Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Nierządnicy żywot mało atłasowy (Daniel Defoe, „Fortunne i niefortunne przypadki sławetnej Moll Flanders”)

Posted on 28 grudnia 201231 stycznia 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Za streszczenie wystarczy sam tytuł: „Fortunne i niefortunne przypadki sławetnej Moll Flanders, która urodziła się w Newgate, a podczas swego sześćdziesięcioletniego urozmaiconego życia, poza dzieciństwem, była dwanaście lat ladacznicą, pięć razy żoną (w tym raz własnego brata), dwanaście lat złodziejką, osiem lat deportowaną zbrodniarką w Wirginii, a wreszcie wzbogaciła się, żyła uczciwie, zmarła jako pokutnica, spisane z jej własnych wspomnień”.

Córka więźniarki z Newgate, wychowana na cnotliwą panienkę, uwiedziona została przez bogatego panicza i odtąd piekło coraz mocniej zaciskało wokół niej swe macki. Defoe nie oszczędza swojej bohaterki, urozmaicając jej żywot na wszelkie sposoby i na wszelkie sposoby starając się ją przedstawić jako zdeprawowaną i upadłą kobietę. Niestety, trzysta lat temu pisząc, nie miał pojęcia o psychologicznym uwiarygodnianiu bohaterów, więc Moll sprawia raczej wrażenie marionetki szarpanej na wszystkie strony przez podły los i bujną wyobraźnię autora niż samoistnej postaci, którą własne złe skłonności pociągają ku niemoralnym i przestępczym czynom: prostytucji, bigamii, kazirodztwu, kradzieży. Na dodatek charakter Flanders zmienia się ze sceny na scenę: raz jest sprytną, obrotną kobietką, która wyjdzie obronną ręką z każdych tarapatów i zgromadzi przy okazji mająteczek, innym razem naiwną istotą, która do trzech nie zliczy i nie poradzi sobie z najprostszymi codziennymi sprawami – i nie jest to bynajmniej wynik przemian samej bohaterki, raczej autor obdarza ją akurat takimi cechami, jakie mu są potrzebne w danej scenie.

Książka opowiada kolejne epizody z życia Moll: niektóre wydarzenia opisywane są szczegółowo, nad innymi Defoe się prześlizguje, kwitując je lakoniczną wzmianką. Brakuje w tym nieco umiaru, w pewnym momencie wręcz żal Moll, na którą walą się wszystkie plagi egipskie; łatwo nawet o znudzenie, choćby przy opisywaniu kolejnych złodziejskich eskapad bohaterki. Przy odpowiednim dawkowaniu lektura daje jednak sporo przyjemności, a są też partie błyskotliwe: wielka tyrada na głupotę niewieścią, w której pobrzmiewają tony niemal feministyczne, znakomity opis londyńskiego podziemia położniczo-aborcyjno-adopcyjnego i procederu „fabrykacji aniołków”, uwagi o systemie prawnym czy nader plastyczne opisy londyńskiego więzienia. Do tego mnóstwo obserwacji obyczajowych, i to dotyczących nie tylko półświatka, a także interesujących postaci drugoplanowych: tu szczególnie wyróżnia się akuszerka, która stanie się przyjaciółką Moll. Dzięki temu czyta się „Przypadki” niemal jak reportaż, Defoe robi zresztą wszystko, by przekonać czytelnika, że ma do czynienia z autentycznymi zapiskami kobiety upadłej. Chociaż nie udało mu się to w pełni, zmienne losy Moll Flanders warto poznać.

Daniel Defoe, Fortunne i niefortunne przypadki sławetnej Moll Flanders, tłum. Krystyna Tarnowska, Wydawnictwo Dolnośląskie 2005.

32 thoughts on “Nierządnicy żywot mało atłasowy (Daniel Defoe, „Fortunne i niefortunne przypadki sławetnej Moll Flanders”)”

  1. momarta pisze:
    28 grudnia 2012 o 21:30

    Teraz siedzę i dumam na temat konstrukcji i faktycznych walorów jedynego dzieła Defoe, które przeczytałam, czyli oczywiście Robinsona Kruzoe. Czy tam też było tak chaotycznie i niespójnie? Wydaje mi się że nie, ale pewności brak.
    Pobrzmiewające tony feministyczne w osiemnastowiecznej tyradzie na głupocie niewieścią, napisanej przez mężczyznę, wydają się mi się jednak figurą retoryczną lekko naciąganą.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      28 grudnia 2012 o 21:34

      Moll do Robinsona ma się nijak, moim zdaniem. Robinson skonstruowany spójniej, acz nudniejszy dużo, dużo bardziej:) A w tony nie powątpiewaj, Defoe był postępowy, a bohaterce w usta włożył herezje, że hej! :)) No powiedzmy, że feminizm umiarkowany, a nie z tych walczących na barykadach.

      Odpowiedz
    2. momarta pisze:
      28 grudnia 2012 o 21:42

      Z uwagi na użyty przeze mnie wcześniej (omyłkowo, ale co z tego?) zwrot „tyradzie na głupocie”, może lepiej nie będę zabierać się za tę lekturę? Pardon, tą lekturę:P
      Robinson nudny? Mam może trochę spaczone spojrzenie, bo pierwszy raz czytałam go bodajże w wieku lat 10 i wtedy porywał mnie i zachwycał. Teraz zaś pewnie nie doczeka się powtórki (choć mam bardzo zacne i zabytkowe wydanie), więc zostanę przy wersji nostalgiczno-wspomnieniowej.

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      28 grudnia 2012 o 21:44

      Pełna wersja Robinsona, autorska, Cię zachwyciła w dzieciństwie? Nie uwierzę, kazań umoralniających ludzka siła nie zmoże:) A w Moll parę rzeczy by Cię zainteresowało, np. rozważania o tym, ile może obrotny adwokat, że o scenach policyjno-procesowych nie wspomnę:)

      Odpowiedz
    4. momarta pisze:
      28 grudnia 2012 o 21:51

      Kazań jakoś nie pamiętam, może przechodziłam przez nie bezboleśnie, dzięki uprzedniemu zaaplikowaniu przeciwbólowej dawki mrożących krew w żyłach przygód wywołujących rumieńce na mym licu?
      Sceny policyjno-procesowe w odniesieniu do wieku XVIII istotnie mogą być interesujące, zwłaszcza że chwilowo pogrążyłam się w głębokiej żałobie wyczytawszy, iż Zola ostatecznie nie zrealizował swojego pierwotnego zamiaru włączenia do cyklu Rougon-Macquartowie powieści o sądownictwie. To by dopiero było coś!

      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      28 grudnia 2012 o 21:53

      O tak, Zola w sądzie to byłoby coś. Pojęcie o tym daje to, jak przerobił giełdę i finansjerę:) A kazania w Robinsonie pewnie przekartkowałaś w poszukiwaniu akcji, ja tak zrobiłem:PP

      Odpowiedz
    6. momarta pisze:
      28 grudnia 2012 o 21:58

      Właśnie jestem na etapie zastanawiania się, którego Zolę wrzucić sobie jako drugiego, ale o „Pieniądzu” raczej nie myślałam; chyba zacznę od czegoś raczej obyczajowego niż społecznego.
      Wracając do Robinsona, czy dobrze mi się wydaje, że to była lektura w szkole podstawowej? Tli mi się piąta klasa, ale sama nie wiem, czy to nie urojenia.

      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      28 grudnia 2012 o 22:00

      Obyczajowego? Może nieśmiertelną Nanę, jeśli nie znasz? Albo koronki i parasolki ze Wszystkiego dla pań? Robinson był lekturą, możliwe że i w piątej klasie, ale w postaci adaptacji Stanisława Stampfla, skupionej wyłącznie na akcji, bez kaznodziejskich wycieczek z oryginału.

      Odpowiedz
    8. momarta pisze:
      28 grudnia 2012 o 22:15

      Nana jest jedyną książką Zoli, jaką czytałam choć dawno, więc kto wie, może powtórzę? Koronki i parasolki jakoś mnie nie zachęcają, ale zdaje się że to tylko złudzenie.
      Aż tak biegła w Robinsonie aby odróżniać wydania i wersje nie jestem, ale miło że nie mam urojeń. Pan Stampfl zrobił chyba jednak dobry uczynek, skoro twierdzisz że owe kazania były aż tak straszne? Ciekawe, czy za parę lat moi synowie będą w ogóle chcieli choć spojrzeć w stronę tej książki (co do zerkania w stronę Moll raczej nie mam złudzeń)?

      Odpowiedz
    9. zacofany.w.lekturze pisze:
      28 grudnia 2012 o 22:18

      Robinson i Guliwer żyją wyłącznie w przeróbkach, dobre i to:) Nie wiem, czy naszym dzieciom motyw rozbitka wyda się ciekawy, gdzie tu znaleźć izolowaną wyspę w tych czasach? Mnie się już Cast Away z Hanksem wydawał naciągany:P Daj szansę parasolkom, jeśli nie szmatki i błyskotki, to może zafascynuje Cię mechanizm drapieżnego kapitalizmu?

      Odpowiedz
    10. momarta pisze:
      28 grudnia 2012 o 22:31

      Guliwer też? Ostatnio rozpaczliwie poszukiwałam oryginalnego Andersena i też odbiłam się od ściany. W tym jednak przypadku przeróbki zdecydowanie nie wychodzą nikomu na dobre (poza wydawcami tego śmiecia).
      Cast Away owszem, naciągany, ale jakżeż sympatyczny! Z drugiej strony, nie ma też przecież na świecie piratów z drewnianymi nogami i papugami, a jakoś nikomu to nie przeszkadza.
      Z racji utrudnień w dostępie do kolejnych części cyklu Zoli, pewnie skończy się na tych koronkach, choć drapieżny kapitalizm i jego mechanizm to też nie to, co momarty lubią najbardziej…

      Odpowiedz
    11. zacofany.w.lekturze pisze:
      28 grudnia 2012 o 22:35

      W kwestii Zoli wiesz, do kogo możesz się zwrócić:P Jak to nie było piratów z papugami? Wbijasz mi nóż w drewnianą nogę:) Nie mówię, że Cast Away niesympatyczny, ja lubię książki i filmy o rozbitkach. I tak, Guliwer też ma przeróbki dla dzieci, i to całkiem niezłe, trzeba przyznać. Przynajmniej coś się w nich dzieje, w przeciwieństwie do rozwleczonego oryginału:D

      Odpowiedz
    12. momarta pisze:
      28 grudnia 2012 o 22:56

      Pamiętaj, że słowo rzucone w blog w mojej obecności, pada na żyzny grunt:) Jak upłynie okres karencji, pewnie się zwrócę:))
      Rozumiem, że wzmianka o braku piratów z hakiem zamiast ręki może wywołać tiki nerwowe, więc przezornie jej tu nie zamieszczę:P
      I nie mów, że ty wszystko czytasz i w najbardziej oryginalnym oryginale, i w każdej z adaptacji vel przeróbek?!

      Odpowiedz
    13. zacofany.w.lekturze pisze:
      29 grudnia 2012 o 06:42

      Spoko, nie krępuj się:) Zamieść wzmiankę, zawsze te haki podejrzewałem o jakiś przekręt, cholernie niewygodna rzecz:) A Robinsony i Guliwery najpierw, jako dziecko, czytałem przerabiane, a później sobie przyswoiłem pełne wersje – i nie ukrywam, że przeróbki ciekawsze:)

      Odpowiedz
  2. Marlow pisze:
    28 grudnia 2012 o 22:36

    To trochę zabrakło Moll do Zsa Zsy Gabor :-) Ja niedawno haniebnie poddałem tyły na Robinsonie. Moja pycha została ukarana bo zamiast trzymać się wersji Anczyca albo Stampf’la to złapałem się ambitnie za Kotta :-) i teraz jakoś nie mam odwagi przy zabrać się za „Moll Flanders” :-).

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      28 grudnia 2012 o 22:39

      Ja Cię nie potępię za kapitulację przy Robinsonie, sam przekartkowałem gdzieś tak od trzech czwartych:P A Moll w porównaniu jest lekka, łatwa i przyjemna, poziewuje się tylko sporadycznie:)

      Odpowiedz
    2. Marlow pisze:
      29 grudnia 2012 o 09:59

      Dzięki za słowa pocieszenia, ale ja jeszcze pokażę :-)

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      29 grudnia 2012 o 10:00

      Bądź twardy i nie daj się :D

      Odpowiedz
  3. Lirael pisze:
    29 grudnia 2012 o 19:27

    Tytuł w pełnej wersji porażający. Zero suspensu. :) Dobrze, że współczesne tytuły nie streszczają fabuły z podaniem zakończenia włącznie.
    Biorąc pod uwagę frywolne ciągoty Defoe aż dziw, że nie zesłał Robinsonowi na wyspę Piętaszki. :)
    Nie czytałam „Moll…”, ale jak na powieść z 1721 roku wydaje mi się całkiem niezła. Ciekawe, czy „Mikołaja Doświadczyńskiego przypadki” Krasickiego w ogóle dają się czytać. :)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      29 grudnia 2012 o 19:31

      Tytuł malowniczy i w guście epoki, wypełniał całą kartę tytułową:)) Piętaszka byłaby niemoralna do głębi. Doświadczyński ominął mnie na studiach, ale kiedyś też miałem ochotę spróbować, może kiedyś się odważę:)

      Odpowiedz
    2. Lirael pisze:
      29 grudnia 2012 o 19:50

      Aż nadto malowniczy. :)
      Ja też nie czytałam Doświadczyńskiego, ale specjalnie nie żałuję. :) Podobieństwa do Guliwera podejrzanie wielkie.

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      29 grudnia 2012 o 20:06

      Już jak czerpać z obcych wzorów, to przynajmniej dobrych:)

      Odpowiedz
    4. Lirael pisze:
      29 grudnia 2012 o 20:18

      Podejrzewam, że Krasicki pełnymi garściami zaczerpnął.:)

      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      29 grudnia 2012 o 20:23

      Całkiem możliwe, nie będę się usilnie pchał do sprawdzania:)

      Odpowiedz
    6. Lirael pisze:
      1 stycznia 2013 o 08:12

      Donoszę w sekrecie, że pod wpływem recenzji JWP nabyłam „Roksanę” Defoe ze wstępem Kotta i ilustracjami. Wszystko wskazuje na to, że klimaty zbliżone do „Moll”. :)

      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      1 stycznia 2013 o 08:17

      Pierwsze słyszę o takim dziele, więc wypatruję dogłębnej opinii:)

      Odpowiedz
    8. Lirael pisze:
      1 stycznia 2013 o 08:40

      Tutaj zestaw zdjęć wzmiankowanego białego kruka. :)

      Odpowiedz
    9. zacofany.w.lekturze pisze:
      1 stycznia 2013 o 08:44

      Luksusowe wydanie i na dodatek ta dedykacja:) Cudności. Ja mam w planach „Dziennik roku zarazy” jeszcze i potem uznam znajomość z Defoe za kompletną. No chyba że Roksana okaże się hitem:)

      Odpowiedz
    10. Lirael pisze:
      1 stycznia 2013 o 08:53

      Właśnie głównie z powodu tej dedykacji pozwoliłam sobie zamieścić link do fotosów. :) Wrażenia z lektury na pewno drobiazgowo zrelacjonuję.

      Odpowiedz
    11. zacofany.w.lekturze pisze:
      1 stycznia 2013 o 09:05

      Uwielbiam takie dedykacje w książkach, chyba kiedyś zaprezentuję kilka pereł ze swojej kolekcji:)

      Odpowiedz
  4. Pingback: „Zawieszone pomiędzy myślą a uczynkiem” (Sarah Waters, „Muskając aksamit”) – Beznadziejnie zacofany w lekturze
  5. Pingback: Parostatkiem w piracki rejs... (Anna Hrycyszyn, „Zatopić »Niezatapialną«”) – Zacofany w lekturze

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT