Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Na odludnym wybrzeżu (Michael Crummey, „Bez winy”)

Posted on 26 listopada 2020 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Na tle znakomitego „Dostatku” najnowsza powieść Michaela Crummeya wypada dość blado. Wrażenie robią opisy dzikiej przyrody i trudów życia rybaków na odludnym wybrzeżu, jednak głównego wątku – dorastania, dojrzewania i poszerzania horyzontów pary głównych bohaterów – starczyłoby na dobre, pełne emocji opowiadanie. Rozciągnięte w powieść losy Evereda i Ady robią raczej letnie wrażenie, tym bardziej że kierunek, w jakim zmierzają, nie jest zaskakujący (a na dodatek ujawniony w okładkowym opisie).

Zdani tylko na siebie

Dwunastoletni Evered i jego młodsza o dwa lata siostra Ada tracą najpierw matkę i młodszą siostrę, a potem ojca. Zostają sami w chacie nad odległą zatoczką, do której dwa razy w roku przybija statek. Rozważają przeniesienie się do najbliższej osady, ale ostatecznie postanawiają żyć we dwójkę w rodzinnym domu i kontynuować pracę rodziców. Zmagania z codziennością i ciężką pracą – łowieniem i suszeniem ryb – są zdecydowanie ponad siły dzieci. Nie sprzyja im pogoda ani przyroda. Mimo to trwają i próbują nie tylko przetrwać, ale też jakoś radzić sobie z żałobą, samotnością, przemianami, które zachodzą w nich samych: wszystko to w miarę bardzo skromnych pojęć o życiu i świecie. Przede wszystkim naśladują rodziców, jedynych znanych im ludzi; ze strzępów zapamiętanych opowieści matki czerpią wiedzę o niebie i ziemi, uzupełniając ją własnymi wyobrażeniami. Niestety w miarę dorastania coraz trudniej jest im własne emocje rozumieć i kontrolować, a zetknięcie się ze światem zewnętrznym wprowadza tylko dodatkowy zamęt w życie rodzeństwa.

W niespiesznym rytmie

Opowieść toczy się niespiesznie w rytmie mroźnych zim i pełnych harówki lat, punktowana pojawianiem się statku z zaopatrzeniem i niekiedy dramatycznymi wydarzeniami, jak wędrówka do wraku żaglowca (co jest zresztą znakomicie opisane). Przez większość czasu Evered i Ada są jednak sami ze sobą, swoimi myślami i emocjami, zdani wyłącznie na siebie. Obserwujemy ich dorastanie – siostra, chociaż młodsza, jest od brata bardziej dojrzała, i uczuciowo, i intelektualnie, zyskuje przez to nad nim przewagę. To interesujące, chociaż mocno rozwleczone i przez to raczej letnie w odbiorze; od pewnego momentu nazbyt wyraźnie widać, czego można się spodziewać w zakończeniu, jak skończy się próba sił między rodzeństwem. Do tego bohaterowie książki mówią jakąś dziwną gwarą, po części wiejską, po części archaizowaną, z naleciałościami biblijnymi, która brzmi, moim zdaniem, sztucznie; rozumiem, że miało to podkreślać izolację bohaterów, ale efekt jest miejscami groteskowy, szczególnie że narrator używa (na szczęście sporadycznie) określeń w rodzaju „konfiguracja bibelotów” na określenie ułożenia muszelek na półce. Ciekawe, że z kolei dialogi marynarzy są doskonale oddane, jędrne i rubaszne. Pod innymi względami Crummeyowi poszło lepiej: surowość rybackiego życia opisana jest świetnie, podobnie jak dzika przyroda. Szaleństwa żywiołów, niebezpieczeństwa, ciężka praca – w tym autor czuje się doskonale i te fragmenty czyta się z prawdziwą przyjemnością.

Michael Crummey, Bez winy, tłum. Michał Alenowicz, Wiatr od Morza 2020.

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

14 thoughts on “Na odludnym wybrzeżu (Michael Crummey, „Bez winy”)”

  1. Bazyl pisze:
    26 listopada 2020 o 15:15

    O, widzisz, z tym językiem. W czytanym właśnie Sapkowskim przechodzenie od właśnie archaizowanych części dialogu, do języka jak najbardziej współczesnego, trochę mnie uwiera. Ale nie na tyle, żeby nie sięgać właśnie po drugi tom :D
    Chciało Ci się zerkać do oryginału? Może to tylko tłumaczenie? Choć byłoby to dziwne, biorąc pod uwagę, że reszta, jak piszesz, dobra :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      26 listopada 2020 o 15:35

      Oryginału nie szukałem. Autor napisał w posłowiu, że korzystał ze słownika archaicznej gwary nowofundlandzkiej, podejrzewam, że tłumacz próbował to jakoś oddać po polsku. Bardziej mnie zresztą uwierała ta konfiguracja bibelotów :( A Sapkowski to różne wygibasy stosował, akurat nie jestem wielbicielem :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        26 listopada 2020 o 16:37

        A ja lubię :) Mimo pewnego zamiłowania do nagminnego powtarzania wygrzebanych ze słownika staropolszczyzny zwrotów, które działa mi na nerwy oraz nadużywania łaciny przy braku przypisów, to jednak są to wojny husyckie! A ja, panie kolego, miałem promotora, który był w temacie jednym z lepszych graczy i potrafił zarazić zamiłowaniem :)

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          26 listopada 2020 o 16:42

          A, do wojen husyckich u Sapkowskiego nigdy nie doszedłem, zastopowało mnie po Wiedźminie :) A kto był promotorem, panie kolego? Iwańczak?

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. Bazyl pisze:
            26 listopada 2020 o 18:03

            Trafiony, zatopiony :)

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              26 listopada 2020 o 18:07

              To nie było trudne :) Mam dwie jego książki na półce, nieczytane od 20 lat :P

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
              1. Bazyl pisze:
                26 listopada 2020 o 19:35

                Może to palec, nomen omen, boży :P A ja dziś chciałem wyszperać w biblio jakiś tom Klubu 7. Przygód w papierze i jakoś bez powodzenia (ale i czasu nie było), a wydawało mi się, że półki były tego pełne :)
                A ten Crummey, to tak do kogo stylem podobny? :)

                Wczytywanie…
                Odpowiedz
                1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                  26 listopada 2020 o 19:40

                  Półki coraz mniej pełne staroci, zwłąszcza w bibliotekach:) A Crummey podobny sam do siebie, chociaż te jego zimowo-rybackie opowieści mnie się trochę kojarzyły z Simmonsem i Terrorem. Taka surowa proza bez ozdobników, ale działająca na wyobraźnię.

                  Wczytywanie…
  2. czytankianki pisze:
    27 listopada 2020 o 11:51

    Zimno się robi od samego patrzenia na okładkę, a piszesz, że „Opowieść toczy się niespiesznie w rytmie mroźnych zim” – chyba będę musiała zaczekać do fali upałów, żeby sięgnąć po tę powieść. Bo intryguje mnie ten autor, nie powiem.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      27 listopada 2020 o 12:01

      Autor umie opisywać tę swoją Nową Fundlandię, po prostu czujesz, że tam jesteś. W dodatku to szalona egzotyka. Czasem zdarza się nieco hmm realizmu magicznego, ale w umiarkowanych dawkach. No ale od tego mrozu i łowienia ryb w lodowatej wodzie bohaterowie mają prawo do wizji albo dwóch :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. czytankianki pisze:
        27 listopada 2020 o 19:39

        Szalona egzotyka? To mi zabiłeś ćwieka.;)

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          27 listopada 2020 o 20:07

          Ile znasz detalicznych opisów połowów ryb w Nowej Fundlandii?

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. czytankianki pisze:
            28 listopada 2020 o 11:47

            Nie znam w ogóle detalicznych opisów połowów,.;( Hemingwaya odpuszczam, to była tylko jedna ryba.;)))

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              28 listopada 2020 o 11:53

              U Hemingwaya to jest jakaś moralna męka, a nie połów. Crummey jest bardziej techniczny, a równocześnie potrafi dobrze oddać trud i wysiłek. Zresztą widać w nim miłośnika Nowej Fundlandii, przyrody, historii, folkloru.

              Wczytywanie…
              Odpowiedz

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Iwona Zimnicka
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Iwona Zimnicka
5 dni ago
View on Instagram |
1/5
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
 

Wczytywanie komentarzy...
 

    %d