Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Kto handluje, ten żyje (Marek Miller, „Co dzień świeży pieniądz”)

Posted on 20 kwietnia 20201 stycznia 2021 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Zanim zginął pod naporem gigantycznego targowiska na Stadionie Dziesięciolecia, bazar Różyckiego był oazą folkloru („Pyzyyy goronceee, pyzyyy, flakyyy”) i kapitalizmu, gdzie można było nabyć cytryny i fleki do obcasów, a także dekatyzowane dżinsy i tureckie swetry w charakterystyczne wzory. To był bazar lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. A jak wyglądały początki handlu w tym miejscu?

Targowa i okolice

Warszawska Praga od dawna była miejscem intensywnego handlu, nie na darmo jej główna ulica nosi miano Targowej. Specjalizowano się tu w kupnie i sprzedaży wołów (była tu na to konto i ulica Wołowa), koni, trzody chlewnej, dostarczanych koleją na przykład z Polesia i wywożonych potem pociągami nawet do Berlina albo przeprowadzanych do miejscowej rzeźni. Ściągali tu w połowie XIX wieku liczni rzemieślnicy i kupcy, szczególnie pochodzenia żydowskiego. Targowa, Ząbkowska, Brzeska, Kijowska, Aleksandrowska (dzisiejsza al. Solidarności) tętniły życiem, tworząc specyficzną, dość zamkniętą społeczność z własnymi zwyczajami i nawet własną zorganizowaną przestępczością. Utworzenie w 1882 roku bazaru na placu należącym do Juliana Różyckiego dało tej społeczności centrum, w którym skupiać się mogły jej zawodowe i życiowe sprawy.

„Przyczynia się do zatruwania powietrza”

Właściciel bazaru, Julian Różycki, był aptekarzem pochodzenia żydowskiego. Chociaż przyjął chrzest, całe życie działał na rzecz społeczności żydowskiej, co zapewniło mu wielki autorytet nie tylko na Pradze, choć jego nazwisko zapamiętano ostatecznie nie z działań charytatywnych, lecz z powodu bazaru otwartego na parceli przy Targowej 54. Miejsce szybko zyskało popularność wśród mniejszych i większych sprzedawców, klientów i lokalnych przestępców. Tylko prasa ubolewała nad tym, że bazar „przyczynia się do zatruwania powietrza”, bo nie jest najczystszym miejscem. To jednak niewielu odstraszało, bo świeży towar: nabiał, ryby, mięso i inne wiktuały przyciągał służące i skrzętne gospodynie, a na brak ruchu w interesie nie mogli też narzekać handlarze odzieżą nową i używaną, rozmaitymi częściami do wszelkich maszyn, urządzeniami etc. Nie zawsze zresztą źródło pochodzenia tego dobra było całkiem jasne. Bazar miał też własny folklor: charakterystyczne postacie i miejsca (wielki niebieski syfon, w którym sprzedawano owoce i słodycze), swoje powiedzonka i styl prowadzenia interesów – nie wypuszczało się klienta z rąk, póki nie kupił, i targowano się do upadłego. Podczas wizyty na targowisku można było nie tylko zyskać potrzebne rzeczy, ale i stracić, zwłaszcza portfel albo zegarek.

Minogi i rąbanka

Po pierwszej wojnie bazar Różyckiego rozkwitał: szeroki wybór towarów, gastronomia z przysmakami w rodzaju minóg i setką wódki, gry hazardowe, możliwość obcowania ze sztuką: słynnymi jeleniami na rykowisku, ale też z piosenką czy pokazami cyrkowców. Okupacja niemiecka brutalnie przecięła to bazarowe życie. Żydowscy kupcy i rzemieślnicy musieli iść do getta, puste miejsce po nich wypełnili Polacy, bo czasy były takie, że „kto handluje, ten żyje”. Tu przywożono słynną rąbankę, tu wyprzedawano rozmaite ruchomości, by przeżyć, tu wreszcie odbywał się handel bronią na potrzeby konspiracji i nie tylko. Podczas powstania warszawskiego bazar spłonął, ale szybko się odrodził. Zaczęła się kolejna epoka w jego historii.

Bazarowy kolaż

Pomysł przedstawienia dziejów popularnego Różyca autor książki, Marek Miller, i jego współpracownicy zawdzięczają Markowi Nowakowskiemu, który zachęcał do pracy i pomagał w utrwaleniu specyfiki tego miejsca. Miller i młodzi reporterzy ruszyli do archiwów, bibliotek i do żyjących jeszcze świadków wydarzeń, by zebrać materiał do książki. Znakomicie poradzili sobie z ikonografią: mamy widoki dawnej Pragi i jej targowisk, zdjęcia i rysunki bazaru Różyckiego, wycinki prasowe, portrety. Ciut słabiej jest z tekstami: książka jest kolażem cytatów z relacji czy wspomnień, uzupełnianych przez autorów kalendariami i rozmaitymi historycznymi dopowiedzeniami. Czasem, szczególnie w partiach o XIX-wiecznych dziejach targowiska, pozostawiają spory niedosyt, później zaś jest lepiej, ale też opowieść bywa nieco chaotyczna czy urywana, zależnie od materiału, jakim dysponowali autorzy (przy okazji, szkoda, że całość nie została poddana rzetelniejszej korekcie). Mimo to udaje się w odtworzyć atmosferę Pragi i bazaru, przybliżyć jego codzienne funkcjonowanie i egzotykę, pokazać główne punkty jego historii. Książki starcza akurat na jeden wieczór, ale sprawdzi się też do podczytywania fragmentami, a oglądanie fotografii i przypominanie sobie (albo sprawdzanie w internecie), jak dziś wyglądają te miejsca, zapełni wiele godzin. Nie ukrywam, że chętnie poznałbym dalsze losy bazaru, te peerelowskie. Niestety, nie widzę drugiego tomu w zapowiedziach. Mam nadzieję, że w końcu się go doczekamy.

Marek Miller, Co dzień świeży pieniądz, czyli dzieje bazaru Różyckiego, t. 1: Za cara, za sanacji i za Niemca, Narodowe Centrum Kultury i Fundacja Laboratorium Reportażu, Warszawa 2018.

12 thoughts on “Kto handluje, ten żyje (Marek Miller, „Co dzień świeży pieniądz”)”

  1. Bazyl pisze:
    20 kwietnia 2020 o 12:32

    Rózyc nieodłącznie kojarzy mi się z przestępczością właśnie. Ta nazwa przewija się praktycznie we wszystkich opracowaniach na temat dawnych rzezimieszków. Tu kroili swoje ofiary stoliczni doliniarze, tu ściągali haracze gangsterzy o obrazowych ksywach. No i tu w okupację zniknęło słynne, wykrzykiwane głośno, „handełe”.

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      20 kwietnia 2020 o 12:48

      Kroili wszędzie, ale tu mieli najłatwiej, stado jeleni zaabsorbowanych zakupami i jeszcze każdy z wypchanym portfelem. Zawsze wchodziłem na Różyca w lekkim strachu :) Ale, rany, jak tam było egzotycznie dla 10-latka. I te pyzy, których nigdy nie spróbowałem. Jak byłem mały, to nikt by mi nie kupił, bo niehigieczne, a jak mogłem wreszcie sam sobie kupić, to już nie było :(

      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        20 kwietnia 2020 o 14:18

        Kroili na całym świecie. Kurczę, już nie pamiętam, gdzie tak ładnie jest opisany proceder kradzieży chustek, które lat temu set wstecz cieszyły się wśród kieszonkowców wielkim powodzeniem. A egzotyka, to chyba cecha każdego bazaru i targowiska. A propos, sąsiad pokazał mi na Polonie fantastyczne zdjęcie z jarmarku w moim powiatowym miasteczku z około 1914 roku :)

        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          20 kwietnia 2020 o 15:14

          A nie u Dickensa te chustki? I pokaż to zdjęcie, jestem ciekawy.

          Odpowiedz
          1. Bazyl pisze:
            21 kwietnia 2020 o 08:06

            Czytałem tylko „Olivera …” i to tak dawno temu, że wątpię żeby wspomnienie pochodziło z tej lektury. Pamiętam tylko zdziwienie, że chustki, bo człowiek przyzwyczajony do jednorazówek nie kojarzy jakie to mogły być małe dzieła sztuki i z jak wyszukanych materii zrobione. No i nie tylko o smarkatki chodziło, bo w różnych epokach chustka pełniła przecież różne role w ubiorze :)
            Prosz – TUTAJ :) Zwróć uwagę, że fotograf nie dysponował dzisiejszymi megapikselami, a jakość jest powalająca :)

            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              21 kwietnia 2020 o 12:52

              I pacz, zeżarło mi komentarz na własnym blogu, bezczelność!
              Chusteczki faktycznie, jedwabne, haftowane, z koronką to było coś. Ale i chińskie bawełniane, jak pamiętam z dzieciństwa, potrafiły fascynować, takie kolorowe i z rysunkami :)
              A zdjęcie rewelacja, te równe szeregi wozów :) ciekawe, co było w tej budce pośrodku rynku, bo z tyłu to chyba jakieś kramy?

              Odpowiedz
              1. Bazyl pisze:
                22 kwietnia 2020 o 07:45

                Być może jakiś punkt poboru opłat, bo jakoś nie wierzę, żeby miasto udostępniało bądź co bądź rynek za friko :) A zdjęcie zafrapowało mnie do tego stopnia, że wolną chwilą (buahaha) postanowiłem pobuszować w zasobach Polony :)

                Odpowiedz
                1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                  22 kwietnia 2020 o 09:09

                  Całkiem możliwe, opłaty targowe to był pewnie spory punkt w budżecie. Zgłębiaj temat, podrzucę Ci jeszcze bazę fotografii Narodowego Archiwum Cyfrowego :)

                2. Bazyl pisze:
                  22 kwietnia 2020 o 10:46

                  I ceberek wolnego czasu? :P

                3. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                  22 kwietnia 2020 o 11:30

                  Ze dwa, bo tam można przepaść na całe dnie.

  2. Natalia | natalia-recenzuje.pl pisze:
    20 kwietnia 2020 o 14:55

    Muszę przyznać, że nic nie wiem o tej postaci właściwie. Szkoda. Chętnie dowiem się więcej. Lubię takie biograficzne i historyczne smaczki. A bazary mają swój urok. Choć dziś jest ich już niewiele, a te które są, na pewno bardzo różnią się od niegdysiejszych…

    Myślę, że na drugi tom jeszcze trochę będzie trzeba poczekać. Praca nad tego typu książką potrafi zająć kilka lat, tymczasem ten pierwszy tom ledwie dwa lata temu się ukazał, z tego co widzę. :)

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      20 kwietnia 2020 o 15:06

      Podejrzewam, że materiał dało się zebrać niejako hurtem, tyle że pewnie dla czasów powojennych jest go dużo więcej. Ja mam czas, ja poczekam :)

      Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT