Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

W kleszczach męki (Henry James, „W kleszczach lęku”)

Posted on 21 września 201231 stycznia 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

 

 
Właściwie wszystko powinno być w porządku, gdyż Henry James wykorzystał wszystkie elementy, jakie kojarzą nam się z porządną, staroświecką powieścią gotycką. Sprawdźmy: młoda i naiwna guwernantka – jest, tajemniczy pracodawca – jest, ponury dwór w ponurych okolicznościach przyrody – jest, płacz słyszany w nocy – co prawda tylko raz, ale jest, para sierotek, które ma kształcić guwernantka – jest. Do tego oddana gospodyni i last but not leastdwie zjawy. Atmosfera jest gęsta od samego początku, młoda wychowawczyni gubi się w domysłach, co się dokoła dzieje, urocze aniołki oddane pod jej opiekę zaczynają wykazywać różne niepokojące cechy, a wyciskane z gospodyni strzępy opowieści o wydarzeniach z przeszłości układają się w obraz mroczny i niepokojący. Wszystko podawane jest w atmosferze niedomówień, domysłów i lęków.

Klimatowi powieści i jej fabule niewiele lub zgoła nic nie można zarzucić. Czytelnik oddycha duszną atmosferą dworu i już nie wie, czy guwernantka faktycznie widuje tajemnicze zjawy, czy może też wskutek zbytniego napięcia nerwów postradała zmysły. Pole dla wyobraźni niemal nieograniczone, domysły można snuć w nieskończoność. 
Nie mogę jednak uznać tej powieści za satysfakcjonującą, ponieważ przebijałem się przez nią ze sporym trudem. Rozumiałem każde słowo z osobna, a nawet zdania, które te słowa tworzyły (niekiedy zresztą całkiem kunsztowne, jak taki na przykład opis gospodyni dworu: „zwrócona twarzą do płomieni, siedzi na prostym niewygodnym krześle, w ciemnawej, błyszczącej czystością izbie – prawdziwe uosobienie porządku i schludności. domkniętych i zamkniętych szuflad oraz mocnego i zdrowego snu, który obywa się bez wszelkich sztucznych środków”; nawiedzająca dom zjawa była natomiast „ciemna jak noc w swojej ciemnej sukni, posępnie piękna i bezmiernie nieszczęsna”). Niewiele z nich jednak przykuwało na dłużej moją uwagę. Spiętrzone w akapity i wypełniające kolejne strony stawały się przytłaczające i w końcu waliły mi się na głowę, pozostawiając jedynie słaby zarys swojego sensu. Być może taki był zamysł autorski, żeby otoczyć czytelnika słowami, kazać mu się w nich zagubić, tak jak zagubiona wydaje się główna bohaterka. Ja się niestety momentami czułem raczej mocno znużony i traciłem ochotę na wgłębianie się w półsłówka, aluzje, mętne przypuszczenia, których nie szczędzi nam autor. Pierwszego spotkania z Henrym Jamesem nie uznaję więc za udane. Mam jednak zamiar sprawdzić, czy ten męczący styl to typowa cecha jego twórczości, czy też wypadek przy pracy.
Henry James, W kleszczach lęku, tłum. Witold Pospieszała, Prószyński i S-ka 2012.
Za przesłanie książki dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka.

57 thoughts on “W kleszczach męki (Henry James, „W kleszczach lęku”)”

  1. Kruszynka pisze:
    21 września 2012 o 20:02

    Wydaje się idealna dla mnie ;)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      21 września 2012 o 20:09

      To przyjemnej lektury życzę:)

      Odpowiedz
  2. Agnesto pisze:
    21 września 2012 o 20:10

    Nie znałam Jamesa w gotyckiej odsłonie, natomiast czytałam „Daisy Miller” i jeszcze coś (tytułu nie pamiętam), kunsztowna proza to nie była, ale taka z gęstym, dusznym klimatem, psychologizująca. Czy męczący styl… hmmm, trudno powiedzieć, ale nie gustuję w twórczości tego pisarza.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      21 września 2012 o 20:15

      „W kleszczach lęku” jako całość też nie jest według mnie kunsztowne, ale przebłyski pozwalają mieć nadzieję, że może któraś kolejna książka jest napisana inaczej, bo na samym klimacie to się u mnie daleko nie zajedzie:)

      Odpowiedz
  3. guciamal pisze:
    21 września 2012 o 20:15

    Język bardziej barokowy niż gotycki, pełen ozdobników, które nie zawsze tworzą pożądany efekt końcowy. Co do Jamesa – to dopiero się przymierzam po paru pozytywnych recenzjach na blogach dotyczących innych jego powieści, co by sugerowało, że jednak wypadek jednostkowy. Oglądałam natomiast bardzo piękną ekranizację jego książki, która nosiła tytuł Miłość i śmierć w Wenecji i przede wszystkim ten pierwowzór chciałabym przeczytać.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      21 września 2012 o 20:18

      Dziwna ta barokowość, taka mocno ciężkawa momentami. Film, o którym piszesz, powstał chyba na podstawie „Skrzydeł gołębicy” – i do tej książki się przymierzę za czas jakiś. „W kleszczach lęku” miało kilka ekranizacji, a bez męczącego stylu Jamesa to mogą być całkiem niezłe filmy:)

      Odpowiedz
  4. Lirael pisze:
    21 września 2012 o 20:18

    Mam wrażenie, że mógłby Ci się spodobać „Dom na Placu Waszyngtona”. Według mnie ta powieść nie wywołuje wrażenia niewoli w kleszczach słów. :)
    A wątki gotyckie plus guwernantka bardzo mnie zaciekawiły.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      21 września 2012 o 20:20

      Do rozwoju powieści gotyckiej James się chyba nie przyczynił, za to mocno pogłębił rysy psychologiczne głównej bohaterki. Żeby tylko jeszcze to pogłębienie jakoś strawnie opisał:P

      Odpowiedz
    2. Lirael pisze:
      21 września 2012 o 20:49

      Spotkałam się z opinią, że tak naprawdę nikt nie wie co Henry James miał na myśli pisząc tę powieść, łącznie z samym Henrym Jamesem. :)

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      21 września 2012 o 20:51

      Nie chciałem nic podobnego sugerować, żeby nie wyjść na kompletnego ignoranta:P

      Odpowiedz
    4. Lirael pisze:
      22 września 2012 o 05:43

      W krytycznym odbiorze tej powieści zdecydowanie nie jesteś odosobniony. Ciekawa jestem, jak z kleszczami słów poradzili sobie autorzy adaptacji filmowych. trudno mi sobie to wyobrazić.

      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      22 września 2012 o 05:52

      A ja właśnie jestem to sobie w stanie wyobrazić, bo po usunięciu słowotoku zostaje świetny materiał na film:) I w jednej adaptacji grał Colin Firth, to chyba by Ci się spodobała:PP

      Odpowiedz
    6. momarta pisze:
      22 września 2012 o 09:34

      Mi też, mi też:)) Ale Twój opis książki chwilowo odstrasza mnie na tyle, że nie wiem, czy – nawet z Colinem – chcę to oglądać… Jakoś po „Pestce” został mi jeszcze wstręt do słowotoku.
      A poza tym – że zacytuję klasyka – dlaczego znowu wszyscy znają jakąś książkę, której ja nie znam, hę?

      Odpowiedz
    7. Lirael pisze:
      22 września 2012 o 09:36

      Tutaj niezbity dowód na to, że ja po prostu muszę obejrzeć ten film! :)

      Odpowiedz
    8. momarta pisze:
      22 września 2012 o 10:09

      Hm, chyba mnie jednak przekonałaś…

      Odpowiedz
    9. zacofany.w.lekturze pisze:
      22 września 2012 o 14:49

      A co on takie uśmiechnięty, ten Firth? W powieści się nie uśmiechał:P

      @Momarta: chyba niewiele tracisz na nieznajomości tej akurat książki:)

      Odpowiedz
    10. Lirael pisze:
      22 września 2012 o 19:46

      ~ Momarta
      To Colin Cię przekonał, nie ja. :)

      ~ Zacofany.w.lekturze
      Może to uśmiech przez łzy. :)

      Odpowiedz
    11. zacofany.w.lekturze pisze:
      22 września 2012 o 19:48

      Przypuszczam raczej, że to jakiś scenariuszowy szwindel, żeby Firth mógł dłużej pojawiać się na ekranie i czarować kobiecą widownię:P

      Odpowiedz
    12. Lirael pisze:
      22 września 2012 o 20:10

      Zapewne sceny z jego udziałem są w zwolnionym tempie. :P

      Odpowiedz
    13. zacofany.w.lekturze pisze:
      22 września 2012 o 20:14

      No niekoniecznie:) Pograł sobie jakieś trzy minuty, ale pewnie wielbicielki spędzały te trzy minuty z zapartym tchem:P http://www.youtube.com/watch?v=PPl060HhRzs

      Odpowiedz
    14. Lirael pisze:
      22 września 2012 o 20:42

      Uśmiecha się jednak bez łez, ale z tajemniczym błyskiem w oku. :)
      Na pewno w czasie projekcji filmu w kinach połowa widowni wychodziła po trzech minutach. :)

      Odpowiedz
    15. zacofany.w.lekturze pisze:
      22 września 2012 o 20:44

      Może nie było aż tak źle:)

      Odpowiedz
    16. momarta pisze:
      22 września 2012 o 22:26

      ZWL: doceniam szlachetne serce – poprzez tego linka dostarczyłeś mi wzruszeń porównywalnych z tymi, które odczuwała postać grana przez aktorkę z tej sceny:)) Jeśli to naprawdę tylko te trzy minuty, to ja wiem na pewno: już teraz ani czytać książki, ani oglądać filmu nie muszę!

      Odpowiedz
    17. zacofany.w.lekturze pisze:
      23 września 2012 o 06:13

      To ja zorganizuję kursy „Jak w 3 minuty nadrobić braki”, wróżę sobie sukces w tej dziedzinie:)

      Odpowiedz
  5. Marlow pisze:
    21 września 2012 o 20:57

    Dzięki za ostrzeżenie :-) trzeba było zacząc od „Portretu damy” albo „Ambasadorów”. Te „spiętrzenia” kojarzą mi się z „Jesienią patriarchy” :-)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      21 września 2012 o 20:59

      Zacząłem od tego, co miałem najcieńszego i powieść gotycka wydawała się najmniej podstępna:P No i wpadłem we własne sidła:D

      Odpowiedz
    2. Marlow pisze:
      21 września 2012 o 21:06

      To trzeba było sobie wybrac „Zmierzch”, czy co tam teraz jest na topie w księgarniach :-))) podejrzewam, że czyta się to szybko i bezstresowo :-)

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      21 września 2012 o 22:44

      To już chyba jednak wolę Jamesa, doprawdy:P Zmierzch już dawno jest passe:)

      Odpowiedz
    4. Marlow pisze:
      22 września 2012 o 10:03

      Ja już jestem w wieku, w którym mam prawo nie nadążac :-)

      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      22 września 2012 o 14:50

      Sprytne wyjaśnienie, pozwolę sobie nie uwierzyć:)

      Odpowiedz
  6. Isadora pisze:
    22 września 2012 o 06:28

    Czyli że atmosferę przytłoczył nadmiar słów? Czuję się rozczarowana, bo zarys fabuły przedstawiał się naprawdę intrygująco i zgodnie z duchem powieści gotyckiej, ale… no właśnie – mam ochotę sama się przekonać, jak to jest z prozą pana Jamesa:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      22 września 2012 o 06:51

      To całkiem niezły pomysł, żeby się przekonać osobiście:)

      Odpowiedz
  7. alicja2010 pisze:
    22 września 2012 o 08:19

    Czytałam „W kleszczach męki” bardzo dawno, będąc prawie dziecięciem, i wtedy najbardziej interesowała mnie gotycka fabuła. Trudności z jęzkiem w przypadku tej powieści nie pamiętam. Chyba po prostu pomijałam kawałki cięższe jęzukowo. Tak samo – „Dom na placu Waszyngtona” – po prostu ciekawa historia… Ale już „Portret damy” szedł jak po grudzie, zaś „Ambasadorów” nie udało mi się pokonać i nawet już nie będę robić podchodów. James znowu jest wydawany, ale znacznie przyjemniej oglądać adaptacje filmowe jego powieści, niż się przez nie przedzierać.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      22 września 2012 o 14:57

      Widzę, że wiele osób czytało, ale entuzjastów jakoś brakuje. Wydaje się, że to faktycznie autor idealny do filmowania.

      Odpowiedz
  8. Joanna Gołaszewska pisze:
    22 września 2012 o 08:57

    Ja to na pewno przeczytam. Czytałam już Portret damy i podobało mi się. Ja lubię ten dziewiętnastowieczny słowotok:)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      22 września 2012 o 14:57

      O, pierwsza entuzjastka:D

      Odpowiedz
  9. Kasia Sawicka pisze:
    22 września 2012 o 12:12

    Jamesa lubię bardzo, ale ta pozycja faktycznie średnio udana niestety.. Wrażenia miałam podobne do Twoich ;)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      22 września 2012 o 14:58

      Jesteś drugą entuzjastką:) Może faktycznie powinienem zacząć od czegoś innego, to nie byłbym taki zniechęcony.

      Odpowiedz
    2. Kasia Sawicka pisze:
      22 września 2012 o 15:27

      To ja proponuję „Dom na placu Waszyngtona” – plusy: objętościowo krótsza od „W kleszczach..”, a treściowo imponująca :) Nawet jeśli zdarzyło Ci się wcześniej obejrzeć film, nie zepsuje to lektury :)

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      22 września 2012 o 15:29

      „Dom” ma wzięcie:) Niestety na półce mam „Skrzydła gołębicy”, trzy razy dłuższe od „Kleszczy” i drobniejszą czcionką:(

      Odpowiedz
    4. Iza pisze:
      22 września 2012 o 16:56

      Może to wypadek przy pracy tłumacza?
      Bo ja mam za sobą dośc świeza lekturę 2 książek (jedną po ang.) i nei miałam wrażenia, że cos mi się wali na głowę….

      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      22 września 2012 o 17:14

      Nie chciałem rzucać kamieniem w tłumacza, ale przemknęło mi to przez głowę. Musiałbym zajrzeć do oryginału, a niezbyt mi się chce:P

      Odpowiedz
    6. Kasia Sawicka pisze:
      22 września 2012 o 19:10

      Szczerze mówiąc też o tym pomyślałam. Pisałam nawet w swoich wrażeniach z lektury o nagminnym używaniu przez tłumacza zwrotu „w każdym bądź razie”.. Wiem, że było coś jeszcze uderzającego w konstrukcji zdań, ale już teraz szczegółów nie pamiętam.. A „Skrzydła gołębicy” też jeszcze przede mną, więc nie wiem, czy warto się męczyć nad nią czy nie..;) Znając moją zawziętość przeczytam, nawet jeśli okaże się męcząca..;)

      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      22 września 2012 o 19:15

      Widziałem u Ciebie to „w każdym bądź razie”, ale sam ani razu go nie zauważyłem:P To chyba źle świadczy o wnikliwości mojego czytania:) Ja „Skrzydłom” dam szansę, szczególnie pracowali nad tym inni tłumacze.

      Odpowiedz
  10. maiooffka pisze:
    22 września 2012 o 21:00

    Za delikatnie. Sama mam problem z opisaniem wrażeń z tej lektury. Podejrzewałam już tłumacza, korektę i złe mzimu ;) Wszystko mało.

    Ale Daisy Miller polecam – świetnie się czytało, zapadło w pamięć i długości jednego wieczora :)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      22 września 2012 o 21:02

      Mzimu pod uwagę nie wziąłem, resztę tak, włącznie z własną niedyspozycją umysłową:P

      Odpowiedz
    2. maiooffka pisze:
      22 września 2012 o 21:09

      To musi być zbiorowa niedyspozycja. Może właśnie odkryliśmy wspólnymi siłami zamysł autora – ogłupić wszystkich ;P

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      22 września 2012 o 21:13

      I zdaje się, że mu się w pełni udało :D

      Odpowiedz
  11. Sumire pisze:
    23 września 2012 o 15:59

    Próbowałam po angielsku i miałam to samo wrażenie, każde zdanie z osobna piękne i zrozumiałe, ale całość męczy. Być może to celowy zabieg artystyczny, ale zniechęcający czytelnika.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      23 września 2012 o 16:21

      Ciekawe, czemu autor mógłby chcieć zniechęcać czytelnika, chyba że to miała być jakaś sztuka dla sztuki, której odbiorca jest niepotrzebny. Szkoda.

      Odpowiedz
  12. maioofka pisze:
    13 sierpnia 2015 o 14:19

    Nie wiem czy już widziałeś, ale ma się ukazać nowy przekład – „Dokręcanie śruby” – w wykonaniu Jacka Dehnela. Tytuł zabawny, jak na powieść grozy przystało ;) Ale może tekst w nowym ujęciu dorówna swojej legendzie. Bowiem co i rusz natykam się na odniesienia do tej książki, więc gdzieś tam w świecie czytają i lubią.

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      13 sierpnia 2015 o 14:30

      Przebóg, wróciłaś na stałe czy tylko przelotem?:)
      Widziałem nowiny, tytuł paskudny, moim zdaniem, co z tego, że wierny. Raczej nie będę się wgłębiał w nową wersję.

      Odpowiedz
      1. maioofka pisze:
        13 sierpnia 2015 o 16:51

        Daleko nie odeszłam – bez śledzenia blogów, skąd miałabym wiedzieć, co czytać? ;)

        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          13 sierpnia 2015 o 21:24

          No tak, blogi to podstawa. Ale a propos, doczekamy się jakiegoś tekstu o którejś z książek z tych bujnych stosów, co to je wieki temu prezentowałaś?

          Odpowiedz
          1. maioofka pisze:
            13 sierpnia 2015 o 21:49

            AAAA Ghostwriter pilnie poszukiwany ;)

            Odpowiedz
            1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
              13 sierpnia 2015 o 21:58

              Dobrze, że nie ghostreader :P

              Odpowiedz
  13. Pingback: „Tu siedzi złe” (Sarah Waters, „Ktoś we mnie”) – Zacofany w lekturze

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT