Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Pierdulneło, że hej! (Mariusz Ziomecki, „Mr. Pebble i Gruda”)

Posted on 8 września 201530 stycznia 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

DSC_0199W dzieciństwie główny bohater wraz z kolegami zabawiał się jazdą drezyną bez hamulców po stoku wzgórza. Nieco znudzeni monotonią chłopcy postanowili pewnego razu skręcić w nieznaną im bocznicę. Drezyna nabrała tam gwałtownie prędkości i w końcu z impetem walnęła w furmankę przeprawiającą się przez tory. O dziwo, nikomu nic się nie stało, a flegmatyczny woźnica pogodnie podsumował: „Pierdulneło nas, chłopaki”. Przytaczam ten epizod, bo kojarzy mi się z odczuciami przy lekturze powieści Mariusza Ziomeckiego. Krótki rozruch, a potem jazda bez trzymanki i pierdulnięcie. I to jakie!

Po stracie ukochanej Marietty poeta Jan Kamyk emigruje z synkiem do Stanów Zjednoczonych. Zmienia nazwisko, znajduje pracę na uczelni, zaczyna odnosić sukcesy. Chce odciąć się od przeszłości, przeszłość jednakże nie ma zamiaru odcinać się od Jana Kamyka. Niespodziewani goście z Polski burzą spokojną egzystencję Johna Pebble’a zaproszeniem na zjazd koleżeński. Pojawiają się sugestie, że znaleziono nowe ślady związane z samobójczą śmiercią jego żony. Rusza więc ostatecznie do kraju, a w tym momencie fabuła zaczyna nabierać rozpędu.

Wątek współczesny – spotkanie z dawno niewidzianą rodziną i starymi przyjaciółmi – stopniowo odsłania nam tajemnice przeszłości; coraz więcej dowiadujemy się o okolicznościach, w jakich Kamyk stracił żonę i musiał wyjechać z Polski. Równocześnie seria retrospekcji zapoznaje nas z dziejami rodziny bohatera i pokazuje, jak rodziła się i cementowała przyjaźń grupy rówieśników – urodzonych na początku lat pięćdziesiątych, dla których pierwszym ważnym pokoleniowym przeżyciem był Marzec’68. Losy każdego z nich były inne, zależne od wyborów życiowych, ale przyjaźń trwała:

U progu dorosłości, gdy uwalniamy się od rygorów rodzinnego domu, wolność uderza do głowy jak musujące wino. Bawimy się wtedy z energią, jakiej nie mamy nigdy potem, a przyjaźnie dają nam nowe poczucie bezpieczeństwa. To niewzruszona wiara, że na naszych przyjaciół możemy liczyć zawsze i że zrobią dla nas wszystko bez zadawania pytań i podzielą się z nami ostatnią kromką chleba, daje nam odwagę do ostatecznego opuszczenia świata dzieciństwa i rodziców. Byliśmy taką właśnie grupą przyjaciół.

Mariusz Ziomecki napisał jednocześnie świetną sagę rodzinną i znakomitą powieść pokoleniową. Rodzina Kamyków z pewnością nie jest stereotypowa, a przeżyciami jej członków dałoby się obdzielić kilka familii. Smakowite epizody z przeszłości połączone są z analizą stosunków łączących rodziców narratora, jego samego z matką i ojcem oraz rodzeństwem. Nie było im ze sobą łatwo, ale jednocześnie – mimo że się kłócą, obrażają, czasem nie rozumieją – są ze sobą złączeni na dobre i złe. Przyjaciele Jana reprezentują pokolenie, któremu przypadło w udziale dzieciństwo za Gomułki, młodość za Gierka, a dorosłość zaczęła się wraz z narodzinami „Solidarności”. Wtedy w pełni zaczęła do nich docierać perfidia systemu, w którym żyli; poznali „charakterystyczny dla komuny smak: to metaliczna gorycz w ustach, która pojawia się, gdy stajesz bezradny wobec czyjejś bezkarnej nikczemności”. Trudno im się dziwić, że po latach zapragnęli wypłukać usta z tego gorzkiego osadu i rozliczyć się z przeszłością. Można sarkać, że Ziomecki za dużo elementów wpakował w dzieje Kamyków i paczki Janka, że mógł czasem odpuścić bohaterom udział, choćby drugoplanowy, w jakimś istotnym wydarzeniu, że czasem jednak przekombinował. Ale to byłoby niepotrzebne czepialstwo. Starsi czytelnicy pewnie by sobie uzupełnili luki, posiłkując się choćby własnymi wspomnieniami, młodsi jednak straciliby niezwykłą lekcję historii, bo w epizodach cofa się Ziomecki aż do początków II Rzeczpospolitej.

Ziomecki umie opowiadać, wie, jak bawić i wzruszać, kiedy mówić poważnie, a kiedy rzucić rubasznym dowcipem. Obrazki z Ameryki są zabawne, czasem sarkastyczne, podobnie jak opisy Polski początku lat dziewięćdziesiątych; rozczulająca jest więź łącząca Jana z synem; opisy dawnych wakacji Kamyków na wsi są po prostu niesamowite: przytaczałem na początku historię o jeździe drezyną, a nie jest to najlepszy z epizodów. Wielka scena polowania na suma czy opis trąby powietrznej demolującej gospodarstwo zwalają z nóg. Ziomecki jest też lirykiem; podobały mi się bardzo wiersze „Jana Kamyka” otwierające kolejne rozdziały (a szczególnie finałowe „Godziny”). Pięknie opisana jest niełatwa, tragicznie przerwana miłość Jana i Marietty; czystej wody poezją wydaje mi się też choćby taki fragment z pożegnalnego listu Marietty:

[…] na wszelki wypadek nie czyńcie szkody nocnym owadom. Pozwólcie im wlatywać w letnie noce przez otwarte okna waszego domu. Gdziekolwiek on będzie stał. Być może to ja, pod postacią rudej ćmy, będę sprawdzała, czy dobrze sobie radzicie, moi wspaniali mężczyźni. Czy umyliście zęby, czy pocałowaliście się na dobranoc, czy śpicie mocno, głębokim snem, bezpieczni pod moimi skrzydłami.

Wiele miejsc powieści tchnie takim autentyzmem, że chyba uzasadnione jest podejrzenie, iż autor czerpał ze swojej biografii (notka na okładce wskazuje chociażby, że doświadczenia amerykańskie Kamyka mogą być doświadczeniami samego Ziomeckiego). Pewnie jednak nie dowiemy się, czy jakieś postacie realne były wzorami dla bohaterów i ile z wydarzeń to własne wspomnienia, a ile jest tylko tworem nieprzeciętnej wyobraźni autora.

Dziewięćset stron „Mr. Pebble i Grudy” budzi nieufność, czy autorowi udało się taką objętość dobrze wykorzystać, czy nie przynudza, czy poradził sobie ze wszystkimi wątkami, czy konstrukcja się nie zawali. Uwierzcie, przy osiemsetnej stronie zaczniecie żałować, że książka się kończy, a po ostatniej stronie będziecie chcieli zacząć czytanie od początku, byle nie opuszczać bohaterów i ich świata.

Ten wpis dedykuję Kasi z Notatek Coolturalnych, niestrudzonej propagatorce tej książki, która nieustannie przekonuje do niej wszystkich naokoło i sławi talent autora. Żałuję, że tak długo opierałem się namowom Kasi, ale cieszę się niezmiernie, że w końcu uległem.

Mariusz Ziomecki, Mr. Pebble i Gruda, Czarna Owca 2011.

28 thoughts on “Pierdulneło, że hej! (Mariusz Ziomecki, „Mr. Pebble i Gruda”)”

  1. Mama w dużym domu pisze:
    8 września 2015 o 10:46

    Zachęconam, nawet bardzo bardzo. Ruszam na poszukiwania.

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      8 września 2015 o 10:51

      I bardzo słusznie, powodzenia w łowach :)

      Odpowiedz
  2. kasia.eire pisze:
    8 września 2015 o 11:23

    To jest naprawdę wyjątkowa powieść, mam nadzieję, że coraz więcej czytelników będzie się o tym miało okazję przekonać, jeśli tylko pokonają swoje przerażenie spowodowane objętością. Miałam jak i Ty – skończyłam i odruch powrotu do pierwszej strony, nie chce się człowiek rozstawać z tą historią.

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      8 września 2015 o 11:34

      Kasiu, zrobiłaś bardzo dużo, żeby przekonać ludzi do tej książki (swoją drogą, czy wydawnictwo w ogóle ją promowało?) i powinnaś mieć za to dozgonną wdzięczność autora. No i tych, których do niej przekonałaś :)

      Odpowiedz
      1. kasia.eire pisze:
        8 września 2015 o 15:22

        Ta książka mi się odwdzięcza, bo jak mi jakoś nisko, to sobie czytam fragmenty, szczególnie takie, jak ta rozmowa telefoniczna, kiedy jeden z braci pyta synka czy umie zaśpiewać Arkę :-) I te wysłane przez Ciebie, o turbinie. Oj, tam tego dużo. Mam na Kindlu, czyli w komórce i podczytuję czasem. Pewnie niedługo zaliczę od początku :-)

        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          8 września 2015 o 15:24

          Turbina! Turbina to jest po prostu kulminacyjny punkt :D Mam ataki śmiechu na samo wspomnienie :)

          Odpowiedz
  3. Bazyl pisze:
    8 września 2015 o 13:12

    9 stówek? Całe szczęście już widzę, że jest ebook :)

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      8 września 2015 o 14:31

      No jest, jest. Sam czytałem w kindlu, a papier specjalnie dla żony ściągnięty :)

      Odpowiedz
  4. Leżę i czytam pisze:
    8 września 2015 o 13:36

    Czuję się zachęcona, i to bardzo – uwielbiam grubaśne tomiszcza. Dobrze mi się komponują zwłaszcza z zimą i padającym za oknem śniegiem. A sagi rodzinne z historią Polski w tle – to prawdziwy rarytas, jakby na zamówienie dla mnie pisany!

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      8 września 2015 o 14:36

      Moim zdaniem nie ma co czekać do śniegu i zimy, jesienią ta książka też da radę :D

      Odpowiedz
  5. Agnieszka pisze:
    8 września 2015 o 14:17

    Ksiązka byc moze nadal jest w sprzedazy na stronie wydawnictwa za jedyne 10 zl. Kupilam ją po bardzo entuzjastycznej recenzji na blogu Dzien Pózniej. Dorwali się do niej moi rodziciele, przeczytali w tydzien i puscili ksiązkę w obieg. Ciekawe, kiedy do mnie wróci… Bo po takiej recenzji, jak Twoja, mam na nią chętkę!

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      8 września 2015 o 14:30

      Wszystko się dewaluuje. Dycha to życiowa okazja, należy brać bez zastanowienia:) Spróbuj może wytropić miejsce pobytu książki, szkoda, żeby się chętka zmarnowała:)

      Odpowiedz
  6. natanna pisze:
    8 września 2015 o 23:28

    Ostatnio unikam zakupów książek , ale zostałam pokonana tą opinią.
    To książka dla mnie, jak najbardziej…uwielbiam wspomnienia z PRL i sagi rodzinne.

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      8 września 2015 o 23:29

      Bardzo zachęcam, tym bardziej że ponoć książka już dostępna na wyprzedażach.

      Odpowiedz
      1. natanna pisze:
        8 września 2015 o 23:30

        Już sprawdzam…

        Odpowiedz
        1. natanna pisze:
          9 września 2015 o 08:31

          I kupiłm – uff!
          Ale na allegro za jedyne 15 zł, bo wszędzie indziej ceny są dla mnie nieprzystępne bardzo…..
          A teraz oczekuję na przesyłkę.

          Odpowiedz
          1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
            9 września 2015 o 08:32

            To mam nadzieję, że się nie zawiedziesz :)

            Odpowiedz
            1. natanna pisze:
              9 września 2015 o 08:35

              Po tym co czytałam z pewnością nie…

              Odpowiedz
              1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                9 września 2015 o 08:37

                Różnie to bywa, że się tak zaasekuruję na wszelki wypadek :)

                Odpowiedz
  7. Ewa pisze:
    9 września 2015 o 05:00

    Chetnie przylacze sie do entuzjastycznych zachwytow, bo szybko dalam sie namowic na czytanie i bardzo mi sie podobalo. Mysle, ze nawet spodoba mi sie jeszcze bardziej po raz drugi, jak dorwe na papierze. Ale czy moge troszke sie przyczepic do szczegolow i pomarudzic? Tzn. szczegol jest jeden, tyle, ze przynajmniej dwa razy wystepuje. I moze w caloksztalcie to jest w ogole nieistotne i wyjde na czepialska babe, ale okrutnie mnie takie „kwiatki” draznia. I musze bo sie udusze. Do rzeczy: przynajmniej dwa razy wystepuje kwestia rozmow telefonicznych miedzy USA i Polska. I za kazdym razem podkreslana jest roznica czasu, tyle, ze w odwrotna strone. Ze niby jak w Ameryce wieczor to w Polsce popoludnie, albo jak tu polnoc to tam dopiero wczesny wieczor. Zapewniam, ze tak nie jest. Godzina 22 w Michigan to 4 rano w Polsce, a polnoc to 6. Pan Ziomecki przeciez w Stanach mieszkal, powinien to wiedziec.
    No, to wyrzucilam z siebie ;)

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      9 września 2015 o 08:19

      Zawsze byłem słaby z przeliczania stref czasowych, więc nie zauważyłem:) Za to mąż Ireny Joliot-Curie nazywał się Fryderyk, a nie Piotr :) W ferworze pisania różne błędy mogą się pojawić, szkoda, że ich nie wyłapano przy redakcji. Na szczęście przy ogromie książki można to uznać za drobiazgi.

      Odpowiedz
  8. Natalia pisze:
    9 września 2015 o 19:05

    Czuję się zachęcona. Zwłaszcza, że ostatnio przeczytałam bardzo niedobrą sagę rodzinną z dwudziestowieczną historią Polski w tle i potrzebuję odtrutki.

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      9 września 2015 o 19:38

      Mam nadzieję, że odtrutka zadziała.

      Odpowiedz
  9. Izabela Łęcka pisze:
    14 września 2015 o 07:59

    Cześć,
    Czy mogę Cię prosić, żebyś wycofał powiadomienia o kolejnych postach? To jest bardzo irytujące, dostawać kilkadziesiąt maili dziennie. A jak wciskam link ;zarządzanie’ subskrybcjami to wyświetla mi się że strona nie istnieje.
    Jak jeszcze dostanę kilkanaście maili o każdym jednym zdaniu, to zacznę krzyczeć.

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      14 września 2015 o 09:00

      Proszę uprzejmie, chociaż akurat przy tym poście subskrypcji nie masz.

      Odpowiedz
    2. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      14 września 2015 o 09:25

      PS. Zarządzanie subskrypcjami już powinno działać.

      Odpowiedz
  10. Pingback: To już piąty rok – Beznadziejnie zacofany w lekturze
  11. Pingback: Rodzinna układanka (Zbigniew Zawadzki, „Przetwórnia”) – Zacofany w lekturze

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT