Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Pozornie oderwane obrazy (Janusz Domagalik, „Zielone kasztany”)

Posted on 12 czerwca 20144 lutego 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

 

Powieści Janusza Domagalika nigdy do mnie szczególnie nie przemawiały – jeżeli były choć trochę podobne do „Zielonych kasztanów”, to wcale mnie to nie dziwi. Nie jest to bowiem ten typ opowieści, który lubiłbym jako kilkunastolatek. Sięgnąłem po nią teraz dzięki wpisowi Jeżanny, który sporo obiecywał – i muszę przyznać, że się nie zawiodłem.

Co można wiedzieć pewnego o tych pozornie oderwanych obrazach, myślach, które nie układając się nawet w pojedyncze słowa, zdania, wymykają się niepostrzeżenie, zawsze jednak chyba zostawiając ślad. I jeśli kiedyś złożą się w jakąś konstrukcję, czy potrafię wtedy odkryć, w jakiej postaci i w jakim momencie pierwszy raz się z nimi zetknąłem?

Takie rozważania snuje Marek, wspominając wydarzenia ostatnich miesięcy, próbując rozumieć, co działo się wokół niego i co działo się z nim samym. Czytelnik nie jest tylko obserwatorem nastoletnich rozterek, staje się ich uczestnikiem, gdy próbuje wraz z bohaterem poukładać w całość okruchy wydarzeń, migawki, retrospekcje, aluzje, napomknienia. Już wydaje się, że zrozumieliśmy, że złapaliśmy sens wydarzeń, gdy autor dorzuca nowy detal i każe nam zmieniać koncepcję. Obraz rekonstruujemy w ogólnych zarysach: konflikt Marka z kolegą z drużyny piłkarskiej, relacje rodzinne: z dziadkiem, siostrą, matką, znajomość z Kaśką. Świat Marka znienacka się komplikuje; chłopak musi podejmować decyzje i ponosić ich konsekwencje; jego decyzje wpływają też na los innych.
Gdyby Janusz Domagalik zdecydował się napisać historię kilkunastoletniego Marka od początku do końca, od wprowadzenia w rodzinno-szkolno-uczuciowe perturbacje przez detale tychże perturbacji do ich rozwiązania, dostalibyśmy pewnie niezłą, ale chyba niczym się niewyróżniającą powieść młodzieżową. Za pomocą jednego zabiegu konstrukcyjnego Domagalik sprawił jednak, że jego książka wyłamała się z tego schematu; zaciekawiała i intrygowała, skłaniała do snucia własnych hipotez, wypełniania luk w narracji poprzez odwoływanie do własnych doświadczeń – Marek stawał się przez to kimś bliskim. W pełni zgadzam się z Jeżanną, że to „świetne remedium na chwilowe kryzysy związane z upływem czasu dla pokolenia 30+ i starszego”, nie należy jednak przypuszczać, że „Zielone kasztany” mają wyłącznie wartość sentymentalną: realia (których zresztą nie ma wiele) trochę spłowiały, sama jednak istota książki – zmagania z coraz bardziej skomplikowanymi relacjami z najbliższymi i światem – pozostały aktualne.

Janusz Domagalik, Zielone kasztany, Młodzieżowa Agencja Wydawnicza 1982.

41 thoughts on “Pozornie oderwane obrazy (Janusz Domagalik, „Zielone kasztany”)”

  1. czytanki.anki pisze:
    12 czerwca 2014 o 19:06

    Miałam podobny problem z Domagalikiem. Czytałam go (z braku laku) dużo, ale nie mogłam nigdy utożsamić się z bohaterami, nie potrafię do dzisiaj tego rozgryźć. Najlepiej pamiętam „Koniec wakacji” pokazywany w TVP prawie co roku swego czasu.;(

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      12 czerwca 2014 o 19:10

      „Końca wakacji” nie trawiłem nawet w telewizji, chyba jednak u Domagalika było za dużo psychologii i rozmyślań, a za mało akcji – to nie były moje klimaty. Po „Kasztanach” jednak nabrałem ochoty, żeby uzupełnić braki. Podobny problem jak z „Końcem wakacji” miałem z „Szaleństwami Majki Skowron” – ani serial, ani książka do mnie nie przemawiały, blokada jakaś kompletna.

      Odpowiedz
    2. czytanki.anki pisze:
      12 czerwca 2014 o 19:16

      O tak, rozmyślania przenoszone na ekran bardzo raziły. Jak się człowiek przyzwyczaił do ekranizacji powieści Bahdaja, to domagalikowe były jakieś bezbarwne. Zbyt wydumane jak na moje ówczesne oczekiwania.;( „Majki Skowron” autentycznie nie cierpiałam, tam nie było nic/nikogo do lubienia.;(

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      12 czerwca 2014 o 19:18

      Uf, bo już myślałem, że coś ze mną było nie tak:) To nawet nie chodziło o lubienie, ja po prostu nie wiedziałem, o co im chodzi, chyba za dużo psychologicznych subtelności, a za mało wprost było mówione:P

      Odpowiedz
    4. czytanki.anki pisze:
      13 czerwca 2014 o 07:23

      Zgadza się. Niby dziewczyna uciekła z domu i to był problem, ale poza tym akcja rozmywała się. W przypadku „Bandy Rudego” miałam podobne odczucia.

      Odpowiedz
  2. MatiPro pisze:
    12 czerwca 2014 o 19:51

    A mnie „Szaleństwo Majki Skowron” się podobało (mówię o książce). Ogólnie bardzo lubiłem książki Minkowskiego, z „Krzysztofem” na czele. Jeśli chodzi o Domagalika, to czytałem chyba tylko „Koniec wakacji” i chyba nie wywarł na mnie jakiegoś wielkiego wrażenia, ale też nie odrzucał. Słabo już pamiętam.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      12 czerwca 2014 o 19:58

      „Krzysztof” ma sporo wielbicieli, ja się na niego nie natknąłem i z Minkowskiego pamiętam wyłącznie „Grubego”. I to też głównie za sprawą serialu:)

      Odpowiedz
    2. MatiPro pisze:
      13 czerwca 2014 o 09:36

      „Szaleństwo Majki Skowron” to też Minkowski ;)

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      13 czerwca 2014 o 17:29

      A, oczywiście. Chociaż nie dam głowy, czy doczytałem „Szaleństwo” :)

      Odpowiedz
  3. Marlow pisze:
    12 czerwca 2014 o 20:06

    Niedawno trafiłem na wywiad Joanny Papuzińskiej w „Rzeczpospolitej” – powiedziała ciekawą rzecz, zastrzegam że oddaję tylko myśl tak jak ją zrozumiałem, o ile książki dla dzieci generalnie przetrzymały próbę czasu, znacznie gorzej jest z książkami dla młodzieży, wg niej to książki pokoleniowe, które mają swój czas, po którym ich atrakcyjność się kończy. Gdy przeglądam teraz książki ze swojego dzieciństwa i wcześniej młodości to trudno jej nie przyznać racji i w tej regule mieści się też Domagalik.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      12 czerwca 2014 o 20:13

      Migał mi ten wywiad w różnych zajawkach, ale nie znalazłem chwili, żeby poczytać. W każdym razie podobał mi się tytuł, że Bahdaj stał się autorem elitarnym:)
      A co do książek młodzieżowych, to jednak mam wrażenie, że pewne typy problemów są uniwersalne i może nie jest tak źle. Chociaż z drugiej strony, jeśli porównać, jak o pierwszej miłości pisano 50 lat temu, a jak się pisze teraz, to faktycznie może to być mało atrakcyjne współcześnie.

      Odpowiedz
    2. Marlow pisze:
      12 czerwca 2014 o 20:41

      Może miałeś więcej szczęścia bo ja co młodzieżowego wziąłem na tapetę, to rozczarowanie: Siesicka, Nienacki, Niziurski, Jackiewiczowa, Szklarski a to dla mnie były kultowe nazwiska więc nie dziwię się, że popadają w zapomnienie, choć, co tu dużo mówić, żałuję :-).

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      12 czerwca 2014 o 20:52

      Bo może stawiasz tym książkom i autorom za wysokie wymagania:) Mnie czasem mgła sentymentu wzrok zamgli, a i o „prawdzie czasów’ pamiętam, więc wprowadzam korekty na bieżąco. Nie wybaczam kiepskiego stylu i źle skonstruowanej fabuły, no i jeszcze może nachalnego dydaktyzmu.

      Odpowiedz
    4. Marlow pisze:
      12 czerwca 2014 o 21:04

      Wiadomo, że ogląd zmienia się z wiekiem ale specjalnie wybieram autorów, do których książek mam sentyment – natomiast nie mam rozczarowań z książkami dla dzieci, z tamtych lat, choć dostrzegam ich czasami zupełne oderwanie od dzisiejszych realiów, choć i tu zdarzają się rozczarowania, jak w przypadku „Króla Maciusia Pierwszego”.

      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      12 czerwca 2014 o 21:09

      Być może sentyment to zły doradca w Twoim wypadku:) A co do realiów, to nieuchronnie wszystkie powieści współczesne płynnie przechodzą do kategorii powieści historycznych. Albo do ramot z lamusa, zależy jak patrzeć:) A mimo to trwają te wszystkie Anie z Zielonego Wzgórza i Chłopcy z placu Broni, chociaż tak samo nie przystają do dzisiejszych realiów teraz, jak nie przystawały pół wieku temu :)

      Odpowiedz
    6. Marlow pisze:
      12 czerwca 2014 o 21:17

      Przymierzam się właśnie do „Chłopców … ” ale po wstrząsie jaki przeżyłem przy okazji „Króla Maciusia” boję się, że znowu okaże się, że król jest nagi :-).

      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      12 czerwca 2014 o 21:21

      Mną końcowa scena z Nemeczkiem wstrząsa od zawsze, w przeciwieństwie do Króla Maciusia, który mnie wynudził strasznie, miałem jakieś 10 lat i już wtedy uznawałem cały ten Korczakowski koncept za przesadnie naciągany.

      Odpowiedz
    8. Marlow pisze:
      12 czerwca 2014 o 21:35

      Dlatego właśnie, że bardzo przeżywałem zakończenie „Chłopców” obawiam się trochę konfrontacji i rozczarowania, no i jeszcze też wybór: stare czy nowe tłumaczenia :-). Co do Korczaka, to jako dziecko pamiętałem „Króla Maciusia” tylko jako smutną książkę ale teraz gdy próbowałem czytać ją dziecku jestem zszokowany jej archaicznością i nieporadnością stylistyczną.

      Odpowiedz
    9. zacofany.w.lekturze pisze:
      12 czerwca 2014 o 21:38

      Nowe tłumaczenie szału nie robi, za to grunt, żeby były ilustracje Leonii Janeckiej:) Co do Maciusia, to Korczak się wczuwał w odbiorcę i styl nie jest nieporadny, tylko raczej dopasowany do odbiorcy. Tyle że dzieci przez te parę lat zrobiły się dojrzalsze od przedwojennych rówieśników, stąd to wrażenie :)

      Odpowiedz
  4. Marlow pisze:
    12 czerwca 2014 o 21:48

    A miało pokazać podobno nową twarz „Chłopców” :-) to już chyba zostanę przy wersji Konopnickiej.
    Dojrzałość, dojrzałością ale są kawałki, które „przetwarzam” bo co prawda rozumiem, że tekst z założenia jest prosty ale prostota niekoniecznie obejmuje nieustające powtórzenia, która aż zgrzytają w uszach.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      13 czerwca 2014 o 05:40

      Moim zdaniem nowej twarzy nie pokazało, co najwyżej uzupełniło pominięte przez Mortkowiczową detale. Nie będę kruszył kopii o styl Korczaka, wydaje mi się, że jego inne książki są pod tym względem lepsze, choć zawsze jest to styl bezpośredniej gawędy – on opowiadał przygody Maciusia dzieciom na dobranoc, może to stąd te wady.

      Odpowiedz
  5. Bazyl pisze:
    13 czerwca 2014 o 08:22

    Nie znam zupełnie. I ze wstydem przyznaję, że tak jest z większością rzeczy, o których tak ładnie sobie rozmawiacie, przerzucając się tytułami i nazwiskami. Proszę sobie jednak nie przeszkadzać, bo choć głosu nie mam jak zabrać, to czytać Wasze rozmowy strasznie lubię :P

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      13 czerwca 2014 o 08:27

      Nie bądź taki skromny, co? Rzuć jakimś tytułem, którego nie znamy – to się podyskutuje:)

      Odpowiedz
    2. Bazyl pisze:
      13 czerwca 2014 o 08:34

      Nie wiem jak głęboko musiałbym kopać na bibliotecznych półkach, żeby znaleźć coś czego choć jedno z Was nie zna :D

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      13 czerwca 2014 o 08:41

      Podejmij próbę chociaż, możesz się zdziwić :)

      Odpowiedz
    4. Bazyl pisze:
      13 czerwca 2014 o 08:56

      Jak obczytam listę najpilniejszych, to zobaczę co się da zrobić :P

      Odpowiedz
  6. Jeżanna pisze:
    13 czerwca 2014 o 12:02

    Cieszę się, że czas spędzony z Domagalikiem nie był (tym razem) zmarnowany. A okładka taka, jak moja :)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      13 czerwca 2014 o 17:17

      Biblioteczny egzemplarz się rozpadł, więc zmieniłem wydanie:) Domagalika mam zamiar zgłębiać dalej, zacznę od tego nielubianego w dzieciństwie Końca wakacji :)

      Odpowiedz
  7. aaagusiek pisze:
    29 czerwca 2014 o 20:31

    Nie znam autora, ani utworu :(

    Odpowiedz
  8. oisaj pisze:
    2 lipca 2014 o 06:05

    Chcemy wpis! Gdzie jest wpis!
    Chcemy wpis! Gdzie jest wpis!
    Chcemy wpis! Gdzie jest wpis!
    Gdzie jesteś autorze? Czy może porzuciłeś bloga na stałe? Nie pozostawiaj nas osieroconych i porzuconych w bólu !
    I w BULÓ tyż!

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      2 lipca 2014 o 06:07

      Och jejku jej i olaboga! Nawet bym się wzruszył dowodem pamięci, gdybym go nie musiał szantażem wyciskać z opornych czytelników :P Ale wpis będzie, mam nadzieję, że wkrótce :)

      Odpowiedz
    2. Bazyl pisze:
      2 lipca 2014 o 06:25

      No! Bo już miałem pakować chłopaków do żuka :P

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      2 lipca 2014 o 06:26

      Przyganiał kocioł garnkowi…

      Odpowiedz
  9. Kasjencja pisze:
    4 lipca 2014 o 11:21

    A ja po przeczytaniu kilku postów na tym blogu, a trafiłam tu zupełnie niedawno i mam wrażenie, że zostanę na dłużej, nabrałam ochoty na powrót do ulubionej młodzieżowej lektury. To chyba z Musierowicz i od razu zaznaczam, że nie jest to cytat dokładny, ale z całą pewnością coś w nim jest „wciąż czytam książki nowe, a dla starych przyjaciół brakuje mi czasu”

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      4 lipca 2014 o 11:30

      Pamiętam tę scenę z Musierowicz i uważam, że powtórki są potrzebne i przede wszystkim przyjemne:) A poza tym, to serdecznie zapraszam do pozostania tu na dłużej.

      Odpowiedz
  10. Kasia Sawicka pisze:
    2 maja 2015 o 18:28

    Kochałam „Koniec wakacji” nieprzytomnie. Do dziś nie wiem, co się stało z okładką. Czytałam tyle razy, że chyba tylko cudem wszystkie strony pozostają na miejscu.
    Zastanawiam się, jak mógł mi umknąć ten wpis. Nie do wiary. Pędzę szukać książek Domagalika. Jejku, jak dobrze, że zawsze można przejrzeć archiwalne wpisy! :D :D

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      2 maja 2015 o 18:36

      Zapewne byłaś zajęta czymś ważnym i przegapiłaś :) nie będę Ci z tego powodu robił wyrzutów, cieszę się, że mimo wszystko dotarłaś :)

      Odpowiedz
  11. KarynaKruk pisze:
    21 czerwca 2020 o 13:53

    Bardzo fajna stronka. Czy mógłbyś polecić z tych młodzieżowych właśnie takie w których jest dużo psychologii i rozmyślań?

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      21 czerwca 2020 o 14:55

      Z rzeczy, o których pisałem, bardzo dobre jest „Boso wśród gwiazd”, na przykład.

      Odpowiedz
  12. harehair pisze:
    8 grudnia 2022 o 13:41

    Jedna z najładniejszych i najmądrzejszych młodzieżówek z PRLu.

    Odpowiedz
  13. Pingback: Krzywda i zemsta (Janusz Domagalik, „Marek”) – Zacofany w lekturze

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. 
Przekład Tomasz Bieroń
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. Przekład Tomasz Bieroń
1 miesiąc ago
View on Instagram |
1/5
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
1 miesiąc ago
View on Instagram |
2/5
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia.
Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia. Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
3/5
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
4/5
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. 
„Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Zbigniew A. Królicki
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. „Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Zbigniew A. Królicki
3 miesiące ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT