Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Zdarza się (Kurt Vonnegut, „Rzeźnia numer pięć”)

Posted on 5 czerwca 2019 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Ludziom zdarzają się różne rzeczy. Billy’emu Pilgrimowi zdarzyła się niemiecka niewola i bombardowanie Drezna. I jeszcze porwanie przez Tralfamadorczyków, takich kosmitów, którzy trzymali go w zoo. Plus umiejętność dość chaotycznego przemieszczania się w czasie.

Zdarza się Billy’emu

Billy Pilgrim chciał zostać optykiem, ale po drodze przydarzyła mu się wojna. Wyjechał więc do Europy, trafił do obozu jenieckiego, a potem do Drezna. Tak się akurat zdarzyło, że znalazł się tam w czasie dywanowego nalotu, który zrównał miasto z ziemią. Billy i jego koledzy przetrwali bombardowanie w betonowej rzeźni numer pięć, gdzie ich ulokowano. Kiedy stamtąd wyszli, było po wszystkim. Mogli zająć się wydobywaniem trupów z gruzów. Po zakończeniu wojny Billy’emu zdarzył się pobyt w szpitalu, dokończenie nauki i małżeństwo. I pewnie wiódłby sobie spokojne życie, gdyby nie zdarzyło mu się coś jeszcze: został porwany przez latający talerz na planetę Tralfamadorię, gdzie pokazywano go w zoo.

Zdarza się przeskok w czasie

Swoją rolę w historii Pilgrima odgrywa czas. Mężczyźnie zdarza się bowiem niekiedy wypaść z czasu, zupełnie niespodziewanie przenieść do innego momentu życia – z małżeńskiej sypialni do obozu jenieckiego, z okresu przedwojennego do lat sześćdziesiątych. Czy to skutek zaburzeń psychicznych, czy zdolność wejścia w wymiar niedostępny innym ludziom, a oczywisty dla Tralfamadorczyków? Według nich „wszystkie chwile, przeszłe, obecne i przyszłe, zawsze istniały i będą istnieć. […] Widzą, że poszczególne momenty są niezmienne, i mogą wybierać te spośród nich, które ich w danej chwili interesują. To tylko my na Ziemi mamy złudzenie, że chwile następują jedna za drugą, jak korale na sznurku, i że chwila raz przeżyta jest stracona na zawsze”. Pilgrim może wracać do różnych punktów w przeszłości i wciąż je powtarzać, co bywa udręką, jakby za mało bolesnych chwil przeżył, za mało śmierci widział. Tyle dobrego, że gdy widzi trupa, „myśli sobie po prostu, że zmarły jest aktualnie w złej formie, ale jednocześnie wie, że ta sama osoba czuje się znakomicie w wielu innych momentach”. Śmierć się zdarza, ale jest tylko złudzeniem.

Zdarza się wojna

Pilgrimowi zdarzyła się wojna. Nie żadna bohaterska batalia, chwalebna kampania, ale ta nonsensowna, bez bohaterów, zmieniająca się w operetkę. Z błotem, obtartymi nogami, długim marszem do niewoli, obozem jenieckim i wysyłką do odgruzowywania miasta. Taka, jakiej nikt nie chce, o jakiej nie układa się pieśni i nie kręci filmów. Żaden John Wayne nie chciałby grać Billy’ego Pilgrima ani jego kolegów, wyczerpanych, wychudzonych, mało bojowych chłopaczków wysłanych na krucjatę dziecięcą, żeby walczyć z podobnymi do nich chłopaczkami. Wszyscy stanowili tylko „bezwolne igraszki w ręku jakichś potężnych sił”, które dowolnie przerzucały pozbawione osobowości masy ludzkie, a nie nadludzkich herosów. Gdyby Vonnegut skupił się tylko na ukazywaniu bezsensu wojny, obnażaniu jej absurdów, cierpienia, brudu, „Rzeźnia numer pięć” byłaby powieścią znakomitą.

Zdarza się rozczarowanie

Rozczarowanie zdarzyło się mnie. Blisko trzydzieści lat temu po raz pierwszy, gdy w „Rzeźni numer pięć” nie znalazłem tej wielkiej powieści antywojennej, którą mi obiecywała okładka (a na dodatek to była książka z listy arcydzieł literatury światowej z „Encyklopedii popularnej PWN”!). Gdy czytałem pokręcone przygody Pilgrima, nie mogąc się doczekać zasadniczej, wojennej partii. Po zakończeniu poczułem się zrobiony w balona – że niby tylko tyle? Książka jakoby o bombardowaniu Drezna bez bombardowania? Plus to całe pajacowanie o Tralfamadorii? Kpina jakaś? Żegnamy się ozięble, panie Vonnegut. I faktycznie, mimo paru prób nigdy się nie polubiłem z Vonnegutem. Powtórka miała zweryfikować nastoletnie wrażenia, ale cud nie nastąpił. Bardziej doceniłem wszystkie sceny wojenne, rezygnację w nich z patosu na rzecz przyziemności, wręcz brutalnego realizmu, pokazywanie wojny w całym jej bezsensie, groteskowość, a nawet tralfamadorską koncepcję czasu, jako całość jednak „Rzeźnia” wciąż pozostaje mi obojętna. Mam nieodparte wrażenie, że jest to dzieło konkretnej epoki i nie zestarzało się ładnie. Fabuła złożona z przeskoków między teraźniejszością, przeszłością i kosmosem musiała nieźle wchodzić pokoleniu hipisów, podobnie jak koncepcja możliwości powrotu do rozmaitych momentów z życia zawieszonych gdzieś tam na stałe, utrwalonych na zawsze – należało tylko znaleźć odpowiednie środki, by móc do nich wracać. Zapewne w Ameryce końca lat sześćdziesiątych wrażenie mogło też robić niekonwencjonalne podejście do wojny: antybohaterskie, niezbyt malownicze, pokazujące „naszych żołnierzy” nie jako bojowników za wielką sprawę, ale zwykłych chłopaków, a wrogów nie jako „siły zła”, lecz jako takich samych młodych ludzi oderwanych od normalnego życia. Podejrzewam, że mogło to być ważne w kontekście wojny wietnamskiej i protestów przeciwko niej. Istotne mogło też być zwrócenie uwagi na spustoszenie, jakie w umysłach żołnierzy pozostawia wojna – Pilgrim przeżywa załamanie nerwowe, ląduje na leczeniu w szpitalu i możemy podejrzewać, że jego przeskoki w czasie to skutek zaburzeń psychicznych. Dostrzegając wszystkie te elementy, wysoko oceniając poszczególne sceny czy wątki, nie mogę powiedzieć, że „Rzeźnia” zrobiła na mnie wrażenie. Nadajemy z autorem na innych falach. Cóż, zdarza się.

Kurt Vonnegut, Rzeźnia numer pięć, tłum. Lech Jęczmyk, Zysk i S-ka 2018.

 

46 thoughts on “Zdarza się (Kurt Vonnegut, „Rzeźnia numer pięć”)”

  1. Jo Ga pisze:
    6 czerwca 2019 o 00:22

    Czytałam do tej pory tylko jedną książkę Vonneguta i było to „Śniadanie mistrzów”. Nie porwało mnie zupełnie. Wszyscy fani mówili mi, żebym sięgnęła po „Rzeźnię”, bo ona na pewno mi się spodoba. Ale po Twoim wpisie stwierdzam, że i ja chyba nadaję na zupełnie innych falach niż Vonnegut. Trochę chyba nie rozumiem gościa ;) Bardzo podobało mi się stwierdzenie w Twoim tekście, że fabuła „musiała dobrze wchodzić pokoleniu hipisów” – piękne! :D

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      6 czerwca 2019 o 09:18

      Ja próbowałem na pewno Kocią kołyskę i coś jeszcze, bez szału. Hipisom było łatwiej, nie takie rzeczy po LSD widzieli, a moim zdaniem bez lekkiego wspomagania się nie da :)

      Odpowiedz
  2. Michał Stanek pisze:
    6 czerwca 2019 o 08:07

    Jak miałem 16 lat zdarzyło mi się z „Rzeźnią” to samo”. Nie mój typ literatury. I już później po Vonneguta nie sięgnąłem.

