Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Zakład żywienia zbiorowego (cz. 15): „Jedzą, piją, lulki palą”

Posted on 29 października 2022 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Najsłynniejszą chyba karczmą w polskiej literaturze jest „Rzym” Mickiewicza, gdzie siedzieli, pili i lulki palili. Jak stwierdzają historycy, nie była to wcale rzadka nazwa dla tego rodzaju przybytków, które nie cieszyły się najlepszą sławą: piwo podłe, jadło poślednie, pluskwy w pościeli i pijani goście chętni do zwady.

W wiekach XVI–XVIII karczmy wiejskie albo były bezpośrednio administrowane przez dwór, albo też wydzierżawiane, czyli, jak to się wówczas mówiło, oddawane w arendę. […]
Dochody, które mógł uzyskać wiejski karczmarz, były przeważnie bardzo małe. Dość często się więc spotyka wypadki, że dwór siłą zmuszał chłopów do podjęcia się prowadzenia karczmy. Jednocześnie jednak zdarzało się, że wiejski karczmarz dorabiał się zupełnie niezłej fortuny i później przeniósłszy się do miasta, wchodził do warstwy najbogatszych jego obywateli. Można mieć pewne wątpliwości, czy możliwe było dorobienie się znacznego majątku w uczciwy sposób na arendzie karczmy. Ale prowadzący karczmę mógł również uczestniczyć w nie zawsze czystych interesach, skupować kradzione lub zrabowane towary, przy granicy zajmować się przemytem, w XVIII w. współdziałać z pruskimi werbownikami, którzy pod pozorem znalezienia dobrze płatnej pracy wyprowadzali rosłych parobczaków za granicę i oddawali jako rekrutów do wojska. Prawdopodobnie też w taki właśnie przestępczy sposób wyrastały niektóre karczmarskie fortuny. […]
Karczma wiejska mieściła się zwykle w środku wsi. Tam, gdzie był kościół, najchętniej stawiono ją w jego sąsiedztwie, aby parafianie po niedzielnym nabożeństwie mieli do niej blisko.
Niekiedy jednak karczmę budowano w pewnym oddaleniu od wsi, np. przy trakcie, po którym często jeździli podróżni. Zdarzało się również, że karczmę sytuowano na samej granicy danych włości, aby łatwiej było do niej ściągać przybyszów z innych majętności. […]

Kazimierz Piwarski, Karczma „Ostatni grosz”, 1845 r. (źródło)

Karczmy leżące w pewnym oddaleniu od wsi nosiły przeważnie dość charakterystyczne nazwy, a więc Wygoda, Wygódka, Radość, Rozkosz, Rozkoszna, Uciecha, Ucieszka, Hulanka, Pohulanka, Hulajdusza, Zabawa, Wesoła, Zgoda, Czekaj, Poczekaj, Łowigość, Łapigość, Łapigrosz, Łapiguz, Łowiguz, Ostatni Grosz, Utrata, Piekło, Piekiełko, Sodoma, Rzym, Mitręga, Wymysłów, Nazłość, Zawada, Przekora, Wilcza Jama, Sowa, Sowiak itp.
W wiekach XVI–XVIII w zależności od rozpowszechnionych na danym terenie zaleceń tradycyjnej architektury wiejskiej karczmy budowane były w różny sposób. Przeważnie zresztą nie różniły się one zbytnio od chałup wiejskich. Natomiast zwykle były od nich znacznie większe. Niekiedy zdarzało się nawet, że karczma mieściła się w chłopskiej chałupie, a w tej samej izbie szynkowano piwo i gorzałkę, przyjmowano gości, gotowano jedzenie dla ludzi, przygotowywano paszę dla inwentarza itp. […]
Wewnętrzne wyposażenie karczmy składało się zwykle z prostych drewnianych sprzętów, a więc stołów, ław i stołków. Również wyposażenie izb lub komór, które służyły za miejsce noclegu podróżnych, było bardzo proste. Przeważnie znajdowały się tam tylko szerokie ławy do spania lub też na podłodze czy raczej polepie z gliny rozpościerano świeżą słomę. W niektórych tylko karczmach, dokąd często zajeżdżała szlachta, znajdowały się przeznaczone dla niej alkierze, aby nie potrzebowała się stykać z „pospólstwem”; tam obok stołu i ław znajdowały się jeszcze drewniane zydle itp. Również w takich karczmach dla szlacheckich gości przygotowywano niekiedy specjalne komory do spania, w których stały drewniane łoża z pierzynami i poduszkami. Myto się zwykle w glinianej misie albo pod studnią. […]
Podstawą konsumpcji w karczmach na ziemiach polskich był prasłowiański napój – piwo. W każdym niemal folwarku znajdował się zresztą prymitywnie wyposażony browar, w którym produkowano je na potrzeby dworu, poddanych chłopów i karczmy. Piwo robiono częściowo z jęczmienia, częściowo jednak i z innych zbóż. Smak takiego piwa warzonego dla poddanych z najgorszych gatunków surowca był niezbyt zachęcający. Oto jak pisał znany autor z połowy XVII w., wojewoda poznański Krzysztof Opaliński:
… i pić każą piwo,
Którym by same trzeba diabły truć w piekle. […]
W karczmach dbających o szlachecką klientelę obok zwykłego piwa przeznaczonego dla chłopów dostać było można również i piwo lepszych gatunków, np. tzw. dubeltowe itp., produkowane też w dworskim browarze lub niekiedy sprowadzane nawet z dość odległego miasta, które słynęło z piwowarskiego kunsztu. Na Mazowszu np. ze swego piwa słynęło miasto Warka, a piwo wareckie uważane było za szczyt produkcji z tego zakresu. Chętnie też rozpowiadana była anegdota, jak to jeden z papieży, przebywając poprzednio jako nuncjusz w Polsce, tak zasmakował w wareckim piwie; że na łożu śmierci domagał się go słowami: ,,Pivo di Warka”, a otaczający go kardynałowie myśląc, że chodzi tu o wzywanie imienia jakiejś szczególnie adorowanej przez papieża świętej, wciągnęli je na listę postaci czczonych przez kościół jako „Santa Piva di Varca”.

Józef Brandt, „Przed karczmą” (źródło)

Ze swego piwa na zachodnim Mazowszu słynął również Łowicz, w Łęczyckiem Brzeziny, Bielawy, Sobota i Inowłódz, w Sieradzkiem sam Sieradz, Brzeźnica i Wolbórz, w zachodniej Wielkopolsce Leszno. W wierszu z XVII w. znajdujemy taką ocenę piwa z różnych miast:
Najdziesz tu leszczyńskie
łagodne, z gęstą pianą obaczysz brzezińskie
albo łowickie, co więc chłopom gębę krzywi,
albo wareckie, którym Warszawa się żywi.
W wieku XVI poczęła się rozpowszechniać na naszych ziemiach konsumpcja gorzałki. Na temat pojawienia się wódki na ziemiach polskich powtarzane były różne, dość nieprawdziwe legendy. Ostatnie badania (Z. Kuchowicza) wykazały, że wódka, wynaleziona przez Arabów w Maroko i mająca tam znaczenie jedynie o charakterze aptekarskim, przyjęła się następnie w zachodniej Europie, a z kolei dalej w Polsce, na Ukrainie i Białorusi, a wreszcie w Rosji. Na ziemiach polskich niemal do początków XIX w. produkcja i konsumpcja wódki były dość niskie. Szczególnie na ziemiach zachodnich nadal niemal wyłącznie zadowalano się piwem. Natomiast znacznie większą rolę odgrywała konsumpcja wódki na ziemiach leżących na wschód od Wisły, a szczególnie na wschodnim Mazowszu, Podlasiu i na Lubelszczyźnie. Tam, zwłaszcza w XVIII w., pito wódki dość dużo. Natomiast na ziemiach ukraińskich i białoruskich dawnej Rzeczypospolitej w XVII i XVIII w. wódka niemal zupełnie wyparła piwo i stała się powszechnie konsumowanym trunkiem.

Wódka w tamtych czasach produkowana była ze zboża, przeważnie żyta, w prymitywnie wyposażonych dworskich gorzelniach lub niekiedy w browarach, które jednak musiały mieć wówczas specjalne dodatkowe urządzenia produkcyjne. Pędzona w prostych pod względem technicznym urządzeniach produkcyjnych wódka posiadała przykry zapach. Dla chłopskiej klienteli nie stanowiło to istotnej przeszkody. Dla ludzi posiadających jednak większe wymagania zaprawiano wódkę anyżem lub też innymi przyprawami. Ceny zresztą tych różnych anyżówek czy innych gatunkowych wódek były znacznie wyższe niż zwykłej siwuchy. Przeważnie konsumowano w tamtych czasach wódki dość niskoprocentowe, np. posiadające tylko 25–35% czystego alkoholu. Niekiedy jednak siwuchy były znacznie silniejsze i moc ich dochodziła nawet do 45–55%.
W wiekach XVI–XVIII ze względu na dość poważne ograniczenie pszczelnictwa staropolski napój, jakim był miód, konsumowano coraz to rzadziej. Był to zresztą trunek dość drogi, pity tylko przez szlachtę lub bogatszych mieszczan. Wino, importowane najczęściej z Węgier, chociaż niekiedy przywożone również drogą morską z zachodniej Europy, było dość kosztowne i pozwolić sobie na nie mogła tylko bogatsza klientela szlachecka i mieszczańska.

Karczma w Podlodowie, woj. lubelskie, ok. 1915 r. (źródło)

Zagadnienie pijaństwa chłopów pańszczyźnianych w XVII i XVIII w. było z pewnością trochę wyolbrzymione w dawnej literaturze naukowej. Ostatnie badania w znacznym stopniu podważyły tego rodzaju poglądy. Oto ze względu na brak gotówki chłop nie był w stanie konsumować zbyt wiele alkoholu, ale sam sposób picia powodował, że tak często spotykało się pijanych chłopów. W pijackiej kompanii za pewnego rodzaju punkt honoru uchodziło spoić do nieprzytomności współbiesiadników, czy nawet i siebie doprowadzić do tego stanu. Także ze względów oszczędnościowych starano się upić w sposób jak najtańszy. Pito więc przeważnie bez żadnych przekąsek, mieszano gorzałkę z podgrzanym piwem itp. W stanie zamroczenia alkoholowego pobudliwość chłopów była dużo większa niż zwykle, nierzadko więc dochodziło do różnych karczemnych burd i awantur. Chociaż więc wódki nie konsumowano zbyt wiele, jej właśnie przypisywano różne negatywne przejawy ówczesnego życia wsi lub małego miasteczka. Wyraźnie podkreślał to pisarz z czasów saskich, ks. Serafin Gamalski, w swoim wierszowanym utworze pt. „Wódka z eliksierem”, w którym znajdowały się takie rozdziały, jak „Gorzałka bezbożna”, „Wódka poczesna bezbożna”, „Wódka poczesna nieszczęsna”, „Wódka gorsza niż diabeł”, „Czarownica gorzałka”, „Lepsi diabli niż wódka”, „Wódka gorsza niżli ogień” itp. […]
Niskoprocentowe piwo było stosunkowo tanie, a jego spożycie wysokie; prawdopodobnie w XVIII w. wynosiło ono przeciętnie około 100 litrów rocznie na każdego mieszkańca. Bogatsi mieszczanie lub chłopi wypijali nawet po 2–3 litry piwa dziennie. Spożywali je do każdego niemal posiłku, gasili nim pragnienie w skwarne dni. Zimą spożywane były różnego rodzaju piwne polewki. Wódki natomiast pito jeszcze w tamtych czasach bardzo mało. Można przyjąć, że przeciętna roczna konsumpcja gorzałki wynosiła około 2–3 litrów na osobę. Asortyment potraw, jakie było można dostać w zwykłej wiejskiej karczmie, był przeważnie dość ubogi. Głównie była to kiełbasa, wędzona słonina itp. Dla zatrzymującej się w karczmie szlachty zabijano niekiedy drób. A wreszcie na dni postne posiadano pewien zapas śledzi. Niekiedy karczmarze korzystali z różnych magicznych sposobów, aby zapewnić sobie odpowiednią klientelę. Szczególną pomoc w szynkowaniu przynosić miały, według powszechnego mniemania, rzeczy związane z wisielcem. Powróz na przykład, na którym został powieszony przestępca, uważano za środek gwarantujący dobrą rozprzedaż piwa i miodu. […]
Dla pozyskania odbiorców piwa i innych napojów alkoholowych można było kropić lub obmywać naczynia, w których je trzymano, ukropem z wywarzonych ziół. Czasami kropiono całą karczmę lub też naczynia z napojami wywarem z mrówek lub mrowiska, aby się pijący trzymali tego szynku jak mrówki swego gniazda. […]

Bohdan Baranowski, Polska karczma. Restauracja. Kawiarnia, Ossolineum 1979, s. 13–27.

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

24 thoughts on “Zakład żywienia zbiorowego (cz. 15): „Jedzą, piją, lulki palą””

  1. czytanki anki pisze:
    30 października 2022 o 16:25

    Nazwy karczm na uboczu urokliwe. Swoją drogą w nastoletnich czasach byłam w kilku Piekiełkach, były to głównie bary.
    Sam temat karczm pobudza wyobraźnię, na pewno jest o wiele bardziej zróżnicowany niż to przedstawiały liczne filmy.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      30 października 2022 o 17:09

      W Warszawie na Białołęce jest nawet osiedle Piekiełko, nazwane tak od dawnej karczmy, przypadkiem mieszkałem niedaleko :) Bardzo żałuję, że autor tej książki o karczmach z braku miejsca nie poszedł w więcej anegdot i ciekawostek. Czy mówiąc filmy masz na myśli słynne „To jest butelka z siedemnastego wieku, do której dziedzic nalewał wódkę i rozpijał tą wódką pańszczyźnianych chłopów”?

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Katarzyna pisze:
        31 października 2022 o 21:25

        Zdaje się, że sporo „studenckich” knajp w całym kraju się tak nazywało :-) Moi znajomi mieszkali kiedyś na Piekiełku, dziwiłam się, skąd taka nazwa. W sumie dzielnica mało wyględna, ale żeby aż Piekiełko? A tu wyjaśnienie… O karczmach sporo pisał Reymont, np. w „Chłopach”. Wynikałoby z tego, że karczma była nie tylko lokalnym centrum rozrywki oraz spożycia, ale pełniła także rolę sklepu, w którym kupowano przyprawy, pieczywo, słodycze…

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          1 listopada 2022 o 08:28

          To Piekiełko na Białołęce jest mało demoniczne, a teraz chyba już jest zabudowane do cna. W Chłopach w karczmie można też było sprzedać zajączka upolowanego w pańskim lesie, normalnie wielofunkcyjny ośrodek :)

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
  2. czytanki anki pisze:
    30 października 2022 o 22:35

    Nie tylko ten film.;) Krzyżacy, Chłopi, Czarne chmury, Wiedźmin (polski) itp. Karczmy filmowe to dla mnie wyłącznie miejsce wszelkiej rozpusty.;) Plus podejrzane interesy, bijatyki, nieuczciwi karczmarze. Może tak było, w końcu powiedzenie „karczemna awantura” nie wzięło się z niczego.
    Czy w jakimś filmie karczma była względnie spokojnym miejscem?;)
    Białołęckie Piekiełko kiedyś mignęło mi na planie miasta, dobrze wiedzieć, skąd ta nazwa. Dziękuję.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      31 października 2022 o 08:57

      I pewnie tak było, nawet z poprawką, że burda w karczmie sprzedaje się lepiej niż smętna karczma ze spokojnymi klientami.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      31 października 2022 o 20:04

      W Austerii, chociaż i tam wrzało.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. czytankianki pisze:
        6 listopada 2022 o 18:43

        Też mi przyszła na myśl.

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
  3. Bazyl pisze:
    2 listopada 2022 o 14:44

    Ach, karczmy, te nasze saloony, w których tyle się dzieje. Chytry szynkarz, rumiana służebna z … van Klompem, stajenni, chrzczona wódka. Po prostu mikrokosmos :) Lubię o nich czytać.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      2 listopada 2022 o 18:22

      Taa, w literaturze zapewnia to odpowiedni pieprzyk i dreszczyk, nie wiem, czy w realu było tak malowniczo.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        2 listopada 2022 o 22:15

        W realu to pewnie pluskwy w krupniku i w sienniku :P

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          3 listopada 2022 o 08:18

          Pewnie tak. A pluskwy za małe, żeby się atrakcyjnie prezentować w filmie.

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. czytankianki pisze:
            6 listopada 2022 o 18:43

            Pluskiew nie trzeba pokazywać, wystarczą reakcje ich ofiar.;) Jak to mówią: w filmie dwór robi króla.

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              6 listopada 2022 o 20:12

              Zbiorowe drapanie się też jest mało malownicze :)

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
              1. Bazyl pisze:
                7 listopada 2022 o 13:27

                I tym pokrętnym sposobem dotarliśmy do miejsca, w którym przypomniałem sobie, że miałem poszukać i przeczytać książkę o karmicielach wszy :P

                Wczytywanie…
                Odpowiedz
                1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                  7 listopada 2022 o 13:30

                  Tę o Weiglu?

                  Wczytywanie…
                2. Bazyl pisze:
                  7 listopada 2022 o 15:57

                  Dokładnie :)

                  Wczytywanie…
                3. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                  7 listopada 2022 o 19:17

                  To czytaj i zeznaj, czy warto :)

                  Wczytywanie…
                4. Katarzyna pisze:
                  7 listopada 2022 o 22:46

                  Podpinam się pod prośbę, bo osoba ciekawa, aczkolwiek nie spodziewałabym się zbyt wiele po tej biografii. Przyznam, że biografii autorstwa p. Urbanka to ja zbytnio nie lubię.

                  Wczytywanie…
  4. Katarzyna pisze:
    7 listopada 2022 o 22:27

    Coś takiego się mi przypadkiem nawinęło https://retropr.pl/produkt/ksiazka-warszawskie-przedwojenne-restauracje-bary-i-kawiarnie/?fbclid=IwAR3QzFY96CHn9mjfcBZo2ZqDF4kYNDs-tqZAzRoDmEFMUE1BqvHWQ1OnLqc Co sądzisz??? Bo mnie jakoś po opisie nie zachęca, cena takoż, ale jakże interesująco się zapowiada, cytuję ze strony „Książka to także ukłon i swoisty hołd dla tysięcy warszawskich bezimiennych husarzy gastronomii – kelnerów, kelnerek, szatniarzy, pomocy kuchennych, o których ślad na kartach historii zatarł się niemal całkowicie.” Chwilowo z kasą krucho i mnie nie stać nawet w cenie promocyjnej, ale przyznam, ze ciekawa jestem… ;-)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      8 listopada 2022 o 08:16

      O, dzięki. Ale autor nic mi nie mówi, wydawnictwo takoż, cena jak u Ciebie, zaporowa do bólu, więc nic z tego. A hołd husarzom gastronomii co prawda bym chętnie przeczytał, ale węszę tu jakąś marketingową przesadę. Poczekam do premiery, może gdzieś się jakiś fragment pojawi albo i opinia.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
        8 listopada 2022 o 12:42

        Poczytałem i książka jest pochodzą strony na fesjbuku: https://www.facebook.com/gastro2rp

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. Katarzyna pisze:
          8 listopada 2022 o 17:13

          Hmmmm, że się tak elokwentnie wyrażę…

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
            8 listopada 2022 o 17:51

            Tak, mniej więcej tyle elokwencji mnie również zostało :)

            Wczytywanie…
            Odpowiedz

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Iwona Zimnicka
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Iwona Zimnicka
1 tydzień ago
View on Instagram |
1/5
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
4 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
4 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
 

Wczytywanie komentarzy...
 

    %d