Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Przypadkowy dzień przypadkowych ludzi (Katherine Mansfield, „Garden party”)

Posted on 6 grudnia 20115 stycznia 2015 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Na krótką chwilę, na parę stron wchodzimy w życie obcych ludzi, zupełnie nam obojętnych, takich, których pewnie nie zaszczycilibyśmy spojrzeniem na ulicy. Dzień wydaje się wybrany zupełnie przypadkowo, ot, dzień jak co dzień. Wydarza się jednak coś, co może – chociaż w ostatecznym rozrachunku wcale nie musi – być w życiu bohaterów przełomem, chwilą, gdy ich życie ma szansę się zmienić. Dwie stare panny, tyranizowane przez ojca, wreszcie po jego śmierci mogą nieco odetchnąć, chociaż same ledwo wierzą w swobodę, jaka stała się ich udziałem. Czy zdecydują się wyjść do ludzi i może, do czego ledwo przyznają się przed sobą, nawet poznać jakichś mężczyzn? („Córki zmarłego pułkownika”) Czy żona, której imponują nowi przyjaciele artyści, zdecyduje się z nich zrezygnować, by ratować swoją rodzinę? („Małżeństwo a la mode”) Czy stara sprzątaczka będzie mogła opłakać całe swoje nieszczęśliwe życie, by móc się podnieść po ciosach? („Życie Mamy Parker”) Czasem dostajemy opowieść o tych, których jedno słowo czy gest wynosi z rozpaczy ku szczęściu („Państwo Gołębiowie”, „Lekcja śpiewu”) – albo wręcz przeciwnie: o tych unoszonych euforią i marzeniami, którzy nagle opadają na ziemię niczym przekłuty balon („Panna Brill”).

Katherine Mansfield
Opowiadania Katherine Mansfield to kameralne drobiazgi, jakby stworzone po to, by je filmować: jest w nich wszystko, czego potrzebuje reżyser. „W zatoce” rozpoczyna się panoramą wybrzeża morskiego o poranku, to niemal gotowe kadry (tu moje ulubione zdanie – stado owiec mija pogrążone we śnie domy letników. „Beczenie owiec rozlega się w snach małych dzieci, które podnoszą ramiona, aby przyciągnąć do siebie, aby utulić kochane, maleńkie, wełniane owieczki snu”). „Lekcja śpiewu” zawiera też gotową ścieżkę dźwiękową – bohaterka, nauczycielka muzyki, doborem pieśni nie tylko wyraża własne stany ducha, ale poprzez nią manipuluje nastrojem całej klasy. Autorka jest bystrą obserwatorką, stworzyła całą galerię rozmaitych typów – od podlotka, który jeszcze nie zdecydował, czy jest dzieckiem, czy już wampem, przez matkę, która postanowiła, że nie pokocha swojego dziecka, do zaharowanej starej kobiety. Równie wnikliwie przygląda się światu – plaży, ogrodom, mieszkaniu pisarza, pokojowi zmarłego starca („Czemu fotografie umarłych stają się zawsze tak wyblakłe?” – zastanawia się jego córka) czy damskiej garderobie przy sali balowej („Duży, chwiejący się płomyk gazu oświecał garderobę pań. Nie mógł czekać, już tańczył” – czy można lepiej oddać atmosferę oczekiwania, niecierpliwości przed zabawą?).

Lektura „Garden party” dostarcza wielu wrażeń – i emocjonalnych, kiedy nie można się uwolnić od myślenia o tym, czy Mamie Parker udało się znaleźć spokojne miejsce, by zapłakać, albo czy panna Brill jeszcze kiedykolwiek w życiu poczuła się ważna, sławna, utalentowana, i estetycznych – kiedy rozpamiętuje się stworzoną przez Mansfield scenerię wydarzeń. Pisarka, jak wyznaje w jednym z listów, nie była zadowolona ze swych nowel. Pewnie naprawdę tak myślała, ale zupełnie nie miała racji.
***
Na forum „Kobiecym piórem” trwa teraz dyskusja o opowiadaniach Katherine Mansfield  – zachęcam do jej śledzenia i zabierania głosu. Co miesiąc rozmawiamy o utworach innej autorki angielskojęzycznej, warto się przyłączyć.
Katherine Mansfield jest też autorką znakomitych listów, z których kilka przedstawiliśmy w „Płaszczu zabójcy” – dają one doskonałe wyobrażenie o stylu pisarki.

Katherine Mansfield, Garden party, tłum. Bolesława Kopelówna, Czytelnik 1958 (wybrane utwory z tomu wydane jako Jej pierwszy bal, Książka i Wiedza 1980).

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

49 thoughts on “Przypadkowy dzień przypadkowych ludzi (Katherine Mansfield, „Garden party”)”

  1. Lirael pisze:
    6 grudnia 2011 o 22:32

    Uwielbiam takie połączenia: świetna książka i świetna recenzja. Utonęłam po uszy w Twoim tekście. Oczy mi trochę zwilgotniały, bo myślenie o czymś tak delikatnym, kruchym, zwiewnym jak proza Mansfield, po prostu roztkliwia. Subtelne, świeże i urocze – tak najkrócej mogłabym określić jej opowiadania. Jednocześnie ich kompozycja, rola detali świadczy o tym, że powstały według misternego planu.
    A na fragment o owcach też zwróciłam uwagę! :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  2. zacofany.w.lekturze pisze:
    6 grudnia 2011 o 22:37

    Właśnie sobie uświadomiłem, że popełniłem faux-pas, nie podziękowawszy Ci za Mansfield:D Bo kto mi podsunął listy Kasi? Dziękuję więc tutaj. A Mansfield zajmuje pierwsze miejsce wśród kandydatów do literackiego odkrycia roku, detronizując koleżankę Colette:) Za nimi chyba długo nic, no ale rok się jeszcze nie skończył.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  3. Lirael pisze:
    7 grudnia 2011 o 05:32

    Cała przyjemność po mojej stronie. :) Mam nadzieję, że po Twojej recenzji liczba czytelników zauroczonych prozą Kasi zdecydowanie wzrośnie. :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  4. zacofany.w.lekturze pisze:
    7 grudnia 2011 o 06:00

    Oby, bo przecież jest zupełnie zapomniana:(

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  5. czytanki.anki pisze:
    7 grudnia 2011 o 08:00

    Po TAKIEJ recenzji szybko bym pobiegła do biblioteki albo antykwariatu. Z powodów wyłuszczonych na ww. forum tego nie zrobię;)

    Wydaje mi się, że Mansfield na blogach pojawia się od czasu do czasu i ma szansę na ponowne odkrycie.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  6. zacofany.w.lekturze pisze:
    7 grudnia 2011 o 08:11

    Aniu, doprawdy jesteś zbyt surowa dla biednej Kasi, ale masz swoje racje, które mogę zrozumieć, ale do których się nie przychylę, bo za bardzo Mansfield jeszcze we mnie tkwi:)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  7. czytanki.anki pisze:
    7 grudnia 2011 o 08:14

    Byłoby nudno, gdyby wszystkim podobały się te same rzeczy;).

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  8. zacofany.w.lekturze pisze:
    7 grudnia 2011 o 08:18

    To oczywiste:) Taka ładna dyskusja nam wyszła dzięki temu:P Bo w kwestii Iwaszkiewicza, mam wrażenie, znajdę się w obozie entuzjastów:)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  9. czytanki.anki pisze:
    7 grudnia 2011 o 08:22

    To dobrze, bo ja jestem umiarkowaną entuzjastką „Matki Joanny”;)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  10. zacofany.w.lekturze pisze:
    7 grudnia 2011 o 08:27

    No doprawdy:P Znowu będę robił za zachwyconego? Ale jest szansa, że Iwaszkiewicz położy zakończenie, to mi zachwyt przejdzie:D

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  11. czytanki.anki pisze:
    7 grudnia 2011 o 08:31

    Wiem, że było kilka osób bezbrzeżnie zachwyconych, ale czy wezmą udział w dyskusji?
    Może niedługo będziesz mógł zmienić pseudo na „zachwycony lekturą”.:)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  12. zacofany.w.lekturze pisze:
    7 grudnia 2011 o 08:46

    Jeszcze długo będę bardziej zacofany niż zachwycony:)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  13. czytanki.anki pisze:
    7 grudnia 2011 o 08:50

    Myślę, że zdecydowana większość moli książkowych pozostanie na wieki zacofana w lekturze;(

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  14. zacofany.w.lekturze pisze:
    7 grudnia 2011 o 08:57

    W sumie gorzej by było, gdyby człowiek wyczytał wszystko godne uwagi i nudził się do końca życia:P

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  15. czytanki.anki pisze:
    7 grudnia 2011 o 09:06

    Ale wtedy bylibyśmy zmuszeni czytać np. Prousta x razy i w przypadku tej lektury mogłoby nam wyjść to na dobre – książka jak ocean.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  16. zacofany.w.lekturze pisze:
    7 grudnia 2011 o 09:11

    Niektórym wystarczyłaby sama Biblia albo Szekspir. Ale jednak szkoda by się było ograniczać:)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  17. dea pisze:
    7 grudnia 2011 o 09:19

    ja odstawiłam Garden Party gdzieś w połowie. No nie szło mi mimo, że naprawdę ogromnie się starałam. nie umiem powiedzieć dlaczego, jakoś klimat mnie strasznie uwierał, nie chciałam tam być … może jeszcze kiedyś wrócę, ale raczej nie prędko

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  18. czytanki.anki pisze:
    7 grudnia 2011 o 09:19

    Pewnie, że szkoda by było;) Inaczej nie rozmawialibyśmy np. o K. Mansfield;)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  19. zacofany.w.lekturze pisze:
    7 grudnia 2011 o 09:30

    Dea: to ciekawe, co piszesz o uwieraniu klimatu: zbyt klaustrofobiczny, nudny, staroświecki?

    Ania: a pewnie. Ja tam zamierzam zgłębić spuściznę po Mansfield i mam nadzieję, że już się nie zawiodę.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  20. czytanki.anki pisze:
    7 grudnia 2011 o 09:39

    @ Dea

    Pocieszyłaś mnie, już się bałam, że będę jedynym odszczepieńcem;)

    @ zacofany.w.lekturze

    Ja raczej nie będę się wyrywać z kontynuacją tej znajomości. No, może przejrzę listy i dziennik.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  21. zacofany.w.lekturze pisze:
    7 grudnia 2011 o 09:44

    @Ania: wcale Ci się nie dziwię i nie namawiam.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  22. guciamal pisze:
    7 grudnia 2011 o 14:37

    Ja dopisałam nazwisko do swojej listy lektur po wpisie w Płaszczu zabójcy (listy). Jestem na etapie poszukiwania w bibliotece.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  23. zacofany.w.lekturze pisze:
    7 grudnia 2011 o 14:43

    życzę powodzenia w poszukiwaniach:)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  24. Beata pisze:
    7 grudnia 2011 o 18:57

    Zaintrygowała mnie ta recenzja, a co za tym idzie – pisarka… Lubię staroświeckie klimaty i kameralne opowiadania. Nie ma wyjścia, trzeba pójść do biblioteki:).

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  25. zacofany.w.lekturze pisze:
    7 grudnia 2011 o 19:25

    Zachęcam, aczkolwiek klimaty nie są bardzo staroświeckie:)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  26. Lirael pisze:
    7 grudnia 2011 o 21:26

    Zastanawiałam się nad Kasią w kontekście formy powieściowej. Wydaje mi się, że to nie była kwestia niedostatków talentu. Mówienie o rzeczach zwiewnych i nieuchwytnych chyba lepiej udaje się w opowiadaniach. „Garden party” odbieram jak literacki zielnik, w którym to, co przemija, zostało zachowane z pietyzmem jak zasuszone rośliny.
    Jeszcze jedno. Kasia wiedziała, że jej choroba jest nieuleczalna i być może stąd opory przed większą formą: świadomość, że obszerniejszej książki może po prostu nie ukończyć.
    Porównanie z Edith Wharton wydaje mi się jak najbardziej uzasadnione. Jednak pod względem stylu i umiejętności tworzenia nastroju według mnie Mansfield to odrobinę wyższa półka, niekoniecznie w empiku. :) Zaznaczam, że za twórczością autorki „Starej panny” przepadam.
    Zdziwiło mnie to, że można postrzegać Kasię jako starszą panią, a jej opowiadania jako staroświeckie: dla mnie są wręcz wiosennie świeże. A ze wszystkich zdjęć, nawet tych ostatnich, spogląda na nas krucha dziewczynka, która w swoich opowiadaniach tak pięknie dziwi się światu.
    Mimo animozji Woolf bardzo ceniła Mansfield, czego dowodzi wpis w jej dzienniku tuż po śmierci Kasi, który zresztą pojawi się w Płaszczu i list do Vity Sackville-West napisany tydzień po odejściu Mansfield. Wirdżinia nie należała do osób szczególnie sentymentalnych, a te dwa teksty chwytają za gardło.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  27. zacofany.w.lekturze pisze:
    7 grudnia 2011 o 21:33

    Lirael, zdecydowanie powinnaś się włączyć do dyskusji na forum:) Ja nie znam Edith Wharton (jeszcze), ale jeśli chociaż z grubsza obie autorki są sobie bliskie. Co do powieści, to ja bym się raczej skłaniał ku tezie, że skoro Mansfield była niezadowolona z nowel, to przy pisaniu czegoś większego przeżywałaby jakieś piętrowe męki. Talentu by jej pewnie starczyło, ale czy znalazłby się odpowiedni pomysł do rozwinięcia do rozmiarów powieści? Ustaliliśmy, że starsza pani do odniesienie do daty powstania utworów, ja też uważam, że są świeże i uniwersalne.
    Natomiast porównanie do zielnika – znakomite:)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  28. zacofany.w.lekturze pisze:
    7 grudnia 2011 o 21:53

    Miało być, że jeśli Mansfield i Wharton chociaż z grubsza są sobie bliskie, to przesunę Wharton bliżej frontu kolejki:)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  29. Lirael pisze:
    8 grudnia 2011 o 10:26

    Przesuń Wharton w kolejce, jest świetna, choć osobiście wolę Kasię. Mniej eteryczna i bardziej konkretna niż Mansfield. „Stara panna” zrobiła na mnie duże wrażenie.
    Rzeczywiście, powieść prawdopodobnie by mocno Kasię sfrustrowała. Tam jest więcej okazji do potknięć i niezadowolenia. :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  30. zacofany.w.lekturze pisze:
    8 grudnia 2011 o 10:29

    Mam Opowieści małżeńskie, ale chwilowo kolejka jest zablokowana bez możliwości manewru, niestety. Jeszcze minimum dwie duże biografie, a potem trochę oddechu:)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  31. Iza pisze:
    8 grudnia 2011 o 14:11

    Mansfield az taka zapomniana nie jest, kiedyś próbowała ja zreanimować p. Musierowicz (we frywolitkach, oczywiście).
    Widzę, że strzeliłam sobie w stopę czytając okrojona wersję z KIW…..

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  32. zacofany.w.lekturze pisze:
    8 grudnia 2011 o 14:13

    O Musierowicz nie pamiętałem, odgrzebię sobie, co tam napisała. Resztę opowiadań doczytasz sobie w bibliotece, dwa razy po pół godziny, nawet nogi od stanie przy regale cię nie rozbolą:))

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  33. Kornelia pisze:
    9 grudnia 2011 o 00:26

    Faktycznie, recenzja jest na najwyższym poziomie. Niesamowicie mi się podobało, wręcz przez nią przepłynęłam i nawet zachęciłeś do Mansfield :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  34. czytanki.anki pisze:
    9 grudnia 2011 o 09:30

    –> Lirael

    Mansfield to wyższa półka niż Wharton? No nie, nigdy w życiu!;))) Wharton jest o wiele bardziej różnorodna, formy długie wychodzą jej równie dobrze jak krótkie, a finezji Mansfield mogłaby się od Wharton uczyć. Wharton ma na tyle dobre oko do szczegółów, że jej książki mogą służyć za kompendium wiedzy o obyczajowości, wyposażeniu wnętrz, kulinariach, strojach itp.
    Muszę ochłonąć po tym afroncie;)

    A tak na serio: to oczywiście moje subiektywne zdanie;)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  35. zacofany.w.lekturze pisze:
    9 grudnia 2011 o 13:30

    @Lirael i Ania: no to Wharton robi się pilna, bez względu na to, czy lepsza Mansfield, czy ona:) W każdym wypadku nastawiam się na same cymesy:)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  36. czytanki.anki pisze:
    9 grudnia 2011 o 13:36

    Miłej lektury;)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  37. zacofany.w.lekturze pisze:
    9 grudnia 2011 o 13:37

    Niech to ona tylko nie spróbuje być miła, ta lektura:P

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  38. czytanki.anki pisze:
    9 grudnia 2011 o 13:39

    Wezmę to na klatę;)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  39. zacofany.w.lekturze pisze:
    9 grudnia 2011 o 13:53

    :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  40. Lirael pisze:
    9 grudnia 2011 o 16:38

    ~ Ania
    Nie twierdzę, że Wharton jest gorsza, twierdzę, że mnie się podoba mniej niż Mansfield. :)
    Według mnie trudniej jest stworzyć niepowtarzalny, poetycki nastrój w prozie i mieć pióro lekkie jak mgiełka, niż napisać zgrabny opis wnętrza czy stroju.
    Nie zgodzę się z tym, że niepisanie dłuższych form i brak eksperymentów z innymi gatunkami świadczy o tym, że Kasia była gorszą pisarką. Nie miała takiego obowiązku. :) Podobnie jak Wharton nie miała obowiązku tworzyć uroczych opisów przyrody, które w wykonaniu Mansfield są moim zdaniem o niebo lepsze. Wharton kojarzy mi się z nieco dusznymi, zamkniętymi pomieszczeniami, Mansfield bardziej z otwartą przestrzenią i wiatrem we włosach. To nie zarzut, tylko luźne skojarzenie. Zwiastuje to już tytuł zbioru.
    Mam nadzieję, że afront zostanie mi wybaczony, zwłaszcza, że jestem wielką fanką Edith! :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  41. czytanki.anki pisze:
    9 grudnia 2011 o 17:01

    Jakoś to przełknę;) Na pewno Mansfield ma lżejsze pióro, zgadzam się. Ale proszę nie insynuować, że Wharton naftaliną zalatuje;) Osobiście b. lubię jej sarkazm i „zgrabne” opisy osób (podobnie robi to moim zdaniem P. Fitzgerald). Z tego wszystkiego (czyli mojego głębokiego poruszenia:) ściągnęłam sobie jej opowiadanie New Year’s Day i będę się nim niedługo raczyć.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  42. zacofany.w.lekturze pisze:
    9 grudnia 2011 o 18:46

    dobrze, że doszłyście do porozumienia, chociaż ostra dyskusja dobrze by mi zrobiła na statystyki:))

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  43. Lirael pisze:
    9 grudnia 2011 o 19:06

    ~Ania
    Chwileczkę, jaka naftalina?! Miałam na myśli oszałamiające salony w stylu ekranizacji „Wieku niewinności”, a nie zapach szafy.:)
    A propos szafy, mam nadzieję, że wkrótce uda mi się wyciągnąć spod książkowego osuwiska „Ethana Frome”. :)
    Wharton używa grubszej kreski w swoich literackich szkicach, podczas gdy Mansfield ledwo muska papier. :) A sarkazm według mnie jest obecny u wszystkich trzech pań, Fitzgerald included. :) Każda w swoim gatunku jest mistrzynią.

    ~ Zacofany.w.lekturze
    Toporki wojenne zostały zakopane. :) Mam nadzieję, że statystyki na tym nie ucierpią. :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  44. zacofany.w.lekturze pisze:
    9 grudnia 2011 o 20:48

    Lirael: słupki nieco poszły w górę:)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  45. zacofany.w.lekturze pisze:
    11 grudnia 2011 o 11:36

    @Kornelia: dziękuję za miłe słowa:)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  46. Ewa janeczek pisze:
    23 lutego 2023 o 09:44

    KATERINA MANSFIELD ??? LISTY TO JEST ” TO” ZAWSZE MAM POD RĘKĄ, ZAWSZE , NIESAMOWITE, !!!! WCZYTAĆ SIĘ, TO BYĆ KATHERINE., METAFIZYKA!!!!

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      23 lutego 2023 o 14:48

      Świetnie, tylko nie ma potrzeby tak krzyczeć.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  47. Ewa janeczek pisze:
    23 lutego 2023 o 09:52

    JESTEM PEWNA, ŻE DO ” NAGŁEJ ” ŚMIERCI KATHERINE POMÓGŁ JEJ MĄŻ!!!! ,PRZYJECHAŁ 9 W STYCZNIA 1923 DO AVON – FONTAINEBLEAU Z TYM ZAMIAREM, ZABIŁ KATHERINE, USZŁO MU TO NA ” SUCHO” NIESTETY.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  48. Pingback: Niemęska dziewiątka – Zacofany w lekturze

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
1 tydzień ago
View on Instagram |
1/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
W potoku słów, jaki Cher wygenerowała w pierwszym tomie swojej autobiografii, niemal ginie to, co w tej opowieści najważniejsze: historia dziewczyny, która wbrew traumom, bez wsparcia i właściwych wzorców, próbuje się wybić, a gdy już jej się udaje, musi jeszcze nauczyć się decydować o sobie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Adam Tuz
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
W potoku słów, jaki Cher wygenerowała w pierwszym tomie swojej autobiografii, niemal ginie to, co w tej opowieści najważniejsze: historia dziewczyny, która wbrew traumom, bez wsparcia i właściwych wzorców, próbuje się wybić, a gdy już jej się udaje, musi jeszcze nauczyć się decydować o sobie. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Adam Tuz
3 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
%d