Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

W cieniu gigantycznych posągów (Thor Heyerdahl, „Aku-aku”)

Posted on 8 września 20198 lutego 2023 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Kilka lat po sukcesie wyprawy tratwą „Kon-Tiki”, która miała udowodnić, że wyspy Polinezji zostały zasiedlone przez mieszkańców Ameryki Południowej, Thor Heyerdahl postanowił zbadać „najbardziej samotne miejsce na świecie” – Wyspę Wielkanocną, pełną monumentalnych posągów ustawionych tam nie wiadomo kiedy i nie wiadomo przez kogo. Czy tam również dotarli ludzie z Ameryki Południowej? Po co rzeźbili i ustawiali gigantyczne „moai”? Jaką technologią dysponowali? Czemu zniknęli? Fascynująca zagadka, fascynujący przedmiot badań, egzotyczna wyspa pełna legend i wyrafinowanych dzieł sztuki. Sprawozdanie z tej ekspedycji powinno być pochłaniającą lekturą. Tyle że nie jest.

Do krainy „moai”

Zaczyna się smakowicie, od opisu skomplikowanych przygotowań: poszukiwania odpowiedniego statku, który pomieściłby członków wyprawy i ich bagaże, zatrudniania odpowiednich fachowców, zgrywania niezliczonych szczegółów, by wreszcie wyruszyć na odległą wyspę. Wkrótce po dotarciu do celu cała ekipa ulega czarowi tego miejsca:

Misterium zda się unosić w powietrzu, wydaje się, że sto pięćdziesiąt pozbawionych oczu twarzy uważnie obserwuje przybysza. Stojące kolosy patrzą nań zagadkowo, coś za nim przenikliwie toczy wzrokiem z każdego występu skalnego i każdego zagłębienia, gdzie nie narodzone i zmarłe kolosy leżą jakby w kołyskach lub na marach. Są martwe i bezsilne, ponieważ mądra, inteligentna siła, która je tworzyła, opuściła je i gdzieś znikła. Tak zostało w chwili, gdy rzeźbiarze porzucili swą pracę, i tak już zostanie na zawsze. Najstarsze figury, te już gotowe, stoją z dumnie i arogancko zaciśniętymi ustami. Zdają się przekornie myśleć o tym, że nic, żadne narzędzie, nawet siła atomu nie potrafi im otworzyć ust i zmusić je do mówienia.

Naukowcy nie są jednak tak bezradni, jak mogłoby się wydawać posągom „moai”. Wynajęci przez Heyerdahla archeolodzy zaczęli prace w różnych punktach wyspy i powoli odkrywali jej sekrety, w tym obiekty wskazujące na bliskie związki z Ameryką Południową, co zdawało się potwierdzać hipotezę norweskiego badacza o tamtejszym pochodzeniu twórców rzeźb. Zaprzyjaźnieni z ekipą wyspiarze próbowali też odtworzyć sposoby wykonywania posągów, a przede wszystkim ich stawiania do pionu. Szybko jednak badania archeologów znikają z książki, bo Heyerdahla opanowuje pewna obsesja…

W pogoni za skarbami

Wyspiarze przyjęli przybyszów bardzo życzliwie i od razu nawiązały się między nimi więzy sympatii. Nie zepsuła tego nawet tragedia podczas urządzonej dla uczniów wycieczki, podczas której kilkoro z nich utonęło. Okazało się, że wśród mieszkańców wyspy byli znakomici rzeźbiarze, którzy kontynuowali tradycje przodków. Mimo chrystianizacji żywe pozostawały legendy opowiadające o królu Hotu Matu’a, o ludach „długo-” i „krótkouchych” i wypadkach, które doprowadziły do upadku dawnej kultury. Najbardziej jednak zelektryzowała Heyerdahla opowieść o rodzinnych pieczarach, w których z pokolenia na pokolenie przechowywano bezcenne pamiątki, głównie rzeźby. Pieczary chroniło tabu, które Norweg wszelkimi sposobami próbował przełamać, żeby dotrzeć do zawartości tych skarbców. Te jego dążenia są z jednej strony niezbyt etyczne: przekonywał wyspiarzy, że jako chrześcijanie nie muszą się już przejmować dawnymi wierzeniami, a równocześnie wykorzystywał ich zabobonność, żeby przedstawić siebie jako człowieka godnego wglądu w zawartość pieczar, z drugiej zaś strony potwornie monotonne. Wypełniające ponad pół książki podchody wywoływały u mnie napady ziewania: wiadomość o grocie, przekonywanie właściciela do pokazania zawartości, zgody i odmowy, rozmaite kruczki, nocne wyprawy – wszystko to powtarzane w rozmaitych kombinacjach jest najzwyczajniej nudne.

Pytania bez odpowiedzi

Zajęty polowaniem na rzeźby z pieczar, Heyerdahl stracił z oczu badania archeologiczne i gruncie rzeczy nie dowiadujemy się, jak ostatecznie wyglądały rezultaty osiągnięte przez ekspedycję. Być może jest to skutek tego, że wydanie polskie jest skrócone, nie zaznaczono jednak, kto tego skrótu dokonał ani co pominął. I tak „Aku-aku” (to nazwa lokalnych duchów strzegących rozmaitych miejsc), mimo interesującego początku, okazało się porażką. Heyerdahl umie zajmująco pisać, bardzo obrazowo, potrafi przystępnie wyjaśniać rozmaite naukowe teorie i historyczne fakty, tym razem jednak coś mu nie wyszło. Skupił się przede wszystkim na sobie, w tle zostawiając nie tylko współpracowników, ale i towarzyszącą mu rodzinę; szczęśliwie chociaż część najważniejszych wyspiarzy doczekała się szerszych charakterystyk. Bez żalu porzucił opisy interesujących wykopalisk, żeby gonić za mirażem „rodzinnych pieczar”. Bez skrępowania przedstawiał mało etyczne (chociaż pewnie raczej z dzisiejszego punktu widzenia) metody zdobywania cennych obiektów, gdy wykorzystywał naiwność wyspiarzy, którymi bez oporów próbował manipulować. Wreszcie nie zdołał nawet podsumować wyników ekspedycji – i książka, która miała nieco rozjaśnić tajemnice Wyspy Wielkanocnej, pozostawia nas bez odpowiedzi na kluczowe pytania.

Thor Heyerdahl, Aku-aku, tłum. Józef Giebułtowicz, Iskry 1968.

Podobne pozycje:

Mała wielka Wyspa Wielkanocna

Marek Fiedler

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

22 thoughts on “W cieniu gigantycznych posągów (Thor Heyerdahl, „Aku-aku”)”

  1. momarta pisze:
    10 września 2019 o 11:14

    Jedna z książek z księgozbioru mojej babci, która – w tym właśnie wydaniu – zaginęła mi w niewyjaśnionych okolicznościach. Nie będę jednak opisywać swoich poszukiwań, by nie narazić się na zarzut nudziarstwa:P
    A serio, to wzrastałam w przekonaniu, że Heyerdahl to jest gość, który nie tylko podróżuje, ale i pisze świetne książki. Przeczytałam ostatecznie chyba tylko „Wyprawę Kon-Tiki”, ale kompletnie nie pamiętam czy byłam zafascynowana lekturą. Taki Toni Halik jednak mnie wciągał – „Z kamerą i strzelbą przez Mato Grosso” przeczytałam jakieś dzieści razy. Możesz machnąć szybko analizę porównawczą?:D

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      10 września 2019 o 11:20

      Też wzrastałem w takim przekonaniu, że to fajny gość. Kon-Tiki mi się podobało, ale w Aku-aku koleś skupił się na sobie w niewiarygodnym stopniu, obsesja, paranoja, ślinimy się nad każdą rzeźbą i najchętniej zgarnąłby wszystko dla siebie, nie patrząc, czy właściciel się zgadza. Dość żenująco-obrzydliwe to było. Halika czytałem raz, nie umarłem z nudów, ale dziesięć razy czytać? W każdym razie Halik ma tę przewagę, że nie występował jako wielki biały bwana kubwa, tylko starał się tych swoich Indian poznać, zdobyć zaufanie i zostać dopuszczonym do sekretów.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. momarta pisze:
        10 września 2019 o 11:28

        Dodam, że czytałam Halika w wieku 10-11 lat;zaczytawszy na śmierć, więcej do tej lektury nie wróciłam. Ale też wydaje mi się, że Halik był bardzo pozytywny wobec ludzi, wszelkich, których spotykał na swojej drodze. No i podróżował później niż Heyerdahl na tę nieszczęsną Wyspę Wielkanocną – jakby nie patrzeć, świadomość białego człowieka nieco się w międzyczasie zmieniła. To chyba tak trzeba na to spojrzeć. Co jednak niczego, jeśli chodzi o jakość książki Heyerdahla, z pewnością nie zmienia.

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          10 września 2019 o 11:35

          Halik w Mato Grosso wg wikipedii był wtedy, gdy Heyerdahl na Wyspie Wielkanocnej, w połowie lat 50. I tak, to chyba kwestia podejścia do ludzi: jeden chciał ich poznawać, a drugi, jak wynika z Aku-aku, wykorzystać. I nie dość, że wykorzystywał, to jeszcze nie umiał tego tak opisać, żeby nudne nie było :P

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. momarta pisze:
            10 września 2019 o 11:53

            Aż poszłam odgrzebać Halika (łatwo nie było). Nie datuje swojej historii (wydana po raz pierwszy w Meksyku w 1971 roku, ja mam polską wersję z 1986), ale gdzieś tam w treści pojawia się rok 1955, więc wychodzi na to, że Wiki nie jest taka zła:D Niniejszym składam zatem rezygnację z samowolnie objętej roli obrońcy pana Heyerdahla. Możesz się na nim dalej wyżywać, śmiało!

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              10 września 2019 o 12:02

              Też mam wydanie z 1986 :) Nie, nie zamierzam więcej dokopywać Heyerdahlowi. Mam jeszcze dwie jego książki, może się sam podłoży, a może zrehabilituje, biedaczek.

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
  2. mcagnes pisze:
    11 września 2019 o 00:03

    Ludka uwielbiała Heyerdahla. Ta z książki…. no, zapomniałam. Ale ona chyba bardziej za „Kon-Tiki”, prawda?

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      11 września 2019 o 08:07

      Z Tabliczki marzenia Snopkiewiczowej. Nie, nie pamiętałem, wyguglałem sobie :) Ponoć lubiła obie książki :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  3. Bazyl pisze:
    11 września 2019 o 12:07

    Eee, myślałem że poszedł w kosmicznych budowniczych czy cuś :P Wszyscy ci ówcześni „archeolodzy” chcieli albo wręcz przytulali to co im się podobało, niestety albo w niektórych przypadkach stety, bo przez egzotyczny kraj przetoczyła się np. wojna i wszystko szlag trafił, a kradzione ocalało. Tak, że ten …

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      11 września 2019 o 12:11

      To wtedy jeszcze nie weszło w modę, UFO rozbiło się w Roswell zaledwie parę lat wcześniej :D Stety albo niestety. Koleś dostał od wyspiarza zeszyt ze słownikiem pisma rongo-rongo. Przełom, sensacja, szał. A tu w roku 2019 czytam w wikipedii, że rongo-rongo nadał nieodczytane. To co? Heyerdahl utopił ten zeszycik, opchnął na allegro czy może wymyślił sobie anegdotkę? I tak ze wszystkim :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        11 września 2019 o 14:37

        Ale dostał czy napisał, że dostał? :) Może to tzw. okraszanie opowieści :D

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          11 września 2019 o 14:40

          Dostał do ręki, żeby zrobić fotokopie, na jedno wychodzi. Właściciel się potem ponoć utopił z oryginałem :D

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. mcagnes pisze:
            11 września 2019 o 23:38

            O jakże mi to przypomina tego bezdomnego, co to samochody przekazał i potem umarł…. ;)

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              12 września 2019 o 08:24

              Ależ Ty masz skojarzenia :D W zasadzie trafne.

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
              1. Bazyl pisze:
                12 września 2019 o 15:20

                Wiecie co jest dziwne? A może symptomatyczne? Że ja też miałem wczoraj wieczorem napisać komentarz, w którym główne skrzypce grało odniesienie do współczesnej polityki. Trochę inne niż u Agnes, ale … Jak to się jednak krętactwo i robienie ludzi…, znaczy czytelników w wała, może jednoznacznie kojarzyć :P
                Co do tego okraszania czy też umajania literatury NF, to skala zjawiska jest dla mnie tak duża, że nawet książki reporterskie traktuję ostatnio jak beletrystykę. Tak na wszelki wypadek, bo kto wie :)

                Wczytywanie…
                Odpowiedz
                1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                  12 września 2019 o 22:55

                  Napisz ten komentarz, nie krępuj się :) A co do polskich reportaży, to faktycznie, u mnie też po części stoją w beletrystyce :P

                  Wczytywanie…
  4. Qbuś pożera książki pisze:
    13 września 2019 o 17:00

    Niedawno czytałem ciekawą książkę o podróżach jako o jednym z motorów napędowych ludzkości i fascynujące było to jak dobrze nawigować potrafili mieszkańcy Polinezji i tak dalej.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      13 września 2019 o 17:03

      W ogóle nie doceniamy umiejętności praprzodków, czy to w nawigacji, czy w innych dziedzinach. Na dodatek oni to wszystko musieli umieć, bo nie mogli sobie w guglu sprawdzić :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  5. czytankianki pisze:
    14 września 2019 o 19:11

    No popatrz, a mój znajomy był zachwycony książkami Heyerdahla i to w dużej mierze rozbudziły jego zainteresowanie Ameryką Południową (zaczął tam nawet jeździć).;) Inna rzecz, że w czasach jego młodości niewiele chyba dało się przeczytać na temat tamtych stron.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      14 września 2019 o 20:49

      Bo zasadniczo one są barwne i dotyczą fascynujących kwestii. Chociaż akurat nie ta konkretna.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  6. Niekoniecznie bestsellery pisze:
    25 października 2019 o 13:30

    O, bardzo się cieszę, że nie jestem sama w podejściu do Aku aku. Tylko mnie bardziej, niż te nieetyczne praktyki oburzyło pewne takie zadowolenie z siebie, które przebija z opisów tych praktych. Oraz ogólna pyszałkowatość Heyerdahla dość mocno obecna w całym tekście. W sumie jeszcze nie bardzo podobały mi się opisy jego stosunku do żony i współpracowników.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      25 października 2019 o 13:34

      Wszystko się zgadza, zadowolony był z siebie wręcz nieprzytomnie – też mnie to drażniło, bo w ostatecznym rozrachunku to chyba niewiele osiągnął w kwestii Wyspy Wielkanocnej. To on był gwiazdą, więc na rodzinę i współpracowników nie było miejsca, to jak zdawkowo opisywał prace archeologów jest strasznie słabe.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
1 tydzień ago
View on Instagram |
1/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
W potoku słów, jaki Cher wygenerowała w pierwszym tomie swojej autobiografii, niemal ginie to, co w tej opowieści najważniejsze: historia dziewczyny, która wbrew traumom, bez wsparcia i właściwych wzorców, próbuje się wybić, a gdy już jej się udaje, musi jeszcze nauczyć się decydować o sobie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Adam Tuz
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
W potoku słów, jaki Cher wygenerowała w pierwszym tomie swojej autobiografii, niemal ginie to, co w tej opowieści najważniejsze: historia dziewczyny, która wbrew traumom, bez wsparcia i właściwych wzorców, próbuje się wybić, a gdy już jej się udaje, musi jeszcze nauczyć się decydować o sobie. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Adam Tuz
3 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
 

Wczytywanie komentarzy...
 

    %d