Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Rodzinna układanka (Zbigniew Zawadzki, „Przetwórnia”)

Posted on 13 kwietnia 20193 sierpnia 2020 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

PrzetwórniaMariusz Ziomecki wysoko powiesił poprzeczkę wszystkim autorom, którzy chcieliby losy swoich bohaterów powiązać z kluczowymi wydarzeniami z historii Polski. Jego „Mr Pebble i Gruda” to brawurowa historia pokolenia urodzonego na początku lat pięćdziesiątych XX wieku, dla którego przełomy historyczne były też przełomami życiowymi, momentami dokonywania ważnych wyborów, decydującymi o ich dalszych losach. Na tym tle „Przetwórnia” Zbigniewa Zawadzkiego wypada dość blado, mimo iż miała szansę stać się interesującą opowieścią o dziejach specyficznej rodziny.

Rodzinna układanka

W 2013 roku S. ma nieco ponad sześćdziesiątkę i chyba niewiele do roboty. Chyba, bo tak naprawdę bardzo niewiele się o nim dowiadujemy. Autor pozbawił go nawet imienia – dlaczego? Trudno dociec. Bo raczej nie dlatego, że ma uosabiać przeciętnego Polaka urodzonego na początku lat pięćdziesiątych. Nie z tym pochodzeniem i doświadczeniami młodości. W każdym razie widzimy S. w różnych banalnych codziennych sytuacjach, jak rozmyśla o swoich sprawach, a przy okazji słucha i obserwuje, co dzieje się dokoła. Potem dopisuje przypadkowym osobom tożsamość i życiowe scenariusze, a my brniemy przez te niezbyt ciekawe i niezbyt oryginalne opowiadania, zastanawiając się, czemu to ma służyć. Co jakiś czas jesteśmy przerzucani w przeszłość S., by odkryć wraz z bohaterem kolejny fragment jego rodzinnej historii: poznać rodziców, braci, dalszych krewnych i ich złożone losy przedwojenne i wojenne, dowiedzieć się, jak ojciec został partyjnym dygnitarzem, jak poznał matkę S., jak potoczyły się losy braci S. i jego ciotki. To naprawdę interesujące: awans społeczny chłopaka z klasy robotniczej, który zetknął się z komunizmem i zrobił po wojnie karierę, zmienne koleje losów żydowskich sióstr z Sosnowca; mamy kryzys gospodarczy okresu międzywojennego, okupację i Zagładę, „utrwalanie władzy ludowej”, wreszcie wygodne życie w nowym ustroju. S. wiele razy wraca do postaci matki, utalentowanej w pokonywaniu codziennych trudności, i ojca, który w miarę upływu lat żył w coraz większej schizofrenii – z idealisty stawał się coraz bardziej rozgoryczony, ale nie mógł potępić Sprawy, której poświęcił życie, by jego świat nie legł w gruzach.

Nijaki obserwator

Zbigniew Zawadzki stworzył historię rodzinną, która oddaje złożoność polskich losów w XX wieku i którą czytelnik poznaje się z zaciekawieniem. Szkoda, że została ona ukryta w niezbyt interesującym opakowaniu S. służy autorowi tylko jako postać, która obserwuje, wysłuchuje wspomnień rodzinnych i czyta stare listy – sam zdaje się nie mieć charakteru i przeżyć, nie działa, nie przejawia inicjatywy, tylko przyswaja sobie kolejne informacje o najbliższych. Ma co prawda jakąś rodzinę, pracę, kiedyś działał w opozycji, pokłócił się bratem… Wszystko to jednak jest napomknięte mimochodem, jakby było zupełnie nieistotne. A przecież na przykładzie S. można by doskonale pokazać zmiany, jakie zachodzą w człowieku, który odkrywa złożoność swego pochodzenia i obserwuje bankructwo ideologii, którą wspierał jego ojciec i której funkcjonowanie obserwował od środka. Brakowało mi tego. Tekst na okładce mówi, że bohater „ociera się o zjawiska, które zdecydowały o kształcie XX wieku: wojnę, komunizm, Zagładę, życie w PRL-u, antysemityzm, opozycję demokratyczną, »Solidarność«, nową Polskę”. I w tym chyba tkwi problem: ociera się, chociaż powinien być w to wszystko głęboko zanurzony, odczuwać mocno i być może boleśnie – a przez niego, żeby mógł te zjawiska odczuwać czytelnik. Niestety, nic z tego. A wielka szkoda.

Zbigniew Zawadzki, Przetwórnia, W.A.B. 2015.

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

24 thoughts on “Rodzinna układanka (Zbigniew Zawadzki, „Przetwórnia”)”

  1. czytankianki pisze:
    13 kwietnia 2019 o 18:50

    Pamiętam, że tez miałam spory niedosyt po lekturze. Owszem, dobrze się to czytalo, ale…Historia „przetworzona” po łebkach, na szybko. I zgodzę się, ze wielka szkoda, bo zanosiło się na fajną książkę.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      13 kwietnia 2019 o 19:04

      Mnie irytowały te niby opowiadania, zupełnie nie rozumiem tego zabiegu. I w ogóle ten bohater taki do niczego niepotrzebny, bierny zupełnie.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  2. czytankianki pisze:
    13 kwietnia 2019 o 19:51

    Przyznam, że pamiętam już niewiele. Czy to w tej ksiażce był opis jedzenia w więzieniu?

