Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Nie ma spokoju nad Zalewem Zegrzyńskim (Mariusz Ziomecki, „Umierasz i cię nie ma”)

Posted on 18 stycznia 201630 stycznia 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Prowincjonalna przestępczość już dawno wyszła poza włamania do sklepów Gminnej Spółdzielni i mordobicia na weselach. Nawet w najbardziej sielskich rejonach korupcja panoszy się na wszystkich szczeblach, mniejsi lub więksi mafiozi trzęsą miasteczkami, wszędzie mniej lub bardziej zawoalowane przekręty, a czasem nawet wpadnie na gościnne występy płatny morderca. Jeżeli więc para policjantów w stanie spoczynku uważa, że zazna spokoju w miasteczku nad Zalewem Zegrzyńskim, to bardzo się myli.

Już rozrywka, jaką sobie wynaleźli w charakterze sposobu na życie, gwarantowała masę atrakcji. Budowanie wymarzonego pensjonatu to nie bułka z masłem: nie dość, że pieniądze topnieją w oczach, to jeszcze lokalna ekipa fachowców odwala fuszerkę za fuszerką. Każdy, kto cokolwiek budował lub remontował, od razu odnajdzie się w tych klimatach rodem ze skeczu Kabaretu Moralnego Niepokoju. Wiadomo: „Będzie pan zadowolony”.

Podinspektor Roman Medyna jednak z postępów zadowolony nie jest. Sam zasuwa z robotnikami, martwi się o finanse, ale ogólnie chwali sobie odejście ze służby. Ma więcej czasu dla swojej żony Basi, psychologa policyjnego, i małego syna. Mnie by właściwie tyle wystarczyło: kłopoty budowlane i prowadzenie własnego interesu przez kompletnych nowicjuszy to doskonały materiał na obyczajową powieść. A swoje wyczyny z czasów policyjnych Medyna mógłby opowiadać czasem gościom przy kominku. Mariusz Ziomecki jednak uznał, że skoro już ma doświadczonego gliniarza, to wykorzysta go również w celach śledczych. Dlatego też nieopodal popełniona zostaje zbrodnia: fachowy, brutalny mord poprzedzony torturami na burmistrzu miasteczka i dwóch ekolożkach. Podinspektor w stanie spoczynku, rzecz jasna, zaczyna węszyć, czym naraża się paru wpływowym osobom, wygrzebuje z szaf rozmaite szkielety i popełnia wykroczenia drogowe na trasie Zegrze–Warszawa. Oraz ostro nadweręża swe szczęście małżeńskie.

Mariusz Ziomecki umie opowiadać barwnie i zajmująco, potrafi dawkować napięcie i skonstruować historię tak, żeby nie nudziła. No i jest mistrzem epizodów z życia wziętych, scenek rodzajowych, naturalnych i potoczystych dialogów. Wielkie uznanie za parę głównych bohaterów – gdzie ja ostatnio czytałem o policyjnym małżeństwie, na dodatek z dzieckiem, które się jeszcze nie rozwiodło? O policjantach, którzy rezygnują ze służby i chcą sobie normalnie żyć? No właściwie to nie pamiętam. Z kryminałów niedawnych pamiętam głównie rozwodników, samotników, alkoholików i popaprańców w różnych stadiach rozwoju (na czele chociażby z bohaterami Mateusza M. Lemberga). Medynowie byli więc postaciami dość odświeżającymi, choć bynajmniej niewyidealizowanymi. Roman pewnie podbije serca czytelniczek jako kwintesencja męskości i wybaczone mu zostaną grzechy nadmiernej porywczości. Jego żona, na pozór krucha, jest dla niego wymarzoną partnerką; potrafi go okiełznać, wspiera emocjonalnie i intelektualnie, wiele też jest w stanie wybaczyć, ale jeśli mąż podpadnie… Lepiej nie podpadać.

Kryminalnie jest nieco słabiej. Sprawa zabicia burmistrza i dwóch działaczek wydaje mi się zbyt rozdęta. Jasne, prowincja sroce spod ogona nie wypadła, ale Ziomecki chyba za dużo grzybów wrzucił w ten barszcz: bo to i zawodowi mordercy, i korupcja, ochrona przestępców, utrudnianie śledztw, nieudolność policji, pedofilia, kazirodztwo, podejrzana sekta… Niby wszystko ładnie się składa, Medyna wpada na kolejne ślady (znakomicie pokazana współpraca podinspektora z brukową prasą, przynosząca obopólne korzyści), ale i tak nie obywa się bez interwencji tajemniczego szefa tajemniczych służb. Te niedostatki pokrywa kilka dynamicznych scen motocyklowych, jedno mordobicie w wodzie w stylu Jamesa Bonda i dramatyczny finał. Mimo to mam nadzieję, że w kolejnym tomie autor skupi się na przestępczości mniej światowej, bo z tego, co pisze o okolicy i jej mieszkańcach, widać, że nie dzieje się tam najlepiej. Medynowie ze swym doświadczeniem mogliby to i owo wyprostować, a przy okazji wrosnąć nieco w sąsiedztwo. Nie wspominając już o tym, ile byłoby z tego materiału na błyskotliwe epizody i dialogi. Stanowczo warto by znaleźć więcej miejsca choćby dla miejscowego mafioza Miśka i jego szemranych interesów. Cykl bez wątpienia ma potencjał, autor może potrzebuje nieco czasu na „rozpisanie się”. Czekam więc na drugą część, licząc na dalszy rozwój głównych bohaterów, doniesienia z frontu hotelarskiego i lokalne smaczki.

Mariusz Ziomecki, Umierasz i cię nie ma, Wydawnictwo Akurat 2015.

Udostępnij:

  • Drukuj (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Email a link to a friend (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Share on Facebook (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Share on WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Share on Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Share on Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

49 thoughts on “Nie ma spokoju nad Zalewem Zegrzyńskim (Mariusz Ziomecki, „Umierasz i cię nie ma”)”

  1. AnnRK pisze:
    18 stycznia 2016 o 18:46

    „Z kryminałów niedawnych pamiętam głównie rozwodników, samotników, alkoholików i popaprańców w różnych stadiach rozwoju” – tak, tak, TAK! Czasami mam ochotę zrobić ankietę wśród policjantów, żeby sprawdzić, czy u nich faktycznie tak kiepsko z małżeństwami, czy też wszyscy, którym się nie poszczęściło, wylądowali w powieściach.

    Jako czytelniczka potwierdzam: Roman podbił moje serce. :D

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      18 stycznia 2016 o 20:45

      Bardzo irytująca jest ta monotonia postaci. Czasem myślę, że mam zaburzony ogląd, bo czytam za mało kryminałów, ale potwierdziłaś moje wrażenie. Ostatnim taki typem, którego trawiłem, był Wallander; już nawet Zyga Maciejewski mnie zaczyna denerwować momentami.
      No i ciekawe, dlaczego mnie nie dziwi powodzenie Romana :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Qbuś pożera książki pisze:
        19 stycznia 2016 o 12:55

        Ciekawe z czego to wynika. Może po prostu łatwiej jest „pisać” takiego inspektora, który nie ma „bagażu” w postaci szczęśliwej rodziny? Łatwiej takiego posyłać w różne niebezpieczne sytuacje, gdyż mniej w nim zahamowań.

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          19 stycznia 2016 o 13:32

          To jest chodzenie na łatwiznę i potępiamy takie działania jako czytelnicy :D Jeszcze łatwiej byłoby pisać o superrobocie, którego bez żalu można posyłać nawet do wnętrza reaktora atomowego.
          Raczej przypuszczam, że pisarze uważają, że czytelnicy lubią ten typ. Albo nie umieją pisać o szczęśliwych policjantach :)

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
  2. Agnieszka Hofmann pisze:
    18 stycznia 2016 o 18:52

    Polskie kryminały czytam głównie dla polskich smaczków, których bardzo mi na obczyźnie brakuje. Pod względem intryg kryminalnych niestety większość kuleje, ale jeśli cała reszta, czyli właśnie bohaterowie, dialogi, scenki, wszystko to, co decyduje o wiarygodności i kolorycie, się zgadza, to gotowam wybaczać niedociągnięcia fabuły.
    Rację masz, że nie uświadczysz normalnych książkowych śledczych – ze świecą szukać tych „niepopapranych”. Mnie to potwornie męczy, bo te wszystkie traumy, nałogi, rozwody, poranione dusze są z reguły strasznie naciągane, plastikowe jakieś. Mało który pisarz kryminałów ma pomysł na fajnego głównego bohatera.
    Z ostatnich polskich, które nawet mi się podobały, polecam „Mgłę” Malanowskiej (należy podejść do lektury bez żadnych uprzedzeń, to istotne), i choć jest tam parę stereotypowych kreacji, to ogólnie autorka dała radę. No i nic nie poradzę na to, że lubię Czubaja, więc jego też polecę :-)
    A ponieważ Ziomeckiego tak wszyscy chwalicie, to nie ma rady, trzeba przeczytać.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  3. Marlow pisze:
    18 stycznia 2016 o 20:15

    Nie narzekaj, czytam teraz „Sprawę Niny Frank”, „królowej polskiego kryminału” – dużo można tłumaczyć, tym że to debiutancka powieść ale jednak nie wszystko.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. Agnieszka Hofmann pisze:
      18 stycznia 2016 o 20:31

      Nie wiem, kto dokonuje koronacji tych wszystkich królowych, dprawdy… To ja już wolę giermków, albo jeszcze lepiej, trefnisiów.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Marlow pisze:
        18 stycznia 2016 o 20:36

        Bo też i śmiech ogarnia jak się to czyta.

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          18 stycznia 2016 o 20:56

          No jak to kto? Bonda się sama koronowała, uzurpatorka jedna. Królowa bowiem była i jest tylko jedna :) Normalnie aż kiedyś się skuszę na któryś z utworów, tylko one są takie przeraźliwie grube. Czemu Christie się mieściła na 200 stronach, a te współczesne gwiazdy muszą od razu 800? Kompleks jakiś mają? Sztuki piękne uprawiają?

          Agnieszka: smaczki obyczajowe uwielbiam w każdym kryminale, od Conan Doyle’a począwszy, o Christie nie wspominając. Jak jest dużo smaczków, to i wiele wybaczam. Żeby jeszcze częściej trafił się autor z poczuciem humoru, ale nie, wszystko takie sieriozne i koniecznie musi załatwiać wszystkie bolączki tego świata, aż zęby bolą czasem.

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. Marlow pisze:
            18 stycznia 2016 o 21:04

            Mnie ta objętość też zniechęcała, na szczęście „Sprawa Niny…” jest stosunkowo cienka, ale i na nią bym się nie zdecydował gdyby nie entuzjastyczna recenzja w Krytycznym okiem :-)

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
              18 stycznia 2016 o 21:07

              A to ja może mimo wszystko poczekam aż wyrazisz opinię na piśmie :)

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
              1. Marlow pisze:
                18 stycznia 2016 o 21:18

                Tragedii nie ma :-) ale podstaw do entuzjazmu też nie widzę.

                Wczytywanie…
                Odpowiedz
                1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  18 stycznia 2016 o 21:22

                  Eee, to jak nijakie, to nie czytam, żadna pożywka dla wrednego blogera :)

                  Wczytywanie…
  4. Kasia Hordyniec pisze:
    18 stycznia 2016 o 20:58

    I to się nazywa porządna recka, a nie moje egzaltowane miotanie się z beretem na łbie. I jeszcze zakochałam się w Romanie ;-)
    Doprawdy idę sortować buraki

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  5. Kasia Hordyniec pisze:
    18 stycznia 2016 o 21:00

    A i zdjęcie swietne, i to tutaj, i to na fejsie

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      18 stycznia 2016 o 21:05

      Kasiu, gdybyś Ty się w egzaltacji nie miotała, to straciłbym najlepszą powieść ubiegłego roku, a i pewnie na ten kryminał bym nawet nie spojrzał. Więc egzaltuj się tak dalej ku pożytkowi mojemu i innych, których zaraziłaś Grudą.
      PS. W Irlandii mają buraki?
      PS 2. A zdjęcie na szybko strzelone, ale przynajmniej się ten śnieg na coś przydał :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Kasia Hordyniec pisze:
        18 stycznia 2016 o 23:26

        Beret z głowy – nie ma burakow, ale lepiej brzmi niż ziemniaki :-)

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          18 stycznia 2016 o 23:31

          No i widzisz, nie utrzymałaś się w realiach. A realia to podstawa przecież :D

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. Kasia Hordyniec pisze:
            18 stycznia 2016 o 23:38

            Od Ziomeckiego mię się uczyć trzeba :-)
            Oesu, ale się wkopalam, teraz będziesz mi ciął nie tylko po czlonkach, ale i po realiach :-)

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
              19 stycznia 2016 o 07:01

              Pa wsiem :P

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
  6. Pyza pisze:
    18 stycznia 2016 o 22:05

    Choćby dla tego niepopapranego detektywa (ostatnio na brak takich ciągle narzekam) — przeczytam! Jak znajdzie się już w bibliotece :).

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      18 stycznia 2016 o 22:08

      Oby więc biblioteka szybko zrobiła zakupy :D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  7. Bazyl pisze:
    19 stycznia 2016 o 08:22

    Po drugim akapicie mam ambiwalentne uczucia. Czytać czy nie czytać? Czy nie za wcześnie by rozdrapywać świeże jeszcze rany? Z drugiej strony, jak to ładnie się dowiedzieć, że komuś spierniczono bardziej niż tobie :P Co do ciągotek bondowskich, to widać je już w opowieści o panu Kamyku, więc to chyba taka troszkę idée fixe autora, z której, podobnie do Ciebie uważam, powinien bądź zrezygnować, bądź ją ograniczyć :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      19 stycznia 2016 o 08:53

      No co Ty, teraz to tylko czytać z pełną zadowolenia miną, że ma się to już za sobą :D
      Gdzieś Ty w Kamyku zauważył ciągoty bondowskie? Bo chyba nie w scenie z drezyną? Akurat do kryminału pasuje jak ulał, nic tak nie dodaje książce życia jak rasowe mordobicie.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        19 stycznia 2016 o 11:28

        Albo też przypomni ci się każda fuszerka, a niektóre, o których już zdążyłeś zapomnieć, znów wlezą w oczy wkurzając :P W Kamyku drażnił mnie wszechwładny generał, co to z niejednego pieca chleb jadł :)

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          19 stycznia 2016 o 11:47

          E, ja tam widzę i pamiętam wszystkie fuszerki. Na szczęście pokrywa je powoli patyna lat i kurz. A czasem wystarczy trochę gipsu i warstwa farby :)
          Zawsze jest jakiś wszechmocny generał, ktoś musi rządzić światem :)

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. Bazyl pisze:
            20 stycznia 2016 o 09:25

            To jak się dorobię patyny, to się wezmę za Ziomeckiego. Może już wtedy będzie cykl, to wchłonę ciurkiem :P

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
              20 stycznia 2016 o 09:29

              Ach, boś Ty świeży posesjonat jest. U mnie się nie tylko spatynowało, ale i to i owo się powoli zaczyna sypać :D

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
              1. Bazyl pisze:
                20 stycznia 2016 o 09:32

                Popatrz, u mnie też :P Więc jak już pisałem wyżej, zamiast bawić może … :)

                Wczytywanie…
                Odpowiedz
                1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  20 stycznia 2016 o 09:35

                  Bierzesz gips, silikon, szpachelkę i zacierasz, żeby nie było widać :D

                  Wczytywanie…
                2. Bazyl pisze:
                  20 stycznia 2016 o 09:47

                  Jak ja bym wziął to wszystko w ręce, to by dopiero wtedy było widać :D

                  Wczytywanie…
                3. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  20 stycznia 2016 o 09:54

                  Kolega jako posesjonat powinien przejść jakieś kursa, bo inaczej mus dopłacać fachowcom :(

                  Wczytywanie…
                4. Bazyl pisze:
                  21 stycznia 2016 o 09:43

                  Nie znam aż tak twardych kołczów remontu personalnego :P Jeszcze bym dostał pacą w łeb albo, nie daj Bóg, waserwagą :D

                  Wczytywanie…
                5. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  21 stycznia 2016 o 09:46

                  Najpierw byś skakał po piwo, a potem powoli byś się wszystkiego nauczył. Może i wasserwaga byłaby w użyciu :D

                  Wczytywanie…
                6. Bazyl pisze:
                  21 stycznia 2016 o 12:19

                  I wężykiem?

                  Wczytywanie…
                7. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  21 stycznia 2016 o 12:30

                  Oczywista :D

                  Wczytywanie…
  8. Eireann pisze:
    19 stycznia 2016 o 15:50

    Nemhauser z kryminałów Leszka Talki, pardon, Wiktora Hagena, jest kompletnie niepopaprany. Udane małżeństwo, dwoje dzieci i jeszcze pasja kulinarna na dodatek. A jego kumpel Mario to mój zdecydowany faworyt ;-). Normalny jest też Salvo Montalbano, no chyba, że się przyczepimy do jego nieformalnego związku.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      19 stycznia 2016 o 15:55

      Hagen, powiadasz? To się zainteresuję. Komisarza Montalbano pamiętam jako konkursowego nudziarza, on chyba wyłącznie jadł :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. kasia.eire pisze:
        19 stycznia 2016 o 16:45

        Też chciałam napisać o tym Nemhauserze, super facet, z dwójką dzieci do tego pracuje po godzinach w knajpie, bo lubi gotować. Super bohater.

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          19 stycznia 2016 o 17:04

          W knajpie po godzinach? Już go lubię, tylko mam nadzieję, że dorabia za zgodą przełożonych :)

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. kasia.eire pisze:
            19 stycznia 2016 o 17:52

            a tego nie pamiętam, mam wrażenie, ze nie miał zgody, ale mogę się mylić

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
              19 stycznia 2016 o 17:57

              Uuuu, to chyba łamał przepisy. Jakaś kontrol go powinna łupnąć :)

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
      2. Eireann pisze:
        19 stycznia 2016 o 17:39

        Faktycznie, smakoszem ci on jest. Ale jak pięknie klnie… ;-)

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. Eireann pisze:
          19 stycznia 2016 o 17:42

          Montalbano, znaczy :-)

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
            19 stycznia 2016 o 17:43

            Ma się rozumieć, że Montalbano :) Do przeklinania chyba nie dotrwałem, znudziło mnie to ślamazarne tempo w połowie albo i wcześniej.

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. Eireann pisze:
              19 stycznia 2016 o 17:47

              Aaa, bo na przeklinanie trzeba sobie zasłużyć ;-) Cierpliwością :-D

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
              1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                19 stycznia 2016 o 17:55

                Ja tam sobie poprzeklinałem to nudziarstwo :P

                Wczytywanie…
                Odpowiedz
  9. visage Momarta pisze:
    19 stycznia 2016 o 22:59

    Polskie prowincjonalne miasteczko jako takie jest moim zdaniem samograjem. Jakim się chce: kryminalnym, obyczajowym, psychologicznym lub z gatunku powieści grozy. W sumie lubię, a jak dobrze napisane, to jeszcze bardziej.
    Na razie ciągle mnie jeszcze trochę odrzuca od kryminałów (wszystko jedno czy polskich, czy niepolskich), ale obserwuję bacznie i dopisuję Ziomeckiego na szczyt listy (ostatnio zarejestrowali mnie w placówce medycznej z numerkiem „zerowym”, więc tez mu taki dam, niech ma!:P)
    Aha, znam kilkunastu policjantów w udanych związkach, więc w kryminałach robią im czarny PR!

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      19 stycznia 2016 o 23:06

      Też uważam, że to samograj i nie ma potrzeby dokonywać żadnych przeszczepów z wielkiego świata :) Na odrzucanie od kryminałów nieustannie polecam Mr Pebble i Gruda tegoż autora, liczne wątki dostarczające uciechy i liczne, które jej nie dostarczają, dobrze zbilansowana lektura. Mam nadzieję, że zerowy numerek pozwoli się szybko wyleczyć ze wszystkiego.
      Może ten czarny PR opłacają adwokaci od rozwodów, żeby się obłowić na tych szczęśliwie uzwiązkowionych? No bo skoro nawet w książkach piszą, że dobry glina, to rozwiedziony glina, to obciach tak żonę mieć. I to może jeszcze tę samą dłużej niż trzy lata?

      Wczytywanie…
      Odpowiedz

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
4 dni ago
View on Instagram |
1/5
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia.
Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia. Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
1 tydzień ago
View on Instagram |
2/5
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
4 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. 
„Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Zbigniew A. Królicki
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. „Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Zbigniew A. Królicki
1 miesiąc ago
View on Instagram |
4/5
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Iwona Zimnicka
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Iwona Zimnicka
2 miesiące ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
 

Wczytywanie komentarzy...
 

    %d