Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

„Makbet” na nowo przełożony (William Shakespeare, „Makbet”)

Posted on 3 marca 20127 października 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

 

Makbet

Przeczytałem gdzieś, że każde pokolenie powinno mieć własny przekład Shakespeare’a, wydobywający z bogactwa jego myśli te najbliższe czytelnikom i operujący językiem równocześnie oddającym głębię utworów i bliskim odbiorcy. Moja generacja, urodzonych w pierwszej połowie lat siedemdziesiątych, „swojego” Shakespeare’a jeszcze się nie doczekała – to, miejmy nadzieję, jeszcze przed nami.

Na początku lat dziewięćdziesiątych z zachwytem natomiast czytałem Shakespeare’a pokolenia moich rodziców w przekładzie Stanisława Barańczaka. Teraz próbę przyswojenia dzieł elżbietańskiego dramaturga podjął niemal rówieśnik Barańczaka – Piotr Kamiński. Szkoda, że w nowej edycji Makbeta zabrakło choćby kilku słów o nim i jego dotychczasowej pracy translatorskiej, a także o powodach, dla jakich podjął się niełatwej przecież pracy nad przekładem Shakespeare’a i zasadach, jakimi się kierował podczas tłumaczenia (rozważania takie są, moim zdaniem, bardzo ciekawe i z przyjemnością czytałem eseje dołączane przez Stanisława Barańczaka do części jego przekładów).

Makbeta chciałem przeczytać na nowo, odrzuciłem więc od razu pomysł, żeby powtórzyć sobie wcześniej przekład Barańczaka, albo (choć przyszło mi to z trudem) na bieżąco porównywać rozwiązania przyjęte przez obu tłumaczy. Tłumaczenie Kamińskiego czytało się nieźle, aczkolwiek nieustannie towarzyszyło mi wrażenie, że umykają  kluczowe momenty dramatu: nader blado wypadły rozterki Makbeta przed zabiciem Duncana i rozmowa z Lady Makbet (akt I, sc. 7), sama scena zabójstwa i kolejna rozmowa Makbeta z żoną (akt II, sc. 1 i 2), uczta, na której pojawia się duch Banka (akt III, sc. 4), a nawet scena szaleństwa Lady Makbet (akt V, sc. 1). Lepiej wyglądają sceny z udziałem Wiedźm (zgrabnie przetłumaczona znana kwestia: „Kciuk mnie swędzi, wniosek z tego, że coś idzie szkaradnego” – akt IV, sc. 1) i zamordowanie Lady Macduff (akt IV, sc. 2). Być może jest to kwestia języka – bardzo współczesnego i potoczystego. Z jednej strony to dobrze, z drugiej  jednak pewne miejsca zostały przez to spłycone, słabiej zaakcentowane, stały się mniej dobitne (choćby słynne słowa Lady Makbet: „Wciąż cuchnie krwią. Taka mała rączka, a nie dość wszystkich pachnideł Arabii, by ją nasycić słodyczą” – przekład wierny oryginałowi, ale nie mogę uznać, że mało konkretne „nasycenie słodyczą” jest remedium na cuchnący zapach krwi; zresztą zwrot „nasycić słodyczą” nie jest chyba utarty w polszczyźnie i nie budzi automatycznych skojarzeń z jakąś konkretną czynnością). Sceną, z którą nie radzili sobie tłumacze dziewiętnastowieczni, jest rozmowa Odźwiernego z Macduffem (akt II, sc. 3), mająca dać chwilę wytchnienia widzom od napiętej atmosfery dramatu. Gadanina sługi, oparta na grach słów i nieprzyzwoitych podtekstach, w starszych przekładach nie jest zupełnie zabawna. Piotr Kamiński starał się ten humor zachować – może nie w pełni mu się to udało, ale fragment ten zasługuje na wyróżnienie.

Były też momenty – i tu już wejdę w szczegóły, niezainteresowani mogą przejść do następnego akapitu – kiedy tłumaczenie wydawało mi się niezręczne. Pozwoliłem sobie takie wątpliwe miejsca skonfrontować z przekładem Stanisława Barańczaka. Z nieznanych mi przyczyn tłumacz uznał, że i puszczyk, i jeż kwiczą (akt II, sc. 2; akt IV, sc. 1): „Cicho! To puszczyk, złowrogi stróż nocny, kwiczy: »dobranoc«” (Barańczak: „Cóż to był za głos? To pewnie sowa, ta złowroga płaczka towarzysząca trumnie nocy”); „Trzy razy bury miauknął kot. Trzy, a jeż kwiknął jeden raz. Harpion mnie nagli: »Czas już, czas!«” (Barańczak: „Trzykroć wrzasnął kocur szary. Trzykroć mlasnął śliski płaz. Trzykroć rozdarł się kruk stary: – Czas, czas, czas!”) – Kamiński w tym wypadku jest bliższy oryginału, czemu jednak ten jeż nie pisnął po prostu? Angielskie harpier (harpia) oddano przez tajemniczego Harpiona, co mnie wybiło z nastroju tej sceny, gdyż zacząłem się zastanawiać cóż to za stwór. Inny przykład (akt II, sc. 1) to słowa Makbeta, który roić zaczyna o zamordowaniu króla i widzi skrwawiony sztylet. Odpędzając wizję, powiada: „Wszystko mrzonki! Ten krwawy kierat oko bałamuci”. Kierat? Tym razem chyba Barańczak dał przekład i jaśniejszy, i bliższy oryginałowi: „Nie, skąd, nie ma ich: to krwawy zamiar [bloody business] tak łudzi mi oczy”. Takich miejsc wypisanych mam jeszcze kilka, ale nie chcę nikogo zamęczać detalami. Mam nadzieję, że tłumaczenie Piotra Kamińskiego doczeka się wyczerpujących omówień i od strony filologicznej, i literackiej.

Chociaż nie wzbudził mego zachwytu, nowy przekład Makbetatrzeba uznać za wydarzenie, które podsyci (oby!) zainteresowanie dziełami Shakespeare’a, krzywdzonego przez wydawane w masowych nakładach stare tłumaczenia, utrwalające wśród uczniów stereotyp niezrozumiałego nudziarstwa. Tłumaczowi należą się gratulacje za podjęcie trudnego zadania, a wydawcy brawa za podjęcie się publikacji.

Cytaty z Makbeta w tłum. Stanisława Barańczaka według wydania „W drodze”, Poznań 1992.

Makbet w oryginale: http://www.online-literature.com/shakespeare/macbeth/

Słownictwo Shakespeare’a: http://www.shakespeare-online.com/glossary/

William Shakespeare, Makbet, tłum. Piotr Kamiński, W.A.B. 2011.

Za przesłanie książki dziękuję Wydawnictwu W.A.B.

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

30 thoughts on “„Makbet” na nowo przełożony (William Shakespeare, „Makbet”)”

  1. Lirael pisze:
    3 marca 2012 o 22:28

    Mam nadzieję, że żadni niezainteresowani nie przejdą do następnego akapitu, bo te szczegóły są bardzo ciekawe!
    Zaskoczyło mnie to, że w książce nie ma informacji o kulisach nowego przekładu, żadnego manifestu tłumacza lub wydawcy. „Makbet” to zapewne pierwszy tom serii i przynajmniej kilka słów na ten temat można by się spodziewać.
    Strasznie mi się podoba między innymi fragment recenzji o kwiczącym jeżu i puchaczu, ja bardzo lubię takie drobiazgi. Wszystkie jeże, które widziałam w życiu, znacząco milczały, więc muszę się posiłkować materiałem filmowym (wrzeszczący jeżyk u weterynarza):
    http://youtu.be/b0s3v-M-ELg
    To zdecydowanie nie jest kwiczenie. :)
    Następny utwór Shakespeare’a przetłumaczony przez Piotra Kamińskiego to „Wieczór Trzech Króli”, z góry się cieszę na Twoją recenzję. :)
    Prawdziwym sprawdzianem dla przekładów Kamińskiego będzie scena. Miejmy nadzieję, że w wykonaniu aktorów będą brzmiały świetnie.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      3 marca 2012 o 22:42

