Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

W obliczu potopu (Kazimierz Dziewanowski, „Archanioły i szakale”)

Posted on 28 sierpnia 20194 listopada 2019 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Archanioły i szakale

Książka Kazimierza Dziewanowskiego jest wytworem czasów, gdy podróże zagraniczne ściśle limitowano i przeciętny obywatel Polski mógł się zapoznać ze światem tylko dzięki relacjom lojalnych szczęśliwców wypuszczonych przez władze poza ludową ojczyznę, którzy po powrocie dzielili się detalami wojażu. Jest to jednak też opowieść o wielkim odkryciu i bezprecedensowej akcji ratowania bezcennych zabytków, która poruszyła świat i pokazała, że solidarne działanie w obliczu zagrożenia daje niezwykłe rezultaty.

Na ratunek Nubii

W Nubii, krainie położonej między I a VI kataraktą Nilu, w połowie ubiegłego stulecia przeszłość w dramatyczny sposób splotła się ze współczesnością. Bezcenne zabytki z tych ziem o wielowiekowej historii i bogatej kulturze, bardzo często słabo zbadane lub wręcz wciąż czekające na odkrycie, miały w latach sześćdziesiątych XX wieku ulec zagładzie wskutek decyzji, która miała zmodernizować Egipt. Budowa Wielkiej Tamy Asuańskiej miała doprowadzić do zalania terenów, gdzie spoczywały nieocenione skarby. Władz egipskich nie było stać na prowadzenie prac ratunkowych, UNESCO w 1960 roku zaapelowało więc do innych państw o pomoc. W obliczu zbliżającego się potopu należało zbudować arkę. „Arka ma na imię »archeologia«”. Ruszyły ekspedycje naukowe, które miały zbadać i zabezpieczyć ślady bujnej przeszłości. Wśród państw, które odpowiedziały na apel, była też Polska. Kierownikiem polskiego zespołu został profesor Kazimierz Michałowski, światowej sławy specjalista. Na miejsce swych badań wybrał wzgórze w Faras. Szybko okazało się, że wybór był szczęśliwy: odkryto kościół z klasztorem z czasów przed przybyciem Arabów, a więc sprzed X wieku, pełen fresków przedstawiających Madonny, anioły, świętych i miejscowych biskupów. Świat obiegły sensacyjne doniesienia, a polski dziennikarz Kazimierz Dziewanowski postanowił odwiedzić Faras i zdać polskim czytelnikom dokładne sprawozdanie z prac wykopaliskowych.

Widok Faras w 1867 roku, rys. Edward Lear (źródło).
Widok Faras w 1867 roku, rys. Edward Lear (źródło).

Ząb biskupa Arona

Stoczywszy długotrwałą walkę z upartą biurokracją o zgodę i środki na wyjazd do Afryki, Dziewanowski wyrusza do Egiptu. Nie szczędzi opisów podróżnych perypetii, równocześnie kreśląc tło historyczne (bardzo zajmujące) i współczesne wydarzenia w Egipcie i na Bliskim Wschodzie (ewidentnie powtarzając wersję „jedynie słuszną” i starannie pomijając elementy niewygodne). Z tych wszystkich powodów oraz tego, że lubi sobie rozciągnąć każdy epizod dziennikarz dociera do Faras mniej więcej w jednej trzeciej książki, akurat gdy archeolodzy finiszują z pracami. Przedstawia uczestników ekspedycji z profesorem Michałowskim na czele, ich spartańskie warunki życia i pracy; ogląda teren, zbiera relacje i towarzyszy naukowcom na co dzień. Trzeba przyznać, że potrafi zajmująco przekazać to, czego się dowiedział:

Badanie grobów dostarcza wiadomości i o tragediach życiowych. Na przykład biskup Aron miał z pewnością zatrute życie przez krzywy ząb mądrości, na co wówczas nie było rady. Ząb musiał mu sprawiać nieustanny ból, przeto biskup jadł tylko jedną stroną szczęki. Zęby po tej stronie były zupełnie starte.

Dziewanowski ma też wyczucie dramatyzmu: znakomicie oddaje wysiłek i napięcie związane z odcinaniem od ścian bezcennych fresków. Praca to niezwykle precyzyjna, najmniejszy błąd mógł doprowadzić do całkowitego zniszczenia malowidła. Wykonywał ją rzeźbiarz Józef Gazy, posługując się ręczną piłą:

Był upał i pewnie dlatego na czoło człowieka z piłą w ręku wystąpił gęsty pot. Słychać było szum palm rosnących wokół wzgórza. […] Jednocześnie cisza została zmącona głośnym chrobotem. Piła poczęła się wgryzać w podłoże fresku, odcinać go od ściany. Centymetr po centymetrze, posuwając się od dołu ku górze, w piekielnym napięciu. Zgrzyt piły, spod fresku sypią się kawałki muru, padają Gazemu na twarz, grożą zranieniem lub zasypaniem oczu, ale nie odsuwa się, nie ociera twarzy, tylko czoło i policzki szarzeją mu coraz bardziej, wśród kurzu spływają strumyczki potu.

Św. Anna, fresk z Faras ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie (źródło).
Św. Anna, mój ulubiony fresk z Faras ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie (źródło).

Wujek z wąsem

Odcięcie fresku to kulminacja reportażu Dziewanowskiego. Potem już tylko zabezpieczenie zbiorów i miejsca wykopalisk przed przerwą – w upalnych miesiącach prac nie da się prowadzić. Po pożegnaniu z polską ekipą reporter zwiedził jeszcze kilka innych stanowisk archeologicznych,  snuł refleksje na temat międzynarodowej współpracy naukowców i zachwycił się pracami przy budowie tamy na Nilu, sięgając tu do najlepszych socrealistycznych wzorów. Przy okazji dał wyraz swej wierze, że Związek Radziecki, tak bezinteresownie jakoby wspomagający Egipt, to przodująca siła światowa w przeciwieństwie do wrednych kapitalistów, którzy tylko oglądają się za swoim zyskiem, i nie omieszkał się tymi przemyśleniami podzielić ze znajomym „szowinistą amerykańskim”. Sam zresztą też popisał się szowinizmem, tak miłą sercu Władysława Gomułki postawą antyniemiecką: „Niemcy jak Niemcy: brzuchacze w krótkich spodenkach, kobiety w kieckach o przeraźliwych kolorach, w większości brzydkie, za to bardzo wydekoltowane od góry i od dołu”. W obliczu egipskich cudów „Niemcy z NRF” głośno rechoczą i mlaskają. Na dodatek nie tylko w tym fragmencie wyszedł z Dziewanowskiego typowy „wujek z wąsem”, bo na seksistowskie uwagi pozwolił sobie kilka razy.

Utrata tragicznie bliska

Bez względu na rozmaite zastrzeżenia, jakie można mieć do książki Dziewanowskiego, szczególnie te natury ideologicznej, warto podkreślić, że „Archanioły i szakale” wciąż czyta się z zainteresowaniem, bo autor doskonale wiedział, jak przyciągnąć uwagę czytelnika. Oczywiście dziś drażnią wskazane wyżej elementy polityczne czy obyczajowe, ale to nie one dominują w reportażu. Jest w nim natomiast sporo dynamicznie opisanych wydarzeń, portretów krajobrazów i ludzi, duża dawka rzetelnej wiedzy o historii (ale w części poświęconej czasom najdawniejszym, nie współczesnej Dziewanowskiemu historii Bliskiego Wschodu), archeologii i sposobie prowadzenia wykopalisk, antropologii, sztuce itp. Trzeba także podkreślić, że Dziewanowski doceniał w pełni pracę polskich archeologów, akcentując zarówno jej wymiar naukowy, jak i prestiżowy (i zupełnie słusznie upominając się o lepsze wyposażenie i wyższe pieniądze dla badaczy). Takie podejście nie było wtedy powszechne, a i dziś, w dobie prób marginalizowania nauk humanistycznych, słowa reportażysty robią wrażenie:

[…] prac naukowych nie prowadzi się tylko dlatego ani nawet głównie dlatego, by ich wyniki przeliczać na pieniądze. Archeologia klasyczna, śródziemnomorska, jest trwałym i nieodzownym składnikiem wielkiego wachlarza nauk, jakie muszą być uprawiane w kraju pragnącym się zaliczać do państw nowoczesnych i oświeconych. […] Koszty uprawiania tej nauki? Powiedziałem już, że koszty te są niewielkie, nieproporcjonalne do korzyści. Wszak uprawianie matematyki, fizyki atomowej, historii, językoznawstwa i dziesiątków innych gałęzi nauki też kosztuje i nie wszystkie one dają namacalne zyski. Lecz przecież nikomu w głowie nie powstanie myśl zarzucenia tych wszystkich nauk. Żałosny byłby obraz kraju, który by zastosował tego rodzaju logikę.

I jeszcze słowa Vittorina Veronesego, dyrektora UNESCO, które powinny z mocą wybrzmieć w świecie, w którym fanatycy religijni niszczą bezcenne zabytki, a dziedzictwo przyrodnicze należące do całej ludzkości ginie w imię interesów finansowych niewielkiej grupy ludzi:

Te zabytki, których utrata jest być może tragicznie bliska, nie należą wyłącznie tylko do tych krajów, w których władaniu się znajdują. Cały świat jest uprawniony do tego, by być świadkiem ich przetrwania. Są one częścią wspólnego dziedzictwa obejmującego orędzia Sokratesa i freski z Adżanty, mury z Uxmal i symfonie Beethovena. Skarby o światowym znaczeniu mają prawo do opieki ze strony całego świata.

Pozostaje mieć nadzieję, że skoro w latach sześćdziesiątych udało się zmobilizować świat, by uratować zabytki Nubii, tak i dziś ludzkość ruszy w obronie tego, co ma najcenniejsze.

Kazimierz Dziewanowski, Archanioły i szakale, Iskry 1967.

 

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

20 thoughts on “W obliczu potopu (Kazimierz Dziewanowski, „Archanioły i szakale”)”

  1. czytankianki pisze:
    28 sierpnia 2019 o 14:39

    Książka Kazimierza Dziewanowskiego jest wytworem czasów, gdy podróże zagraniczne ściśle limitowano i przeciętny obywatel Polski mógł się zapoznać ze światem tylko dzięki relacjom lojalnych szczęśliwców wypuszczonych przez władze poza ludową ojczyznę […] – i właśnie dlatego chyba ta seria reporterska Iskier cieszyła się dużą popularnością.;)
    Też bardzo lubię fresk św. Anny, pozytywne fluidy z niego płyną.;) Rysunek Leara przedni.
    Co Cię skłoniło do sięgnięcia po tę książkę?

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      28 sierpnia 2019 o 14:49

      Wpadło mi gdzieś w oko, że to o wykopaliska w Faras, a jestem fanem profesora Michałowskiego. I Faras. Więc zaryzykowałem i nie żałuję, choćby dla tego opisu odcinania fresku – normalnie trzyma się kciuki za powodzenie :) Niestety Faras to mniej więcej jedna trzecia książki, reszta zalatuje myszką, a czasami wręcz szczurem. Poczytałem o autorze, bo myślałem, że to jakiś aparatczyk, ale nie, więc pewnie te ideowe hołdy są koniunkturalne.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Qbuś pożera książki pisze:
        5 września 2019 o 12:04

        Tak z ciekawości: od czego się zaczęło lubienie Michałowskiego?

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          5 września 2019 o 12:18

          A nie pamiętam, pewnie natknąłem się na niego w jakiejś książce o archeologii i zacząłem doczytywać.

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
  2. Bazyl pisze:
    28 sierpnia 2019 o 14:50

    Lubiłem serię „Naokoło świata” za okładki, które i dziś czasem do mnie „gadają” z bibliotecznej półki. Szkoda, że tak mało czerpałem z tego cyklu (a może po przytoczonym stereotypie o Niemcach, nie szkoda). Pamiętam tylko książkę o Kon-Tiki :P

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      28 sierpnia 2019 o 14:52

      Ja czytałem dosłownie kilka, i chyba poza Kon Tiki żadnej do końca. Nudziły mnie te opisy podróży okrutnie, tak samo jak opisy pól ryżowych czy innych dżungli.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        28 sierpnia 2019 o 15:07

        Co dziwne, bez bólu przyswajałem sążniste przypisy z Tomków czy Złota Gór Czarnych :)

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          28 sierpnia 2019 o 17:58

          Autorzy owijali wiedzę grubą warstwą przygodowej czekolady, sam tak łykałem Pana Samochodzika :P A potem się pojawiał taki podróżnik, co pisał wprost, i człowiek nie wytrzymywał wiedzy w czystej postaci :)

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
  3. czytankianki pisze:
    28 sierpnia 2019 o 15:31

    Kiedyś oglądałam film o zdejmowaniu fresku i operacja wydała mi się wręcz niemożliwa do przeprowadzenia. A jednak się udało.;)
    Też pomyślałam, że autor był aparatczykiem.;( Inna rzecz, że w tej serii dawały się wyczuć (jedynie słuszne) poglądy autorów.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      28 sierpnia 2019 o 18:02

      Czytałem tuż przed Dziewanowskim Zarazę Ambroziewicza i tam też ideologia podśmiardywała, acz dużo subtelniej niż u Dziewanowskiego – on wali te kawałki wprost (i mam nadzieję, że robił to w ramach pańszczyzny, a nie ze szczerego serca).
      A zdjęcie fresków to jedno, ale przetransportowanie ich setki kilometrów do Chartumu, a potem jeszcze do Warszawy – toż to strach odetchnąć było.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  4. czytankianki pisze:
    28 sierpnia 2019 o 19:18

    Bez ideolo trudno było chyba pisać reportaże.;(
    O transporcie do w-wy już nie pomyślałam – zadanie faktycznie karkołomne.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      28 sierpnia 2019 o 19:21

      Transport przerażał wszystkich, jest to dokładnie opisane, łącznie z tym, że cała polska ekipa oddała swoje koce, żeby dodatkowo zabezpieczyć freski.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  5. Marlow pisze:
    29 sierpnia 2019 o 09:01

    Dział z freskami z Faras, to najefektowniejsza część MNW (chociaż szansę ma go pobić dział sztuki starożytnej), trochę szkoda, że nie pokuszono się o skopiowanie tego co zostało w Egipcie, dopiero byłoby wrażenie.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      29 sierpnia 2019 o 09:54

      Ostatni raz byłem tam ćwierć wieku temu i bił na głowę sztukę starożytną. Drugie miejsce zajmowała galeria średniowieczna.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  6. Marlow pisze:
    30 sierpnia 2019 o 19:38

    Fakt, stara wystawa nie rzucała na kolana, ale z drugiej strony z pustego i Salomon nie naleje. Żeby jednak być sprawiedliwym trzeba przyznać, że jak na mizerne możliwości mieli dobry pomysł na sztukę egipską (schodziło się jakby do grobowca). Sztuka średniowieczna ma się nadal dobrze, przynajmniej dopóty dopóki nie trzeba będzie oddawać rzeźb i ołtarzy do dolnośląskich kościołów, z których zostały pozabierane (ups! przepraszam, uratowane).

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      30 sierpnia 2019 o 19:53

      Kompletnie nie pamiętam grobowca, głównie trzeciorzędne wazy i sarkofagi jakichś prowincjonalnych urzędników egipskich. Szczęśliwie ewentualne żądania kościołów były dotąd odpierane, ale z nową dyrekcją przybytku nic nie wiadomo.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  7. ElaR pisze:
    31 sierpnia 2019 o 12:33

    Czyli książka ambitna…

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      31 sierpnia 2019 o 12:37

      Raczej przystępna i dla szerokiej publiczności.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  8. Naćpana Książkami pisze:
    1 września 2019 o 14:29

    Ciekawa opinia i okładka, która przemawia do mnie. Z przyjemnością dopisuję do listy.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  9. Wiktoria pisze:
    3 września 2019 o 17:18

    Czytając tę książkę można poznać Afrykę od strony ludzi

    Wczytywanie…
    Odpowiedz

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Iwona Zimnicka
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Iwona Zimnicka
5 dni ago
View on Instagram |
1/5
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
 

Wczytywanie komentarzy...
 

    %d