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      13 kwietnia 2019 o 19:55

      Pojęcia nie mam, czytałem w lutym i pamiętam tylko ogólny zarys rodzinnej historii, a w notatkach nic o więzieniu nie mam.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  3. charista pisze:
    14 kwietnia 2019 o 11:30

    „Przetwórnia” to piękna, delikatna i wzruszająca opowieść o odkrywaniu tożsamości i próbie jej zrozumienia. Stawiany w recenzji zarzut bohatera, który się nie zanurza boleśnie, według mnie jest właśnie wartością książki. Dzięki „niezanurzaniu” jest w opowieści melancholia niezwykle trudna do osiągnięcia w literaturze. Dlatego, według mnie, „Przetwórnia” może kojarzyć się poprzez atmosferę z książkami Patricka Modiano. Rezygnacja z prostego grania na emocjach wydaje mi się niezwykle ciekawym i odważnym zabiegiem. Szczerze polecam!

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      14 kwietnia 2019 o 14:14

      Nie użyłbym słowa „melancholijny” do opisania tej książki, ale to zapewne kwestia indywidualnej wrażliwości. Natomiast bohater, który poznaje rodzinne tajemnice, a te nie robią na nim najmniejszego wrażenia, podobnie zresztą jak rozmaite dziejowe przełomy, nie wydaje mi się szczególnie ciekawy i tu akurat żadnej wartości nie widzę. Warto jednak poznać zdanie osób doceniających „Przetwórnię”.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  4. Bazyl pisze:
    15 kwietnia 2019 o 07:55

    Nie wiem czemu, ale postanowiłem po Twoim wpisie i po zakończeniu lektury „Oczy urocznych” powtórzyć sobie „Skorunia” :) Widzę, że Archipelagi, mimo Twoich zastrzeżeń, trzymają poziom. Widziałem parę pozycji serii na półce biblio, poszperam :D

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      15 kwietnia 2019 o 08:02

      Powtórka Skorunia zawsze się przyda, to świetna rzecz. Co do Archipelagów, to się nie wypowiadam, czytałem może z pięć tomów z tej serii :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        15 kwietnia 2019 o 08:35

        To może ja doczytam pięć i będziemy mieli pełniejszy obraz :D

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          15 kwietnia 2019 o 08:36

          Tylko wybierz inne pięć niż ja, to będziemy mieć szerszy obraz :D

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. Bazyl pisze:
            15 kwietnia 2019 o 14:50

            A pamiętasz swoje pięć? :P

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              15 kwietnia 2019 o 14:53

              Yyyy. Lala, Solfatara, Przetwórnia i Skoruń. I jakaś piąta była na pewno :)

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
              1. Bazyl pisze:
                23 kwietnia 2019 o 09:03

                To tylko „Przetwórnia” się nie pokrywa. No i „Solfatarę” porzuciłem w 1/3 :P Chyba nowego Płazę spróbuję. Jak skończę felietoniki Rusinka i się przy tym nie zabiję. Dziś śmiechłem przy śniadaniowej lekturze, okruch babki zapitej herbatką wpadł we francuską dziurkę i … skończyło się sprzątaniem stołu i wycieraniem tabletu :D

                Wczytywanie…
                Odpowiedz
                1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                  23 kwietnia 2019 o 09:04

                  Pan kolega to lubi życie na krawędzi :)

                  Wczytywanie…
                2. Bazyl pisze:
                  23 kwietnia 2019 o 09:10

                  Tekstowi: „Niech się pan nie opiera. Bo się pan zleje.”, który usłyszał pan Michał w TV śniadaniowej, po tym jak zapytał kogoś z obsługi programu o jakieś rady przed wejściem na antenę, nie można się było oprzeć :D

                  Wczytywanie…
                3. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                  23 kwietnia 2019 o 09:23

                  No tak, faktycznie :)

                  Wczytywanie…
  5. czytankiankic pisze:
    15 kwietnia 2019 o 15:22

    Że się wtrącę: w serii Archipelagi jest sporo dobrych rzeczy: Bator, Zielińska, Rudzka, Rudnicki, i mimo pewnych zastrzeżeń Kamiński. Jest w czym wybierać.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      15 kwietnia 2019 o 17:36

      Jest, faktycznie, mam nawet jeszcze trochę nieruszonych na półce :) Samych Dehnelów dwóch.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  6. czytankianki pisze:
    16 kwietnia 2019 o 09:32

    O tak, Dehnel także. Jakże bym śmiała zapomnieć.;)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      16 kwietnia 2019 o 09:39

      Dehnel by Ci nie wybaczył :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  7. czytankianki pisze:
    16 kwietnia 2019 o 19:43

    Obawiam się, że masz rację.;)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      16 kwietnia 2019 o 22:30

      Też się tego obawiam :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  8. Qbuś pożera książki pisze:
    19 kwietnia 2019 o 15:18

    Mi się S. kojarzy jednoznacznie z pewnych społecznym ruchem, ale zgaduję, że to skojarzenie z treścią powieści raczej średnio powiązane.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      19 kwietnia 2019 o 18:52

      Bardzo elegancka hipoteza, ale nic na to nie wskazuje :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Iwona Zimnicka
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Iwona Zimnicka
5 dni ago
View on Instagram |
1/5
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
 

Wczytywanie komentarzy...
 

    %d