      Zaczynam żałować, że nie czytałem z oryginałem pod ręką, ale to by trwało wieki:) Brak manifestu bardzo dotkliwy, moim zdaniem, jest tylko kilka zdań w posłowiu, ale to pisała redaktor naukowa publikacji, skupiając się na kwestiach wersyfikacji:P Odnoszę wrażenie, że tłumacz chciał być możliwie blisko oryginału, a to nie wpłynęło dobrze na wynik końcowy.
      Co do weryfikacji na scenie – to zgoda. Zaraz przypominają mi się utyskiwania Holoubka na przekład Barańczaka:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. Lirael pisze:
      4 marca 2012 o 07:59

      O ile dobrze pamiętam translatorskie talenty Kamińskiego podkreślał Andrzej Seweryn, więc może na scenie przekład nabierze szczególnego blasku?
      Co ciekawe, Holoubek wolał Paszkowskiego. O przekładach Barańczaka w teatrze mówi: „kiedy się to gra, zaczyna czegoś brakować i okazuje się, że stary Paszkowski odzywa się w swoich tekstach czymś inspirującym o wiele bardziej niż kolokwializm Barańczaka”. Zarzuca Barańczakowi „dziwność” i uproszczenia.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      4 marca 2012 o 08:25

      To teraz Barańczak robi za barokowego tłumacza, a Kamiński za uproszczonego. Swoją drogą, ciekawe, gdzie się Holoubek u Barańczaka tych dziwności dopatrzył:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    4. Lirael pisze:
      4 marca 2012 o 16:35

      Wydaje mi się, że to kwestia przyzwyczajenia. W zestawieniu z archaicznym Paszkowskim Barańczak mógł Holoubkowi brzmieć dziwnie. :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  2. guciamal pisze:
    3 marca 2012 o 22:44

    Ostatnio będąc w bibliotece szukałam dzieł Szekspira w tłumaczeniu Barańczaka. Niestety nie było. Większość jest przekładu Paszkowskiego. Szukałam Barańczaka z powodu internetowych recenzji. Sama nie znając języka nie miałabym pojęcia, gdzie tłumaczenie jest bliższe oryginałowi. Zajrzałam na moją półkę. I u mnie stoi Hamlet w tłumaczeniu Paszkowskiego. Do następnego akapitu nie przeszłam. I mnie także bardziej podoba się wersja Barańczaka.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      3 marca 2012 o 22:48

      I to jest właśnie przykre, że biblioteki pewnie nie kupiły Barańczaka, „bo przecież mamy mnóstwo Szekspira”:( Kamińskiego pewnie też nie kupią. A potem jęki uczniów, że to nudne i niezrozumiałe. Ale niestety, za cenę jednego egz. wydania W.A.B. można kupić pewnie osiem albo i dziesięć kiepskich wydań lekturowych.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. Lirael pisze:
      4 marca 2012 o 07:48

      Na Allegro jest w tej chwili do kupienia ponad dwieście „Makbetów”, od 1 zł wzwyż. Zastanawiam się, ilu rodziców na stu wybierając książkę dla potomka-licealisty będzie zwracać uwagę na nazwisko tłumacza, a ilu na cenę. Obawiam się, że nietrudno zgadnąć. A jeszcze na pewno dodatkowym atutem jest tzw. „opracowanie”, którego najlepsze przekłady nie mają.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      4 marca 2012 o 08:27

      Akurat wydanie W.A.B.u ma całkiem przytomny wstęp i zupełnie niezłe posłowie – minimonografia „Makbeta” – ale raczej poziom zbyt wysoki jak na potrzeby licealisty:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    4. Lirael pisze:
      4 marca 2012 o 16:41

      Chodziło mi o typ „opracowania”, nad którym lamentowałam na okoliczność lekturowej edycji „Jądra ciemności”: streszczenia, charakterystyki, oznaczenia w tekście, interpretacje w wersji „kawa na ławę”. Czytelnik to właściwie element zbędny. :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      4 marca 2012 o 19:41

      Doskonale wiem, o jaki typ „opracowania” Ci chodziło, stąd moja uwaga o zbyt wysokim poziomie wstępu jak na potrzeby uczniowskie:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    6. Lirael pisze:
      5 marca 2012 o 05:24

      Kiedyś będę musiała przejrzeć jakąś książeczkę z serii Biblioteka Analiz Literackich. Chciałabym się upewnić, że to był zupełnie inny poziom, tam jednak zakładano obecność czytelnika, a w dodatku uważano go za trzcinę myślącą. :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      5 marca 2012 o 05:32

      Mogę Ci to potwierdzić bez przeglądania:) Najważniejsze, że na końcu nie było konspektów najczęściej zadawanych w szkole wypracowań:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    8. Lirael pisze:
      5 marca 2012 o 05:41

      Tak też właśnie je zapamiętałam. :) Na końcu pojawiały się czasem propozycje tematów wypracowań. Bez konspektów i gotowców. Miło wspominam też różne teksty źródłowe, które dodawano.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  3. dm1994 pisze:
    3 marca 2012 o 23:43

    chętnie się zapoznam z nowym przekładem gdyż ten w którym po raz pierwszy zapoznawałam się z Makbetem mnie nie zachwycił

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      4 marca 2012 o 08:29

      Jestem ciekaw, który z przekładów Cię nie zachwycił.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  4. Książkozaur pisze:
    4 marca 2012 o 09:41

    Dokładne porównanie tłumaczeń to bardzo ciekawa sprawa przy drugim czytaniu. Za polskim kiedyś mieliśmy takie zadanie: napisać pracę porównawczą jednego fragmentu w przekładzie Paszkowskiego, Słomczyńskiego i Barańczaka. Najbardziej przypadł mi wtedy do gustu Słomczyński.
    Natomiast dziwne, że nie nie ma w książce żadnego wprowadzenia i zagadnień teoretycznych – przy dziełach tłumaczonych wielokrotnie kilka słów wyjaśnienia: po co kolejny przekład, czym się różni od poprzednich, to moim zdaniem element konieczny.

    I jeszcze jedna rzecz mnie zastanawia: czy skoro każdemu pokoleniu należy się własny przekład, nie byłoby lepiej, gdyby zabierał się za niego przedstawiciel tegoż właśnie pokolenia? Czy rówieśnik Barańczaka rzeczywiście patrzy na rzeczywistość oczyma ludzi 20 lat młodszych?

    Na podstawie zacytowanych przez Ciebie fragmentów stwierdziłam, że tłumaczenie Kamińskiego wypada przy Barańczaku dość blado, chociaż trzeba by przeczytać całość, żeby sprawiedliwie ocenić. Ale kwicząca sowa nie budzi zaufania…

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      4 marca 2012 o 11:29

      Przekład Kamińskiego jest więc, według tej teorii, nadal przekładem pokolenia moich rodziców. Niestety jakoś wśród moich rówieśników nie widać chętnych do podjęcia się tej pracy:P Widzę, że brak wyjaśnień od tłumacza nie tylko mnie przeszkadza – pamiętam własny wstrząs, kiedy czytałem „Hamleta” w tłumaczeniu Barańczaka i na końcu był list tłumacza do Andrzeja Wajdy z czymś w rodzaju takiego manifestu – fascynujący, chociaż krótki.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. moleslaw pisze:
      21 czerwca 2012 o 14:22

      Masz może pod ręką, chodzi o to jakie wydanie bo listu nie kojarzę a chętnie bym przeczytała?

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      21 czerwca 2012 o 18:18

      Poznań, W drodze, 1990. Nie wiem, czy list był też we wznowieniach Znaku.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    4. moleslaw pisze:
      23 czerwca 2012 o 14:05

      Dziękuję :-)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  5. Seso pisze:
    4 marca 2012 o 17:32

    Szczerze to jako przedstawiciel pokolenia lat 80 przywłaszczam sobie Barańczaka, gdyż uwielbiam jego przekłady:D Nie wiem jak bardzo są zgodne z oryginałem, gdyż nie władam tym archaicznym angielskim, ale jak je się czyta! Widać, że tłumacz jest poetą i w dodatku z zacięciem lingwistycznym. Aczkolwiek Paszkowski- klasyka jak dla mnie, niektóre cytaty utrwaliły się li i jedynie tak jak on to przełożył. Niemniej jednak dziękuję za wielce interesujący post :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  6. joly_fh pisze:
    4 marca 2012 o 18:01

    Rzeczywiście bardzo interesujący post! Porównanie wypada zdecydowanie na korzyść Barańczaka.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  7. montgomerry pisze:
    4 marca 2012 o 18:51

    Moim zdaniem Barańczak w tłumaczeniu jest nie do pokonania niestety dla innych tłumaczy. Pozdrawiam

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  8. zacofany.w.lekturze pisze:
    4 marca 2012 o 19:44

    Seso, Joly_fh, Montgomerry: Po przekładach Barańczaka od razu widać, że robił je poeta, i na razie są bez konkurencji. Ale tym bardziej warto poznać i ocenić każdą nową próbę:)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  9. Agnes pisze:
    6 marca 2012 o 21:49

    Bardzo ciekawy post, choć Makbeta to ja pamiętam jak przez mgłę. Te niuanse znakomicie uchwycone, przepadam za takimi porównaniami. Sama robiłam to z Hamletem, ale z przedziwnego powodu, mniejsza z tym.
    Albo „Mandalay” :)
    Co do manifestu tłumacza, bardzo dobrze, jak jest, ale na przykład jest „Alicja w Krainie Czarów” dwujęzyczna z przedmową Stillera, z której to przedmowy pycha aż się na podłogę wylewa. Takiej to by mogło nie być.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      6 marca 2012 o 22:10

      Robert Stiller słynie ze swoich przedmów i posłowi, chociaż na przykład to w Mechanicznej pomarańczy w wersji R jest świetne, mimo iż to i owo się z niego wylewa:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  10. moleslaw pisze:
    21 czerwca 2012 o 14:20

    Jakoś nigdy nie przepadałam za tłumaczeniami Barańczaka, szanując Go jednocześnie za poezje własne,wolę pewnego autora kryminałów. Maciej Słomczyński to w jego przekładzie czytałam Szekspira i przyznać muszę że bardzo polubiłam.Zanim ktokolwiek mi wytknie, sama wyjawię, tak czytałam tanie kiepsko wydane a jednak ujmujące w swoim „brzmieniu” wydania lekturowe. Pamiętam nawet jak się spierałam na ten temat z polonistką, jakoś specjalnie nie broniła swojego zdania. :-) A okładki swoich Szekspirowych tomów darzę szczególną sympatią.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  11. Pingback: Liczenie słupków, czyli co się klika najlepiej – Zacofany w lekturze
  12. Ola Mazur pisze:
    15 kwietnia 2020 o 07:42

    „Trzy razy bury miauknął kot. Trzy, a jeż kwiknął jeden raz”.

    Może jeż kwiknął w momencie, gdy go zagryzano. Kwiknął jak zarzynane zwierzę. Wszystko, także przyroda nagli Makbeta do czynu.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Iwona Zimnicka
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Iwona Zimnicka
5 dni ago
View on Instagram |
1/5
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
%d