Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Ślepy zaułek (Alan Bradley, „As Chimney Sweepers Come to Dust”)

Posted on 14 kwietnia 20156 listopada 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

bradley_as chimne
Alanowi Bradleyowi zabrakło pomysłu. Już zdarzało mu się balansować nad otchłanią, w której kłapał zębiskami krokodyl z gatunku „za dużo deus ex machina” i jego krewniak, aligator „za dużo szczęśliwych zbiegów okoliczności”. Tym razem jednak Bradley poleciał w przepaść, w rozdziawione paszcze gadów. I w szpony rozżalonego partaniną czytelnika. Czyli mnie.

Flawia wyjechała z Buckshaw. Dlaczego? Nie mogę zdradzić. Dokąd? Nie powiem.

W ogóle pisanie o siódmym tomie przygód panny de Luce przypomina stąpanie po polu minowym, najbezpieczniej byłoby w ogóle milczeć. Ale jak tu milczeć w obliczu tego, że już pierwszej nocy w nowym miejscu Flawii – niemal na głowę – wypada z kominka dobrze uwędzony trup owinięty w brytyjską flagę? Dwunastoletnia detektyw rozpoczyna śledztwo.

Bradley miał do wykorzystania dwa atrakcyjne wątki. Po pierwsze dochodzenie prowadzone przez Flawię, a po drugie – adaptację bohaterki w zmienionym środowisku; musicie mi uwierzyć na słowo, że nowe otoczenie dawało wręcz nieograniczone pole do popisu. Niestety, popisu nie było, chociaż pierwsze sto stron robiło spore nadzieje.

Dochodzenie w tym tomie żywo przypomina peerelowski milicyjniak,

ten, o którym Stanisław Barańczak napisał: „Jeśli chodzi o intrygę kryminalną, przeprowadzona jest ona w sposób typowo damski, to znaczy przy użyciu maksymalnej liczby szczęśliwych zbiegów okoliczności i cudownych przypadków”. O te cudowne przypadki dbają inni bohaterowie książki; w stosownych momentach pojawiają się przed Flawią, by rzucić tajemniczą uwagę, którą bystra dwunastolatka poczyna analizować swym elektronowym mózgiem. Rzecz jasna i wcześniej śledztwa były prowadzone tym sposobem, ale Bradley maskował niedostatki dwiema rzeczami, których teraz po prostu zabrakło: klimatem i wdziękiem.

Bishop’s Lacey i Buckshaw mają klimat niczym z powieści Agathy Christie;

obserwujemy nieśpieszne życie w niełatwych powojennych czasach w małym miasteczku, z jego codziennymi kłopotami – chociażby aprowizacyjnymi, skrywanymi tajemnicami z przeszłości, siecią powiązań rodzinnych i towarzyskich. Pastor, lekarz, komisarz policji, sprzedawcy, właściciel zajazdu, wszystkie te szacowne małżeństwa i ekscentryczne stare panny (nie wspominając o mieszkańcach Buckshaw) są nie tylko tłem dla panny de Luce i statystami w jej popisach. Są nieodłączną częścią jej samej. Wyrwana z tego otoczenia Flawia straciła bardzo wiele. Moim zdaniem za wiele, by eksperyment uznać za udany.

Tym bardziej że

Bradley najwyraźniej nie ma nic ciekawego do napisania o nowym miejscu pobytu dziewczynki.

Przedstawia je do bólu stereotypowo; uzyskuje efekt płaskich, papierowych dekoracji. Z całkiem sporego tłumu nowych postaci nie wyróżnia się nikt, jest to galeria lalek: wygłaszają swoje kwestie i znikają za kulisami. Nikogo na miarę pani Mullet czy Doggera. Choć niektóre osoby nieźle się zapowiadają, Bradley po prostu nie daje nam sposobności, by kogokolwiek lepiej poznać czy polubić. Na tym bladym tle Flawia też wypada dość blado, choć to akurat można po części usprawiedliwiać problemami adaptacyjnymi oraz tęsknotą za domem i bliskimi. Jest na pewno dojrzalsza; ujawnienie rodzinnej tajemnicy, chociaż wywołało wstrząs, pozwoliło jej też pozbyć się wielu wątpliwości, które ją wcześniej gnębiły. Poznaje także smak aprobaty, co wiele dla niej znaczy.

Jedyną pociechę stanowi to, że Bradley chyba zrozumiał, że zabłąkał się w ślepy zaułek, i spróbował, niezbyt zręcznie, z niego wybrnąć. Nie znalazłem zapowiedzi kolejnego tomu, ale zakończenie „As Chimney Sweepers” sugeruje, że ciąg dalszy powinien nastąpić. Kiedy się ukaże, dam mu szansę. Nie skreślę przecież Flawii tylko dlatego, że trafiło jej się słabsze 400 stron.

PS. Żeby nie wyszło, że tylko marudzę: opowieść podczas wywoływania duchów jest przednia.

Alan Bradley, As Chimney Sweepers Come to Dust, Delacorte Press 2015.

 

27 thoughts on “Ślepy zaułek (Alan Bradley, „As Chimney Sweepers Come to Dust”)”

  1. Bazyl pisze:
    15 kwietnia 2015 o 07:55

    Wielkieś mi uczynił pustki w nadziejach mych, ale takie jest nieubłagane prawo serii. Wyciągnięcie Flawii ze znanych czytelnikowi dekoracji, to, nie boję się tych słów, głupi pomysł. Podobnie jak pozbawianie go (czytelnika) ulubionych postaci drugoplanowych. Jeśli Buckshaw nie stanowiło już wystarczającej pożywki dla przygód bohaterki trzeba było serię zakończyć … Dżiz, co ja piszę?! Jakie zakończyć?! Pewnie będę psioczył jako i Ty psioczysz i czytał, jako i Ty czytać zamiarowujesz. A na Amazonie są już zbiorówki :)

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      15 kwietnia 2015 o 08:41

      Zeżarło mi komentarz:(
      Są serie, które się z sukcesem skończyły po siódmym tomie, ale Bradley za bardzo nakomplikował (niepotrzebnie) i teraz będzie odkręcał, więc pewnie jeszcze co najmniej ósma część będzie. Oby z Doggerem i panią Mullet.
      Zbiorówki bardzo fajne, ale wolę ebooki, bo jednak słownik jest w częstym użytku.

      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        15 kwietnia 2015 o 09:29

        Wskażesz konkretny przykład takiej serii? :P A Bradley niech pisze, bo ja Flawię lubię na tyle, że przymknę oko na wiele :) Choć oczywiście wkurza mnie nasilenie zupełnie z tyłka wyciągniętych przypadków, byle tylko uratować (bo przecież nie uwiarygodnić), akcję.
        PS. U mnie nawet słownik nie pomoże :(

        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          15 kwietnia 2015 o 09:31

          No Harry Potter przecież :)
          Niech pisze, tylko nieco staranniej i z jakąś koncepcją, bo czasem mam wrażenie, że on ma obmyślonego tylko atrakcyjnego trupa w pięknych okolicznościach przyrody, a potem leci na natchnieniu. Jak mu natchnienie sklęśnie, to mamy takie dzieło jak to.

          Odpowiedz
          1. Bazyl pisze:
            15 kwietnia 2015 o 10:24

            Czy ja wiem? HP też mnie w pewnym momencie drażnił schematycznością i dopychaniem (do objętości) kolejnych tomów fabularnym klajstrem. A i parę zabiegów deusowych, jakbym wysilił pamięć, też by się znalazło. Gdybym miał rzucić na szalę postacie, to jednak Flawia wygrywa z Harrym w cuglach. Może to projekcja uczuć dla córki, której nie mam :P

            Odpowiedz
            1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
              15 kwietnia 2015 o 10:28

              Oj, krzywdzisz Harry’ego, ale to zapewne z braku córki, której nie masz :P Jasne, że sztukowanie jest zawsze i przecież dotąd się nie czepiałem. Tym razem jednak autor nawet się nie postarał o zaklajstrowanie szwów.

              Odpowiedz
              1. Bazyl pisze:
                15 kwietnia 2015 o 10:45

                Ja mawiał pewien znajomy ze starych czasów: nie wiem, nie byłem, nie widziałem, kaplica, mogiła, grób, fiu fiu, adios. Więc i ja milknę do czasu, aż przeczytam i będę mógł swobodnie zabrać głos :D Swoją drogą ciekaw jestem co Bradley pokazałby w całkiem nowej odsłonie. Może już jednak pora przestać odcinać kupony od popularności Flawii? Tylko czy ja jestem na to gotów? :D

                Odpowiedz
                1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  15 kwietnia 2015 o 10:50

                  Na Amazonie jest jakaś jego powieść nie o Flawii, może kiedyś zaryzykuję, mimo że w dularach mus zapłacić.
                  Ja tam do tej pory nie jestem gotowy na JK Rowling w nie-Potterowej odsłonie, więc rozumiem Twoje opory :)

                2. Bazyl pisze:
                  15 kwietnia 2015 o 11:21

                  Nawet już miałem w rękach „Trudny wybór” :)

                3. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  15 kwietnia 2015 o 11:26

                  Ja nawet mam na półce, i Kukułkę też. I wciąż podchodzę z pewną taką nieśmiałością :P

                4. Bazyl pisze:
                  15 kwietnia 2015 o 13:12

                  Znajoma, zwolenniczka, acz nie zwariowana fanka HP, twierdziła ostatnio na spotkaniu DKK, że kryminały JR bardzo fajnie jej się czytało :) Nie wiem jednak czy to wystarczająca dla Ciebie rekomendacja :P

                5. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  15 kwietnia 2015 o 13:17

                  Rodzona żona też mi polecała, w końcu się odważę :)

  2. grendella pisze:
    15 kwietnia 2015 o 09:57

    Ojojoj… ale i tak przeczytam, nie ma opcji, żeby nie ;)

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      15 kwietnia 2015 o 10:09

      Słusznie, nie chcę cierpieć w pojedynkę :D

      Odpowiedz
  3. Zjadacz Liter pisze:
    16 kwietnia 2015 o 18:57

    Co jakiś czas natykam się na nazwisko tego autora. Chciałbym i boje się. Recenzje są dobre, nawet jesli trochę skażone marudzeniem. Mnogość tomiszczów jednak troche mnie przestrasza. Od czegu tu zacząć? Poratuj pan biednego człeka, ofiarę zbyt obfitej polityki wydawniczej :)

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      16 kwietnia 2015 o 19:07

      W tym wypadku zaczyna się od początku, od Zatrutego ciasteczka :) I pan się nie boi, tylko czyta.

      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        17 kwietnia 2015 o 08:03

        Zgadza się. Jak odrzuci, masz resztę z głowy. Jak spodoba, masz sporo czytania. Same dobre wyjścia :D

        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          17 kwietnia 2015 o 09:40

          Mądrego przyjemnie posłuchać :)

          Odpowiedz
          1. Zjadacz Liter pisze:
            17 kwietnia 2015 o 22:00

            Co dwie głowy to nie jedna. Mam już Zatrute ciastko na czytniku….. czy może w czytniku, wszystko jedno. Jak zassie dam znać :)

            Odpowiedz
            1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
              17 kwietnia 2015 o 22:02

              Błyskawiczna decyzja :) Jak nie zassie, to też daj znać, zaczniemy Ci na buty pluć albo co :P

              Odpowiedz
              1. Zjadacz Liter pisze:
                17 kwietnia 2015 o 22:14

                Przyznam, że chyba głupi jestem, bo za bardzo nie skumałem z tym pluciem na buty, hm, muszę to przemyśleć, bo to może mieć drugie dno, taki tajny szyfr, czy cóś :)

                Odpowiedz
                1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  17 kwietnia 2015 o 22:29

                  Wszystko się wyjaśni po lekturze i wyrażeniu stosownego entuzjazmu. Lub jego braku :)

  4. Zjadacz Liter pisze:
    17 kwietnia 2015 o 09:39

    Dzięki za poradę. Zatrute ciasteczko brzmi nieźle, to mógłby być tytuł któregoś z kryminałów Agathy Christie :)

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      17 kwietnia 2015 o 09:41

      Flawia mogłaby być dzieckiem Agathy :)

      Odpowiedz
      1. Zjadacz Liter pisze:
        17 kwietnia 2015 o 22:10

        No tak, lata 50-te. Agatha w tajemniczych okolicznościach przyrody znika na pewien czas, nikt nie wiewie gdzie jest. Rzekomo dowiedziała się o zdradzie męża, a tu masz, to ona poszła w tango, czego owocem jest córeczka Flavia (bo to chyba Włoch czy Francuz był z pochodzenia). Teraz to ona pisze książki, ale pod pseudonimem Alan Bradley. Tak sobie to wykombinowałem :D

        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          17 kwietnia 2015 o 22:59

          No prawie się zgadza. Tyle że ojciec Flawii był prawdziwym angielskim dżentelmanem :)

          Odpowiedz
  5. Pingback: Cała prawda o Tramwaju nr 4, czyli dlaczego nie pojawiłeś i prawdopodobnie nie pojawisz się w „Warto zajrzeć” | Przekładaniec kulturalny

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT