Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Wrześniowe szlaki (Maciej Słomczyński, „Marsz ołowianych żołnierzy”)

Posted on 27 maja 2024 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Marsz ołowianych żołnierzy

Macieja Słomczyńskiego nie kojarzy się zwykle jako autora książek dla młodszych czytelników, jeśli już, to jako tłumacza takich klasyków jak „Alicja w Krainie Czarów” czy „Piotruś Pan”. Okazuje się jednak, że ma na koncie bardzo udaną powieść rozgrywającą się podczas kampanii wrześniowej.

Koniec dzieciństwa

Trzynastoletni Janek mieszka w Warszawie z ojcem, babcią i młodszym bratem, Tomkiem. Lato 1939 roku spędza na grze w piłkę nożną, wyprawach na basen, bieganiu po ulicach i czytaniu. Nie zwraca wielkiej uwagi na babkę, która gromadzi w zakamarkach mieszkania zapasy żywności, czy zatroskane rozmowy dorosłych, komentujących prasowe doniesienia. Wojna wydaje się czymś nierealnym. Wszystko zmienia się, gdy ojciec idzie do wojska, a nad miasto zaczynają nadlatywać nieprzyjacielskie samoloty. Babka podejmuje decyzję o wyjeździe z Warszawy na wieś. Ciąg dalszy powieści oddaje atmosferę pierwszego miesiąca wojny: buńczuczną, podsycaną przez propagandę wiarę, że „nie oddamy ani guzika”, która załamuje się w obliczu błyskawicznych niemieckich postępów. Chaos na drogach pełnych uciekinierów szukających schronienia. Ostrzeliwanie cywilów przez samoloty Luftwaffe. Dantejskie sceny na dworcach i w pociągach. Polskie oddziały próbujące przeciwstawiać się Niemcom, słabe, źle uzbrojone, pozbawione dowództwa, wypierane stopniowo coraz dalej na wschód. Dramatyczne decyzje żołnierzy i oficerów: ginąć w obronie pozycji nie do obrony, iść do niewoli, a może honorowo zachować ostatni pocisk dla siebie. Dyskusje, czy zostać w Polsce i tu tworzyć ruch oporu, czy przedzierać się ku granicy rumuńskiej, a stamtąd dalej na zachód, by dołączyć do odtwarzanego polskiego wojska. W tym wszystkim dwaj chłopcy i ojciec, oglądający to wszystko na własne oczy, zdeterminowani, żeby się odnaleźć i połączyć. Nie nazwę tej książki przygodową: żadne dziecko nie powinno oglądać śmierci bliskich, kulić się w rowie podczas ostrzału, błąkać się w dziejowej zawierusze w poszukiwaniu bezpieczeństwa.

Czas dalszej walki

W przeżyciu braciom pomagają spryt, przedsiębiorczość i sprawne pięści starszego, Janka, i nieodparty urok osobisty młodszego Tomka. Ich ojciec, prosty dekarz Szczyglik, reprezentuje szczery patriotyzm w połączeniu ze zdrowym rozsądkiem, co widać w jego rozmowach z dowódcą: w beznadziejnej sytuacji militarnej nie pomogą romantyczne gesty ani kapitulacja, trzeba zachować siły na dalszą walkę, wszystko jedno, czy pod okupacją, czy za granicą. W ogóle Słomczyński bardzo nienachalnie (acz przejrzyście) prezentuje typową dla PRL-u ocenę kampanii wrześniowej: bohaterstwo zwykłych żołnierzy i cierpienia oraz poświęcenia ludności nie na wiele się mogły zdać, skoro władze cywilne i wojskowe porzuciły Polskę, wskutek ich nieudolności nieprzygotowaną do wojny, co pogrążyło kraj w jeszcze większym chaosie: nikt nie koordynował, nie dowodził, nie podtrzymywał morale, sanacyjni oficjele dbali tylko o siebie (o 17 września ani słowa, ale to akurat całkowicie przewidywalne, wydanie pierwsze ukazało się w 1965 roku, a pierwsza część książki osobno już w 1955). Tym samym finałowe sceny przy słynnym moście w Zaleszczykach urastają do rangi symbolu tamtych dni. Jeśli coś jeszcze można zarzucić autorowi, to trochę może za dużo zbiegów okoliczności, które do tego finału muszą doprowadzić – choć akurat bohaterom (i czytelnikom) należy się po wszystkich dramatycznych przejściach coś w rodzaju happy endu, choćby chwilowego. Poza tym jednak „Marsz ołowianych żołnierzy” jest realistyczny, z sympatycznymi i wiarygodnymi bohaterami głównymi (i zróżnicowanymi bohaterami drugiego planu: trochę przerysowane małżeństwo Gałązków, postać sprytnego, choć w gruncie rzeczy poczciwego chłopa, który wspomaga Janka, para nastoletnich praskich cwaniaczków). Tempo jest znakomite, język i dialogi naturalne (dodatkowy plus za powstrzymywanie się od patosu), a całość zaskakująco dobra.

Maciej Słomczyński, Marsz ołowianych żołnierzy, Wydawnictwo Lubelskie 1975.

8 thoughts on “Wrześniowe szlaki (Maciej Słomczyński, „Marsz ołowianych żołnierzy”)”

  1. emkawu pisze:
    27 maja 2024 o 14:18

    A czy Zacofany zna „Czarne okręty”?
    Świetna powieść dla młodzieży, która w dużym stopniu odpowiada za moje zainteresowanie starożytnością i dzięki której zupełnie niespodziewanie przeżyłam kiedyś wzruszające spotkanie z synem Pana Słomczyńskiego. :)

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      27 maja 2024 o 14:41

      Zacofany nie zna, ale już sobie wyguglał przy okazji „Marszu” i będzie poszukiwał :)

      Odpowiedz
      1. emkawu pisze:
        28 maja 2024 o 11:32

        Warto! Nie wiem, jak bym to odebrała, gdybym czytała teraz po raz pierwszy, ale kiedy byłam grupą docelową to nie mogłam się oderwać. :)
        A moja dorosła przygoda związana z tą książką była taka, że pochwaliłam się kiedyś na pewnym forum internetowych (w czasach, kiedy istniały jeszcze fora :) ), że mam pierwsze wydanie, w 11 zeszycikach.  I nieoczekiwanie napisał do mnie Pan Słomczyński, syn pisarza, że poszukuje tego wydania od lat, ma ono dla niego wielką wartość sentymentalną i chętnie by je ode mnie odkupił, albo wymienił na inne książki ojca. Ne miałam pojęcia, że to taki biały kruk, oczywiście się zgodziłam na wymianę na inne wydanie, spotkaliśmy się w Krakowie, gdzie odbyliśmy fascynującą rozmowę i miałam okazję zobaczyć książki z osobistej biblioteki Macieja Słomczyńskiego, między innymi książkę Ventrisa i Chadwicka o odczytaniu kreteńskiego pisma linernego B (już nie pamiętam czy to było „Evidence for Greek Dialect in the Mycenaean Archives” czy „Documents in Mycenaean Greek”, w każdym razie dzieło opublikowane w Wielkiej Brytanii tuż po dokonaniu ich odkrycia. Z notatkami MS na marginesach <3 Stamtąd czerpał m.in. imiona i inne inspiracje  do Czarnych Okrętów. Niesamowity warsztat, dbałość o kazdy detal.

        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          28 maja 2024 o 12:20

          Świetna opowieść. A te 11 zeszytów to faktycznie biały kruk, nawet późniejsze czterotomowe wznowienie idzie w dziesiątki zł.

          Odpowiedz
      2. Bazyl pisze:
        28 maja 2024 o 11:42

        @emkawu Z chęcią bym o tym spotkaniu posłuchał :)
        @ZwL Narobiłeś mi smaku na stare młodzieżówki. Znów :) A tu jak raz czasu brak :(

        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          28 maja 2024 o 12:20

          No ej, ale te młodzieżóweczki to króciutkie takie, akurat do śniadania.

          Odpowiedz
          1. Bazyl pisze:
            28 maja 2024 o 12:28

            @ZwL Jak kto szybko czyta i ma smykałkę do mnemotechniki, to może. Ja nie dość, że czytam wolno, a ostatnio jeszcze z dłuugimi przerwami (bo kotek w internetach), to pamięć mam jak jętka :P
            @emkawu Potwierdzam, przednia historia. No i fora …, a kto pamięta grupy dyskusyjne? :P

            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              28 maja 2024 o 13:30

              Jaka mnemotechnika, notesik z notatkami, inaczej bym po tygodniu nic nie pamiętał.

              Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. 
Przekład Tomasz Bieroń
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. Przekład Tomasz Bieroń
1 miesiąc ago
View on Instagram |
1/5
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
1 miesiąc ago
View on Instagram |
2/5
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia.
Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia. Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
1 miesiąc ago
View on Instagram |
3/5
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
4/5
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. 
„Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Zbigniew A. Królicki
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. „Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Zbigniew A. Królicki
3 miesiące ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT