyłącznie suszoną, czuję się więc usprawiedliwiona. Suszoną mój kot też miał w głębokim poważaniu, dodam jednak.

        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          13 maja 2018 o 21:31

          W obliczu wdrożonego programu oszczędnościowego powinienem Cię raczej pozniechęcać :D Wiesz, krew, brutalność, poźoga, wojna, zło w czystej postaci…
          Widać koty z klasą na byle zielsko nie polecą :P

          Odpowiedz
          1. momarta pisze:
            13 maja 2018 o 22:26

            Och, czuję się rozczarowana. Tak bardzo chciałam poczuć się zachęcona. Ale faktycznie, ja to tylko romanse czytać powinnam, albo Mroza dzieła wszystkie, a tego pełno w bibliotekach.

            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              13 maja 2018 o 22:39

              Jak masz w zamian czytać Mroza, to faktycznie nie kup sobie parę razy śledzia i oszczędź na książkę :D

              Odpowiedz
  2. Bazyl pisze:
    14 maja 2018 o 13:35

    Żydzi, Ukraińcy i multikulti! Że też nie boisz się propagować i zachęcać :P

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      14 maja 2018 o 13:37

      Do tego Chmielnicki i Petlura. Normalnie rewizjonizm i szarganie świętości. I właśnie będę zachęcał i propagował, wystarczy, że na 60 lat autor zniknął.

      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        14 maja 2018 o 13:44

        W sumie to ja też teraz nieprawomyślną lekturę mam na tapecie. Niekrześcijańską. O biesach, kikimorach i południcach się zaczytuję :)

        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          14 maja 2018 o 13:46

          Ksiundz Cię z ambony palcem wytknie, wspomnisz moje słowa :D

          Odpowiedz
          1. Bazyl pisze:
            14 maja 2018 o 14:06

            Ciężko mu będzie, bom rzadkim gościem ostatnimi czasy :P

            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              14 maja 2018 o 14:08

              Na ulicy Cię przyhaczy i wypomni :P

              Odpowiedz
              1. Bazyl pisze:
                14 maja 2018 o 14:11

                Wezmę przykład z tytułowej Słaboniowej i dalej niż po obejściu nie będę się wypuszczał :D

                Odpowiedz
                1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                  14 maja 2018 o 14:13

                  Głód Cię wygoni do spożywczaka :P

                2. Bazyl pisze:
                  14 maja 2018 o 14:14

                  Mam dwa, całkiem dobrze zaopatrzone obwoźne. No i może w końcu nauczę się piec chleb :D

                3. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                  14 maja 2018 o 14:17

                  Służę przepisem na prościutki na drożdzach :D

  3. Bazyl pisze:
    14 maja 2018 o 14:39

    Przeniese, bo zwęża :) Jednakowoż najpierw zainwestowałbym w machinę do wyrabiania ciasta. Bo z mojemi ręcyma … :P

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      14 maja 2018 o 14:41

      On bez wyrabiania, ten chleb. Łyżką zamieszasz dwa razy i z głowy. Ale maszyna fajna rzecz.

      Odpowiedz
      1. Bazyl3 pisze:
        15 maja 2018 o 08:55

        No i wczoraj pół wieczoru oglądałem maszyny kuchenne. Co te blogi z ludzi robio :P

        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          15 maja 2018 o 08:57

          Wybrałeś coś? Poka!

          Odpowiedz
          1. Bazyl3 pisze:
            15 maja 2018 o 09:23

            A gdzie. Ceny mnie zabiły. Chyba czas zacząć ćwiczyć nadgarstki :D

            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              15 maja 2018 o 09:36

              W Lidlu trzeba upolować.

              Odpowiedz
              1. Bazyl3 pisze:
                15 maja 2018 o 10:24

                Nie mam zdrowia do polowań. Tym bardziej po tym jak widziałem co się wczoraj działo w sieciowym obuwniczym przy promce -50% :D I tak nic nie kupiłem, bo oczywiście nie ma dużych rozmiarów. A jak już były, to takie że rzeczywiście prosiły się od wiosła w zestawie :)

                Odpowiedz
                1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                  15 maja 2018 o 10:34

                  Bo to trzeba twardym być, nie miętkim :P Zawsze możesz na chińskim allegro kupić :D

                2. Bazyl pisze:
                  15 maja 2018 o 14:14

                  Zobaczę co mamy na stanie, bo jakiścik tam robot jest. Tylko nie wiem czy ciasto miesi :P

                3. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                  15 maja 2018 o 14:15

                  Zwykły mikser też się nada do części tych chlebów.

                4. Bazyl pisze:
                  16 maja 2018 o 08:02

                  Zobaczymy :)

  4. czytanki anki pisze:
    16 maja 2018 o 10:21

    Autorowi udało zmieścić się sagę na tak niewielu stronach? No, no.
    Podpiszę się pod ty,, co napisała Momarta – też miałam skojarzenia z Singerem.
    Będzie czytane.;)

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      16 maja 2018 o 10:48

      Nie jest to saga rodu Forsyte’ów, ale owszem, dzieje rodziny poznajemy, choć w wybranych pokoleniach. Za mało czytałem Singera, żeby się odważyć na większe porównania, ale coś w tym jest. Czytaj, bo jestem szalenie ciekawy, co powiesz :)

      Odpowiedz
  5. czytanki anki pisze:
    16 maja 2018 o 11:40

    Boszsz, co za presja. Jak żyć?:) Nie powiem, zaglądam i przymierzam się do lektury.
    A Singera warto czytać, i dla żydowskiej Warszawy, i dla żydowskiej prowincji.

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      16 maja 2018 o 11:45

      Dwór i Spuścizna mnie niegdyś zachwyciły, Sztukmistrz mnie nieco odchwycił, ale planuję powrót. Ale najpierw poczytam „Ulicę” Rabona.

      Odpowiedz
  6. czytanki anki pisze:
    16 maja 2018 o 12:06

    A mnie naszło na Singera, zwłaszcza po artykule na jego temat w piśmie Chidusz. Nie mówiąc o książkach jego brata i siostry.

    A Ulica też interesująco się zapowiada, zwłaszcza w kontekście miasta robotniczego.

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      16 maja 2018 o 12:14

      Polecam też Bałuty Rabona, ciekawe doświadczenie czytelnicze to jest.

      Odpowiedz
  7. czytanki anki pisze:
    16 maja 2018 o 12:19

    Oszczędź mnie, proszę, bo widzę, że Ulica jest w mojej powiatowej bibliotece i już przebieram nogami, żeby tam podjechać.;) A tu jeszcze Bałuty… Na szczęście (?) ich nie ma w katalogu.;)

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      16 maja 2018 o 12:23

      Bałuty zawsze Ci mogę pożyczyć, jeśli Ulica Ci się spodoba :)

      Odpowiedz
  8. czytanki anki pisze:
    16 maja 2018 o 12:24

    Zawsze to jakaś pociecha.;) Oczywiście dzięki za te tropy, lubię takie klimaty.

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      16 maja 2018 o 12:27

      Polecam się. To miła odmiana po Alejchemie, który pisze o wsi.

      Odpowiedz
  9. czytanki anki pisze:
    16 maja 2018 o 12:27

    Teraz dopiero zajrzałam do sieci i po okładce poznaję, że do Bałut nawet się przymierzałam.;) Za dużo bodźców, stanowczo za dużo.;)

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      16 maja 2018 o 12:34

      Zdecydowanie za dużo, ja sobie już pozakładałem tyle filtrów, że prawie nie wiem, co się wydaje :P

      Odpowiedz
  10. czytanki anki pisze:
    16 maja 2018 o 12:35

    Pomyślę o takim rozwiązaniu.;)

    Odpowiedz
  11. Pożeracz pisze:
    17 maja 2018 o 14:49

    Obowiązkowa? Fiu, fiu. Spod Twych palców to dopiero rekomendacja!

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      17 maja 2018 o 14:53

      Zamierzam głosić chwałę Segala do chwili, gdy pod recenzją Na południe od Brazos napiszę to samo :D

      Odpowiedz
  12. koczowniczka pisze:
    20 maja 2018 o 18:48

    A ja bym chciała się dowiedzieć, co to znaczy „zażuryła”. Pierwszy raz widzę to słowo. :) Z cytatów wynika, że język rzeczywiście jest piękny.

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      20 maja 2018 o 23:20

      To ukraińskie „zasmucić się”. Język jest cudny, można cytować całymi stronami.

      Odpowiedz
  13. Profesjonalny Copywriter pisze:
    21 maja 2018 o 13:46

    Wow, nie znałem tego autora, dzięki za polecenie!

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      21 maja 2018 o 13:50

      Polecam się na przyszłość.

      Odpowiedz
  14. Pingback: Piąty stycznia, ósme urodziny – Zacofany w lekturze

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. 
Przekład Tomasz Bieroń
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. Przekład Tomasz Bieroń
1 miesiąc ago
View on Instagram |
1/5
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
1 miesiąc ago
View on Instagram |
2/5
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia.
Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia. Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
1 miesiąc ago
View on Instagram |
3/5
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
4/5
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. 
„Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Zbigniew A. Królicki
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. „Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Zbigniew A. Królicki
3 miesiące ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT