Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

„Grządka ogórków bez trupa…” (Alan Bradley, „Zatrute ciasteczko”)

Posted on 15 stycznia 20121 lutego 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

 

Niewtajemniczonym angielska prowincja wydaje się nudnym miejscem zamieszkanym przez bogobojne stare panny, hodujące koty i spędzające całe dnia na pielęgnowaniu ogródka i ploteczkach przy herbacie z innymi starymi pannami. Bardziej uświadomieni wiedzą doskonale, że za tą nobliwą fasadą kryją się tłumione emocje, zadawnione urazy i przemilczane skandale. Nader często poranne słońce oświetla trupa leżącego w bibliotece albo i na grządce ogórków. W pewnego typu powieściach grządka ogórków bez trupa w ogóle nie ma racji bytu.

A „Zatrute ciasteczko” jest właśnie takiego rodzaju powieścią: kryminałem w starym stylu, wykorzystującym wszystkie, wydawałoby się ograne, elementy z utworów Agaty Christie. Alan Bradley znakomicie jednak wzbogacił klasyczną formułę, nadając jej nową jakość dzięki stworzeniu Flawii de Luce, rezolutnej (ktoś mógłby powiedzieć przemądrzałej) jedenastolatki, obdarzonej ojcem filatelistą i dwiema złośliwymi siostrzyczkami, Ofelią i Dafne. Rodzina mieszka w podupadającej rezydencji Buckshaw. Pana de Luce pochłaniają klasery, a każda z sióstr zajmuje się własnym życiem – dwie starsze panny poza tym zajmują się zatruwaniem życia najmłodszej, która jednak – jeśli chodzi o zatruwanie – nie ma sobie równych. Flawia bowiem jest pasjonatką chemii, a szczególnie tej wdzięcznej gałęzi pięknej nauki, która zajmuje się truciznami.

Pewnego poranka dziewczynka na grządce ogórków znajduje mężczyznę, który dosłownie wydaje na nią ostatnie tchnienie i wypowiada tajemnicze słowo. Flawia chciałaby się pławić w sensacji jak salamandra w ogniu, ale niestety inspektor policji Hewitt, nieświadomy z kim ma do czynienia, zdecydowany jest odciąć nieletnią od śledztwa. A jak wiadomo z niezliczonych powieści – to tylko podsyca we wzgardzonej młodzieży chęć udowodnienia własnej wyższości nad policją i samodzielnego rozwiązania zagadki. Nasza chemiczka nie jest tu wyjątkiem i błyskawicznie rusza z własnym śledztwem, podczas którego znajomość chemii odegra niebagatelną rolę.
Poczynania Flawii obserwuje się z lekkim niedowierzaniem, przechodzącym w podziw dla jej ostrej jak brzytwa inteligencji. Nad wiek rozwinięta i dysponująca zaskakująco bogatym słownictwem panienka bywa niekiedy irytująca w swym zadufaniu, ale inspektor Hewitt dba o to, by całkiem nie przewróciło jej się w głowie. Oprócz wątku kryminalnego przyglądamy się też życiu rodzinnemu Flawii, której matka zginęła w niejasnych okolicznościach podczas górskiej wyprawy, a stosunki domowe układają się dość dziwnie. Pewnie w następnych tomach odsłaniać się będą kolejne detale z życia rodzinnego.

Książka Bradleya dostarcza znakomitej rozrywki, szczególnie gdy widzi się, jak umiejętnie autor wykorzystuje i przekształca do swoich potrzeb schematy rodem z powieści o pannie Marple. Posługuje się przy tym językiem, który nie musi każdemu odpowiadać, gdyż jest to mieszanina fachowych terminów chemicznych, zatrącającej lekko o pretensjonalność kwiecistości i sporej erudycji. W końcu osoba tak niezwykła jak Flawia nie mogła mówić jak pierwsza lepsza dziewczynka w jej wieku. Według mnie daje to jednak nieodparcie zabawny efekt. Całość jest, używając określenia panny de Luce, prawdziwą „delikwescencją”, a parafrazując motto powieści – „ciasteczkiem słodkim u dna”. Pozostaję w zachwycie i zamierzam zacieśnić znajomość z Flawią. A Lirael i Bazylowi dziękuję za ich zaraźliwy entuzjazm.
Alan Bradley, Zatrute ciasteczko, tłum. Jędrzej Polak, Vesper 2009.

41 thoughts on “„Grządka ogórków bez trupa…” (Alan Bradley, „Zatrute ciasteczko”)”

  1. Agnes pisze:
    15 stycznia 2012 o 23:05

    No, to teraz już poleci,
    tom drugi i trzeci.
    :)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      16 stycznia 2012 o 05:23

      Miejmy nadzieję, drugi już czeka:) Ale będę sobie te ciasteczka dawkował:)

      Odpowiedz
  2. Lirael pisze:
    16 stycznia 2012 o 07:30

    Bardzo się cieszę, że uznałeś „Zatrute ciasteczko” za delikwescencję. :D Witaj w klubie. Jak wspominałam, tom drugi jest znacznie lepszy, autor nabrał wiatru w żagle.
    Ozdóbki językowe w pełni można odczuć czytając wersję oryginalną. Podziwiam tłumacza, choć ciągle marudzę na przekład tytułów. :)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      16 stycznia 2012 o 08:04

      No tłumacz się sprawił, nie da się ukryć:) Mam trzeci tom w oryginale, to kto wie, może ambitnie się zmierzę:))

      Odpowiedz
  3. Bibliomisiek pisze:
    16 stycznia 2012 o 07:44

    ZWL, Lirael, Bazylu: w tym klimacie to absolutnie nie przegapcie dzisiejszego Teatru TV :)

    Odpowiedz
    1. Bazyl pisze:
      16 stycznia 2012 o 08:03

      Przegapimy, acz celowo. Młodzież o tej porze domaga się lektury i uwagi przedsennej, więc… :( Muszę zainwestować w nagrywarkę :)

      Odpowiedz
    2. zacofany.w.lekturze pisze:
      16 stycznia 2012 o 08:06

      No ja mam tak jak Bazyl, ale za to klasyka doskonale znam, mogę sobie też nagrać, o:)

      Odpowiedz
    3. Bibliomisiek pisze:
      16 stycznia 2012 o 08:14

      Moja młodzież oczywiście też o tej porze potrzebuje tatowej uwagi (KKK: Kaszka, Kąpu, Kimono:), ale dekoder z nagrywarką rozwiązuje mi regularnie ten problem :)

      Odpowiedz
    4. zacofany.w.lekturze pisze:
      16 stycznia 2012 o 08:15

      Nasza młodzież nie daje się kupić za byle kaszkę:P Stawia bardziej wyrafinowane żądania w stylu lektury Karlssona z dachu:)

      Odpowiedz
    5. Bazyl pisze:
      16 stycznia 2012 o 08:22

      Albo kończenie jednej z pięciu ponapoczynanych książek. Mój Starszy bowiem wychodzi z założenia, że różnorodność to jest to. Ojciec się wkurza, bo woli zacząć i skończyć, ale jak to mówią: „Pan każe …” :)

      Odpowiedz
    6. zacofany.w.lekturze pisze:
      16 stycznia 2012 o 08:52

      Niestety. Ja miałem ochotę na Cudowną podróż Lagerlof, ale Księżniczka zażyczyła Karlssona. U nas rozmaitość nie jest mile widziana:(

      Odpowiedz
    7. Agnes pisze:
      16 stycznia 2012 o 20:10

      O, dzięki, tylko pół godziny straciłam :D

      Odpowiedz
    8. zacofany.w.lekturze pisze:
      16 stycznia 2012 o 20:18

      O matko, a ja zapomniałem na śmierć:((

      Odpowiedz
    9. Bibliomisiek pisze:
      17 stycznia 2012 o 08:18

      ZWL, ja dlatego w piątek wieczorem siadam z pilotem i nastawiam nagrywania na cały tydzień, bo inaczej też notorycznie zapominam :)

      Odpowiedz
    10. zacofany.w.lekturze pisze:
      17 stycznia 2012 o 15:11

      Kolega, jak widzę, z tych bardziej metodycznych:) To nie dla mnie taki system:P

      Odpowiedz
    11. Lirael pisze:
      17 stycznia 2012 o 18:36

      ~ Bibliomisiek
      Wielkie dzięki, ale niestety za późno wróciłam z pracy. :(

      Odpowiedz
  4. Bazyl pisze:
    16 stycznia 2012 o 08:01

    Aniemazaco. Jak chcesz uścisnąć prawicę, która ściskała prawicę Autora, to się kiedyś, cieplejszą porą, umówimy na Magnusa. Jak poćwiczę, to może dam radę machnąć te 180 km na moich dwóch kółkach :D Gorzej z powrotem.

    Odpowiedz
  5. zacofany.w.lekturze pisze:
    16 stycznia 2012 o 08:07

    Sugerujesz, że prawicy od tamtej pory nie myłeś??:P W razie problemów z powrotem zawsze istnieją pociągi i różne inne transporty publiczne:)

    Odpowiedz
    1. Bazyl pisze:
      16 stycznia 2012 o 08:12

      No, myłem, ale to jak w „Misiu” – „Córka mi się urodziła …” :D A od pociągu to ja i tak mam 50 km borem lasem.

      Odpowiedz
    2. zacofany.w.lekturze pisze:
      16 stycznia 2012 o 08:14

      Od pociągu do domu podjedziesz na luzaku rowerkiem:)

      Odpowiedz
  6. Stayrude pisze:
    16 stycznia 2012 o 14:05

    Flawia zauroczyła mnie od pierwszych stron. Na razie jedanak przeczytałam tylko pierwszą część;/ Mam nadzieję, że wkrótce to nadrobię.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      16 stycznia 2012 o 14:06

      Ja się już cieszę na drugą część, i dalsze też:)

      Odpowiedz
  7. bookfa pisze:
    16 stycznia 2012 o 16:52

    Czytałam to (po polsku) z moją dwujęzyczną córką i kwiecistość języka tej powieści przerosła jej umiejętności a moje pokłady cierpliwości wyczerpały się dość szybko, słysząc co kilkanaście stron „mamo a co to znaczy?” Nie dokończyłyśmy…

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      16 stycznia 2012 o 20:16

      To chyba w każdym języku byłoby za trudne dla dziecka. Jeszcze „bekas kszyk” da się wytłumaczyć, ale „więzadło szczytowo-obrotowe” to prawdziwe wyzwanie:)

      Odpowiedz
    2. bookfa pisze:
      16 stycznia 2012 o 22:19

      No to rozumiesz czemu udlawilysmy sie tym ciasteczkiem…

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      16 stycznia 2012 o 22:22

      Rozumiem, ale wciąż jest szansa, że Ci dziecię podrośnie i samo sobie przeczyta, posiłkując się ewentualnie guglem albo słownikiem:) Pewnie po szwedzku Flawia też jest.

      Odpowiedz
  8. Karolina pisze:
    16 stycznia 2012 o 19:20

    Czy to takie silne złamanie stereotypowego wizerunku angielskiej prowincji, że nie ma w książce kotów? Bo jeśli nie ma, to może sobie daruję ;-)

    Odpowiedz
  9. zacofany.w.lekturze pisze:
    16 stycznia 2012 o 20:17

    Gorączkowo sobie przypominam, czy mignął tam jakiś kot:)) Ale nic mi nie świta, za to zdecydowanie nie dyskwalifikuje to książki, mówię to jako miłośnik kotów:P

    Odpowiedz
    1. duchowa pisze:
      17 stycznia 2012 o 06:24

      Uwielbiam angielską prowincję, powieści detektywistyczne oraz książki, w której bohaterami są dzieci/młodzież. I… ledwo przebrnęłam przez ciasteczko :-/ Czyżby za dużo cukru w cukrze? :P I żeby nie było: jestem po tzw. biol-chemie, więc fachowe terminy w ogóle mi nie straszne :) Czy coś jest ze mną nie tak? ;)

      Odpowiedz
    2. zacofany.w.lekturze pisze:
      17 stycznia 2012 o 15:10

      Wolę nie stawiać diagnozy:) Spróbuj drugiego tomu i wtedy ewentualnie skreśl Flawię:P

      Odpowiedz
    3. Lirael pisze:
      17 stycznia 2012 o 18:34

      ~ Duchowa
      Nie wiem, czy jest sens, żebyś katowała się drugim tomem, skoro pierwszy nie wywołał entuzjazmu, ale może przynajmniej kawałeczek? Według mnie jest lepszy od pierwszego.
      Zupełnie się nie przejmuj Flawią. Mam identyczne objawy jak Ty w kwestii Pratchetta, który teoretycznie powinien mnie zachwycić. Zaznaczam, że nie teoretyzuję, przeczytałam cztery książki. Najwyraźniej brakuje chemii. :)

      Odpowiedz
    4. duchowa pisze:
      17 stycznia 2012 o 19:03

      ~ Lirael: Spróbuję, skoro mądrzy ludzie mówią, że drugi tom lepszy. Już tak kiedyś miałam, że się zraziłam do autora po pierwszym tomie (i był to Pratchett zresztą :D, ale wtedy mąż nakierował mnie odpowiednio i z zachwytem przeczytałam części o wiedźmach i Marchewie. Reszty nie przebrnęłam do dziś :D).

      Właśnie, nie będę przejmować się Flawią, która mnie bardzo denerwowała, skupię się na wszystkim innym, o :D

      Odpowiedz
    5. Lirael pisze:
      18 stycznia 2012 o 23:17

      Racjonalnie sobie tłumaczę, że Pratchett nie musi mi się podobać, ale mimo to czuję się lekko poszkodowana. :)
      Nie chcę Cię martwić, ale Flawia bardzo dominuje w kolejnych tomach i nieskupianie się na niej może okazać się dość trudne. :) We mnie z kolei żądzę mordu chwilami budzą jej siostrzyczki.
      W drugim tomie podobały mi się powojenne brytyjskie realia, na przykład na nich można się skupić. :) Nie wiem, jak u Ciebie są notowane siostry Bronte, ale jeśli nieźle, to w „Badylu…” czeka Cię miła niespodzianka. Bardzo jestem ciekawa, jak odbierzesz początek drugiej części.

      Odpowiedz
    6. duchowa pisze:
      19 stycznia 2012 o 05:48

      Mam to samo z Pratchettem :) Szkoda, bo facet jest zabawny. Tylko… jak ja nie cierpię fantastyki :D
      Siostry Bronte są notowane bardzo wysoko :) Hmmm, zaciekawiłaś mnie, przesuwam Flawię na samą górę kolejki :D
      A mnie siostrzyczki bawiły :) A, i lubię ten układ: trzy siostry, gdyż sama z takiego pochodzę :)

      Odpowiedz
    7. Lirael pisze:
      19 stycznia 2012 o 14:48

      Lubię fantastykę, lubię też książki zabawne, więc wszystko wskazuje na to, że powinnam być zagorzałą fanką Pratchetta, a nic z tego. :)
      W „Badylu…” Haworth mignie tylko w roli epizodycznej, ale według mnie to bardzo sympatyczna scena.
      Jak wspominałam, we mnie siostrzyczki Flawii budziły krwiożercze instynkty. Układ „trzy siostry” w literaturze rzeczywiście daje ciekawe efekty, nie tylko u Czechowa. :) Ja mam jednego brata, więc bardzo Ci sióstr zazdroszczę. Zawsze marzyłam o posiadaniu kilku.

      Odpowiedz
  10. grendella pisze:
    19 stycznia 2012 o 13:34

    Och, witam w klubie miłośników bezczelnej jedenastolatki :)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      19 stycznia 2012 o 13:35

      Zamierzam w tym klubie zapuścić korzenie:)

      Odpowiedz
  11. Julka pisze:
    27 stycznia 2012 o 12:36

    Też już mam Zatrute… Na szczęście nikt nie wypożyczył :)

    Odpowiedz
    1. Julka pisze:
      31 stycznia 2012 o 17:54

      Świetne właśnie skończyłam :)

      Odpowiedz
    2. zacofany.w.lekturze pisze:
      31 stycznia 2012 o 20:09

      Super:)

      Odpowiedz
  12. Pingback: Z dużej chmury mały anioł (Anna Kańtoch, „Tajemnica Diabelskiego Kręgu”) – Zacofany w lekturze

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. 
Przekład Tomasz Bieroń
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. Przekład Tomasz Bieroń
1 miesiąc ago
View on Instagram |
1/5
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
1 miesiąc ago
View on Instagram |
2/5
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia.
Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia. Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
3/5
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
4/5
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. 
„Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Zbigniew A. Królicki
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. „Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Zbigniew A. Królicki
3 miesiące ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT