Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

„Poszłam na wojnę taka mała…” (Swietłana Aleksijewicz, „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety”)

Posted on 21 lutego 201118 lutego 2026 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

 

Są książki, których nie mogę czytać spokojnie. Co kilka stron, co pół rozdziału wzrok wędruje za okno, żebym mógł uspokoić emocje i pozbierać myśli. Tak było z książką Swietłany Aleksijewicz, białoruskiej reporterki. Postanowiła ona zebrać relacje żołnierek, uczestniczek Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, dziewcząt i kobiet, które wiedzione najczęściej patriotycznym odruchem wstępowały do armii i trafiały na front.

Po zwycięstwie wróciły do  na pozór normalnego życia, ale o swoich przeżyciach opowiadały co najwyżej koleżankom-weterankom. Ich historie zaprzeczały bohaterskiemu mitowi, jaki kreowała radziecka propaganda, pokazywały wojnę nie jako pasmo bitew i zwycięstw, ale jako czas potu, znoju i brudu. Aleksijewicz jeździła po całym Związku Radzieckim, aby ocalać te opowieści, aby poznać prawdę o wojnie, dowiedzieć się, jak wyglądała. Przełamywała niechęć tych kobiet do mówienia, do powrotu do okropności, które przeżyły, a potem często słyszała, że powinna pisać o wielkim zwycięstwie, a nie o nieważnych „drobiazgach”:
A „drobiazgi” to jest akurat to, co dla mnie jest najważniejsze – ciepło i niepowstrzymany bieg życia: kępka włosów zamiast warkocza, kotły z gorącą kaszą i zupą, których nie ma komu jeść, bo ze stu żołnierzy po walce zostało siedmiu. Albo to, jak po wojnie chodziły na targ i nie mogły patrzeć na czerwone stragany z mięsem… Nawet na czerwony kreton…
Reporterka nie ugina się pod naporem tych próśb i żądań, chce wydobyć prawdę, chce się dowiedzieć, jak wyglądała kobieca wojna:
Kiedy mówią kobiety, nie ma albo prawie nie ma tego, o czym zwykle czytamy i słuchamy: jak jedni ludzie po bohatersku zabijali innych i zwyciężyli. Albo przegrali. Jaki mieli sprzęt, jakich generałów. Kobiety opowiadają inaczej i o czym innym. „Kobieca” wojna ma swoje własne barwy, zapachy, własne oświetlenie i przestrzeń uczuć. Własne słowa. Nie ma tam bohaterów i niesamowitych wyczynów, są po prostu ludzie, zajęci swoimi ludzkimi-nieludzkimi sprawami. I cierpią tam nie tylko ludzie, ale także ziemia, ptaki, drzewa. Wszyscy, którzy żyją razem z nami na tym świecie. Cierpią bez słów, a to jest jeszcze straszniejsze…
Z tego dążenia powstała ta książka, zbiór opowieści snajperek, lekarek, sanitariuszek, kucharek, praczek – bez względu na stopień wojskowy, przydział, pełnioną funkcję każda z nich przeżyła jednocześnie coś całkowicie odrębnego i coś wspólnego im wszystkim. Każda historia jest inna, a jednocześnie wszystkie są podobne i prowadzą do podobnych wniosków:
O czymkolwiek mówią kobiety, stale obecna jest u nich jedna myśl: wojna to przede wszystkim morderstwo, a poza tym – ciężka praca. […] A sednem jest zawsze to, że tak ciężko umierać i tak nie chce się umierać. A jeszcze ciężej – zabijać, i tego jeszcze bardziej się nie chce, bo kobieta daje życie.
Szły na wojnę młodsze i starsze, uczennice zaraz po szkole („Poszłam na wojnę taka mała, że przez ten czas trochę urosłam”) i wykształcone, często matki i żony. W większości na ochotnika, często po przełamaniu niechęci mężczyzn do kierowania kobiet na front. Widziały i przeżywały rzeczy straszne, śmierć i zniszczenie, a równocześnie cierpiały z powodu utraty kobiecości – obciętych warkoczy, męskich kalesonów, które musiały nosić, niezgrabnych buciorów. Ileż w nich poczucia winy, kiedy o tym wspominają – bo to przecież nieistotne, bo najważniejsze było bić wroga i zwyciężać. Same zresztą liczyły, że ich walka i cierpienie przyczynią się do powstania lepszego świata:
A ja z ostatnich dni wojny zapamiętałam coś takiego. Jedziemy – i nagle skądś dobiega muzyka. Skrzypce. Tego dnia wojna się dla mnie skończyła […]. Jakbym się obudziła… Wszystkim nam wydawało się, że po wojnie, po takim morzu łez życie będzie piękne. […] Wydawało nam się, że wszyscy ludzie będą dobrzy, będą się kochać nawzajem. Wszyscy będą braćmi i siostrami.
Jakże gorzkie okazało się przebudzenie. Nie było im łatwo w szeregach, nie lepiej było i po wojnie. Poranione psychicznie i fizycznie, często bez domów, traktowane jak żołnierskie ladacznice – zamykały się w sobie i milczały. Milczały również te, które założyły rodziny, miały mężów, dzieci, wnuki – nie chciały im psuć wyidealizowanego obrazu wojny. Uznanie przyszło późno, a na początku XXI wieku weteranki znów znalazły się na śmietniku historii.
Książka o nich zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Marginesy mojego egzemplarza pełne są zaznaczeń. Tu zdanie, tam akapit – fragmenty celne, poruszające, bolesne. Każdy pewnie zwróci uwagę na inną opowieść, inną kwestię, inny wątek – na przeplatanie się śmierci i miłości, wszechobecnego brudu i marzeń o pięknie, szarości błota i zieleni drzew. Ja długo nie mogłem się otrząsnąć po lekturze. To znakomita, mocna książka.
Swietłana Aleksijewicz, Wojna nie ma w sobie nic z kobiety, tłum. Jerzy Czech, Wydawnictwo Czarne 2010.

31 thoughts on “„Poszłam na wojnę taka mała…” (Swietłana Aleksijewicz, „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety”)”

  1. Kinga pisze:
    21 lutego 2011 o 22:40

    W ubiegłym tygodniu skończyłam ją czytać, widzę że książka zrobiła na nas podobne wrażenie.
    To chyba najlepsza promocja i zachęta do jej przeczytania :)
    Pozdrawiam :)

    Odpowiedz
  2. biedronka pisze:
    22 lutego 2011 o 09:40

    Świetna recenzja.
    Wydawnictwo czarne coraz bardziej zaskakuje :)

    Odpowiedz
  3. zacofany.w.lekturze pisze:
    22 lutego 2011 o 09:43

    Prawda? Ja ich kojarzyłem głównie z rozmaitymi dziećmi jedzonymi w mamałydze i ugrofińskimi wampirzycami, a tymczasem na zapleczu wyrosła taka fantastyczna seria.

    Odpowiedz
  4. Iza pisze:
    22 lutego 2011 o 09:58

    Ciężkie życie w tym kraju na wschodzie. Z której strony by nie patrzeć.

    Odpowiedz
  5. maiooffka pisze:
    22 lutego 2011 o 22:10

    Moją uwagę już od dawna przykuwają dwie serie tego wydawnictwa: Sulina i Reportaż. Kolejne tytuły zbierają laury, pochwały i moje zawistne spojrzenia – chciałabym wszystkie zawlec do mej jaskini ;)

    Czekałam na Twoje wrażenia z lektury tej książki. A teraz, niestety, będę musiała ją nabyć. Najwyżej koty przegłodzę chwilowo w celach oszczędnościowych ;P

    Odpowiedz
  6. zacofany.w.lekturze pisze:
    22 lutego 2011 o 22:13

    Wiosna niedługo, koty sobie much nałapią. Ja się już zrujnowałem, kolejny Szczygieł stoi i czeka, ale chwilowo muszę się odmóżdżyć nieco czytelniczo:)

    Odpowiedz
  7. Dosiak pisze:
    23 lutego 2011 o 04:02

    Bardzo dobra recenzja, mam zamiar przeczytać tę książkę w niedalekiej przyszłości. Myślę jednak, że najpierw muszę „nastawić się” odpowiednio, bo zapowiada się mocna lektura,nie pozwalająca zapomnieć o treści po zamknięciu okładki.

    Odpowiedz
  8. Elenoir pisze:
    23 lutego 2011 o 15:03

    U nas też celebruje się wojny i powstania – wygrane i przegrane – i też na ogół unika się mówienia o ich ciemnych stronach, o wszystkich kosztach. I nam, Polakom, przydałaby się taka książka.

    Odpowiedz
  9. zacofany.w.lekturze pisze:
    23 lutego 2011 o 16:50

    Już coraz mniej się celebruje, na szczęście. A teraz już się cieszę na wojnę domową po wydaniu nowego Grossa:P

    Odpowiedz
  10. Lirael pisze:
    24 lutego 2011 o 19:25

    Jesteśmy przyzwyczajeni do radosnej, tryskającej entuzjazmem Marusi z „Czterech pancernych”, a tymczasem prawda okazuje się znacznie bardziej gorzka…
    W czasie pierwszego czytania Twojej recenzji natychmiast przypomniał mi się film, który zrobił na mnie ogromne wrażenie, dochodziłam po nim do siebie przez kilka dni. „Tak tu cicho o zmierzchu”. Bagna później śniły mi się po nocach. :(
    Jak tylko wyjdę z traumy po „Malowanym ptaku” i będę w stanie zmierzyć się z tematyką wojenną, książkę Swietłany Aleksijewicz przeczytam na pewno.

    Odpowiedz
  11. zacofany.w.lekturze pisze:
    24 lutego 2011 o 19:55

    I one tak szły, kolejno, i wszystkie się topiły? Widziałem to w dzieciństwie, były piątki z filmem radzieckim w TV i od tamtej pory chciałem to obejrzeć jeszcze raz, ale nie znałem tytułu. Doskonały film. „Malowanego” sobie tym razem odpuszczam, mam traumę z pierwszego czytania w liceum, kiedy jeszcze naiwnie myślałem, że tym Kosińskim to życie faktycznie tak poniewierało.

    Odpowiedz
  12. Lirael pisze:
    24 lutego 2011 o 20:13

    To prawda, szły i wszystkie ginęły po kolei. Ale w bagnie, o ile pamiętam, rozstała się z życiem tylko jedna. Było to pokazane naprawdę sugestywnie. :(

    Odpowiedz
  13. zacofany.w.lekturze pisze:
    24 lutego 2011 o 21:00

    Do dziś mi w oczach stoi, to zdecydowanie nie był film dla dziecka. Sprawdziłem, właśnie ukazał się na DVD, wpiszę sobie na listę zakupów. A poza tym to było nakręcone na podstawie powieści, chyba też jej poszukam.

    Odpowiedz
  14. Lirael pisze:
    25 lutego 2011 o 05:36

    Film jest wydany w serii pod ekscytującym tytułem „Klasyka kina radzieckiego”. :)
    O książce nie wiedziałam, sądziłam, że to scenariusz oryginalny. Ona faktycznie istnieje, a jej autorem jest niejaki Borys Wasiljew. Zdumiała mnie informacja, że powieść doczekała się wielu adaptacji scenicznych. Ciekawe, jak uzyskano efekt grzęzawiska. W ogóle to sporą rolę odgrywała tam przyroda, co oddać w teatrze nie jest chyba łatwo.

    Odpowiedz
  15. zacofany.w.lekturze pisze:
    25 lutego 2011 o 07:14

    Może skupiono się na uzyskaniu głębi psychologicznej, a nie głębi bagiennej:P

    Odpowiedz
  16. Lirael pisze:
    25 lutego 2011 o 18:05

    :D
    Może w epizodycznej roli występował „Jozin z bazin” z bratniej Czechosłowacji… Albo wodnik Szuwarek. :)

    Odpowiedz
  17. Elenoir pisze:
    25 lutego 2011 o 19:07

    Wracając jeszcze na chwilę do Grossa – myślę, że szum będzie mniejszy niż ten towarzyszący „Sąsiadom”.
    Natomiast nie zgodzę się z tym, że celebracji jest mniej. Politycy je uwielbiają. Przyczynienie się do wybudowania Muzeum Powstania Warszawskiego uważa się za jedno z kluczowych osiągnięć prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

    Odpowiedz
  18. zacofany.w.lekturze pisze:
    25 lutego 2011 o 20:11

    @Lirael: I ze dwa utopce:P
    @Elenoir: Mówmy o ludziach, nie o politykach:) Aczkolwiek zaraz sobie przypominam celebracje na Krakowskim Przedmieściu i tak moja pewność ulega niejakiemu zachwianiu. Ale jednak pozostanę przy swoim zdaniu, że mniej już celebrujemy.

    Odpowiedz
  19. the_book pisze:
    27 lutego 2011 o 09:22

    Zakupiłam wczoraj „Patologie” również z Czarnego. Książka o żołnierzu rosyjskim w Czeczeni. Bardzo cenię sobie teksty tego wydawnictwa. Choćby wspomnieć Badera, Tochmana, czy popularnego ostatnio Szczygła. Zachwyca. Masz racje ta seria udała się wydawnictwu.

    P.S. A książkę „Wojna nie ma w sobie…” mam w planach zakupowych.

    Odpowiedz
  20. ksiazkowo pisze:
    1 marca 2011 o 14:50

    O rany… Zdecydowanie dopisuję sobie do listy książek do zdobycia. Wierzę, że i na mnie zrobi ona olbrzymie wrażenie. Tylko kiedyż ja ją zdobędę i przeczytam???

    A z tym, że nasz naród uwielbia celebrowanie i „wybielanie” historii zgadzam się w zupełności i okrutnie mnie to drażni. Takie wybiorcze widzenie przeszłości :/

    Odpowiedz
  21. bookfa pisze:
    1 marca 2011 o 22:59

    Od razu przypomnial mi sie film Tak tu cicho o zmierzchu. Malo ktory film tak mna wstrzasnal jak ten, choc byl nafaszerowany patriotyzmem i bohaterstwem. Mialam tez ksiazke, na ktorej film byl oparty. Piekne wydanie propagandowe, w plociennej oprawie za pare groszy. Niestety wichry mojego losu gdzies ja zapodzialy.
    Te ksiazke, o ktorej piszesz musze koniecznie przeczytac. Ostatnio czytana przeze mnie „mocna” lektura to byla Golowkina. Spac po nocach nie moglam z zalu i przerazenia.

    Odpowiedz
  22. zacofany.w.lekturze pisze:
    1 marca 2011 o 23:11

    Gołowkina? Możesz przybliżyć tę książkę?

    Odpowiedz
  23. bookfa pisze:
    2 marca 2011 o 12:24

    Oczywiscie. Irina Golowkina – Pokonani. Powiesc o konsekwentnym unicestwianiu rosyjskiej arystokaracji i inteligencji w porewolucyjnej Rosji. Roznie sa oceniane walory literackie tej ksiazki ale jej zawartosc jest wstrzasajaca.

    Odpowiedz
  24. zacofany.w.lekturze pisze:
    2 marca 2011 o 12:26

    Dzięki, zapisałem sobie. Czy wiecie po ile ta książka chodzi na allegro? O materio:P

    Odpowiedz
  25. zacofany.w.lekturze pisze:
    2 marca 2011 o 21:13

    „Wojna powinna stać się czymś takim jak kanibalizm. To przestarzały sposób rozwiązywania problemów”. Wywiad z Aleksijewicz: http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53662,9087862,5000_meskich_wojen.html?as=1&startsz=x

    Odpowiedz
  26. bookfa pisze:
    3 marca 2011 o 09:48

    Nie mam pojecia po ile ale moze byc dosc drogo bo od samego poczatku, w momencie wydania byla wlasciwie nie do zdobycia. I chyba kolejnych wydan nie bylo. Nie mam pojecia dlaczego.
    Zyczenie Aleksijewicz pozostanie jeszcze dlugo poboznym. Ludzie maja wyjatkowo slabe umiejetnosci w rozwiazywaniu problemow droga rzeczowej dyskusji.

    Odpowiedz
  27. zacofany.w.lekturze pisze:
    3 marca 2011 o 09:59

    Potwornie drogo:) Obawiam się, że tylko biblioteki i to jakieś większe.

    Odpowiedz
  28. Agnes pisze:
    4 marca 2011 o 23:23

    Dziękuję wam wszystkim bardzo. Nie dość,że dodałam sobie do schowka książkę będącą przedmiotem wpisu, to jeszcze dowiedziałam się, jaki tytuł ma film pamiętany z dzieciństwa (swoją drogą, to jest naprawdę niezła sztuka, robić takie filmy, które tak bardzo zakotwiczają się w pamięci). Mając już tytuł, poszukałam na youtube, o matko, obejrzałam kawałek, dotarłam do sceny topienia się w bagnie i dalej nie mogłam. Jakie to jest silne.

    Odpowiedz
  29. Grażyna pisze:
    27 października 2021 o 21:08

    Ja czytając Modlitwę Czarnobylską spłakałam się okrutennie a tata musiał odłożyć na kilka dni żeby te emocje uspokoić.

    Właśnie zaczynam Cynkowych chłopców.

    A ten powyższy tytuł jeszcze przede mną. Taką literaturę trzeba sobie dawkować.

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      27 października 2021 o 21:16

      To chyba cecha pisarstwa Aleksijewicz, przerwy na uspokojenie, dawkowanie są niezbędne, żeby znieść ten ogrom emocji.

      Odpowiedz
  30. Pingback: Zapomniane ofiary (Joanna Ostrowska, „Przemilczane. Seksualna praca przymusowa w czasie II wojny światowej”) – Zacofany w lekturze

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. 
Przekład Tomasz Bieroń
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. Przekład Tomasz Bieroń
1 miesiąc ago
View on Instagram |
1/5
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
1 miesiąc ago
View on Instagram |
2/5
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia.
Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia. Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
3/5
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
4/5
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. 
„Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Zbigniew A. Królicki
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. „Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Zbigniew A. Królicki
3 miesiące ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT