Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Hen nie krzepi (Józef Hen, „Crimen”)

Posted on 6 lipca 20207 lipca 2020 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Crimen

Hena, Muzo, opiewaj, męża tak zdolnego,
Że wskrzesza dawne czasy, wieku minionego
Sprawy i ludzi, bitwy oraz walki, spory
I gwałtu pełne mordy, i słodkie amory.
Życia wybory trudne, poplątane związki –
Wszystko to napisane ułożył w kształt książki.
Dzieło to arcyświetne „Crimen” się nazywa,
Lecz resztę powiem prozą, bo wena odpływa.

Napisałem pean koślawym trzynastozgłoskowcem, żeby dać ujście czytelniczemu entuzjazmowi. Bo „Crimen” to znakomita powieść, o wartkiej, awanturniczo-kryminalnej akcji, pisana barwnym, stylizowanym na staropolszczyznę językiem, zaludniona przez bohaterów pełnokrwistych i złożonych, i ze świetnie nakreślonym, oddanym z masą szczegółów tłem historycznym. Gdyby Sienkiewicz porzucił swój pęd do krzepienia serc i poduczył się psychologii, to może wyszłoby mu coś na kształt powieści Józefa Hena.

Powrót

Dwudziestoparoletni Tomasz Błudnicki wraca w rodzinne strony po walkach w Rosji. Nie wiezie bogatych łupów, raczej bolesne wspomnienia. Nie ma pojęcia, co go czeka w domu, po drodze dowiaduje się, że jego ojciec zmarł w podejrzanych okolicznościach, być może zabity – ale przez kogo i dlaczego? Raz powzięte podejrzenie tkwi w nim jak cierń, jeden z wielu, jak się okaże, i zmusi Tomasza do podjęcia śledztwa. Po drodze zdąży się narazić lisowczykom i poznać życie ariańskiej wspólnoty, będzie walczył z bandą miejscowych awanturników, zyska i straci narzeczoną, jedną pannę uwolni z rąk porywaczy, inną zbałamuci – ot, taka codzienność na kresach Rzeczypospolitej, gdzie bez możnego protektora i wiernej szabli trudno zaznać spokoju.

Rycerze ze skazą i emancypantka

Tomaszowi daleko do sienkiewiczowskich rycerzy bez skazy. Wojakiem został wbrew sobie, bo chciał studiować, ale cóż, ojciec uważał, że fortunę łatwiej na wojnie zdobyć niż w książkach znaleźć. Bił się więc za carycę Marynę Mniszchównę, Kremla bronił w oblężeniu, lecz nic nie wywalczył. Z życiem uszedł, ale ledwie jako cień dawnego siebie wrócił. Coś go gryzie, z czymś się zmaga: wyjaśnienie śmierci ojca ma nie tylko aspekt honorowy, ale też terapeutyczny. Wiele w nim goryczy, wiele zwątpienia; na pewno nie jest ślepy na ludzką krzywdę i przekonany o wyższości stanu szlacheckiego. Jest samotny, bo nie chce iść za owczym pędem, nie sprawdziwszy, czy sprawa jest słuszna. Hen zresztą nie chodzi na skróty przy tworzeniu bohaterów: nawet ci drugoplanowi nie są kreśleni grubą kreską, nawet ci z dalszego planu są ludzcy, nie papierowi. Urszula Bełzecka, córka starosty, możnego opiekuna Błudnickich, ma niezbyt tradycyjny pogląd na swoją rolę: za wiele przeczytała, za wiele by chciała doznać i zobaczyć, by bez protestów dać się uwięzić przy kołowrotku. Samodzielna, wręcz samowolna, chce decydować o sobie, lokować uczucia zgodnie z sercem, a nie kalkulacją, choć i tu jej poglądy zostaną zweryfikowane. (Nawiasem mówiąc, postacie kobiece w ogóle Henowi wyszły doskonale). Jakąż znakomitą figurą jest Stefan Ligięza, oficer jej ojca, banita i obieżyświat, który zwiedzał dalekie kraje, podbijał serca wielkich dam, aż wreszcie zakochał się w chłopce, trochę jak Don Kichot, chociaż tylko w kwestii tego uczucia zawodził go rozsądek i doświadczenie życiowe. A w pamięć zapada też mnóstwo innych postaci: Tatar Rachmet, kniaź Ginwiłł, brat Gabriel, Jewka-Nastka – długo by wymieniać.

Bez pokrzepienia

„Crimen” zdecydowanie nie jest powieścią dla pokrzepienia serc. Tu nie ma świetnych wiktorii: Hen opisuje czasy niespokojne – pierwsze dwudziestolecie XVII wieku: rokosz Zebrzydowskiego, wojny z Rosją, bezhołowie na krańcach Rzeczypospolitej, gdzie zaczynało rządzić prawo silniejszego. Przy kim było więcej szabel, ten mógł kpić z sądów albo na własną rękę sprawiedliwość po swojemu zaprowadzać. Mamy rywalizację między magnatami i między szlachcicami, pogoń za królewszczyznami, za powiększaniem majątku, niekoniecznie uczciwą drogą. Powoli zaczyna się sypać tolerancja wyznaniowa, wzmaga się ucisk chłopów. Większość szlachty wciąż dumna jest ze swej złotej wolności, z dominującej pozycji. Nielicznym do głowy przychodzi, że nie jest tak stabilnie i cały system oparty jest na kruchych podstawach: „Póki im, chłopom naszym, samym na rozum nie przyjdzie, że są ludzie jako i my, możem w zamkach naszych mieszkać, do roboty pędzić, kijami ćwiczyć. Ale niech przejrzą, Chryste Panie, co to będzie! Żyjemy na beczce z prochem, panie Tomku”. Prowadzący swoje śledztwo Błudnicki wędruje po rodzinnych stronach, zagląda do różnych miejsc, rozmawia z różnymi ludźmi, a dzięki temu poznajemy i dwór szlachecki, i magnacki, osadę arian i zbójecką forteczkę. Poznajemy też ludzi różnych stanów, różnego pochodzenia i wyznania, życie codzienne, kombinacje polityczne i majątkowe. Wspomnienia i retrospekcje przerzucają nas do wydarzeń i miejsc odleglejszych: do Rosji i do Italii, na dwór królewski w Warszawie i do kozackiej stanicy na stepach. Zdecydowanie nie był to świat idealny i dlatego tak ważne było dla Tomasza, żeby uczynić go trochę lepszym. Nie bronić na oślep zastanych wartości, a w gruncie rzeczy własnego interesu, tylko „umieć podeptać w myśli wszystko, co zastane. Dopuścić zwątpienie, zbadać, czy fałsz nie dotyczy rzeczy najważniejszej, najświętszej. Powiedzieć sobie: jeśli tak jest, to będę inny niż wszyscy. Przeciw wodzie. Przeciw owczemu pędowi. Samotny będę. Ale do prawdy dotrę”. I to jest chyba w „Crimenie” najważniejsze, na dodatek stale aktualne. Czytajcie Hena!

Józef Hen, Crimen. Opowieść sensacyjna z XVII wieku, Instytut Wydawniczy Erica 2011.

 

Podobne pozycje:

Nowolipie

Józef Hen

28 thoughts on “Hen nie krzepi (Józef Hen, „Crimen”)”

  1. czytankianki pisze:
    6 lipca 2020 o 14:46

    Oglądałam tylko serial i to, co mnie przy nim trzymało oprócz wartkiej akcji, to była aktualność opowieści właśnie.

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      6 lipca 2020 o 17:42

      Zdaje się, że powieść była aktualna w chwili wydania i pozostała do dziś. Lokalnych kacyków szarpiących do siebie, co się tylko da, nigdy nie brakuje.

      Odpowiedz
  2. koczowniczka pisze:
    6 lipca 2020 o 21:49

    Siedemnasty wiek i emancypantka? :) Polecam „Nikt nie woła” i „Milczące między nami”. W drugiej z tych powieści pojawia się bardzo denerwująca postać kobieca, która lubi zdradzać mężczyzn i naciągać ich na prezenty.

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      6 lipca 2020 o 21:51

      No jak na ówczesne stosunki, to wyemancypowana była ponad normę :) Hena będę zgłębiał, to rzecz pewna.

      Odpowiedz
      1. koczowniczka pisze:
        7 lipca 2020 o 09:14

        Hen ma już prawie dziewięćdziesiąt siedem lat. Mało kto osiąga taki wiek. :)

        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          7 lipca 2020 o 09:26

          Tak, faktycznie. I wciąż pisze.

          Odpowiedz
  3. Natalia | natalia-recenzuje.pl pisze:
    7 lipca 2020 o 20:55

    To ja się może nie powinnam wychylać z moim brakiem entuzjazmu, ale cóż… Jakiś nigdy mi z Henem nie było po drodze.

    Odpowiedz
  4. Galene pisze:
    8 lipca 2020 o 16:25

    Czytałam „Crimen” prawie rok temu i też mi się bardzo podobał. Cieszę się, że powstała entuzjastyczna recenzja. :) Z ciekawostek dodam, że pierwsze zdanie książki chyba mocno zainspirowało Sapkowskiego, który swoje pierwsze opowiadanie „Wiedźmin” rozpoczął bardzo podobnie.

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      8 lipca 2020 o 18:08

      Tak, zdecydowanie pierwsze zdania są bliskimi krewnymi :) Czekam, aż usłyszę, że Hen ściągał z Wiedźmina.

      Odpowiedz
    2. Emberiza citrinella pisze:
      11 lipca 2020 o 12:06

      I ja też skojarzenie miałam natychmiastowe, bardzo byłam ciekawa, czy je z kimś dzielę. Dzielę, ma się rozumieć, bo to na pewno nie przypadkowa zbieżność!
      Przeczytałam „Crimen” przed miesiącem. Czytał się świetnie, a szczególną uciechą napełnił mnie cudny wątek pieśni jarmarcznej jako poszlaki w śledztwie:) kocham ballady i gatunki siostrzane i strasznie jestem łasa na ich pogłosy w literaturze pięknej.
      Tylko dwie rzeczy ugryzły mnie językowo, może szczęśliwie przepadły w dalszych wydaniach, ja miałam pierwsze. Przede wszystkim „lejce” w takim kontekście, który wskazuje najwyraźniej na wodze. Swoją drogą w „Księgach Jakubowych”, pod każdym innym względem zachwycających, też natrafiłam na to niedopatrzenie. Co jak co, ale końskie sprawy, zwłaszcza w „Crimenie”, który z konia nie zsiada, powinny być dopieszczone w każdym szczególe. A druga kwestia: zdarzające się czasem formy w rodzaju „Ligęza ojca waćpanów nie zabił” (a nie chodzi o braci, kilku „waćpanów”, tylko o imć Tomasza: „ojciec waćpanów, ojca waćpanowego” – „Psałterz Dawidów, Psałterza Dawidowego”, dla porównania). Przepraszam za czepialstwo, ale to właśnie takie wredne drobiażdżki, które korektor mógłby przecież usunąć kiwnięciem palca, są jedynymi wadami tej bardzo dobrej i chyba trochę zapomnianej powieści.
      Recenzja zachęcająca, a wstęp uroczy! Moją wątpliwość budzi tylko deptanie tego, co stare, ja tę sprawę odczułam całkiem inaczej: zgłębianie, rozpatrywanie, chęć przekształcenia, to wszystko jest tu na pewno, ale nie burzycielstwo czy jawna wrogość. A Sienkiewicza kocham miłością pierwszą, nie tracąc z oczu licznych jego licencji i innych figli, które robił historii i czytelnikom:)
      Margiela

      Odpowiedz
      1. Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
        11 lipca 2020 o 12:42

        O, jaki długi i cudny komentarz, wielkie dzięki :)
        1. Mnie ta ballada jako rekonstrukcja zbrodni lekko ugryzła, ale przypomniałem sobie, że i Homer, i ballady podwórkowe jakieś podstawy historyczne miały i machnąłem ręką. Swoją drogą, to urokliwy motyw.
        2. Pojęcia nie mam, co było w moim wydaniu. Ale jako laik używam lejców i wodzy jako synonimów, dopiero teraz sprawdziłem w słowniku, że to trochę jak w geometrii: wszystkie lejce są wodzami, ale nie wszystkie wodze są lejcami :D Chyba nic nie pokręciłem?
        3. Co do Dawidów i waćpanów też nie mam pojęcia, co było w moim wydaniu. Na pierwszy rzut oka też by mi nie zgrzytnęło.
        4. Co do burzenia, to i Tomasz, i ja też rozumiemy to tak jak Ty: nie brać na oślep, zachować krytycyzm, nie iść za stadem.
        5. Też lubię Sienkiewicza, ale akurat nad psychologią postaci mógłby trochę popracować :)

        Odpowiedz
        1. Emberiza citrinella pisze:
          11 lipca 2020 o 13:45

          Ano właśnie, zasiałam wątpliwości, zgłębiając temat, a właściwie tematy – nie przymierzając, jak nasz protagonista:)
          Trzymam się myśli, że te rzeczy z następnych wydań zniknęły, zwłaszcza nieszczęsne lejce, które niech służą furmanom, a nie rycerzom;)
          Ja mam do Sienkiewicza taki stosunek, że oko tę niewywrotność postaci widzi, ale jej sercu nie żal. Wzruszają mnie i bawią w sposób bezwzględny, nawet Skrzetuski jak statuja kamienna:)
          Jedyne, co mnie drapie w krzepione serce, kiedy od czasu do czasu do nich powracam, to wszelkie anse i pogardy etniczne, tyle że tutaj świat „Trylogii” zawinił (nie tylko jej!), a nie sama „Trylogia”…

          Odpowiedz
          1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
            11 lipca 2020 o 14:32

            Zdecydowanie przy czytaniu Sienkiewicza zbytni krytycyzm psuje zabawę :D Ja tam lubię pana Michała i Baśkę. A kwestiach etnicznych to autor miał za uszami też na własne konto, żeby wspomnieć W pustyni i w puszczy.

            Odpowiedz
            1. Emberiza citrinella pisze:
              11 lipca 2020 o 16:20

              Ohoho, albo „Listy z Afryki”! O tych rzeczach nawet nie wspominam.

              Odpowiedz
              1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                11 lipca 2020 o 16:23

                No właśnie właśnie.

                Odpowiedz
  5. qbuspozera pisze:
    10 lipca 2020 o 15:49

    O, i to jeszcze o okresie historycznym i wydarzeniach, o których swego czasu sporo czytałem. Trzeba będzie zapolować.

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      10 lipca 2020 o 16:02

      Chwytaj za łuk i darz bór! :)

      Odpowiedz
  6. małgosia pisze:
    12 lipca 2020 o 13:42

    Hena znam głównie z Dzienników, które ogromną darzę sympatią. Z rzeczy inszego rodzaju czytałam jedynie Królewskie sny, które chyba nie trafiły u mnie na podatny grunt, bo tak jakoś przepłynęły i oczu za nimi nie wypatruję. A w tj chwili sięgnęłam po Mój przyjaciel król i jestem go niezmiernie ciekawa, choć nie mogę powiedzieć, aby wciągnął od pierwszych stron. Ale liczę na to, że im dalej w las tym będzie ciekawiej. Crimen notuję na przyszłość. No bo Hen, to przecie Hen.

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      12 lipca 2020 o 14:03

      Na dzienniki się zasadzam, bo mam którąś część, inne powieści zgromadzone na przyszłość. A Crimen wciąga od początku, bardzo jest wartki.

      Odpowiedz
  7. Bazyl pisze:
    14 lipca 2020 o 06:38

    Na półkach Legimi tylko audiobook, a moje moce intelektualne pozwalają na wieczorną lekturę trzech pasków Mafaldy. Ta niedobra koniunkcja sprawia, że książkę zapisuję w wirtualnym sztambuszku na tzw. kiedyś :P
    Swoją drogą muszę kiedyś spiąć pośladku i swoje i ruszyć wskroś poważnych polskich piór. Zacznę chyba od Myśliwskiego :)

    Odpowiedz
    1. Bazyl pisze:
      14 lipca 2020 o 06:39

      Pośladki i zwoje. Chyba dojrzałem do wyłączenia autokorekty :D

      Odpowiedz
      1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
        14 lipca 2020 o 08:25

        Zacznij od Hena, wydaje się przystępniejszy. A Crimen to na bank w każdej bibliotece jest :)

        Odpowiedz
      2. Emberiza citrinella pisze:
        14 lipca 2020 o 12:09

        Tego audiobooka nie polecam. Henryk Pijanowski ma brzydki zwyczaj przekręcania wyrazów i podsuwania własnych na miejsce takich, które źle mu się mówi. Oto przykład. W „Crimenie” gra dużą rolę społeczność arian, zwanych kosturowcami, bo zamiast broni zwykłej noszą drewnianą. Otóż z tych kosturowców Pijanowski robi konstruktowców:D Nawiasem mówiąc, co by to mogło znaczyć? Takich bardziej swojskich konstruktorów? A tego typu lapsusów jest znacznie więcej.

        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          14 lipca 2020 o 12:10

          Dobrze wiedzieć, zastanawiałem się, czy sobie nie kupić, jakby mi się powtórki zachciało.

          Odpowiedz
          1. Bazyl pisze:
            14 lipca 2020 o 13:41

            @Emberiza Z audiobooków, to ja tylko dziecięce albo od wielkiego dzwonu, dorosłe, ale dzięki za ostrzeżenie.
            @Piotr Zobaczymy czy to w ogóle dobry pomysł, bo pragnę Ci przypomnieć, na polecanym synu utkłem :P

            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              14 lipca 2020 o 17:45

              No to powodzenia.

              Odpowiedz
  8. Michał Stanek pisze:
    4 września 2023 o 11:51

    Minęło już trzy lata z okładem, kiedym ową odkurzoną przez waćpana książkę zapisał w schowku. I dziś z radością mogę powiedzieć – właśnie czytam :) Swietne to, smakowicie napisane, ciekawie pozaplatane, Ligęza świetną jest postacią, uwielbiam gawędziarską frazę Hena i wyczucie nastroju. Z ciekawostek – pierwsze zdanie zostało sparafrazowane przez Sapkowskiego w otwarciu pierwszego opowiadania wiedźmińskiego. A sam autor „Crimen” za dwa miesiące skończy STO (!) lat.

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      4 września 2023 o 20:38

      Cóż mogę powiedzieć, wszystko się zgadza :) A Ligięza wystąpił jako easter egg w Solfatarze, jak pamiętasz :) Autorowi dwustu lat, a ja może z tej okazji Królewskie sny wyjmę z półki.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. 
Przekład Tomasz Bieroń
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. Przekład Tomasz Bieroń
1 miesiąc ago
View on Instagram |
1/5
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
1 miesiąc ago
View on Instagram |
2/5
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia.
Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia. Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
3/5
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
4/5
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. 
„Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Zbigniew A. Królicki
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. „Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Zbigniew A. Królicki
3 miesiące ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT