Irena Morawska w swoich reportażach pokazuje Polskę lat dziewięćdziesiątych, ale nie tę kolorową, z pełnymi wreszcie półkami i całkowicie nowymi drogami kariery i wzbogacenia się, ale tę szarą, pospolitą, gdzie ludzie, całkiem dosłownie, modlili się o cud, który pozwoliłby im prowadzić w miarę spokojną egzystencję.