Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Zakład żywienia zbiorowego (cz. 11): Gastronomia pod okupacją niemiecką

Posted on 17 czerwca 202217 czerwca 2022 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Wydawać by się mogło, że wojna i okupacja nie sprzyjają gastronomii. Okazuje się jednak, że jest wręcz przeciwnie. W Warszawie w latach 1939–1944 restauracji i kawiarni powstawało mnóstwo i nie narzekały ani na brak zaopatrzenia, ani na brak klienteli.

U Aktorek
Reklama kawiarni „U Aktorek”, „Nowy Kurier Warszawski” 22 IV 1940.

Bardzo szybko, bo już w pierwszych dniach okupacji, zaczęto uruchamiać w Warszawie lokale gastronomiczne. Początkowo spełniały one w gruncie rzeczy rolę zwykłych stołówek – w restauracjach ofiarowywano zgłodniałym najczęściej tylko talerz zupy, w kawiarniach filiżankę kawy lub szklankę herbaty z kromką chleba posmarowanego marmoladą. „Wszyscy siedzą w paltach – pisano w gadzinówce 11 X 1939 – nierzadko w kapeluszach. W zakładach ciemno, zimno”. Jeden z cudzoziemców, przebywających wówczas w mieście, stwierdził, że atmosfera warszawskich lokali przypominała mu atmosferę Rosji z końca 1917 roku.
Od listopada 1939 r. jedna po drugiej zaczynają powstawać kawiarnie artystów. Zakładają swoje lokale aktorzy filmowi, teatralni, artyści baletowi, muzycy. Artyści stają się kelnerami, obejmują funkcje kierowników lokali, personelu administracyjnego, szatniarzy – gastronomia w owych pierwszych miesiącach okupacji jest dla nich jedynym źródłem zarobku. Teatry i teatrzyki są na razie nieczynne – zagadnienie wyboru miejsca pracy i związany z tym konflikt sumienia wyłonią się dopiero później. […]
Prawie każdy z wymienionych lokali posiadał własną klientelę i stał się miejscem spotkań określonych środowisk. Najczęściej grono bywalców wyłaniało się na gruncie towarzyskich lub zawodowych powiązań z obsługą i właścicielami danej restauracji, baru czy kawiarni. Obcy, przypadkowy gość czuł się tam dość nieswojo i inaczej był traktowany.
Ważną funkcją warszawskich lokali gastronomicznych było ich wykorzystywanie dla potrzeb konspiracyjnych spotkań, kontaktów, skrytek. Zorientowane w sytuacji Gestapo potrafiło z tego faktu wyciągnąć odpowiednie wnioski, organizując własną knajpę i zatrudniając w niej swoich konfidentów – jako taki znany był lokal „Za Kotarą” przy Mazowieckiej.
Przebywający w kawiarniach przedstawiciele ruchu oporu narażali się na dekonspirację, często lokale te stawały się dla nich pułapką zastawioną przez wroga. […]
Lokale gastronomiczne często były miejscem łapanek; wszystkich mężczyzn przewożono na punkt zborny przy ul. Skaryszewskiej, skąd wywożono ich na roboty przymusowe do Niemiec. W sumie należy więc stwierdzić, że restauracje, bary i kawiarnie warszawskie nie zapewniały bywalcom ani spokoju, ani bezpieczeństwa.

Kawiarnia przy Złotej
Kawiarnia przy ul. Złotej 8 w Warszawie, fot. Mieczysław Bilażewski-Bil (Narodowe Archiwum Cyfrowe).


[…] Niestety, nie dysponujemy dziś danymi o liczbie wszystkich lokali gastronomicznych w okupowanej Warszawie. Postanowiliśmy jednak wykorzystać w tym celu źródła pomocnicze, jakim są wydawane przez okupanta książki telefoniczne. […] Okazuje się, że 15 VIII 1940 czynnych było w Warszawie: 61 barów, 26 restauracji, 29 kawiarni i 41 cukierni (mówimy oczywiście o zakładach posiadających telefon). Po dwóch latach wg stanu na dzień 1 VIII 1942 istniało w mieście: restauracji i barów aż 552, kawiarni 233, cukierni 121. Należy sądzić, że tak silnego „zaplecza” gastronomicznego nie miała Warszawa nigdy przedtem. Przypatrzmy się teraz bliżej działalności tych placówek.

Zacznijmy od cen, które powinny formalnie odpowiadać normom ustalonym w oficjalnym cenniku. Oczywiście właściciele lokali gastronomicznych pobierali ceny znacznie wyższe, w przeciwnym razie interes byłby nieopłacalny lub doprowadziłby ich do bankructwa. Charakterystyczny reportaż latem 1941 r. zamieściła redakcja szmatławca: „Pod pręgierz lichwiarzy-restauratorów żerujących na głodzie konsumentów”. Zwiedzenie kilkunastu lokali doprowadza wysłannika gazety do następującej konstatacji: „Po urzędowych cenach można dostać albo potrawy wątpliwej jakości i w małej ilości, albo wcale ich nie ma”. Dziennikarz zatrzymuje się przed jednym z barów przy Nowym Świecie. Wywieszka głosi: „Tu można tanio zjeść obiady, kolacje”. Z menu, widniejącego na zewnątrz, wynika, że koszt obiadu nie powinien przekroczyć 4 zł. Po wejściu do środka i zamówieniu dania z owej „urzędowej” karty klient dowiaduje się, że kelner właśnie podał ostatnią porcję, zaleca jednak coś z dań na „zamówienie”. A oto ich ceny, przytoczone przez owego dziennikarza: kotlet wieprzowy – 18 zł, wątróbka z cebulką – 15 zł, sznycel cielęcy – 12 zł, rumsztyk z cebulką – 10 zł, zrazy – 8 zł, forszmak wieprzowy – 7 zł. Wybór, jak widać, całkiem spory, ceny jednak nadzwyczaj wygórowane – przypomnijmy, że przeciętna pensja miesięczna urzędnika w owym okresie wynosiła niewiele ponad 200–300 zł. Jedno jest pewne: na stałe żywienie w restauracjach stać było tylko ludzi bardzo bogatych, przede wszystkim wojennych dorobkiewiczów i potentatów czarnego rynku. Inteligencja pojawiała się natomiast licznie w kawiarniach, nie tyle zresztą w celach konsumpcyjnych, co gwoli podtrzymania więzi towarzyskich oraz nawiązania więzi „handlowych”.

Dworek

 Reklama z ok. 1940 r. (Polona).

Czym należy tłumaczyć bardzo liczną klientelę warszawskich zakładów gastronomicznych podczas okupacji? Sądzę, że przyczyn tego zjawiska było wiele. Oczywiście w grę wchodziło tu pojawienie się grupy wojennych dorobkiewiczów, łatwo zdobywającej i tracącej zdobyte w trakcie nielegalnych transakcji pieniądze. Zapominać jednak nie można o innych czynnikach. Pamiętać trzeba o tym, że wiele rodzin uległo rozbiciu, koniecznością stała się praca zarobkowa kobiet, które dawniej zajmowały się gospodarstwem domowym, przyrządzaniem posiłków. Krótko mówiąc sytuacja zmuszała ludzi do korzystania z usług zakładów gastronomicznych, przedłużony czas pracy nie pozwalał w wielu wypadkach na spożywanie posiłku w domu, koniecznością było zjedzenie czegoś „na mieście”. I wreszcie dochodził do tego czynnik innej natury, mianowicie świadomość faktu, że właścicielami i personelem owych licznych restauracyjek, barów i kawiarni są współrodacy, walczący o byt swoich rodzin. Dodajmy, że nie chodziło tu zresztą tylko o sam personel, gdyż istnienie tych zakładów zapewniało egzystencję tysiącom dostawców prywatnych, rodzinom zajmującym się wytwórczością domową artykułów spożywczych. Rzecz jasna, że widok przepełnionych lokali raził w zestawieniu z niemal powszechną nędzą. Wykorzystywano zresztą ten fakt w propagandzie hitlerowskiej.
Posłuchajmy, co na ten temat pisano w katolickim piśmie konspiracyjnym „Prawda” w 1942 r.:
„Bogaci smakosze zapewniają, że nigdy przed wojną nie jadali równie znakomitych tortów i ciast. Nie dziwota. Nie są to bowiem wyroby cukiernicze, lecz domowy przemysł, dzięki któremu setki pań z inteligencji utrzymuje siebie i swoje rodziny. Wyciągają stare, cenne przepisy, przechodzące niejednokrotnie z pokolenia na pokolenie, zazdrośnie strzeżone specjalności domu, i wypiekają arcydzieła. Pracę mają (nie)lekką. Zdobywanie surowców, pieczenie prawie wyłącznie w nocy, gdy ciśnienie gazu jest lepsze, wymagają nie lada zdrowia. Ale robota się opłaca. Ceny za słodycze są fantastyczne. Cieniutki kawałek tortu »mocca« kosztuje sześć złotych, a tortu »fedora« piętnaście złotych. I znów te ceny nie odstraszają nikogo. Wyrobów zawsze brak. […] Każdy rok powiększa ogólną nędzę. Wzrasta ilość zgonów głodowych, rośnie przerażająco śmiertelność młodzieży i dzieci. Gruźlica panuje wszechwładnie. 90 procent narodu wegetuje tragicznym półżyciem, odżywiając się wystarczająco, by nie umrzeć, lecz nie wystarczająco, by żyć. Równocześnie zaś pewien odsetek ludzi dorobił się nagłych wojennych majątków, rozporządza wielkimi sumami. Pieniądze te zdobyte bez trudu, zasługą sprytu lub szczęścia, są obracane prawie wyłącznie na ubranie, picie i jedzenie, przy czym żadna cena nie jest zbyt wysoka. […]”

Tomasz Szarota, Okupowanej Warszawy dzień powszedni, Czytelnik 1988, s. 252–258.

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

25 thoughts on “Zakład żywienia zbiorowego (cz. 11): Gastronomia pod okupacją niemiecką”

  1. Katarzyna pisze:
    17 czerwca 2022 o 19:12

    A poza gastronomią to książka p. Szaroty jako całość jaka? Bo może bym i przeczytała, brzmi ciekawie…

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      17 czerwca 2022 o 20:28

      Mnie się podobała, ale ja lubię klimaty typu życie codzienne.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Katarzyna pisze:
        18 czerwca 2022 o 08:53

        Właśnie dlatego pytałam, bo ja też uwielbiam takie klimaty, a z jakością (zwłaszcza w ostatnich czasach) bywa różnie, delikatnie mówiąc. Przeżyłam parę przykrych rozczarowań. Nb. swego czasu nałogowo czytywałam serię PIW „Życie codzienne” :-)

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          18 czerwca 2022 o 10:29

          To jak czytywałaś tę serię, to Szarota Cię zadowoli :) A praca ma swoje lata, więc i niezłą jakość merytoryczną, żadna tam kompilacja anegdot.

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. Katarzyna pisze:
            18 czerwca 2022 o 13:09

            Kupiłam i jak przyjdzie to przeczytam. Kompilacja anegdot to jeszcze pół biedy, ale jak się np. autor powołuje głównie na powieści z epoki, z obszernymi cytatami z tychże, to ja zaczynam mieć lekkie wątpliwości. Nawet jeśli powieści uchodzą za dobrze udokumentowane, to jednak to nadal literatura. Albo jeśli autor zbyt nachalnie (powtarzając wyjaśnienie co którąś stronę) mi wyjaśnia coś, co jest zrozumiałe dla każdego posiadającego IQ wyższe niż numer buta. Ja wiem, że repetitio est mater studiorum, ale jakoś mi to przeszkadza, możliwe, że nie lubię być traktowana jak kretynka. Niestety ostatnio coraz częściej się nadziewam na podobne pozycje z cyklu „jak to drzewiej bywało”. Nb. z PIWu moim ulubionym „Życiem codziennym” było to z czasów Ludwika XIV.

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              18 czerwca 2022 o 18:34

              To, jak mówię, Szarota należy do innej szkoły, zakladającej jednak minimum wiedzy, np. kim był Hitler. Serio, rozwalił mnie niedawno przypis z objaśnieniem Hitlera w powieści :(

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
              1. Katarzyna pisze:
                19 czerwca 2022 o 07:57

                Nabijasz się z tym Hitlerem? W polskiej powieści???

                Wczytywanie…
                Odpowiedz
                1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                  19 czerwca 2022 o 09:20

                  W przekladzie, ale przypisy były ewidentnie polskiej redakcji.

                  Wczytywanie…
                2. Katarzyna pisze:
                  19 czerwca 2022 o 10:27

                  Myślałam, że nic mnie już nie zdziwi, od kiedy poczytałam sobie przypisy do klasyki polskiej na wolnych lekturach. Tzn. ja rozumiem, że trzeba powyjaśniać jakieś archaizmy czy regionalizmy (jak np. w „Chłopach”), ew. kontekst w jakim dana książka była pisana itp. Ale naprawdę niektóre przypisy mnie ciut zadziwiły, np. konieczność wyjaśniania, kto to był pan Twardowski… Jednakże Hitler przebija wszystko.:-(

                  Wczytywanie…
                3. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                  19 czerwca 2022 o 12:15

                  Niestety obawiam się, że to nie nadgorliwość wydawcy, tylko smutna konieczność :(

                  Wczytywanie…
  2. czytankianki pisze:
    21 czerwca 2022 o 13:16

    Ceny koszmarne w stosunku do pensji. A jednak byli i chętni a słodkości, których przecież w takich okolicznościach należało raczej unikać na rzecz, dajmy na to, bardziej pożywnych zrazów.;)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      21 czerwca 2022 o 13:58

      Tak, rozdźwięk ogromny. A po zrazach ma się chęć na deser, więc się szasta kasą ze szmuglu albo innych przekrętów. Jeszcze bardziej przerażająco wyglądało to w getcie, na ulicy dzieci umierające z głodu, a za witryną restauracji obiady z szampanem :( Mam kilka takich fragmentów, kiedyś je tu wrzucę.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. czytankianki pisze:
        21 czerwca 2022 o 19:02

        W getcie z pewnością te kontrasty były najbardziej jaskrawe.
        Czy w książce wspomina się coś o jadłodajniach, w których można było taniej zjeść?

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          21 czerwca 2022 o 20:47

          Tak, jest sporo o tanich/darmowych jadłodajniach i stołówkach, zwykle charytatywnych, zapiszę sobie na przyszłość i może wykorzystam. Wydawano tam głównie zupę jako najtańszą.

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. czytankianki pisze:
            23 czerwca 2022 o 11:46

            Pytam, bo takie miejsca pojawiają się w serialach o wojnie.;)

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              23 czerwca 2022 o 12:53

              Nawet całkiem sporo ich było, szczególnie na początku okupacji. To ja przygotuję ten wpis na przyszłość.

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
  3. Bazyl pisze:
    22 czerwca 2022 o 08:14

    Czytając ostatnio panamironowy „Pamiętnik …” też zwracałem uwagę na kwestie pożywienia. O dziwo, tylko spomiędzy wierszy przebijają gdzieniegdzie kwestie głodowania. Poza tym, mimo że wikt był skromniutki, prawie zawsze było coś do jedzenia. Zapobiegliwość, szczęście czy jeszcze coś innego? Ja, ze swoją niezaradnością, pewnie umarłbym z głodu :(
    A z cenami w restauracjach w stosunku do płac, to mam wrażenie, że historia wkrótce zacznie się powtarzać :P

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      22 czerwca 2022 o 11:48

      Nie pamiętam detali z PanaMirona, ale akurat o powstańczej diecie czytałem to i owo, potrafiła być przedziwna, zależnie od miejsca – np. po zdobyciu browaru okolica żywiła się zupą z jęczmienia, albo marmoladą, jeśli akurat trafiono na jej zapasy :(

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Katarzyna pisze:
        22 czerwca 2022 o 17:30

        UWAGA WRAŻLIWI, NIE CZYTAĆ bo będzie hardcore.

        Mam znajomego, który we wrześniu 1939 miał 9 miesięcy. Historia rodzinna, którą mu przekazano, nie dotyczyła Powstania tylko obrony Warszawy w 1939. Siedzieli w piwnicy pod bombami i nie mieli nic do jedzenia przez parę dni i jak wreszcie wyszli, to pierwszym posiłkiem jaki niemowlak dostał był rosół z zabitego konia, który akurat leżał na ulicy.

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          22 czerwca 2022 o 17:51

          Z konia to żadna obrzydliwość,

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. Katarzyna pisze:
            22 czerwca 2022 o 18:13

            No wiesz, z takiej padliny, co nie wiadomo ile czasu tam leżała? Z takich różnych, „atrakcji” wojennych, to babcia miała sąsiada, który przeżył ciężki głód w b. ZSRR i dopiero w latach 50-tych udało mu się wrócić do Polski. Podobno koty smakują jak króliki, a psy jak cielęcina. Dopóki jeszcze były, co się jadło potem … o tym cisza :-( :-(

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              22 czerwca 2022 o 18:19

              Potem to już szczury, są przekazy.

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
              1. Katarzyna pisze:
                25 czerwca 2022 o 21:31

                Obawiam się, ze mogło być jeszcze gorzej, tez są przekazy:-( Nb. od tego samego sąsiada babci pochodziła historia, która jakby wyjaśnia, skąd się ten głód brał. Otóż ów pan pracował w kołchozie. Dla mieszczuchów wyjaśnienie, żniw się nie zaczyna określonego dnia kalendarzowego, po prostu zboże musi być odpowiednio dojrzałe, pogoda odpowiednia itp. Różnie to wypada. Natomiast tam wszystko było „na rozkaz”, przychodziło pismo „z góry”, że należy jutro zacząć żniwa i choćby zboże było jeszcze zielone i warunki niesprzyjające to się zaczynało. No i w kołchozie w którym pracował ów pan naczelnikiem (dyrektorem, diabli wiedzą, szefem) był akurat fachowiec rolnik. Tak się złożyło, że urodzaj był dobry, należało już koniecznie zacząć żniwa, a pismo z góry się spóźniało. Naczelnik widział, że zboże się lada chwila zacznie sypać i cały plon się zmarnuje, próbował alarmować, ale nic to nie dawało i wreszcie z rozpaczy nakazał rozpoczęcie żniw bez odgórnego nakazu. Następnego dnia przyjechał jakiś „z góry” i tego naczelnika osobiście i na miejscu zastrzelił :-(

                Wczytywanie…
                Odpowiedz
                1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                  25 czerwca 2022 o 22:35

                  Powiedziałbym, że to dość typowa historia z czasów radzieckich :( A doniesienia o kanibalizmie z czasów Wielkiego Głodu na Ukrainie są niepodważalne, niestety.

                  Wczytywanie…
  4. Pingback: Zakład żywienia zbiorowego (cz. 13): Jadłodajnie okupacyjne – Zacofany w lekturze

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Iwona Zimnicka
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Iwona Zimnicka
5 dni ago
View on Instagram |
1/5
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
 

Wczytywanie komentarzy...
 

    %d