Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Ograbiona (Emil Zola, „Radość życia”)

Posted on 27 maja 201828 maja 2018 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Radość życia

Zważywszy istną lawinę nieszczęść, jakie spadają na główną bohaterkę i jej najbliższych, tytuł powieści Zoli odczytywać można jako gryząco ironiczny. A jednak gdyby nie umiejętność cieszenia się drobiazgami, życie Pauliny Quenu byłoby doprawdy nie do zniesienia.

Błogosławiona sierota

Dziesięcioletnia, zamożna sierota po paryskich rzeźnikach trafia do domu wujostwa na ponurym morskim wybrzeżu, nad wioską, którą regularnie zalewają fale. Ciotka, pani Chanteau, jest prymitywną drobnomieszczanką, która wszystkie swe ambicje i nadzieje ulokowała w synu, Łazarzu, młodzieńcu przystojnym i niepozbawionym przymiotów umysłu, niezdolnym jednak zainteresować się jakimkolwiek przedmiotem czy zamiarem na czas dłuższy. Pierwsze niepowodzenia czy trudności bez trudu gaszą płomień zaangażowania. Pan Chanteau cierpi na podagrę, a ataków choroby nie jest w stanie znieść ani jego żona, ani służąca. Dobra, czuła i radosna Paulina szybko okazuje się błogosławieństwem dla rodziny; a im starsza się staje, tym większym. Ciotkę wyręcza w sprawach gospodarskich i jest dla niej podręczną kasą zapomogowo-pożyczkową, gdyż opiekunka czerpie z majątku sieroty; wuja pielęgnuje podczas ataków, niosąc mu ukojenie; a dla Łazarza staje się towarzyszką zabaw, partnerką do rozmów i snucia planów, wreszcie narzeczoną, choć nigdy nie dojdzie do zaręczyn. Związek młodych jest po myśli pani Chanteau; w przypadku małżeństwa nikt nie będzie drobiazgowo rozliczał jej z opieki, ukochany syn zaś będzie zabezpieczony materialnie. A Łazarz nie należy do tanich w utrzymaniu; zamierzenia ma wielkie i kosztowne – za wszystkie płaci jego przyszła żona.

Anioł w koszmarnym domu

Na tle koszmarnego domostwa Chanteau Paulina jawiła się niczym anioł: piękna, dobra, inteligentna, radosna, szlachetna, szczerze wszystkich kochająca. Inni jednak jej uczuć nie odwzajemniali: póki sierota była bogata, ciotka hołubiła w sercu myśl o ożenieniu jej ze swym jedynakiem. Gdy majątek stopniał, pani Chanteau znienawidziła wychowankę. Wuj, z egoizmem chorego, domagał się od Pauliny nieustającej opieki; biedne dzieci z rybackiej wioski wykorzystywały jej dobroć, by wyciągać jałmużnę. Łazarz zaś zbyt skupiony był na sobie, by szczerze kochać dziewczynę, chociaż ona we wszystkim go wspierała. Paulina przypominała drzewo, na którym pasożytują inne rośliny. Ograbiona z pieniędzy i z miłości nadal jednak gotowa była do najdalszych poświęceń dla tych, których kochała. Gdy nie miała już nic swojego, pociechę mogła czerpać już tylko z drobiazgów.

Naturalistyczny Kopciuszek

Historia Pauliny to opowieść bez happy endu o Kopciuszku, wielokrotnie zdradzanym i wyzyskiwanym. Jej dobroć pozostanie bez nagrody, przyjmowana przez wszystkich jako coś oczywistego, co im się należy i za co nie trzeba nawet dziękować. Mimo że wychowywana w ciasnocie pojęć przez ciotkę, Paulina rozwinęła się dzięki swobodzie, jakiej mogła zażywać nad morzem i koleżeńskim rozmowom z Łazarzem, którego zresztą przewyższała i moralnie, i intelektualnie. Obserwujemy dojrzewanie dziewczyny – również fizyczne; zadziwienie zmianą kształtów ciała, szok pierwszej miesiączki, odkrywanie z naukowych podręczników tajemnic rozmnażania, narodziny pożądania i miłości. Wszystko to w czasach, gdy dziewczętom nie wypadało o tych sprawach ani wiedzieć, ani mówić. (A dopełnieniem edukacji Pauliny w tym względzie stanie się udział w odbieraniu ciężkiego porodu).

Fale nieszczęść

Zola wręcz zalewa (i to niemal w sensie dosłownym) swych bohaterów kolejnymi falami nieszczęść. Nieuleczalna choroba wuja kładzie się cieniem na życiu domowników, podobnie jak późniejsza choroba ciotki. Słomiane zapały Łazarza rujnują materialnie Paulinę, wywołują u ciotki nienawiść do wychowanki, wreszcie odbierają dziewczynie ukochanego. Wzburzone morskie wody kawałek po kawałku pochłaniają rybacką wioskę u stóp domu Chanteau, pogłębiając i tak wielką nędzę mieszkańców, której nawet Paulina nie jest w stanie złagodzić. Poznaje ona tylko głębię demoralizacji sąsiadów. I nawet największe poświęcenie bohaterki nie jest w stanie przywrócić rodzinie szczęścia i radości, a ją samą kosztuje ogromnie wiele. W swym altruizmie rezygnuje ze wszystkiego, nawet z szansy ucieczki z toksycznego gniazda. Pozostają jej tylko drobne radości codziennego życia.

Optymistyczny manifest?

W „Radości życia” Zola chciał przeciwstawić się nihilizmowi, pesymizmowi, bierności, które w powieści uosabia Łazarz, niestały, słaby, opanowany lękiem przed śmiercią, niezdolny do szlachetnych porywów. Jego egoizm przeciwstawiony jest altruizmowi Pauliny; jego pesymizm jej optymizmowi. Muszę jednak zauważyć, że Zola chyba przedobrzył i ogrom tragedii walących się na bohaterkę przysypał planowaną wymowę powieści. Do rodziny Chanteau można czuć tylko niechęć, dla Pauliny zaś żywić jedynie głębokie współczucie. Jej wiary w życie i optymizmu nie da się odbierać jako potwierdzenia, że radość życia pozwala przetrwać wszelkie burze. Ma się raczej wrażenie, że skrzywdzonej dziewczynie w jej nieszczęściu pozostało wyłącznie skrupulatnie zbierać okruchy radości, by w ogóle przetrwać i nie załamać się. Trudno myśleć, że coś się zmieni w jej sytuacji; na pewno ona sama nie zrobi nic, by dokonać zmiany. Pozostanie przykuta do domu wujostwa swym poczuciem obowiązku. I może tylko nie zgorzknieje zbyt szybko. Marna to jednak pociecha i dla niej, i dla czytelnika.

Emil Zola, Radość życia, tłum. Maria Hulewiczowa, Państwowy Instytut Wydawniczy 1959 [Rougon-Macquartowie, t. 12]

28 thoughts on “Ograbiona (Emil Zola, „Radość życia”)”

  1. koczowniczka pisze:
    27 maja 2018 o 21:49

    Poruszenie tematu miesiączki świadczy o wielkiej odwadze Zoli. W tamtych czasach nie wypadało pisać o takich sprawach. :)

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      27 maja 2018 o 21:53

      On już wcześniej o tym pisał, ale teraz poszedł na całość. Do tego opis porodu z komplikacjami i kolejny skandal literacki jak w banku.

      Odpowiedz
  2. Bazyl pisze:
    28 maja 2018 o 09:06

    Jestem na takim etapie, że łączę się w nihilizmie, pesymizmie i bierności z Łazarzem. I skoro piszesz, że nie ma happy endu, to nie sądzę, żeby to była (chwilowo), lektura dla mnie. Choć czytany właśnie Chmielarz, też potrafi chwilami skopać po nerkach i wbić w grunt :( Pora chyba sięgnąć po jakąś radostkę. Niestety nie znam nic nowego, więc pewnie padnie na jakiegoś pewniaka z już przeczytanych :)

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      28 maja 2018 o 09:11

      Nie łącz się z Łazarzem, to wyjątkowy palant był :) A z rzeczy radośniejszych jest nowa Kisiel, chociaż ebook dopiero za tydzień. Nowa Wójtowicz, chociaż jeszcze nie czytałem, ale głosy mówią, że zabawne. Bo „Trupa” Jadowskiej chyba czytałeś?

      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        28 maja 2018 o 09:57

        Gdybyś posłuchał opinii o mnie … :P A radośniejsze nie wystarczy. Potrzebuję bomby humorystycznej, tarzania się w rechocie i takich tam :D

        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          28 maja 2018 o 09:59

          Rechotliwych nie znam, nie sądzę, żebyś miał ochotę na trzecią Arystokratkę :P

          Odpowiedz
          1. Bazyl pisze:
            28 maja 2018 o 11:38

            Nie. Już mi Kitek odradził :)

            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              28 maja 2018 o 11:40

              Taka zła? Arystokratka znaczy?

              Odpowiedz
              1. Bazyl pisze:
                28 maja 2018 o 13:04

                Ponoć. Chyba zacznę powtarzać wczesną Chmielewską, bo już niewiele pamiętam. Gorzej jak mi się kompatybilność zatraciła. Kitkowi koleżanka polecała jeszcze do śmiania „Krystyno, nie denerwuj matki!”, ale jakoś nie słyszałem odgłosów świadczących o tym, że przy lekturze można boki zrywać. Co o niczym nie przesądza, bo ja mam z MŻonką średnio kompatybilne poczucie humoru :P

                Odpowiedz
                1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                  28 maja 2018 o 13:06

                  Wczesna Chmielewska zawsze dobra. Ale czytanie matczynych blogów, nawet jako książki, to dość ryzykowne mi się zdaje :P

  3. czytanki anki pisze:
    28 maja 2018 o 11:55

    Zamożna sierota – jak to brzmi.;)
    A tak bardziej serio – czytasz Zolę wg kolejności?c

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      28 maja 2018 o 12:00

      No nie poradzę, sprzedaż biznesu po rodzicach przyniosła spore pieniądze, więc sierotka nie musiała gęsi pasać. Dawno temu czytałem, co w bibliotece było, a niestety nie dysponowała kompletem. Więc teraz czytam wg kolejności, to ma niewielki wpływ na całokształt wrażeń, ale przynajmniej nic nie pominę :)

      Odpowiedz
  4. czytanki anki pisze:
    28 maja 2018 o 12:09

    W takim razie jesteś już na zaawansowanym etapie.;)

    Mnie ostatnio trafiła się w bibl. darach „Kartka miłości” (t. 8) i chyba od niej zacznę. Bo na całość nie mam co liczyć.

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      28 maja 2018 o 12:13

      To akurat jak na początek trochę mdłe, przynajmniej jak na Zolę, ale spróbuj. W sumie początek cyklu też jest mdły, pomijając Brzuch Paryża, rozkręca się w zasadzie od Nany.

      Odpowiedz
  5. czytanki anki pisze:
    28 maja 2018 o 12:50

    Czytałam, że ten tom jest inny, ale nic to, mam pod ręką, więc od niego zacznę. Brzuch raczej trudno znaleźć w bibliotekach.

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      28 maja 2018 o 12:55

      No inny, bo mało pazura. Taki mocno romansowy raczej. Ale dla smaczków warto.

      Odpowiedz
  6. Bazyl pisze:
    28 maja 2018 o 13:39

    cdn. A nie wiem, nie zgłębiałem co to. Kiedyś się wziąłem za coś takiego (zbeletryzowany czy tam dostosowany do wersji książkowej blog), ale jakoś po kilkunastu stronach odłożyłem. Coś ze świnią jakąś w tytule … Nieważne. Też miało być śmiesznie, ale nie było :)

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      28 maja 2018 o 13:41

      Czyli w sumie nie ma to jak Prusky. Wawrzyniec :)

      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        30 maja 2018 o 08:37

        Tylko czy ojca nastolatków będzie śmieszył jak przed laty? :P W sumie szkoda, że nie kontynuował kariery pisarskiej. Albo choć blogerskiej :( Zawsze też można sięgnąć po uznane „hity”. Dla beki. I porównać doznania z Armadą na ten przykład. Albo KM :D

        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          30 maja 2018 o 08:40

          Znalazłem ostatnio na nocnej szafce mojej MŻonki „Jędrne kaktusy” i sobie podczytałem wybiórczo. Dalej bawi :) KM jednak nie polecam :P

          Odpowiedz
          1. Bazyl pisze:
            30 maja 2018 o 15:22

            Skrótowce prowadzą do nieporozumień. Ja wiem, że Ty wiesz, ale … Miałem na myśli porównywanie z Królową Matką :D A do lektury samwieszkogo mnie nie ciągnie. Boję się pozwu za uszkodzenie ciała przypadkowych przechodniów miotaną książką :P

            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              30 maja 2018 o 16:27

              Obosz, pojechałem najprostszym skojarzeniem, za co serdecznie Królową Matkę przepraszam :D

              Odpowiedz
  7. dorota pisze:
    29 maja 2018 o 18:25

    Moje klimaty. Już idę do księgarni ;P

    Odpowiedz
  8. Jarek pisze:
    30 maja 2018 o 05:26

    Czytałem fragmenty w liceum, zrobiły na mnie piorunujące wrażenie. Teraz mam ochotę na przeczytanie całości.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      30 maja 2018 o 08:05

      Bardzo zachęcam, bo warto.

      Odpowiedz
  9. guciamal (małgosia) pisze:
    2 czerwca 2018 o 00:47

    Twój wpis przypomniał mi, że na półce kurzy się jakiś kolejny tom Zoli. Ponieważ nie pałam natychmiastowym zapotrzebowaniem na lekturę rechotliwą, więc po Radość życia (której brakuje radości) też sięgnę. Zola, nawet nieco słabszy nie jest zły, ja przynajmniej mam doń słabość i lubię czytać, nawet, jeśli ma pewne mankamenty.

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      2 czerwca 2018 o 00:49

      Faktycznie, u niego nawet jak fabuła słabsza, to postacie wyraziste, jak bohaterowie kiepscy, to opisy na medal :) W każdym przypadku ma się przyjemność z czytania.

      Odpowiedz
  10. Iv. Smol pisze:
    23 czerwca 2018 o 22:20

    Nie czytałam jeszcze nic Zoli, chyba zacznę od tej książki:)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. 
Przekład Tomasz Bieroń
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. Przekład Tomasz Bieroń
1 miesiąc ago
View on Instagram |
1/5
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
1 miesiąc ago
View on Instagram |
2/5
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia.
Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia. Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
1 miesiąc ago
View on Instagram |
3/5
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
4/5
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. 
„Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Zbigniew A. Królicki
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. „Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Zbigniew A. Królicki
3 miesiące ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT