Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Radość opowiadania (Maciej Hen, „Solfatara”)

Posted on 26 sierpnia 201529 czerwca 2020 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Solfatara

W „Baśniach z tysiąca i jednej nocy” opowieść chowa się w opowieści, a ta jeszcze w następnej, i tak aż do całkowitego zatracenia się czytelnika w fabule. Szeherezada snuła swoje historie, by uratować życie, Maciej Hen zaś snuje je, bo najwyraźniej lubi i sprawia mu to przyjemność, którą chciałby się podzielić z innymi.

Przenosimy się do Neapolu, położonego między dwoma wulkanami, Wezuwiuszem i Solfatarą.

Solfatara rzucać będzie cień na życie bohaterów, a rzeka buzującej lawy przepływającej pod miastem rozgrzewać będzie krew jego mieszkańców. W lipcu roku 1647 roku dojdzie do wybuchu. Nie wulkanów, ale społecznych niepokojów. Neapolitańczycy zbuntują się przeciwko wyśrubowanym podatkom narzucanym przez rządzących Hiszpanów. Na czele zrewoltowanego motłochu stanie rybak Masaniello, a Neapol i okolice spłyną krwią. Niebo rozświetlą łuny pożarów. Fortunato Petrelli, redaktor „Wiadomości Neapolitańskich”, krąży po ulicach, by na bieżąco obserwować wydarzenia, wyrobić sobie obraz całości wypadków i zrelacjonować go potem swym czytelnikom. Szybko jednak zdaje sobie sprawę, „że człowiek, niczym dawny rycerz zakuty w ciężką zbroję, dostrzega zwykle to tylko, co się przeciśnie przez szpary przyłbicy, a całość obrazu ogarnia może jeden Bóg”. Zaczyna więc zbierać i spisywać relacje innych, wkrótce wszakże rewolta schodzi na dalszy plan, a imć Fortunato musi zająć się własnymi sprawami…

Piazza del Mercato w Neapolu podczas rewolty Masaniella, mal. Domenico Gargiulo.
Piazza del Mercato w Neapolu podczas rewolty Masaniella, mal. Domenico Gargiulo.

Burzliwe dzieje lipcowego buntu przeplatają się z perypetiami Petrellego, jego znajomych i przyjaciół,

których poznajemy coraz dokładniej dzięki snutym przez nich opowieściom. Również i sam redaktor przedstawia nam swoje życie w odcinkach, począwszy od chwili, gdy jako podrzutek wychowywał się w rodzinie szewca. Mamy więc opowieści w opowieści, dzięki którym odtwarzamy przeszłość narratora i pojmujemy więzy łączące go z innymi bohaterami: kochanką Fiamettą, kurtyzaną Maltanką, księżną Svevą di Gesso, kościelnym Amedeem czy starą aktorką Vittorią. Historie niczym z „Dekameronu” (a chwilami nawet z Aretina), trochę niesamowite, czasem straszne lub pełne namiętności, dowcipne, pikantne albo awanturnicze, rozgrywające się od początku XVII wieku w różnych punktach Włoch (poza Neapolem poznajemy Rzym i Mantuę), ale też w Paryżu czy Metzu. Życie tętni dokoła, pełne gwaru i ruchu, pełne zapachów (nie zawsze przyjemnych) i smaków (zwłaszcza pizzy z pummerolą). Oglądamy pałace i chłopskie chaty, eleganckie salony i malarskie pracownie, drukarnię, życie trupy teatralnej i dworu, odkrywamy tajemnicę pochodzenia Fortunata i sekrety jego przyjaciela, malarza François, tropimy Fiamettę, by poznać jej prawdziwą tożsamość.

Solfatara.
Solfatara.

Maciej Hen z niewzruszoną pewnością panuje nad całym tym bogactwem wątków i postaci,

perfekcyjnie je ze sobą łączy i ani przez chwilę nie zapomina, że musi czytelnika bawić i zaciekawiać, podsuwać mu coraz to nowe smakowite kąski, by nie rzucił w kąt tej nader obszernej powieści. Zmienia tempo, podsyca albo obniża napięcie, zmienia scenerie, czas i wysuwa na pierwszy plan kolejne postacie – a stworzył je zróżnicowane i każdej dopisał biografię godną oddzielnej powieści. Poza wymienionymi wcześniej na wzmiankę zasługuje polski szlachcic, banita Ligęza; nawet postacie epizodyczne są dopracowane i ciekawe. Posługuje się przy tym urokliwym językiem, barwnym, jędrnym, plastycznym, nasyconym delikatnie archaizmami; mamy kosterę i traktiernika, komilitona i balwierza, famurały i mantyle, osielstwo i czczycę. Wielka to radość smakować styl tak soczysty, jak ulubione przez Fortunata pummarole i podziwiać misterną konstrukcję, stworzoną według najlepszych wzorów powieści szkatułkowej.

Maciej Hen, Solfatara, W.A.B. 2015.

Podobne pozycje:

Crimen

Józef Hen

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

21 thoughts on “Radość opowiadania (Maciej Hen, „Solfatara”)”

  1. czytankianki pisze:
    26 sierpnia 2015 o 14:02

    Z pewną podejrzliwością czytałam zapowiedź tej książki, ale cieszę się, że jest niezła. Dobrze jest czasem zanurzyć się w lekturze dla samej przyjemności kontaktu z dobrze opowiedzianą historią. Sceneria i słownictwo tym dodatkowo mnie zachęcają.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      26 sierpnia 2015 o 14:05

      Bym powiedział, że jest więcej niż tylko niezła, sprawność warsztatowa autora i pomysł robią wrażenie.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. czytankianki pisze:
        26 sierpnia 2015 o 14:18

        Aż tak? W takim razie rozejrzę się za jakimiś okazjami.;)

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          26 sierpnia 2015 o 14:23

          Owszem:) A już na tle rodzimej mizerii, kiedy mało kto jest w stanie zapanować choćby nad głównym wątkiem, to hoho:)

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. czytankianki pisze:
            26 sierpnia 2015 o 14:24

            A tu jeszcze panuje „z niewzruszoną pewnością” (podoba mi się to stwierdzenie;))).

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
              26 sierpnia 2015 o 14:31

              No panuje, twardą ręką:)

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
              1. Bazyl pisze:
                27 sierpnia 2015 o 09:43

                Się nie znasz, bo „THORNA” nie czytałeś :P
                PS. Dobra, pieprzna historia, zawsze w cenie, dlatego raz na jakiś czas wyciągam „Dekameron” i czytam jedną :) No i mam cały czas w planach powtórkę z Hrabala. :)

                Wczytywanie…
                Odpowiedz
                1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  27 sierpnia 2015 o 09:53

                  No nie czytałem, ale pozostanę przy ignorancji w kwestii.
                  Ja pod wpływem Solfatary też Dekameron odgrzebałem, a jeszcze i Dawną nowelę włoską.

                  Wczytywanie…
                2. Bazyl pisze:
                  27 sierpnia 2015 o 11:40

                  Mnie Boccaccio kojarzy się najbardziej z Gajosem w beczce :D

                  Wczytywanie…
                3. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  27 sierpnia 2015 o 11:54

                  Chyba coś mnie ominęło:)

                  Wczytywanie…
                4. Bazyl pisze:
                  27 sierpnia 2015 o 12:33

                  Co najwyżej stary spektakl Teatru TV :P

                  Wczytywanie…
  2. Dada pisze:
    26 sierpnia 2015 o 21:32

    Chodziła mi po głowie ta książka i chodziła, ale nic nie wychodziła. Coś tak podskórnie czułem, że warto się nią zainteresować, ale wciąż nie byłem przekonany. Aż do teraz…. no to klops, znów trzeba zrobić zamówienie -.-

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      26 sierpnia 2015 o 21:54

      Zamawiaj, zamawiaj:) Ale po odejściu od bloga reklamacji się nie przyjmuje:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  3. visage Momarta pisze:
    27 sierpnia 2015 o 22:52

    Mając takie wzorce i najwyraźniej też takie geny, autorowi chyba nie wypadało napisać czegoś słabego. Strasznie dawno nie czytałam Hena ojca, ale kołacze mi się po głowie (może niesłusznie), że ojca i syna łączy zamiłowanie do wątków historycznych oraz właśnie – jakżeż ostatnio rzadka – umiejętność snucia opowieści. Chwilowo wiedzie mnie jednak w inne czytelnicze rejony, więc zapisuję na „kiedyś”.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      27 sierpnia 2015 o 22:59

      Geny to potęga, bez wątpienia. Hena ojca mam zaniedbanego straszliwie, a już wyszperałem, że istnieją nawiązania między dziełami obu panów, więc sobie to sprawdzę w bliższej przyszłości.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  4. Michał Stanek pisze:
    15 kwietnia 2016 o 21:58

    Nosz do kroćset, dzisiaj skończyłem pisać swoje wrażenia (wrzucę pod koniec kwietnia) i teraz paczę i widzę, że też użyłem zwrotu „radość opowiadania”. A tej recenzji nie czytałem, jedynie rekomendację w rozmowie na FB. No cóż, widocznie zasób nasuwających się zwrotów jest ograniczony :) Ale w przypadku „Solfatary” sam się nasuwa. dawno nie czytałem tak świetnie poprowadzonej polskiej powieści pełną gębą. Będzie pierwsza maksymalna nota w tym roku. W każdym razie dzięki za zwrócenie uwagi, bo w sumie tylko po twoim poleceniu po nią sięgnąłem, inaczej bym przegapił. Ciekawe, czy jesienią zgarnie Angelusa…

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      15 kwietnia 2016 o 22:11

      Radość opowiadania narzuca się sama, to się czuje po prostu, przypuszczam, że nie my jedni na to wpadliśmy :) Czemu wrzucisz recenzję tak późno?
      Cieszy mnie każdy, kto po tę książkę sięgnie, bo co prawda zbiera same zachwyty, ale ze sprzedażą tak sobie.
      Nawet nie wiem, że ma jakąś nominację, ale będę trzymał kciuki.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Michał Stanek pisze:
        16 kwietnia 2016 o 13:36

        Wrzucam z poślizgiem, bo mam jeszcze jedną zaległość, a że nie daję rady napisać nic częściej niż raz w tygodniu, no to wychodzi 25.04.
        Ja osobiście sprzedaży nie poprawiłem, bo namówiłem na zakup koleżankę koordynatorkę DKK, ale może dzięki temu przeczyta ją ktoś jeszcze w województwie :) Aczkolwiek po lekturze nie opuszcza mnie uczucie, że chciałbym mieć ją w domu.
        Mnie o nominacji Hena do Angelusa uświadomiła czytelniczka blogowego profilu na FB, inaczej też bym nie miał pojęcia.
        A czytałeś to: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/37891/wedlug-niej ?

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          16 kwietnia 2016 o 14:13

          Kolega skrupulant znaczy, z harmonogramem :)
          DKK to chyba kupuje nawet po kilka egzemplarzy? Ale i jeden stanowi postęp. Cena jest, niestety, zabójcza.
          Debiut namierzyłem, ale nie mam dostępu. Może kiedyś się uda.

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
  5. Pingback: Wyczerpane paliwo (Maciej Hen, „Deutsch dla średnio zaawansowanych”) – Zacofany w lekturze
  6. Pingback: Najwłaściwsza droga (Maciej Hen, „Segretario”) – Zacofany w lekturze

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Iwona Zimnicka
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Iwona Zimnicka
1 tydzień ago
View on Instagram |
1/5
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
4 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
4 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
 

Wczytywanie komentarzy...
 

    %d