Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

„Poszłam na wojnę taka mała…” (Swietłana Aleksijewicz, „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety”)

Posted on 21 lutego 20117 grudnia 2022 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

 

Są książki, których nie mogę czytać spokojnie. Co kilka stron, co pół rozdziału wzrok wędruje za okno, żebym mógł uspokoić emocje i pozbierać myśli. Tak było z książką Swietłany Aleksijewicz, białoruskiej reporterki. Postanowiła ona zebrać relacje żołnierek, uczestniczek Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, dziewcząt i kobiet, które wiedzione najczęściej patriotycznym odruchem wstępowały do armii i trafiały na front.

Po zwycięstwie wróciły do  na pozór normalnego życia, ale o swoich przeżyciach opowiadały co najwyżej koleżankom-weterankom. Ich historie zaprzeczały bohaterskiemu mitowi, jaki kreowała radziecka propaganda, pokazywały wojnę nie jako pasmo bitew i zwycięstw, ale jako czas potu, znoju i brudu. Aleksijewicz jeździła po całym Związku Radzieckim, aby ocalać te opowieści, aby poznać prawdę o wojnie, dowiedzieć się, jak wyglądała. Przełamywała niechęć tych kobiet do mówienia, do powrotu do okropności, które przeżyły, a potem często słyszała, że powinna pisać o wielkim zwycięstwie, a nie o nieważnych „drobiazgach”:
A „drobiazgi” to jest akurat to, co dla mnie jest najważniejsze – ciepło i niepowstrzymany bieg życia: kępka włosów zamiast warkocza, kotły z gorącą kaszą i zupą, których nie ma komu jeść, bo ze stu żołnierzy po walce zostało siedmiu. Albo to, jak po wojnie chodziły na targ i nie mogły patrzeć na czerwone stragany z mięsem… Nawet na czerwony kreton…
Reporterka nie ugina się pod naporem tych próśb i żądań, chce wydobyć prawdę, chce się dowiedzieć, jak wyglądała kobieca wojna:
Kiedy mówią kobiety, nie ma albo prawie nie ma tego, o czym zwykle czytamy i słuchamy: jak jedni ludzie po bohatersku zabijali innych i zwyciężyli. Albo przegrali. Jaki mieli sprzęt, jakich generałów. Kobiety opowiadają inaczej i o czym innym. „Kobieca” wojna ma swoje własne barwy, zapachy, własne oświetlenie i przestrzeń uczuć. Własne słowa. Nie ma tam bohaterów i niesamowitych wyczynów, są po prostu ludzie, zajęci swoimi ludzkimi-nieludzkimi sprawami. I cierpią tam nie tylko ludzie, ale także ziemia, ptaki, drzewa. Wszyscy, którzy żyją razem z nami na tym świecie. Cierpią bez słów, a to jest jeszcze straszniejsze…
Z tego dążenia powstała ta książka, zbiór opowieści snajperek, lekarek, sanitariuszek, kucharek, praczek – bez względu na stopień wojskowy, przydział, pełnioną funkcję każda z nich przeżyła jednocześnie coś całkowicie odrębnego i coś wspólnego im wszystkim. Każda historia jest inna, a jednocześnie wszystkie są podobne i prowadzą do podobnych wniosków:
O czymkolwiek mówią kobiety, stale obecna jest u nich jedna myśl: wojna to przede wszystkim morderstwo, a poza tym – ciężka praca. […] A sednem jest zawsze to, że tak ciężko umierać i tak nie chce się umierać. A jeszcze ciężej – zabijać, i tego jeszcze bardziej się nie chce, bo kobieta daje życie.
Szły na wojnę młodsze i starsze, uczennice zaraz po szkole („Poszłam na wojnę taka mała, że przez ten czas trochę urosłam”) i wykształcone, często matki i żony. W większości na ochotnika, często po przełamaniu niechęci mężczyzn do kierowania kobiet na front. Widziały i przeżywały rzeczy straszne, śmierć i zniszczenie, a równocześnie cierpiały z powodu utraty kobiecości – obciętych warkoczy, męskich kalesonów, które musiały nosić, niezgrabnych buciorów. Ileż w nich poczucia winy, kiedy o tym wspominają – bo to przecież nieistotne, bo najważniejsze było bić wroga i zwyciężać. Same zresztą liczyły, że ich walka i cierpienie przyczynią się do powstania lepszego świata:
A ja z ostatnich dni wojny zapamiętałam coś takiego. Jedziemy – i nagle skądś dobiega muzyka. Skrzypce. Tego dnia wojna się dla mnie skończyła […]. Jakbym się obudziła… Wszystkim nam wydawało się, że po wojnie, po takim morzu łez życie będzie piękne. […] Wydawało nam się, że wszyscy ludzie będą dobrzy, będą się kochać nawzajem. Wszyscy będą braćmi i siostrami.
Jakże gorzkie okazało się przebudzenie. Nie było im łatwo w szeregach, nie lepiej było i po wojnie. Poranione psychicznie i fizycznie, często bez domów, traktowane jak żołnierskie ladacznice – zamykały się w sobie i milczały. Milczały również te, które założyły rodziny, miały mężów, dzieci, wnuki – nie chciały im psuć wyidealizowanego obrazu wojny. Uznanie przyszło późno, a na początku XXI wieku weteranki znów znalazły się na śmietniku historii.
Książka o nich zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Marginesy mojego egzemplarza pełne są zaznaczeń. Tu zdanie, tam akapit – fragmenty celne, poruszające, bolesne. Każdy pewnie zwróci uwagę na inną opowieść, inną kwestię, inny wątek – na przeplatanie się śmierci i miłości, wszechobecnego brudu i marzeń o pięknie, szarości błota i zieleni drzew. Ja długo nie mogłem się otrząsnąć po lekturze. To znakomita, mocna książka.
Swietłana Aleksijewicz, Wojna nie ma w sobie nic z kobiety, tłum. Jerzy Czech, Wydawnictwo Czarne 2010.

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

31 thoughts on “„Poszłam na wojnę taka mała…” (Swietłana Aleksijewicz, „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety”)”

  1. Kinga pisze:
    21 lutego 2011 o 22:40

    W ubiegłym tygodniu skończyłam ją czytać, widzę że książka zrobiła na nas podobne wrażenie.
    To chyba najlepsza promocja i zachęta do jej przeczytania :)
    Pozdrawiam :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  2. biedronka pisze:
    22 lutego 2011 o 09:40

    Świetna recenzja.
    Wydawnictwo czarne coraz bardziej zaskakuje :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  3. zacofany.w.lekturze pisze:
    22 lutego 2011 o 09:43

    Prawda? Ja ich kojarzyłem głównie z rozmaitymi dziećmi jedzonymi w mamałydze i ugrofińskimi wampirzycami, a tymczasem na zapleczu wyrosła taka fantastyczna seria.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  4. Iza pisze:
    22 lutego 2011 o 09:58

    Ciężkie życie w tym kraju na wschodzie. Z której strony by nie patrzeć.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  5. maiooffka pisze:
    22 lutego 2011 o 22:10

    Moją uwagę już od dawna przykuwają dwie serie tego wydawnictwa: Sulina i Reportaż. Kolejne tytuły zbierają laury, pochwały i moje zawistne spojrzenia – chciałabym wszystkie zawlec do mej jaskini ;)

    Czekałam na Twoje wrażenia z lektury tej książki. A teraz, niestety, będę musiała ją nabyć. Najwyżej koty przegłodzę chwilowo w celach oszczędnościowych ;P

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  6. zacofany.w.lekturze pisze:
    22 lutego 2011 o 22:13

    Wiosna niedługo, koty sobie much nałapią. Ja się już zrujnowałem, kolejny Szczygieł stoi i czeka, ale chwilowo muszę się odmóżdżyć nieco czytelniczo:)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  7. Dosiak pisze:
    23 lutego 2011 o 04:02

    Bardzo dobra recenzja, mam zamiar przeczytać tę książkę w niedalekiej przyszłości. Myślę jednak, że najpierw muszę „nastawić się” odpowiednio, bo zapowiada się mocna lektura,nie pozwalająca zapomnieć o treści po zamknięciu okładki.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  8. Elenoir pisze:
    23 lutego 2011 o 15:03

    U nas też celebruje się wojny i powstania – wygrane i przegrane – i też na ogół unika się mówienia o ich ciemnych stronach, o wszystkich kosztach. I nam, Polakom, przydałaby się taka książka.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  9. zacofany.w.lekturze pisze:
    23 lutego 2011 o 16:50

    Już coraz mniej się celebruje, na szczęście. A teraz już się cieszę na wojnę domową po wydaniu nowego Grossa:P

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  10. Lirael pisze:
    24 lutego 2011 o 19:25

    Jesteśmy przyzwyczajeni do radosnej, tryskającej entuzjazmem Marusi z „Czterech pancernych”, a tymczasem prawda okazuje się znacznie bardziej gorzka…
    W czasie pierwszego czytania Twojej recenzji natychmiast przypomniał mi się film, który zrobił na mnie ogromne wrażenie, dochodziłam po nim do siebie przez kilka dni. „Tak tu cicho o zmierzchu”. Bagna później śniły mi się po nocach. :(
    Jak tylko wyjdę z traumy po „Malowanym ptaku” i będę w stanie zmierzyć się z tematyką wojenną, książkę Swietłany Aleksijewicz przeczytam na pewno.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  11. zacofany.w.lekturze pisze:
    24 lutego 2011 o 19:55

    I one tak szły, kolejno, i wszystkie się topiły? Widziałem to w dzieciństwie, były piątki z filmem radzieckim w TV i od tamtej pory chciałem to obejrzeć jeszcze raz, ale nie znałem tytułu. Doskonały film. „Malowanego” sobie tym razem odpuszczam, mam traumę z pierwszego czytania w liceum, kiedy jeszcze naiwnie myślałem, że tym Kosińskim to życie faktycznie tak poniewierało.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  12. Lirael pisze:
    24 lutego 2011 o 20:13

    To prawda, szły i wszystkie ginęły po kolei. Ale w bagnie, o ile pamiętam, rozstała się z życiem tylko jedna. Było to pokazane naprawdę sugestywnie. :(

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  13. zacofany.w.lekturze pisze:
    24 lutego 2011 o 21:00

    Do dziś mi w oczach stoi, to zdecydowanie nie był film dla dziecka. Sprawdziłem, właśnie ukazał się na DVD, wpiszę sobie na listę zakupów. A poza tym to było nakręcone na podstawie powieści, chyba też jej poszukam.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  14. Lirael pisze:
    25 lutego 2011 o 05:36

    Film jest wydany w serii pod ekscytującym tytułem „Klasyka kina radzieckiego”. :)
    O książce nie wiedziałam, sądziłam, że to scenariusz oryginalny. Ona faktycznie istnieje, a jej autorem jest niejaki Borys Wasiljew. Zdumiała mnie informacja, że powieść doczekała się wielu adaptacji scenicznych. Ciekawe, jak uzyskano efekt grzęzawiska. W ogóle to sporą rolę odgrywała tam przyroda, co oddać w teatrze nie jest chyba łatwo.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  15. zacofany.w.lekturze pisze:
    25 lutego 2011 o 07:14

    Może skupiono się na uzyskaniu głębi psychologicznej, a nie głębi bagiennej:P

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  16. Lirael pisze:
    25 lutego 2011 o 18:05

    :D
    Może w epizodycznej roli występował „Jozin z bazin” z bratniej Czechosłowacji… Albo wodnik Szuwarek. :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  17. Elenoir pisze:
    25 lutego 2011 o 19:07

    Wracając jeszcze na chwilę do Grossa – myślę, że szum będzie mniejszy niż ten towarzyszący „Sąsiadom”.
    Natomiast nie zgodzę się z tym, że celebracji jest mniej. Politycy je uwielbiają. Przyczynienie się do wybudowania Muzeum Powstania Warszawskiego uważa się za jedno z kluczowych osiągnięć prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  18. zacofany.w.lekturze pisze:
    25 lutego 2011 o 20:11

    @Lirael: I ze dwa utopce:P
    @Elenoir: Mówmy o ludziach, nie o politykach:) Aczkolwiek zaraz sobie przypominam celebracje na Krakowskim Przedmieściu i tak moja pewność ulega niejakiemu zachwianiu. Ale jednak pozostanę przy swoim zdaniu, że mniej już celebrujemy.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  19. the_book pisze:
    27 lutego 2011 o 09:22

    Zakupiłam wczoraj „Patologie” również z Czarnego. Książka o żołnierzu rosyjskim w Czeczeni. Bardzo cenię sobie teksty tego wydawnictwa. Choćby wspomnieć Badera, Tochmana, czy popularnego ostatnio Szczygła. Zachwyca. Masz racje ta seria udała się wydawnictwu.

    P.S. A książkę „Wojna nie ma w sobie…” mam w planach zakupowych.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  20. ksiazkowo pisze:
    1 marca 2011 o 14:50

    O rany… Zdecydowanie dopisuję sobie do listy książek do zdobycia. Wierzę, że i na mnie zrobi ona olbrzymie wrażenie. Tylko kiedyż ja ją zdobędę i przeczytam???

    A z tym, że nasz naród uwielbia celebrowanie i „wybielanie” historii zgadzam się w zupełności i okrutnie mnie to drażni. Takie wybiorcze widzenie przeszłości :/

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  21. bookfa pisze:
    1 marca 2011 o 22:59

    Od razu przypomnial mi sie film Tak tu cicho o zmierzchu. Malo ktory film tak mna wstrzasnal jak ten, choc byl nafaszerowany patriotyzmem i bohaterstwem. Mialam tez ksiazke, na ktorej film byl oparty. Piekne wydanie propagandowe, w plociennej oprawie za pare groszy. Niestety wichry mojego losu gdzies ja zapodzialy.
    Te ksiazke, o ktorej piszesz musze koniecznie przeczytac. Ostatnio czytana przeze mnie „mocna” lektura to byla Golowkina. Spac po nocach nie moglam z zalu i przerazenia.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  22. zacofany.w.lekturze pisze:
    1 marca 2011 o 23:11

    Gołowkina? Możesz przybliżyć tę książkę?

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  23. bookfa pisze:
    2 marca 2011 o 12:24

    Oczywiscie. Irina Golowkina – Pokonani. Powiesc o konsekwentnym unicestwianiu rosyjskiej arystokaracji i inteligencji w porewolucyjnej Rosji. Roznie sa oceniane walory literackie tej ksiazki ale jej zawartosc jest wstrzasajaca.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  24. zacofany.w.lekturze pisze:
    2 marca 2011 o 12:26

    Dzięki, zapisałem sobie. Czy wiecie po ile ta książka chodzi na allegro? O materio:P

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  25. zacofany.w.lekturze pisze:
    2 marca 2011 o 21:13

    „Wojna powinna stać się czymś takim jak kanibalizm. To przestarzały sposób rozwiązywania problemów”. Wywiad z Aleksijewicz: http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53662,9087862,5000_meskich_wojen.html?as=1&startsz=x

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  26. bookfa pisze:
    3 marca 2011 o 09:48

    Nie mam pojecia po ile ale moze byc dosc drogo bo od samego poczatku, w momencie wydania byla wlasciwie nie do zdobycia. I chyba kolejnych wydan nie bylo. Nie mam pojecia dlaczego.
    Zyczenie Aleksijewicz pozostanie jeszcze dlugo poboznym. Ludzie maja wyjatkowo slabe umiejetnosci w rozwiazywaniu problemow droga rzeczowej dyskusji.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  27. zacofany.w.lekturze pisze:
    3 marca 2011 o 09:59

    Potwornie drogo:) Obawiam się, że tylko biblioteki i to jakieś większe.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  28. Agnes pisze:
    4 marca 2011 o 23:23

    Dziękuję wam wszystkim bardzo. Nie dość,że dodałam sobie do schowka książkę będącą przedmiotem wpisu, to jeszcze dowiedziałam się, jaki tytuł ma film pamiętany z dzieciństwa (swoją drogą, to jest naprawdę niezła sztuka, robić takie filmy, które tak bardzo zakotwiczają się w pamięci). Mając już tytuł, poszukałam na youtube, o matko, obejrzałam kawałek, dotarłam do sceny topienia się w bagnie i dalej nie mogłam. Jakie to jest silne.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  29. Grażyna pisze:
    27 października 2021 o 21:08

    Ja czytając Modlitwę Czarnobylską spłakałam się okrutennie a tata musiał odłożyć na kilka dni żeby te emocje uspokoić.

    Właśnie zaczynam Cynkowych chłopców.

    A ten powyższy tytuł jeszcze przede mną. Taką literaturę trzeba sobie dawkować.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      27 października 2021 o 21:16

      To chyba cecha pisarstwa Aleksijewicz, przerwy na uspokojenie, dawkowanie są niezbędne, żeby znieść ten ogrom emocji.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  30. Pingback: Zapomniane ofiary (Joanna Ostrowska, „Przemilczane. Seksualna praca przymusowa w czasie II wojny światowej”) – Zacofany w lekturze

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Iwona Zimnicka
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Iwona Zimnicka
5 dni ago
View on Instagram |
1/5
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
%d