Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Księgozbiory polskie, cz. 13: Biblioteka pisarki

Posted on 23 stycznia 201924 stycznia 2019 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

 

„Niektórzy mówią, że składamy się z tego, co jemy. Otóż ja – przynajmniej w połowie – składam się z książek. Należę do klanu pożeraczy, w rodzinie czytali wszyscy, a na książki zawsze wydawało się majątek”. Tak smakowicie szczecińska pisarka Monika Szwaja rozpoczęła jeden ze swoich felietonów poświęconych książkom i czytaniu. W zbiorze autobiograficznych tekstów Szwai jest podobnych wspomnień całkiem sporo. I nic dziwnego…

„Moja biografia książkowa”

Więc najpierw dom rodzinny. Czytali wszyscy nałogowo, a ojciec, z zawodu zresztą leśnik, potrafił starszemu rodzeństwu czytać książkę wydaną w języku niemieckim (np. Marka Twaina, do którego i ja potem dorosłam) i od razu tłumaczyć ją na polski. Tak to było po wojnie, że nowi mieszkańcy ziem zachodnich korzystali z niemieckich księgozbiorów, własne pozostawiwszy gdzieś daleko. Urodziłam się jeszcze w ostatnich miesiącach pierwszej połowy XX wieku i kiedy tylko nauczyłam się czytać, bez problemów popadłam w rodzinny nałóg. Ojca już zabrakło, ale wciąż czytali mama, siostra i brat. We wczesnym małolactwie przeczytałam wszystko, co do tej pory napisano dla młodzieży. Wszystkie „Słoneczka”, „Małe księżniczki”, „Anie z Zielonego Wzgórza” dla dziewczynek i dla równowagi wszystko, co czytywali raczej chłopcy: pochłaniałam Londona i Curwooda, Kiplinga i Centkiewiczów, opowieści o bohaterskich radzieckich polarnikach. Podrastałam. Rzuciłam się na kryminały. Conan Doyle, Agatha Christie, Chmielewska, która właśnie zaczęła pisać. Uwielbiałam Dumasa i Sienkiewicza. Kochałam „Kapitana Blooda” i „Sokoła morskiego” Sabatiniego, ale też „Znaczy Kapitana” i „Krążownik spod Somosierry” Borchardta, i lotnicze książki Meissnera. Zachłysnęłam się „Dżumą” Camusa i „Naszym wspólnym przyjacielem” Dickensa. Balzakiem i Thackerayem. Przemówili do mnie poeci, przemówił Szekspir, a zaraz po nim Witkacy… Przyszli Huxley i Priestley, Remarque i Tomasz Mann, i Czechow, i Puszkin, i wielu innych jeszcze. Studiowałam polonistykę – z potrzeby serca, nie z musu – i poznawałam kolejne dziesiątki książek. […]

„Czytało się wszędzie i zawsze”

[…] Wspólną pasją rodzinną było zawsze przestawianie mebli. Nigdy o ludzkiej porze. Co dwa, trzy miesiące, przeważnie koło dziesiątej wieczorem ktoś toczył lekko błędnym okiem po pokoju i z namysłem zaczynał: „mam pomysł”… Reszta rodziny natychmiast wrzeszczała: „nie, nie teraz, nie przestawiamy niczego”. Pół godziny później wszystkie meble fruwały. Rodzinka taszczyła kosze durnostojek i stosy książek. Potem trzeba było od nowa porządkować, co trwało długo, bo wszyscy te książki podczytywali, siedząc na podłodze, albo na poręczy kanapy (zawalonej literaturą).

Książki były we wszystkich naszych domach i już. Nawet w latach biedy i sprzedawania antyków. Podobnie jak w uroczej powieści Marii Pruszkowskiej „Przyślę panu list i klucz”, cukiernica na stole służyła głównie, jako podpórka do mniejszych i większych tomików. W to, że czytanie przy jedzeniu jest niegrzeczne albo niezdrowe nikt nie wierzył. Czytało się wszędzie i zawsze. To były czasy beztelewizyjne! Mieliśmy taki wielki fotel – w mieszkaniu śródmiejskim siadywałam w nim, opierając stopy o ciepły piec i pochłaniając kolejne powieści. Książki książkom w końcu pomogły – kiedy zaczęłam zarabiać na własnych, mogłam wreszcie urządzić to, na co nigdy nie miałyśmy dość forsy: domową bibliotekę. Cały (uczciwie mówiąc – piwniczny) pokój w półkach! Książki w jednym rządku, a nie upchnięte kupkami. No, ale niestety, ani mamy, ani Małgosi już nie ma. Syn znienacka wydoroślał i się wyprowadził. W domu jestem ja, dwa psy, kot i książki. Pani Gosposia kiedyś je policzyła i wyszło jej cztery tysiące. Patrzcie państwo, a ja myślałam, że tylko dwa. […]

„Kocham książki”

Czy zrobiłam sobie z mózgu śmietnik? Nie. Doceniłam natomiast różnorodność świata, ludzi i literatury. Poznałam wiele rodzajów relacji międzyludzkich. Nauczyłam się patrzeć na rzeczywistość, jako na fascynujący konglomerat, do którego nas, szczęśliwców, rzucono, abyśmy nigdy w życiu nie zaznali nudy.

Najrozkoszniejsze przy czytaniu było zawsze to coś, co nie pozwalało odejść od książki, dopóki nie przeczytało się jej do końca, l to, co kazało wielokrotnie wracać do różnych ukochanych fragmentów poezji czy prozy.

Od jakiegoś czasu sama piszę książki – i zawsze staram się tak skonstruować powieść, żeby czytelnik się nie męczył, żeby miał przyjemność, no i naturalnie, na końcu mógł wyciągać jakieś konstruktywne wnioski. Kochałam książki, które czytałam, i chciałabym, żeby czytelnicy lubili te, które piszę.

Monika Szwaja, Dupersznyty… czyli zapiski stanu Szwajowego, SOL 2017, s. 25, 43–45.

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

23 thoughts on “Księgozbiory polskie, cz. 13: Biblioteka pisarki”

  1. Bazyl pisze:
    24 stycznia 2019 o 05:28

    Czasy beztelewizyjne i, dodałbym od siebie, bezinternetowe. Chyba nawet bardziej te drugie, bo sam po sobie widzę, jaki to jest cholerny odciągacz uwagi. Nie tylko od książek :(

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      24 stycznia 2019 o 08:06

      Idziemy w kombatanckie wspomnienia? Chociaż ja czasów beztelewizyjnych nie pamiętam :) Zresztą mnie telewizor nie przeszkadzał w czytaniu, mógł sobie brzęczeć w tle. Teraz to raczej fejsbuka trzeba wyłączać, żeby porządnie poczytać :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. Sylwka | unserious.pl pisze:
      24 stycznia 2019 o 09:13

      Brakuje tylko sławetnego „Za moich czasów…” ;) :D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
        24 stycznia 2019 o 09:16

        Mimo iż robimy takie wrażenie, wcale nie jesteśmy aż tak wiekowi :D

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. Bazyl pisze:
          24 stycznia 2019 o 09:44

          Nie o kombatanctwo tu idzie, ale o twardą rzeczywistość. Mam coraz więcej problemów ze skupieniem uwagi i wcale mnie nie dziwi brak tej umiejętności u większości młodszego pokolenia :( Wiem natomiast, że przekładanie mojego skromnego księgozbioru skończyłoby się jak u pani Szwai. Zasiadłbym z czymś w kąciku, tak na chwilkę i przepadł :D

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
            24 stycznia 2019 o 09:48

            Tak, też to mam, a dzieci to w ogóle. Chociaż akurat jak trafią coś fajnego do czytania, to siedzą, póki nie skończą. To nie obejmuje głównie odrabiania lekcji :) A porządki w księgozbiorze to wiadomo, czarna dziura, człowiek przepada na godziny.

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. Bazyl pisze:
              24 stycznia 2019 o 13:28

              U mnie tak ostatnio weszły dwa dziecięce kryminały pani Guzowskiej. Aż schrypłem :P Co ciekawe, zawsze wydawało mi się, że moje młodsze dziecko robiące, wydawać by się mogło, podczas seansu czytania wszystko oprócz słuchania, wie więcej na temat fabuły niż sam lektor. Łącznie ze szczególikami. Sprawdzone. Więc może nie jest tak źle :)

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
              1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                24 stycznia 2019 o 16:54

                Ty to jednak dzielny jesteś czytacz. Chociaż ja się ostatnio poświęciłem i spłakałem na Braciach Lwie Serce :(

                Wczytywanie…
                Odpowiedz
                1. Bazyl pisze:
                  25 stycznia 2019 o 11:16

                  Wrzuciłem kiedyś do CD, jeszcze w poprzednim aucie, ale szybko wyłączyłem, bo po pierwszych akapitach nie widziałem drogi przez łzy. Chyba nie wrócę :(

                  Wczytywanie…
                2. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                  25 stycznia 2019 o 11:23

                  Dziecko sobie czyta samo, a ja tylko fragmenty, ale akurat początek padł na mnie. Nie wiem, czy sobie doczytam to, co jest pomiędzy.

                  Wczytywanie…
  2. czytankianki pisze:
    24 stycznia 2019 o 09:48

    Boszsz, chyba doszłoby do rozlewu krwi, gdyby u mnie w rodzinie tak często przemeblowywano mieszkanie.;) Jak dla mnie przynajmniej książki powinny stać/leżeć w tym samym miejscu, inaczej się nie połapię, gdzie co upchnęłam.;(
    Bardzo różnorodne rzeczy p. Szwaja czytała.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      24 stycznia 2019 o 09:54

      Ja tam sobie lubiłem przemeblować pokoik, szczególnie pod kątem upchnięcia dodatkowych książek. Ale żeby całe mieszkanie, to nie, zdecydowanie :P Co do wyboru lektur, to Szwaja napisała o nich więcej, może jeszcze kiedyś pocytuję. A w jednej z jej powieści bohaterów łączy zamiłowanie do „Niewidomego w Gazie” Huxleya :) Albo do „Kontrapunktu”, muszę sprawdzić.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  3. czytankianki pisze:
    24 stycznia 2019 o 12:38

    Czy wyjaśnione jest, z czego dokładnie wynika to zamiłowanie do Huxleya?

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      24 stycznia 2019 o 12:52

      Mgliście pamiętam, ale chyba tak. Sięgnę po książkę po powrocie do domu :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
        24 stycznia 2019 o 17:09

        Pani robi kandydatowi na narzeczonego szybki przegląd biblioteczki i widząc, że same książki, które i ona ma i lubi, daj mu plusa. A na widok zaczytanych Huxleyow daje kandydatowi dwa dodatkowe plusy. Kołacze mi po głowie, że była jeszcze jakaś dyskusja o tych Huxleyach, ale nie mogę namierzyć. Ale zrobię sobie powtórkę całości, skoro niewiele pamiętam :)

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
  4. czytankianki pisze:
    25 stycznia 2019 o 10:47

    O, ja też bym dała.;) Takie „niuanse” zbliżają, wiem to po sobie.;)
    Dzięki za sprawdzenie.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      25 stycznia 2019 o 11:12

      No więc przeczytałem dzieło po raz kolejny. Wychodzi, że pani uwielbiała Huxleya, więc uwielbienie Huxleya u ewentualnego fatyganta okazało się przełomowe :) Książki zbliżają ludzi więc :) Swoją drogą, po lekturze tej Szwai zdobyłem sobie niegdyś ten słynny Kontrapunkt, stoi i się kurzy. Ja bym punktów nie zarobił :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  5. koczowniczka pisze:
    25 stycznia 2019 o 11:34

    Przestawianie mebli o dziesiątej wieczorem? Na takie coś może pozwolić sobie tylko ten, kto ma własny dom. Już wyobrażam sobie te pretensje sąsiadów z dołu i z góry, gdybym w porze ciszy nocnej coś przestawiała… :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      25 stycznia 2019 o 11:37

      Może robili to po cichu, mieli grube stropy albo tolerancyjnych sąsiadów :) Bo na pewno w kamienicy też im się zdarzało.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  6. czytankianki pisze:
    25 stycznia 2019 o 11:43

    Wierzę w to, co powiedział Pilch: posiadanie książek jest formą lektury.:))))))
    Mam Kontarpunkt przypadkowo zdobyty na jakiejś wymianie. Okładka (czarna) jest tak mało zachęcająca, że jak dotąd leżakuje w szafie w stercie innych zdobyczy. A z tego, co czytałam w sieci, to b. dobra rzecz.;)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      25 stycznia 2019 o 11:45

      Niech Pilch przekona do tego moje czytelnicze sumienie, miotane wyrzutami :) Też mam Huxleya z wymiany, prawie nówka sztuka, widać właściciel nie chciał zarobić plusa u narzeczonej :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  7. czytankianki pisze:
    25 stycznia 2019 o 14:29

    Albo narzeczona miała inny gust.;)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      25 stycznia 2019 o 14:51

      Może :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
1 tydzień ago
View on Instagram |
1/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
W potoku słów, jaki Cher wygenerowała w pierwszym tomie swojej autobiografii, niemal ginie to, co w tej opowieści najważniejsze: historia dziewczyny, która wbrew traumom, bez wsparcia i właściwych wzorców, próbuje się wybić, a gdy już jej się udaje, musi jeszcze nauczyć się decydować o sobie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Adam Tuz
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
W potoku słów, jaki Cher wygenerowała w pierwszym tomie swojej autobiografii, niemal ginie to, co w tej opowieści najważniejsze: historia dziewczyny, która wbrew traumom, bez wsparcia i właściwych wzorców, próbuje się wybić, a gdy już jej się udaje, musi jeszcze nauczyć się decydować o sobie. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Adam Tuz
3 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
 

Wczytywanie komentarzy...
 

    %d