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      6 czerwca 2019 o 08:21

      Może to nie jest lektura dla szesnastolatków? Tylko czemu inni odjechani Amerykanie mi się wtedy podobali? Paragraf 22, Lot nad kukułczym gniazdem, bez żadnego bólu. A ten jeden Vonnegut nie.

      Odpowiedz
  3. Bazyl pisze:
    6 czerwca 2019 o 08:35

    Miałem kiedyś zachłyśnięcie Vonnegutem o czym świadczy fakt posiadania na półce kilku tytułów (a książek z zasady nie gromadzę, tylko tyle, żeby nikt nie mówił, że dom bez książek). Doceniałem odloty, ale to było w okresie burzy i naporu (jak u Was) i nie chce mi się chyba sprawdzać czy dalej bym tak miał :P Tym bardziej, że jakoś klasyki nie robią na mnie należytego wrażenia (sądząc po przeczytanym właśnie „Czarnoksiężniku z Archipelagu”) :)

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      6 czerwca 2019 o 09:13

      Odloty tak, Vonnegut nie. A Czarnoksiężnik z Archipelagu to okropne nudziarstwo, moim skromnym zdaniem.

      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        6 czerwca 2019 o 09:24

        I pewnie dlatego jak pies do jeża podchodzę do „Grobowców …” :P A tak w ogóle, to w związku z tym, że mózg mi się rozpuszcza powyżej 22-24 stopni, a mamy ciut więcej, to chyba pójdę w kryminalne nowości albo młodzieżówkę :D

        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          6 czerwca 2019 o 09:38

          Grobowce były dużo dynamiczniejsze, mogłyby się nadać na te upały.

          Odpowiedz
          1. Bazyl pisze:
            6 czerwca 2019 o 13:40

            Początek miały niezły, więc może dam im szansę. Ale najpierw spróbuję czegoś innego. Le Guin w jednotomowym wydaniu jest w posiadaniu Starszego, więc zawsze mogę sięgnąć. Przyznam jednak, że takie kobyły są straszne w obsłudze i „Czarnoksiężnika …” podczytywałem na Legimi. Niestety, z niewiadomych przyczyn, kolejne tomy są tylko w audio :(
            Może w końcu ściągnę z półki Ciotkę Poldi i zobaczę co tam Agnieszka przetłumaczyła :)

            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              6 czerwca 2019 o 13:42

              Ja miałem Le Guin w poręcznych tomikach Amberu i Prószyńskiego, przynajmniej ręki nie urywało :) A na tę kanikułę to Ciotka Poldi jest dobrym wyborem.

              Odpowiedz
  4. Karmena pisze:
    6 czerwca 2019 o 09:53

    O, czytałam „Rzeźnię…” i „Kocią kołyskę” i podobały mi się. Może nie aż tak, żeby rzucać się na inne książki Vonneguta, ale wciąż mam w głowie, żeby jeszcze po nie sięgnąć. No, ale ja lubię dziwności. Im dziwniej tym lepiej :) Bardzo podoba mi się twoje spostrzeżenie o hipisach :)
    Ale że „czarnoksiężnik…” to nudziarstwo to już istna herezja! Niedawno go sobie odświeżyłam i znów byłam zachwycona. Płakałam na tym samym fragmencie, co 10 lat temu gdy czytałam po raz pierwszy i sporo fragmentów czytałam na głos, tak mi się podobały. Ogólnie mam poczucie, że nadajemy z LeGuin na tych samych falach :) Choć na pewno książka robiła większe wrażenie dawniej, gdy nowoczesna fantastyka dopiero się kształtowała.

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      6 czerwca 2019 o 10:16

      Są dziwności i dziwności, też lubię czasem, no ale tu jednak nie. Dzięki, pisząc, wyobrażałem sobie upalonego hipisa, jak czyta Rzeźnię i go rzuca po czasie i przestrzeni :) Ale co do Czarnoksiężnika, to ja nie wiem, tam się nic nie dzieje. Miałem chyba nadzieję na spektakularne fantasy, i nic.

      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        6 czerwca 2019 o 13:44

        Troszkę nudnawe to włóczenie się po wyspach w poszukiwaniu własnego ja. To godzenie się z własną naturą. Ja wiem, że to żmudny proces, ale okraszenie go jednym pojedynkiem z bestią, to jednak słabe :P Jest też możliwe, że czytając w nocy, w stanie skrajnego wyczerpania po szarpaniu się z codziennością, mogłem przeoczyć geniusz dzieła :D

        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          6 czerwca 2019 o 13:47

          Nie, to nie kwestia wyczerpania, ja to czytałem na luzie i też się wynudziłem.

          Odpowiedz
  5. czytankianki pisze:
    6 czerwca 2019 o 10:45

    Czytałam Rzeźnię i kilka innych książek KV z grubsza w tym samym czasie co Ty.I obawiam się, że miałabym podobne wrażenia dzisiaj. Kilka razy zabierałam się w ostatnich latach do powtórki Śniadania mistrzów i nie wyszłam poza pierwszą stronę. A tak się uśmiałam z tej powieści w latach durnych i chmurnych.;) Wypada się cieszyć, że czytaliśmy KV w wieku podatnym na takie lektury i wtedy nam się podobało.;)

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      6 czerwca 2019 o 10:47

      No mnie się i wtedy niezbyt podobało. Arcydzieło miało być przez duże A :D Ech, ta tabelka z arcydziełami w encyklopedii to mi chyba więcej szkody niż pożytku przyniosła.

      Odpowiedz
  6. czytankianki pisze:
    6 czerwca 2019 o 11:35

    Parę fajnych książek tam było, m.in. Blaszany bębenek i chyba Paragraf 22. Plus klasyka. Ale widać nie tylko dzisiaj szafuje się słowem „arcydzieło”. ;(

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      6 czerwca 2019 o 11:45

      Blaszany bębenek to moja kolejna porażka z tej listy :) Nawet Godota przeczytałem, bo był na liście. I też nic.

      Odpowiedz
  7. czytankianki pisze:
    6 czerwca 2019 o 11:52

    Nie podobał Ci się Bębenek? Jestem zdumiona.;(

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      6 czerwca 2019 o 12:21

      Byłem wtedy na etapie, że realiści rządzą, a jeszcze lepiej naturaliści. Grass się nie załapał do tych kategorii, ale chciałbym powtórzyć, bo jakiś potencjał to miało :)

      Odpowiedz
  8. czytankianki pisze:
    6 czerwca 2019 o 12:34

    Zdecydowanie ma potencjał.;) Lubię czasem poczytać na wyrywki i przyznam, że Grass daje radę.;)

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      6 czerwca 2019 o 12:37

      Może jednak pewnych książek nie powinno się czytać za wcześnie.

      Odpowiedz
  9. czytankianki pisze:
    6 czerwca 2019 o 12:58

    Hm, Bębenek czytaliśmy z kilkoma innymi osobami w czasach liceum i chyba wszystkim się podobał. Nie wiem, jak ważny był tu fakt, ze książka była trudno dostępna i otaczał ją nimb świetności. Podobnie jak Złego i Mistrza i Małgorzatę. O tych książkach się rozmawiało (głownie na poziomie „fajne-niefajne”, „zabawne -nudne”) i do dzisiaj miło wspominam ten okres.;)

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      6 czerwca 2019 o 13:07

      Nasza szkolna biblioteka miała WSZYSTKO, tylko trzeba było postać w kolejce. Po Bębenek też. Zły wzbudził we mnie spazmy zachwytu, a Mistrz i Małgorzata niekoniecznie w całości, od dawna obiecuję sobie spokojną lekturę MM, żeby docenić niuanse, a nie tylko te co większego kalibru sceny.

      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        6 czerwca 2019 o 13:45

        Też bym chciał, bo tylko tekst o spirytusie mi został w głowie :P

        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          6 czerwca 2019 o 13:48

          Jakieś prywatne wyzwanie czytelnicze na jesień?

          Odpowiedz
          1. Bazyl pisze:
            6 czerwca 2019 o 14:23

            Wole spontan, bo jak tylko podejmę się czegoś, to zdarza się inne coś, które powoduje niemożność wywiązania się z tej pierwszej obietnicy. Mam już zaległy wyjazd do kina z okazji Dnia Dziecka oraz ciągłe odwlekanie sesji Jagodowego Lasu, którą nieopatrznie obiecałem Młodszemu :(

            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              6 czerwca 2019 o 14:33

              Toteż się nie upieram, bo mam podobnie. Jagodowy Las to jakaś planszówka?

              Odpowiedz
              1. Bazyl pisze:
                6 czerwca 2019 o 15:25

                Nie, to prosta gra fabularna dla dzieci. Próbuję coś takiego odpalić, bo, być może głupio, imaginuję sobie, że jak zażre, to będzie to fajny wstęp do czegoś poważniejszego jak np. nowe D&D :D

                Odpowiedz
                1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                  6 czerwca 2019 o 21:21

                  Hoho :)

  10. czytankianki pisze:
    6 czerwca 2019 o 13:48

    U nas raczej były to książki prywatne, po które też były kolejki.;) Nie zapomnę tych emocji, kiedy w księgarni gdzieś na Bielanach zobaczyłam Mistrza i Małgorzatę, a w portmonetce miałam za mało pieniędzy. Na szczęście było od kogo pożyczyć.;) I ta książka jest książką na całe życie, o czym przekonuję się przy kolejnych inscenizacjach – za każdym razem zwracam uwagę na inny wątek i później drążę. Choć nie ukrywam, że powtórna lektura po blisko 30 latach rozczarowała mnie. Na szczęście później to się zmieniło.;)

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      6 czerwca 2019 o 13:55

      U nas jednak głównie były biblioteczne okazy, dopiero w połowie liceum się rozszaleliśmy zakupowo. Te radości, gdy człowiek z kieszonkowym w portfelu natykał się na Świat według Garpa, Paragraf 22 albo Imię róży :) Do dziś je mam. Mistrza chciałbym po rosyjsku, ale kilka prób wskazało, że to nie jest prosta lektura.

      Odpowiedz
  11. czytankianki pisze:
    6 czerwca 2019 o 14:11

    Tak, to była prawdziwa radość. A dzisiaj można ww. książki mieć nawet w kilku różnych wydaniach.;) Ale nie kupuję nowych, nawet jeśli egzemplarze są solidniejsze.
    Czytać po rosyjsku nie umiałam i nie umiem (choć naukę skończyłam z piątką), więc zazdroszczę możliwości, nawet jesli wydają się za małe.

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      6 czerwca 2019 o 14:35

      Ja sobie swego czasu wymieniałem antykwaryczne wydania lekturowe na solidniejsze, też antykwaryczne, ale już mi przeszło. Przy MM musiałbym się obłożyć słownikiem, a to dość niewygodne niestety.

      Odpowiedz
  12. czytankianki pisze:
    6 czerwca 2019 o 15:19

    MiM można czytać na czytniku, z dowolnym słownikiem.;)

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      6 czerwca 2019 o 21:21

      Nie po to wieki temu kupiłem sobie w papierze :)

      Odpowiedz
  13. guciamal (małgosia) pisze:
    8 czerwca 2019 o 10:33

    Do KV podchodziłam dwa razy, wydawało mi się, że zaczęłam od niewłaściwej strony to moje podejście. Na obu (Slapstick oraz Pianola) poległam. Natomiast Mistrz i Małgorzata zachwyciły mnie od pierwszego czytania. Niedawno kupiłam sobie własny egzemplarz i troszkę się boję, czy ponowne- trzecie czytanie mnie nie rozczaruje.

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      8 czerwca 2019 o 10:57

      Myślę, że w przypadku Mistrza może być tylko lepiej :)

      Odpowiedz
  14. Pharlap pisze:
    8 czerwca 2019 o 12:08

    Czytałem prawie 50 lat temu. Wtedy mocno raziło mnie zaliczanie żołnierzy niemieckich i amerykańskich do tej samej kategorii, może nawet z większą antypatią w stosunku do tych drugich. Przypisywałem to niemieckiemu pochodzeniu pisarza.
    Czytałem kilka jego książek, we wszystkich znajdowałem jakiś dobry paradoks, ale w każdym przypadku po klkudziesieciu stronach efekt się wyczerpywał i pozostawało powtarzanie się i znużenie.

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      8 czerwca 2019 o 12:12

      Mnie się wydawało, że Vonnegut o żołnierzach obu stron wypowiada się raczej jako o ofiarach systemu, którym daleko do herosów z filmów i propagandy. Natomiast nawet kilka dobrych paradoksów i scen to za mało na dobrą książkę.

      Odpowiedz
  15. Qbuś pożera książki pisze:
    10 czerwca 2019 o 13:13

    Ach! Mój Vonnegut kochany szkalowany! ;P Przyznam jednak szczerze, że akurat „Rzeźnia numer pięć” to moich zupełnie ulubionych nie należy – według mnie to powieść, którą Vonnegut napisał bardziej dla siebie niż dla czytelników. Ale to tylko taka teoria. Dużo lepiej zaczynać do „Śniadania mistrzów”.

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      10 czerwca 2019 o 13:22

      No gdzie szkaluję, gdzie? Ja bym na jego miejscu dla siebie napisał coś fajniejszego, ale każdemu według woli :)

      Odpowiedz
  16. Agnieszka (koczowniczka) pisze:
    10 czerwca 2019 o 13:48

    Tralfamadorię odebrałam jako bredzenie człowieka, któremu od nadmiaru nieszczęść pomieszało się w głowie. Pilgrim miał rozległe obrażenia czaszki, a do tego przeżył traumę podczas wojny. W takiej sytuacji trudno być normalnym…

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      10 czerwca 2019 o 14:04

      Można to na pewno tak tłumaczyć, chociaż to smutne i chyba wolałbym, żeby go faktycznie kosmici porwali…

      Odpowiedz
  17. Fidelio pisze:
    6 stycznia 2021 o 19:38

    Książki Vonneguta bardzo skutecznie eliminują i odrzucają idiotów, bo to w istocie bardzo złożone, wyrafinowane i wielowarstwowe ,poetyckie konstrukcje stosujące zawiłe hiperbole, parabaole , antycypacje, repryzy , retardacje itd, co dla osób mających trudności z przyswojeniem instrukcji obsługi pralki jest. wyzwaniem zbyt wielkim – ich mózgi odbierają komunikaty dosłownie – ale to jeszcze nie jest cecha głupka. Niewiedza bowiem nie jest stanem dyskwalifikująycym. Takim stanem jest brak zwrotnej reakcji mózgu o własnej niewiedzy,która to reakcja jest charakterystyczna dla „niegłupków” właśnie, którzy w konfrontacji z nieznanym dotychczas problemem zawsze w pierwszej kolejności zakładają – i nie boją się tego – swoją „głupotę” jako pierwszy etap wiodący do rozwiązania problemu przez jego rozpoznanie. To jest niemożliwe u głupków, dla których taka sytuacja i stan niemożliwy do internalizacji, bo przekracza ich możliwośći jest po prostu „głupi”. Nigdy zaś oni sami. Głupek nigdy nie powie o sobie,że jest głupi….. Bardzo dobrze widać to w tych komentarzach, których autorzy nawet nie zdają sobie sprawy ,że są one prawie otwartymi deklaracjami indolencji ,ignorancji i – tak – pląsającej głupoty. Internet obnaża niepokojąco wielkie rozmiary tego smutnego zjawiska.

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      6 stycznia 2021 o 19:48

      W imieniu własnym i uczestników dyskusji dziękuję za tak dogłębną diagnozę.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. 
Przekład Tomasz Bieroń
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. Przekład Tomasz Bieroń
1 miesiąc ago
View on Instagram |
1/5
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
1 miesiąc ago
View on Instagram |
2/5
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia.
Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia. Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
3/5
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
4/5
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. 
„Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Zbigniew A. Królicki
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. „Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Zbigniew A. Królicki
3 miesiące ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT